No więc... Y... Czy ja się właśnie tępo w niego gapię? Szczerze mówiąc nie mogłam się spodziewać czegoś takiego... Hm... Głębokiego wypowiedzianego przez tego idiotę (xD srky musiałam).
- Masz rację. - powiedziałam spokojnie. Trochę tak... Tępo. - I jasne, możemy się widywać.
Popatrzył na mnie lekko zdziwiony.
- Tak, tak po raz kolejny przyznaję ci rację. Chyba dałam się nabrać na te twoje mądrości. - zachichotałam.
Hahahha chyba jeszcze bardziej go zdziwiłam.
- Ty... - pokazał rękoma uśmiech na mojej twarzy.
- Na to wygląda - włożyłam gorączkowo ręce do kieszeń.
Potem pożegnaliśmy się już w miarę normalnie i poszliśmy na kolację.
~Kolacja~
- EJ GWEN! PODASZ SÓL? - wrzeszczał z drugiego końca stołu Mike.
Wzięłam solniczkę i po chwili zastanowienia posoliłam sobie nią kanapkę i odstawiłam na miejsce. Michael popatrzył na mnie jakby chciał mnie zabić ale po chwili wstał z krzesła i podszedł do solniczki.
- Dzięki - prychnął ale po chwili się uśmiechnąl.
- Ależ nie ma za co, dla ciebie wszystko - powiedziałam przesłodzonym głosikiem specjalnie głupio się uśmiechając jak połowa pustych lasek, które patrzyły jak jeździ na desce.
- No... Cóż ja poradzę na moją urodę - strząsnął kosmyk włosów, który opadł mu na twarz.
- Taaa - burknęłam - możesz już wracać? Zaraz obrzydzisz mi kanapkę.
- Dla ciebie (nie)wszystko - parsknął śmiechem i usiadł na swoim krześle.
W lepszym humorze dokończyłam śniadanie.
Mike? Brak weny bałdzo
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz