niedziela, 9 marca 2014

Wolfind: Od Stu do Gwen

Piękny słoneczny ,dzień wszystko w okół jakby zaczarowane jakąś niewidzialną mocą promieniało ,szczęściem i radością ,prócz jednej osoby na tej planecie .A tą jedyną osoba jestem właśnie ja , siedzący na przednim siedzeniu pickup rodziców chłopak o nieszczęsnym wyrazie twarzy , poczochranych włosach , tępo patrzący na horyzont przez szybę .
-Stuart uśmiechnij się ,już dojeżdżamy -słowa mamy ledwie do mnie docierały. Bo jak można się uśmiechać ,jak można w ogóle o tym myśleć kiedy człowiek chciały najlepiej zasnąć i się nie obudzić.Rozmaite myśli chodziły mi po głowie tego dnia ,jeszcze rano stałem na progu mojego domu w Kalifornii .A teraz Jadę do kompletnie obcego mi miejsca , i obcych ludzi .
Nagle pickup zatrzymał się
-To tu wysiadaj Stuart ,Stuart!-niemal krzyk mojej mamy wyrwał mnie z rozmyślań
-Już -Mój głos wydał mi się jakiś obcy ,ale wysiadłem i rozejrzałem się
-No chodź już -Popędzała mnie mama -Spóźnisz się -Te słowa jeszcze spowolniały mój krok ,nie chciałem tu przyjeżdżać ,a co dopiero biec tu radośnie .
Stałem już przy recepcjonistce razem z matką
- A więc Stuart Baker -Powiedziała Pani recepcjonistka
-Dla ścisłości Stu -Poprawiłem ją nienawidzę gdy ktoś mówi do mnie Stuart .
-Stuart zachowuj się -skarciła mnie matka i zaczęła tłumaczyć recepcjonistce jakie ze mnie złote dziecko. Oddaliłem się od nich i zacząłem rozglądać po budynku .nawet tu było ładnie.
-Jesteś w Wolfind- Powiedziała moja matka -Ja jadę -Pomachała mi i znikała w wejściu .A ja razem z walizką ruszyłem się rozpakować .Gdy to już uczyniłem .Wyjąłem jedyną rzecz która mogła mnie rozluźnić ..Gitarę .Siadłem na jakiejś ławce i zacząłem grać w kółko jedną melodie ,gdy spostrzegłem że ktoś mi się przygląda

Gwen ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz