środa, 5 marca 2014

Lioneart: Od Eveline do Nicole

Chodniki zapełnione były ludźmi. Ja i moja walizka ledwie mieściłyśmy się pomiędzy innymi. Co chwila ktoś patrzył na mnie dziwnym wzrokiem. Nie co dzień widzi się czternastolatkę wlokącą walizkę po drodze. Miałam nadzieję, że pójdzie ze mną mama, niestety, zawiodłam się. Od śmierci taty jest bardzo zapracowana i nie ma na nic czasu. 
Skręciłam w lewo i moim oczom ukazał się wielki, zrobiony z cegły i marmuru budynek. Wokół niego było kilka zielonych trawników.
- Taak... To na pewno Hollywood Arts - powiedziałam cicho pod nosem.
Poszłam w stronę drzwi. Hollywood Arts to akademik, w którym wybierasz sobie jeden z trzech głównych kierunków - aktorski, muzyczny lub plastyczny i kształcisz swoje zdolności. Poza tym uczysz się również innych przedmiotów. Postanowiłam dostać się do tej szkoły, bo wszyscy naokoło uważają, że pięknie rysuję. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że zostałam przyjęta. Sierpień powoli się kończy, uczniowie zjeżdżają się do akademików. Jestem jedną z pierwszych osób. 
Nacisnęłam klamkę. W środku pachniało farbą, jakby przez wakacje odmalowywali wszystko w budynku. Poza tym było całkiem przytulnie. W pierwszym kwadratowym korytarzyku na podłodze leżał ładny, bordowy dywan. W kącie stała doniczka, a w niej zasadzony ładny, ozdobny krzew.
- Może to bukszpan? - zapytałam samej siebie. Często mi się zdarza, że mówię sama do siebie. Czy to znaczy, że mam problemy z psychiką?
Otworzyłam kolejne drzwi. Tym razem wkroczyłam do długiego korytarza, zapewne tędy poruszali się uczniowie, nauczyciele i reszta szkolnego personelu. Oczywiście tutaj nie ma samego parteru. Niedaleko przechodziła jakaś sprzątaczka.
- Proszę pani! Proszę zaczekać!
Kobieta odwróciła się zaskoczona. Podbiegłam do niej.
- Dzień dobry. Jestem tu pierwszy raz. Gdzie jest gabinet dyrektorki?
Uśmiechnęła się i odpowiedziała miłym głosem:
- Trzeba iść tam w lewo. To będą drugie drzwi na prawo.
- Dziękuje bardzo - odrzekłam i posłałam jej uśmiech.
Udałam się pod wskazane drzwi. Już miałam zapukać, gdy stanęłam gwałtownie. Pierwsze wrażenie jest najważniejsze, pomyślałam. To nie będzie trudne. Odetchnęłam głośno i zapukałam parę razy w drzwi.
- Wejść - rozległ się kobiecy głos z pokoju za drzwiami.
Weszłam pewnie z uśmiechem na twarzy. Za biurkiem siedziała Sophia Jones, dyrektorka Hollywood Arts.
- Słucham? - zapytała przyglądając mi się bacznie.
- Nazywam się Eveline Carter i...
- Ach! Panna Carter. Serdecznie witam w szkole - przerwała mi kobieta. - I jak ci się tutaj podoba?
- Cóż... Wewnątrz jak i na zewnątrz jest bardzo ładnie. Widać, że to zadbana szkoła. Na pewno będę się tu dobrze czuła - uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
Tak, taka taktyka jest doskonała, już się do mnie przekonała, przebiegła mi przez głowę myśl.
- Właściwie to podpiszesz tylko dokumenty i możesz iść do swojego pokoju.
- Oczywiście.
Usiadłam na krześle. Przede mną już leżała kartka. Przeczytałam dokładnie cały arkusz (nie ufam żadnym pismom) i kiedy upewniłam się, że wszystko jest w porządku sięgnęłam po długopis i podpisałam we wskazanym miejscu.
- Twój pokój ma numer 112. Znajduje się na pierwszym piętrze. Zaprowadzić cię? - Próbowała mnie jeszcze oczarować.
- Nie, nie trzeba, sama trafię - grzecznie odmówiłam.
Wzięłam walizkę i skierowałam się na drugie piętro. Szybko znalazłam swój pokój, zostawiłam rzeczy koło łóżka i wybrałam się na zwiedzanie. Tuż za drzwiami wpadłam na niewysoka dziewczynę z brązowymi oczami.

<Nicole?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz