sobota, 31 maja 2014

Sun Shine: Przygotowania i bal do balu XD: Od Sierry CD Ethan

- Jest piękna! - krzyknęłam, ale gdy spojrzałam na zegarek przypomniało mi się, że nie mam butów na bal.
- Boooże! Buty, muszę lecieć po buty je kupić! - powiedziałam i przeprosiłam za nagły zwrot akcji.
- dobra spoko. - powiedział i poszedł w swoją stronę. Ciekawe gdzie poszedł....
*30 min pózniej*
Wbiegłam do sklepu. Masakra! Buty brzydkie, poździerane weszłam obok. Wow! I zaczęło się. Latałam po sklepie jak opętana. Tu ładne, tam ładne. Po dłuuugiej lataninie wybrałam piękne szpileczki:


No i wróciłam do domu, gdzie była moja sukienka:



Nazajutrz wstałam rano i poszła do fryzjera. Fryzjerka uczesała mnie prześlicznie, mniej więc tak:


Poszłam do domu i resztę dnia przesiedziałem z moimi kumpelami w pokoju. 
Nareszcie mogłam przebrać się w sukienkę, Jest! Jestem gotowa. Założyłam bransoletkę i koniec. Teraz tylko czekać na Ethana.
Poczekałam chwilkę i zapukał:
- Gotowa? - Zpytal i zagwizdał na znak że wyglądam ładnie.
- Jasne. Idziemy?
- Ok
I poszliśmy na bal. Gdy weszliśmy, wybraliśmy stolik. Było cudownie! Leciała muzyka, duży par i nie par itd. Aż padło pierwsze pytanie, na które czekałam:
- Zatańczymy? - Powiedział towarzysz.
- No pewnie. - odpowiedziałam i wziąłwszy mnie za rękę, zaprowadził na parkiet. Było spokojnie i fajnie. Na koniec podziękowaliśmy za taniec, a Ethan powiedział że ma dla mnie niespodziankę. Zniknął na 7 minut, a potem przyleciał z gitarą w ręku wyszedł na scenę i zadedykował mi piosenkę, którą zagrał. To było piękne, nie miałam słów. 

(Ethan? ^^)

czwartek, 29 maja 2014

Wolfind: Od Gwen cd Michael'a

Ubrałam się szybko w sukienkę i zeszłam na dół. Michael czekał "wystrojony" w garnitur. 
Ja ubrałam moją sukienkę, normalne czarne szpilki a włosy miałam spięte w luźny kok. 
*le sukienka
- Miejmy to już za sobą - mruknęłam i pozwoliłam Michael'owi chwycić moją rękę. 
- Taa - westchnął. 
Kiedy weszliśmy od razu znalazłam wolny stolik. 
- Tam - mruknęłam i pokazałam palcem na wolne miejsca. 
- Okay... - powiedział bez przekonania. 
Po chwili wsunęłam już dwie miski lodów. 
- Nie dasz się na pewno namówić na jeden jedyny jedyny taniec? - zapytał Mike i złożył ręce jak do modlitwy. 
- Nope. Musisz mnie upić to wtedy pogadamy - powiedziałam bez cienia uśmiechu. 
- Hej, Gwen! SMILE! Mamy bal! - powiedział i wyszczerzył się jak koń. 
- No niestety - warknęłam. - Jak już mówiłam, najpierw musisz mnie upić. 
- Może to i jest jakiś pomysł...
- Nawet nie próbuj. Na następny dzień cię zabiję. - pogroziłam mu łyżeczką. 



Michael?

Wolfind: Od Michael'a cd Gwen

[Wcale nie czekałaś jedenastu dni na odpis, więc cicho. I od razu uprzedzam, że opo jest nudne jak się tylko da]

- N u d a - przeliterowałem - Idziemy gdzieś?
- Trza zjeść. - powiedziała Angie, wpychając do ust porcję frytek.
- Właśnie. Żeby mieć siłę, trzeba się zdrowo odżywiać. - rzuciła Gwen, udając przy tym głos nauczycielki od biologii. 
- I frytki są tu dobrym rozwiązaniem? - prychnąłem, zasłaniając swój talerz, na którym również były frytki. 
- Czyż ziemniaki nie są zdrowe? - odpowiedziała pytaniem na pytanie Gwen.
- Ty też masz frytki. - skomentowała Angie.
- A to ważne czy zdrowe? Ważne, że dobre. - wyszczerzyłem się. 
- I jak się tu nie zgodzić...? - mruknęła Gwendolyn. 

- To co, gdzie się wybieramy? - spojrzałem na wytatuowaną dziewczynę, która siedziała na murku i pochłaniała czekoladę.
- Wiem... Może... NIGDZIE? - warknęła Angie, która siedziała obok.
- A może wszędzie?
Nie czekając na odpowiedź, pociągnąłem ją w stronę parku. Byliśmy jeszcze w stu innych miejscach, wliczając w to mój pokój, gdzie panował uporządkowany bałagan, jak zwykle. Gdy wreszcie się pożegnaliśmy, było grubo po dziewiątej (hehe. Rano oczywiście XD). Padłem na łóżko i od razu zasnąłem.

Nazajutrz czekałem na Gwen pod ustrojoną serpentynami, grilandami, balonami i innym gównem. Miałem nadzieję, że przyjdzie szybko. 

Gwen?

środa, 28 maja 2014

Wolfind: Od Angie cd. Gwen

-Ej patrz, idą-otarłam łze. Podkradłyśmy się i wysłuchałyśmy uroczej, zabawnej i niecenzuralnej kłótni. Skończyło się na tym, że panienka z fioletowymi końcówkami skończyła zapłakana i bez chłopaka. Jakże smakowicie!
******
Przywdziałam moją kremową sukienkę



i spojrzałam na Gwen.
-Więc jednak nie ta gotycka? W niej by ci było lepiej.
-Wiem-westchnęła Gwen-Ale się lubi co się ma. 
-Prawda.
Zeszłyśmy na dół odprowadzane spojrzeniami chłopaków z Wolf. W dole schodów czekał Michael.
-Jakże romantycznie-szepnęłam złośliwie do Gwen-Zobaczymy się na sali! 
Przyspieszyłam i poszłam przodem na salę. 

Gwen?

wtorek, 27 maja 2014

Sun Shine: Od Ethana cd. Sierry

- Możesz poznać moją opinię - wyszczerzyłem się.
- Niee... Ty nie możesz widzieć tej kiecki - upierała się.
- Dlaczego? - mina zbitego psa.
- Bo nie - zaśmiała się. - Niespodzianka.
- Myślałem, że taka zasada obowiązuje jedynie przy ślubie - wytknąłem jęzor.
- Moje życie, moje zasady - oznajmiła.
Właśnie stanęliśmy pod akademikiem Sun Shine. Weszliśmy i zatrzymaliśmy się przed moim pokojem - mieszkam pod czwóreczką, tymczasem Sierra ma pokój trochę dalej i na innym piętrze.
- To co, widzimy się jutro w szkole?
- Tak - odpowiedziała, uśmiechając się promiennie.
- To dobranoc - wyszczerzyłem się i wszedłem do środka. Rzuciłem się na łóżko i z powodu względnej nudy (bo komu chce się odrabiać francuski?) po chwili namysłu sięgnąłem po gitarę.
- Przyjaźń, przyjaźń, przyjaźń... Oddanie... Umrzyjmy razem... Niee... Zgińmy razem! O, tak. Powinniśmy zginąć razem, a jeśli zginę sam... czas nie zagoi ran? - zastanawiałem się głośno nad jakimś chwytliwym tekstem. Przez dłuższy czas nic nie przychodziło mi do głowy.
W pewnym momencie jednak w moim umyśle jakby pękła jakaś tama. Pospiesznie wyjąłem spod poduszki notes i zacząłem poszukiwania piszącego długopisu - co nie jest proste w moim "posprzątanym inaczej" pokoju.
- Ogień... Widzę ogień... - mruczałem sam do siebie, szybko notując nieskładne strzępki myśli. Ogień pali drzewa, pali domy, pali... dusze? Pali wszystko. I coś o krwi...
Po dziesięciu minutach byłem w stanie zaśpiewać kilka pierwszych taktów.
- Widzę ogień... Ku górze płynie płomień... Jeśli ma się to zakończyć w ogniu, winniśmy spłonąć razem, a jeśli stanę się tylko obrazem w strzępkach twych myśli, nie zapomnij mnie... Chujowe - stwierdziłem i zacząłem brzdąkać bez celu, deklamując swoją nieidealną poezję.
- To jest to! - olśniło mnie. Wciąż powtarzałem dwa proste takty, uzupełniając je uderzeniami w pudło rezonansowe.


- I mam nadzieję, że mnie nie zapomnisz - zakończyłem słowa refrenu zdaniem kołaczącym się w mojej głowie od samego początku. Uśmiechnąłem się sam do siebie, spojrzałem na zegarek na ręku i zmarszczyłem czoło. Czas iść do wyra. Odłożyłem więc gitarę i szybko skoczyłem pod prysznic.

- Sierra! - podbiegłem do dziewczyny przy śniadaniu. Właśnie wsuwała jakąś sałatkę.
- No hej. Jak się spało? - obdarzyła mnie życzliwym uśmiechem.
- Super, ale mniejsza o to... Stworzyłem wczoraj dzieło tysiąclecia!
- Porządek w pokoju? - zażartowała.
- Nieee... Coś lepszego! Nie możesz jeść szybciej?!
- Mogę... Ale spokojnie. Jeszcze 30 minut do pierwszej lekcji. Siadaj - poprosiła i włożyła do ust koktajlowego pomidorka. - Dziś idę po sukienkę - przypomniała.
- Tak, wiem... No już?! - niecierpliwiłem się.
- No już! - zirytowana moim pospieszaniem Sierra odniosła do okienka talerz z na wpół nietkniętą sałatką i wyszła ze mną ze stołówki, a następnie z akademika. Po drodze zgarnąłem sprzed drzwi jadalni futerał z gitarą.
Poprowadziłem ją do ławeczki stojącej pod jednym z rosnących na terenie szkoły drzew. Latem dawały one przyjemny cień, teraz jednak służyły głównie jako bariera przed zimnym wiatrem.
- Szybko, bo zimno - powiedziała błagalnie.
- Okej... - mruknąłem. Nastroiłem szybko gitarę i zagrałem (oraz zaśpiewałem) moje wczorajsze dzieło. - I jak? - spytałem po zakończeniu. - Wiem, brzmi jak apel ekologów albo strażaków - dodałem pospiesznie.

Sierra?

Wolfind: Od Raquel: nie-przygotowania do balu

Obudziłam się o 6. Szatańska godzina. Za oknami było jeszcze szaro. Nakryłam się kołdrą i zacisnęłam oczy. Śpij... Śpij, suko...
- Kurwa! - krzyknęłam, gwałtownie siadając na łóżku. Już nie zasnę. Nie ma bata.
Jęknęłam i nie bez trudu wstałam. Przetarłam oczy, licząc że pomoże mi się to obudzić. Nic a nic nie pomogło. Wyjrzałam przez okno. Siekł deszcz. Wymarzona pogoda na kolejny dzień w tej szkole idiotów... To nie jest tak, że mi się ona nie podoba... Chociaż nie. Może inaczej. Koszmarnie mi się nie podoba, rzygać mi się chce, jak patrzę na ten gmach, a ludzi bym pozabijała. Jednak kocham sztukę. Pozwala mi się odseparować od niewdzięcznego świata rojącego się od oszołomów.
Wyciągnęłam z szafy podkoszulek z czaszką i napisem "Punk Rock". Do tego moje ukochane skórzane spodnie. Nie spieszyłam się zbytnio z ubieraniem. Miałam mnóstwo czasu. I dobrze, bo nie posiadałam dostatecznej siły wewnętrznej, by robić cokolwiek szybciej.
Kiedy zastanawiałam się nad butami, mój wzrok przykuły lśniąco czarne, ozdobione ćwiekami. Miały słupkowy obcas, a był on dostatecznie długi, by trzeba było zrobić im nieprzeciętnie grubą podeszwę. Tak dawno ich nie nosiłam... Właściwie nie miałam ich na nogach ani razu od czasu przyjazdu tutaj. Kiedy chwyciłam je w dłonie z zamiarem ubrania, z jednego coś wypadło. Zmarszczyłam czoło. Strzykawka? Musiałam ją tu widocznie skitrać, żeby Chris nie znalazł. Podniosłam ją i obejrzałam. Nieużywana. Pusta. Może...
Rzuciłam buty na podłogę i dopadłam do łóżka. Pod materacem miałam kilka nie całkiem dozwolonych rzeczy; paczkę fajek (znów się kończą, trzeba skombinować), ostrą jak brzytwa maczetę i parę jointów. Nietknięte były. Za słabe dla mnie. Chyba je opchnę. Interesowało mnie jednak coś zgoła innego.
- Przecież było... Jeszcze trochę... Przedwczoraj widziałam... - mamrotałam pod nosem, przetrzepując całe łóżko. Wyrzuciłam pościel. Ponieważ rezultatu brak, cisnęłam wszystko z powrotem. Szuflada? Otworzyłam rzeczony mebel i zaczęłam szperać.

Godzinę później rozjuszona wychodziłam z budynku akademika. Nie miałam ochoty na śniadanie, ale na herę! Postanowiłam iść do Chrisa, do Sun Shine, i z nim poczekać na lekcje. Wpadłam na pomysł, by wybrać się na miasto po szkole i skołować jakiś kompot bez lipy.
Nagle, będąc pochłonięta szukaniem w telefonie jakiejś godnej piosenki, poczułam uderzenie. Było tak silne, że urządzenie wypadło mi z ręki i uderzyło o chodnik z trzaskiem plastiku.
- Szto djełajesz?! - wyrwało mi się po rosyjsku. Nie uraczywszy nawet spojrzeniem osoby, na którą wpadłam, schyliłam się po komórkę.
- Gomen nasai - mruknął drugi uczestnik wypadku. Co to był za język? Japoński?! W dodatku obawiałam się, że doskonale wiem, kim jest postać, która właśnie go użyła.
- Co ty pierdolisz? - spojrzałam krzywo na Elspeth.
- Ty po rusku, ja po japońsku - wzruszyła ramionami. - Swoją drogą nie miałam pojęcia, iż jesteś tak bardzo wyedukowana w jakiejkolwiek dziedzinie.
- Odkupujesz mi telefon - warknęłam i ukazałam blondynce usiany pajęczyną pęknięć dotykowy ekran.


Elspeth?

niedziela, 25 maja 2014

Lioneart: Od Kat cd. Chris

Była godzina do wyjścia, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że dziś jest bal i Chris niedługo przyjdzie. Uważając na fryzurę szybko założyłam sukienkę, którą wcześniej sobie wybrałam.


Obejrzałam się w lustrze, sprawdzając najdrobniejsze szczegóły swojego wyglądu, po czym zamknęłam drzwi pokoju. Nie szybko, ale wprost błyskawicznie zbiegłam po schodach. Byłam okropnie podekscytowana tym całym balem, aczkolwiek nie aż tak bardzo, żeby zmienić się w pustą laskę, jak większość dziewczyn w tej szkole. Tak jak podejrzewałam Chris czekał na mnie obok sali balowej.. Zanim mu się ukazałam, zerknęłam na zegarek; Byłam punktualnie. 
- Pięknie wyglądasz. - chłopak uśmiechnął się szarmancko, po czym oboje skierowaliśmy się w stronę wejścia.
- Dziękuję. - szepnęłam nieśmiało.
- Co jest, Kat? Masz być dziś szczęśliwa. - powiedział wyniośle. 
- Nic, nic. Tylko...
- Tylko CO?
- Po prostu już chodźmy. Bo się spóźnimy. 
- Racja. 

- A teraz poproszę profil muzyczny! - Dyrektorka wrzeszczała na całą salę. - I niektóre osoby z aktorskiego...
- Zaczyna się. - uśmiechnęłam się do Chrisa. 
- Czy mogę prosić panią do tańca? - udał powagę.
- Oczywiście, Romeo. - zaśmiałam się. 
Podałam mu dłoń. Złapał mnie w talii, a ja zarzuciłam mu ręce na ramiona. Chris uśmiechnął się. 
- W porządku, mała?
- Jasne. 

Byłam już okropnie zmęczona, a nie minęła nawet połowa balu. 
Podszedł do mnie Mike. 
- Jak tam? 
- Nieźle...
- Tylko nieźle? - prychnął - Tańczysz? 
- Mogę potańczyć. Ale chwilkę. - zgodziłam się, ale tylko dlatego, że grali mój ulubiony kawałek i nie chciałam tak po prostu go przesiedzieć. 

Gdy muzyka się skończyła, Mike podziękował i uciekł. Pewnie poszedł do swojej partnerki. Gdy zobaczyłam, że przyszedł z Gwen zdziwiłam się. Jak udało mu się ją namówić? Chris wrócił z napojami. 
- Podoba ci się tu? - zapytałam. 
- Szczególnie to, że jestem tutaj z tobą. 
Uniosłam brwi. 
- Serio? - zapytałam, gdyż cały wieczór gapił się na inne laski. Nie żeby mi to przeszkadzało, bo wydawało mi się, że on właśnie taki jest. 
- Mówię poważnie. 
Nie odpowiedziałam, bo widziałam, że właśnie patrzył ze śmiechem na Roxanne i Annie, podpierające ściany. Zdziwiłam się, że nikt ich nie zaprosił. Uśmiechnęłam się.
- Co tak się patrzysz? 
- Nieważne. - zmieszał się. - Przyszły same. 
- Pewnie chcesz do nich iść? 
- Nigdy. 
- A co one takiego zrobiły?
- Lepiej żebyś nie wiedziała. 
- Okej...

Chris? :3

sobota, 24 maja 2014

Sun Shine: Od Sierry cd. Ethana

- Chętnie z tobą pójdę - powiedziałam - tylko muszę kupić jeszcze sukienkę.
- Dzięki - uśmiechnął się i lekko zasmiał.
- Jaki jest twój ulubiony kolor ja osobiście lubię ...., w sumie nie wiem.
Było już ciemno i strasznie.
- Chyba będziemy spadać? 
- Chyba musimy.
I poszliśmy spowrotem.
- A! Jutro idę kupić sukienkę więc mnie czasem nie przyłap - zaśmiałam się. - Tylko znajdę kumpelę z, którą mogę ją wybrać, lubię znać opinię innych - Rzekłam.


(Ethan? Sorry ze krótko)

piątek, 23 maja 2014

Sun Shine: Od Chrisa cd. Kat

Wiedziałem, że się zgodzi. Kto by się nie zgodził? Iść na bal ze mną! Przecież to niepowtarzalna okazja! Cieszyłem się, że będę miał taką piękną i fajną partnerkę. Może będzie co podotykać!
Przez następny tydzień dzielący mnie od balu karnawałowego musiałem znosić wlepianie we mnie ślepi całej damskiej części szkolnej społeczności. Kręciły się wokół mnie, przynosiły śniadanie, dawały odpisać zadania... Co śmielsze po prostu pytały, czy mam z kim iść i, czasami bardzo nachalnie, promowały swoją kandydaturę. Kiedy dowiadywały się, że mam partnerkę, reakcje były podzielone: większa połowa lasek nagle zapominała, że obiecała mi odrobić matmę, postawić lody oraz - cóż - jak mam na imię. Było jednak malusieńkie grono, które, na szczęście - albo nieszczęście - pamiętało. I starało się za wszelką cenę wybić mi z głowy Katniss.
- Ej, Annie - usłyszałem w przeddzień balu podczas obiadu przy stoliku podejrzanie bliskim mojemu.
- Tak, Roxanne? - i ten wcale nie udawany donośny głos.
- Wiesz, ostatnio widziałam w szatni na wf-ie tą Everdeen z Lio, co nie? Przebierała się. Dziewczyno... Jaka masakra! Ściąga spodnie, co nie? A tam taki busz... No mówię ci, laska! Jak tak można, co nie? Co jak co, ale dziewczyna powinna dbać o siebie. Mówię sobie: nogi by se ogoliła, co nie? Ale dalej patrzę. Koszulkę ściąga, co nie? Jaki bebech! Myślałam, że tam normalnie nie wyrobię ze śmiechu, co nie? Ale mówię sobie: bądź cicho i patrz co dalej... W ogóle jakie ona ma cycki małe! Miseczka D ale na minusie, co nie?
Dłużej nie mogłem słuchać tego plastikowego monologu. Podniosłem się z miejsca odkładając sztućce na talerz i podszedłem do sąsiedniego stolika zajmowanego przez dwie wypacykowane blondyneczki.
- Ooo... Chris! Też tu jesteś? Nie widziałam cię - uśmiechnęła się jedna z nich i zatrzepotała rzęsami.
- Siadaj z nami - poprosiła druga słodko i odsunęła dla mnie krzesło. Nie ruszyłem się z miejsca. Stałem jak słup i wpatrywałem się w nie z odrazą.
- Słyszałem, co mówiłyście o Kat.
- Słyszałeś? - Roxanne próbowała sprawiać wrażenie zaskoczonej, ale kto tu jest aktor, do jasnej cholery? Od razu poznaję takie teatrzyki za dychę.
- Słyszałem - powtórzyłem coraz bardziej wkurwiony.
- No, już trudno - Annabeth wzruszyła ramionami. - Tylko nie mów nikomu, bo ona pewnie się wstydzi tego... My to całkiem niechcący zobaczyłyśmy... Och, nie! Pewnie teraz cię odstręcza i już z nią nie pójdziesz, tak? - spytała z nadzieją w głosie.
- Pójdę z nią. Odpierdolcie się od Kat, suki! Jest sto razy piękniejsza i poczciwsza od was. Jest zajebista, czaicie?!
Roxanne prychnęła.
- Nie chcesz tego, Christopher. Popatrz na mnie. Jestem od niej ładniejsza i mam większe cycki. Wolisz mnie od tamtej deski.
- Ej! Przecież to ja miałam z nim iść! - krzyknęła Ann płaczliwym głosem.
- Śnisz! Cambell jest mój! Tylko mój! Ty to tło!
- Sama jesteś tłem! I... I twoje buty nie pasują do bluzki!
Nie miałem ochoty słuchać dalszej kłótni tych pustaków. Rzuciłem na tę parkę ostatnie spojrzenie pt. "Boże, widzisz i nie grzmisz" i oddaliłem się, by w spokoju dokończyć spaghetti.

Nazajutrz o 18 czekałem na Katniss pod ustrojoną balonami i girlandami salą balową. Nie mówiłem jej ani słowa o tych idiotkach i miałem nadzieję, że nie usłyszała od nikogo. Szkoda mi się jej zrobiło. Ludzie potrafią być okrutni, jak raz się na kogoś uwezmą. Westchnąłem. Jestem aż takim przedmiotem pożądania? Uśmiechnąłem się sam do siebie na tę myśl i poprawiłem czerwony krawat. Wkurzał mnie. Tak jak marynarka zresztą. Postanowiłem jednak, że po czasie je ściągnę i zostanę w samej koszuli.

Kat?

środa, 21 maja 2014

Sun Shine: Od Ethana cd. Sierry

- Ciemno - zauważyłem przytomnie. W istocie zimą o siódmej wieczorem bywa ciemno. Jakiż ja błyskotliwy.
- Jak widać - odparła z uśmiechem.
- To chyba nie będziemy się włóczyć po nocy, hm? Bo jeszcze nas kto napadnie - zaśmiałem się. I ona to uczyniła.
- W takim razie może jakaś kawka?
- Kawka, czekoladka, herbatka... Byle szybko, bo zimno - mruknąłem, wymownie chuchając w dłonie.
- To może tam? - zapytała, chwytając mnie za rękaw i ciągnąc w kierunku pobliskiego lokalu. Szyld nad wejściem głosił, że jest to kawiarnia - Trois Anges.
- Może być - zgodziłem się.
Wnętrze było ciepłe i bardzo ładne, mimo iż małe. Zdawać się mogło, że niewielu ludzi wie o tym miejscu - nie było tłoku, a rozmowy raczej nie były obecne. Lokal był pełen jakiejś tajemniczej... magii. Onieśmieleni tą atmosferą zaczęliśmy wraz ze Sierrą szeptać. Podświadomość podpowiadała mi, że nie powinienem wydawać głośnych dźwięków. Zajęliśmy miejsce przy drewnianym stoliku w kącie pod oknem zasłoniętym bordową kotarą.
- Co państwu podać? - natychmiast podeszła do nas kelnerka z drewnianą tacą.
- Macie gorącą czekoladę z lodami? - spytałem z nadzieją.
- Owszem. Dwa razy?
- Tak jest.
- Smak lodów?
- Tylko truskawka - uśmiechnąłem się do sprawiającej dobre wrażenie kelnerki.
Po kilku minutach jedliśmy już pyszne lody topiące się poprzez temperaturę gęstej czekolady, w której tonęły.
- Masz partnerkę na bal? - zagaiła Sierra.
- Nie... Ale chyba będę musiał którąś zaprosić, bo nie zniosę tego migdalenia się panienek z całej szkoły, kiedy idę korytarzem - wyszczerzyłem się. - Ja rozumiem, że to szpan iść z grającym na gitarze, superprzystojnym i superwysportowanym członkiem szkolnej drużyny koszykówki ale chciałbym mieć trochę przestrzeni osobistej.
- To zrozumiałe - przyjaciółka starała się wyglądać, jakby brała na poważnie moje słowa. Nie wychodziło jej.
- Coś ci się we mnie nie podoba? - spytałem z rozczarowaniem. Oczywiście udawanym. Dobry ze mnie aktor. Czemu nie poszedłem na aktorski...?
- Ależ nic - mrugnęła porozumiewawczo.
- A tak na serio, nie lubię dziewczyn, które chcą mieć chłopaka "bo tak". Bo ładny, bo sławny... Lubię, jak dziewczyna ma coś w sobie. O jaa, ale liryka - zaśmiałem się delikatnie. - W każdym razie, masz już kieckę?
- Nie mam ani kiecki, ani partnera - mruknęła, dziabając deser.
- Serio?! To chodź ze mną, bo te laski mnie żywcem zjedzą - popatrzyłem na nią błagalnym wzrokiem.

Sierra?

Wolfind: Od Gwen cd Angie

- Żeś pojechała... Westchnęła jedna z dziewczyn. 
- Wiesz mam to szczerze w dupie i nie zależy mi szczerze mówiąc na tym co sądzisz o mojej odpowiedzi. - parsknęła Angie.
- Jezu laski, ale macie problemy - mruknęłam. 
- Ktoś cię prosił o zdanie?! - zapytała nieuprzejmie blondynka. 
- Nie. - odpowiedziałam i uśmiechnełam się przesłodko. - Nie ogarniam dlaczego traktujecie mnie jak plebs... A wy na pewno będziecie miały różowiutkie sukienki... - westchnęłam. 
- A wy nie macie partnerów. - odezwała się jedna z fioletowymi końcówkami włosów - A wiecie... Jestem dobrą koleżanką Michael'a z Wolfind... Chyba mnie lubi. 
- Za późno - parsknęła śmiechem Angie.
- Ty? - zapytała dziewczyna z rozczarowaniem. Angie roześmiała się w głos i poszłyśmy dalej. 
- Niech się zastanawiają - mruknęłam lekko rozbawiona - Pewnie zaczną się znęcać nad biedną Sue..
- Ło... Wróżbita Maciej - zachichotałam i pokazałam na dziewczyny z którymi przed chwilą się kłóciłyśmy - Karawana idzie do pokoju Sue. 
- Trzeba to zobaczyć - uśmiechnęła się chytrze Angie. 
- No ba!
Poszłyśmy więc jakby nigdy nic za dziewczynami. 
Po chwili dostarłyśmy do pokoju Sue. 
- Jak mogłaś?! - pokazały na płaczącą dziewczynę z fioletowymi końcówkami. - Michael jest jej!
- Jezu odczepcie się - warknęła Sue - nic z nim nie mam wspólnego. 
- Akurat! To kogo zaprosił na bal hm?!
- Ciekawe skąd ja mam to wiedzieć. Weźcie się ogarnijcie...
I zatrzasnęła im drzwi przed nosem. 
- Teraz będzie procesja do Mike'a - mruknęłam. 
Spojrzałyśmy na siebie po czym sprintem ruszyłyśmy do pokoju Michaela. 
Otworzyłyśmy szybko drzwi wbiegłyśmy i zaczęłyśmy się śmiać na cały głos. 
- Co jest? - zapytał zdziwiony. 
- Pędzi do ciebie wściekły tłum - wytłumaczyła Angie. 
- Co zrobiłyście? - zapytał - Wgl jestem Michael 
- Angie - podali sobie ręce. 
- Więc... Jest jedna laska co cię kocha - powiedziałam - taka... Hm... Fioletowe końcówki. 
- Aha... No dała mi raz odpisać zadanie - przypomniał sobie Michael. 
- I żeby z niej beke pocisnąć powiedziałyśmy, że jesteś zajęty na bal i były już u Sue a teraz idą do ciebie - dokończyła za mną Angie. 
- No to my zmykamy. Powodzenia - krzyknęłam po czym wybiegłyśmy na korytarz. 
No a później... Hm... Głupawka. 



Angie?

Odchodzi!


Żegnamy Renee Clark z Clevouse!

poniedziałek, 19 maja 2014

Wolfind: Od Gwen cd Michael'a

Opanowałam się jako pierwsza i przybrałam grobową minę. 
- Nie rozśmieszaj mnie, psujesz mi reputację menela-emo - powiedziałam wyższością. 
- Ok, jak chcesz - powiedział udając urażonego. - Więc ja się na ciebie focham i idę do swojego pokoju. Jak coś to wiesz gdzie iść mnie przeprosić. 
- Ha. Ha. Ha. Będę leżeć przed laptopem i żreć czekoladę. 
- Foch. - powiedział po czym "odrzucił" to tyłu włosy, które i tak nie są zbyt długie i poszedł zapewne do siebie. 
Poszłam więc i ja do siebie. Wprawdzie nie siadłam prze kompem, ale wciągnęłam chyba tonę czekolady.
Wyszłam dopiero na kolację. 
Siadłam przy stoliku razem z Angie i Michael'em. 
- Podasz mi sól? - zapytał Michael. 
- Ooo już ne fochnięty? - zaśmiałam się  podałam solniczkę. 
- Powiedzmy, że częściowo - oznajmił ale uśmiechnął się szeroko. 


Michael? I co ty nazywasz brakiem weny... -.-'

Wolfind: Od Angie cd Gwen

Zapadła męcząca cisza. 
-Welll....coza Michael?-spytałam.
-Cóż, najwazniejsze, że jest płci męskiej i ma na imię Michael
-Neneenenenene.-wystawiłam jej język.Po chwili dodałamMam ochotę zleszczyć jakąś tapetę. A ty?
-Taa...czemu nie,i tak gorszego wizerunku mieć się nie da. 
Podbiegłyśmy do nich cichcem i zaczęłyśmy podśłuchiwać:
-Nieee, Clio, Jus jest dobrzejszy, niż to dwoje 1D. 
-Ale chłopcy mają takie buzie! Sorry, Ninuś, ale 1D wygrywa!
-A czy którykolwiek z tych twoich chłopców ma takie zajesweetaśne dziary, jak Jus?
-Harry ma motyla na klacie!
Parsknęłam śmiechem. 
-A Jus klucz wujonowy za uchem czy coś!
Tego już ani ja, ani Gwen nie zniosłyśmy. 
-Jak dla mnie one mają na myśli klucz WIOLINOWY. Nie uważasz, Gwen?
-Kto wie, może takie intelektualistki znają rzeczy, o jakich my nie mamy pojęcia. Na przykłd klucz wujonowy.
Dziewczyna nazwana Clio sie zmarszczyła
-Nie wierzę, Ang, że ty szwendasz się z menelem! Mogłas tu być z nami!
-I omawiać tatuaże osób,które nie mają pojęcia, że istnieję? Dziękuję, wolę jednak szwendać się z menelem.

Gwen?^^

niedziela, 18 maja 2014

Odchodzi!


Żegnamy Lily Creews z Clevouse!

sobota, 17 maja 2014

Wolfind: Od Gwen cd Angie

- TAK! - krzyknęłam - Gdyż mam nad tobą władzę! 
- Never ever, czekoladko - parsknęła - Najpierw musisz mnie pokonać w pojedynku na różdżki, panie Potter!
Krzyknęła po czym chwyciła ołówek i wydając odgłosy przypominające małe pisklątka (piu piu piu) zaczęła udawać, że rzuca zaklęcia. 
- Frodo ocal ten pierścień - wcisnęłam jej w rękę mój stary plastikowy pierścionek. - A ja <gdyż jestem Legolasem> pójdę strzelać z mego zajebistego łuku i będę wyrywać najlepsze dupcie. 
- Dobrze LECZ ja jako Król Julian i- i <co po rzymsku znaczy dwójkę> posiadam królewski immunitet WIĘC to ty idź wrzucać pierścionek do wulkanu a ja idę podrywać laski. 
- ZA NARNIEE! - wrzasnęłam i wybuchnęłyśmy śmiechem. 
- Jestem Julianem - zachichotała Angie. 
- Wiesz w ogóle co to znaczy immunitet?
- Wiem - powiedziała wyniośle. - A teraz pani czekolado pójdę się przebrać, bo popsuję sobie sukienkę. 
- Dobra myśl - powiedziałam i zaczęłam zdejmować sukienkę pod nią miałam i tak spodnie więc nie ma się czego wstydzić. 
Potem wyszłyśmy z pokoju i poszłyśmy pospacerować na świerzym powietrzu. 
- Umrę w tej szkole - powiedziałam 
- Dlaczego? Całkiem znośnie jak na mój gust. 
- Ech... Każdy szuka swojej drugiej połówki. 
- Wiesz,co jak co ale niektórzy jednak nie chcą skończyć jako dziwaczka z kotami. 
- Masz coś to koteła?
- Nie?
- Chyba zostanę feministką wiesz : "nie potrzebujesz faceta co ci mówi co masz robić, joł".
- Tsa... - popatrzyła na mnie nieco zniesmaczona - obyś zmieniła zdanie. 



Angie?

Wolfind: Od Iggy cd Chris'a



Zmarszczyłam się.
-Spędziłam je u szefowej.
-Co!?
-Nie wróciłam do domu. Moja szefowa ma domek niedaleko plaży i tam spędziłam święta. Chciałbyś, żeby na wigilijnym stole pojawiła się wódka, wino i wszelkiego innego rodzaju alkohole? Nie odpowiadaj-ucięłam bo chłopak z głupim uśmieszkiem już otwierał usta do odpowiedzi.-Miałam swoje niemiłe przejścia z alkoholem. Nie chcę do tego wracać.
Wzdrygnęłam się na wspomnienie białych sal, irytującego głosu psychologa, który miał być kojący i przede wszystkim wielką tęsknotę za narkotykiem. Przez wiele dni mieszkałam w szpitalu, gdzie nie było dostępu do uzależnień. 
-Nie chcę do tego wracać-powtórzyłam. 
-Spoko, przecież nie drążę-uniósł ręce do góry-A jak z balem bożonarodzeniowym? Masz partnera?
-Nie mam. A ty, założę się, rozczochrany Romeo, już kogoś masz?
-Julię-wyszczerzył się.
-A kogóż by innego. Muszę ją ostrzec, żeby się specjalnie nie spoufalała, bo pożałuje.
-Zbijesz ją, zazdrośnico?-błysnął zębami. 
-Ciebie zbiję, zarozumialcu.
-Ukrywasz swoje uczucia, albo raczej próbujesz, bo przede mną nic się nie ukryje!
-Mówisz? To jakim cudem do tej pory nie znalazłeś swojego IQ? Ktoś ci ukradł, czy nigdy go nie było?
-To drugie. Ale nie trzeba być mądrym, żeby na ciebie panny leciały.
-Jestem mądra, ale raczej nie chcę, żeby na mnie panny leciały. 
Zgasiłam go. Bitwa wygrana, ale wojna trwała. 
-Jeszcze się zemszczę-syknął.
-Z utęsknieniem czekam na ten dzień. Ale coś mi mówi, że go prześpię, podobnie jak apokalipsę w 2012 i jeszcze kilka innych. 
-Prześpisz powiadasz?
-Z zaryglowanymi drzwiami sypialni. Sama w środku. Okna też zamknę, chociaż mieszkam na górze. 
-Fafarafafa, jestem Igelle, mam zdanie i jestem najlepsza!-zawołał piskliwym głosikiem.
-Owszem, jestem Igelle, mam zdanie i jestem najlepsza. Ja-nie ty, Adonisie. 
-Jeszcze wygram! I nie będziesz spała!-wcelował we mnie palcem i poszedł na lekcje profilu aktorskiego, a ja na plastykę.
*********
-Macie narysować wojnę. Jakąkolwiek-II wojnę, rewolucję jakąś, bitkę szkolną. Cokolwiek.-powiedziała plastyczka.
Bitkę, taa?? Wiem, co narysuję.
Wpierw-korpusy. Dziewczyna i chłopak. Oboje mają otwarte usta, jakby krzyczeli. Dziewczyna miała fioletowe włosy, a chłopak-czarne. Po chwili rysy postaci były rozpoznawalne-Chris i ja darliśmy się na siebie, jednak moja mina była trochę bardziej zadowolona. Chłopak był odwrócony tłem do oglądającego, a właściwie po skosie. Niezłe, niezłe. Zwłaszcza ten wyraz wściekłości na ego odwróconej bokiem twarzy...bezcenne. 
-Igelle...Co to jest?
-Bitwa słowna-wzruszyłam ramionami.
-Powiem ci...że, cóż...obrazek BARDZO udany, ale nie dokładnie o to mi chodziło. Myślałam o bitwie, w której są jakieś, no cóż...Obrażenia ciała?
-Może i w tej bitwie nie ma obrażeń ciała, ale są obrażenia w psychice.
******
-Wyobrażasz sobie!? Wstawiła mi C za to!-wyciągnęłam z teczki obrazek. Chris rozdziawił usta-Mieliśmy narysować wojnę, to narysowałam wojnę! A ja dostałam C, bo obrazek nie jest "zgodny z wyobrażeniami madame nauczycielki"! Co za plastyka, w której obrazki mają być robione na wzór wyobrażeń nauczycielki, nie uczniów!? 
-Do rynsztoka-przyznał chłopak-Ale obrazek serio fajny. Uchwyciłam moją szlachetną fizjonomię w kształcie fistaszka.
Odwrócił się bokiem i przejechał dłonią od czoła do podbródka wykonując falujące ruchy nie koniecznie zgodne z ukształtowaniem powierzchni.
-Raczej w kształcie grudki popcornu, grubasie-dźgnęłam go w brzuch. 
-Naprawdę tego chcesz? Chcesz wojny?
-Dajesz, laluś.-skrzyżowałam ręce na piersiach.

Laluś? I owszem, długo czekałam!

Wolfind: Od Michael'a cd Gwen

- A ty, masz już coś na bal? - zapytała Gwen, gdy poszliśmy się przejść nad morze. 
- Ni.... zacząłem. - No, mam. 
- Pokaż. 
Wyjąłem komórkę i pokazałem Gwen garnitur.


- Nie pojawię się, jeżeli to założysz. - odwróciła się ode mnie. 
- Żartowałem. - zaśmiałem się. 
Podeszliśmy kawałek dalej, gdzie zobaczyliśmy jakąś pustą laskę, która udawała, że surfuje. Bo raczej nie umiała. Zaśmiałem się krótko. 
- Nie spodziewałem się, że zgodzisz się iść na ten bal. 
- Ja też się nie spodziewałam. Na początku miałam w ogóle nie iść. Ale postanowiłyśmy z Angie, że pójdziemy. A potem ty mnie zaprosiłeś. 
- A tańczyć będziesz? 
- Nigdy. Będę podpierać ściany i chlać picolo. 
- Jak ty nie będziesz tańczyć, to ja też nie. Będę chlał picolo z tobą. 
Wybuchnęliśmy śmiechem, z tego jakże śmiesznego stwierdzenia, które tak na prawdę wcale nie było śmieszne (f*ck logic xdd).

Gwen? Brak weny totalny -.- Co zrobisz? Nic nie zrobisz. xdd

Sun Shine: Od Sary do Chrisa

-Dzisiaj przerobimy mimikę. Mimika odgrywa nieocenioną rolę w teatrze. Mimoką można wyrazić to, czego nie wyrazimy słowami i zastąpić nią słowa. Na środek wyjdą...Lowshen, Campbell, Broach. 
Wyszłam w podskokach na środek, a za mną wyszły dwie innr osoby.
-Odegracie scenkę pod tytułem "Kłótnia o chłopaka"
Przez klasę przebiegł szmer rozbawienia, a ja zasalutowałam radosnie. Chłopak wyciągnął stół na środek, siadł na nim niby na ławce w parku i zaczął udawać, że coś czyta. Alex podpłynęła do niego zgrabnie i siadła tyłem do niego na skraju "ławki". Załozyła nogę na nogę i zaczęła oglądac niebo, to jest sufit. Jednocześnie przysuwała się do niego, a kiedy była już blisko wkroczyłam na wciskając się między tą dwójkę. 
Dopiero chłopak się zainteresował i spojrzał zdziwiony(niezła gra) a ja uśmiechnęłam się słodko i zatrzepotałam rzęsami. Uśmiechnął się, kiwnął głową i wrócił do oglądania swoich rąk(w domyśle-czytania)
Alex spojrzała na mnie z gniewem i skoczyła na drugą stronę ławki opierając się o ramię chłopaka. Uśmiechnął się obejmując ją, a ja wśliznęłam się pod jego ramię wypychając tamtą. Chłopak udawał, że nic nie zauwazył.
Alex poderwała się i pociągnęła go za ręce. Uśmiechnął się, wyciągnął z kieszeni wyimaginowani pierścionek, a Alex odwróciła głowę z uśmiechem, wyciągnęła w jego stronę rękę, a ja włożyłam swoją między pierścionek, a rękę Alex i to na moim palcu wylądował. Spojrzałam zachwycona na swoją dłoń i wskoczyłam mu na ręce. Na tym się skecz skończył. Chłopak opuścił mnie i ukłoniliśmy się ze śmiechem we trójkę.
-Nieźle gracie-wyszczerzyłam się w stronę moich współ aktorów. Po lekcji chłopak podszedł błyskając białymi zębami powiedział:
-Też nieźle grasz. Jestem Chris.
-Ja Sara.

Chris?

Clevouse: Od Lilianne do Lily

Przeczesałam włosy dłonią. Stałam przed lustrem w sukience balowej. 
Bałam się wyjść na bal w takiej sukience. Bałam się, że zwraca za dużo uwagi. Ale w końcu stwierdziłam, że w razie czego to się przebiorę. 
-Ładnie wyglądasz-usłysząłam szept z tyłu. Odwróciłam się i zobaczyłam blondynkę podobną do mnie.
-Dziękuję...

Lily?

Sun Shine: Od Sary - przygotowania do balu

Strasznie się tym balem podjarałam^^ Zaczęłam przygotowania na początku roku. W końcu ubrałam sukienkę 
oraz doprowadziłam włosy ze stanu "zardzewiałe sprężyny" do "rzeki rdzy" i upięłam z boku różowymi spinkami z kwiatami. Przejrzałam się w lustrze i roześmiałam się:
-Sara, ale z ciebie lala!
Obróciłam się pośrodku pokoju młócąc powietrze różowymi falbanami.

Sun Shine: Od Chrisa cd. Iggy

- Zły humorek? - wyszczerzyłem się. Zmierzyła mnie wzrokiem.
- Normalny - wzruszyła ramionami i usiadła naprzeciw mnie. Dotknąłem jej ręki i syknąłem z bólu, udając, że mnie ukłuła niczym kaktus. W odpowiedzi przewróciła oczami.
- Zamówiłeś już coś?
- Dżentelmen powinien czekać na damę, zanim zdecyduje się na posiłek - powiedziałem z wytwornością.
- Dżentelmen może i tak, ale ty?
- Ale mi śmieszne... Kelnerka! - zawołałem, rozkładając się nonszalancko na krześle i zakładając nogę na nogę. W chwilę potem podszedł do nas ktoś, z kim bynajmniej nie miałem zamiaru się spotykać. Tatuaże widziałem już z daleka, ale nie przypuszczałem, że natknę się na nią akurat tutaj...
- Co tu robisz, Gwendolyn? - z naciskiem wymówiłem tak znienawidzone przez nią imię. Obrzuciła mnie nienawistnym spojrzeniem.
- Pracuję - odparła, jakby nie było to tak oczywiste, po czym po prostu odwróciła się do mnie plecami. - Co ci podać? - spytała Iggy.
- Płacisz? - upewniła się. Kiedy kiwnąłem głową, powiedziała: - Gonzales, tylko z pieczarkami. Dużą - uśmiechnęła się z satysfakcją, że może tak wykorzystać mój portfel. Skubana.
- Coś do picia?
- Niech będzie Pepsi...
- Będzie za jakieś piętnaście minut - powiedziała Gwen uprzejmie i najzwyczajniej w świecie odeszła od naszego stolika.
- Ej! A ja?! - zawołałem za nią.
- Nasz lokal nie obsługuje nieumiejących się uczesać idiotów liżących się z każdą napotkaną dziewczyną - powiedziała głosem automatycznej sekretarki i weszła za bar.
- Twoja znajoma? - parsknęła Igelle.
- Tak jakby - odpowiedziałem.
- Była?
- Nie była i nie będzie - powiedziałem stanowczo.
- Nie musisz przy mnie kłamać. I tak na ciebie nie lecę - wyszczerzyła się, zadowolona z docinku.
- Nie no, nie będzie. Jakoś za sobą nie przepadamy - mruknąłem. - Plus: i tak wiem, że na mnie lecisz!
- Puknij się o... o, tutaj! - wskazała na swoje czoło.
- Mnie nie oszukaaasz - zaintonowałem.
Kilka minut później Gwen przyniosła parującą pizzę. Postawiła ją na stole przykrytym obrusem w czerwono-białą kratę i już miała zamiar odejść, kiedy złapałem ją za nadgarstek.
- Czego? - syknęła.
- Wyobraź sobie, że jestem głodny.
- Wyobraź sobie, że mam to w dupie.
- O ile wiem, obsługiwanie klientów to twoja praca.
- Boże... No dobra, niech ci będzie. CZEGO?... Pan sobie życzy?
- Capriciosa. Dużo szynki, mało oliwek. Duża. I Pepsi.
Nasza przemiła obsługa oddaliła się.
- Ekhem... Jak chcesz, to zjemy moją na pół i twoją na pół - zaproponowała Iggy wspaniałomyślnie, po czym przesunęła swój talerz na środek stołu.
- Możemy - uśmiechnąłem się. - To smacznego.
I tak, od tego jakże... dziwnego incydentu z włosami zaczęła się moja niemniej dziwna znajomość z Igelle Nytal. Dziewczyna charakterna, ale całkiem spoko się dogadujemy, o ile nie zaczynam do niej startować... Ja jednak wiem swoje - kiedyś się przyzna, że na mnie leci.
- Ej, Cambell! - usłyszałem dobrze sobie znany głos na szkolnym korytarzu. Był to pierwszy dzień po przerwie świątecznej, kilka minut przed pierwszą lekcją - historią.
- Co jest? - uśmiechnąłem się do fioletowowłosej Iggy.
- No, przywitać się chciałam - odwzajemniła uśmiech i zadziornie szturchnęła mnie w ramię.
- Więc witaj się - zażartowałem. Przewróciła oczami.
- Jak tam to... "Boże Narodzenie"? - zapytała.
- W porządku. Całe dnie wpierdalania. Chyba mi się przytyło... - wymownie spojrzałem na swój tyłek. - W wigilię wolna chata. Zrobiło się domówkę ze starymi znajomymi. A twoje święta?

Iggy westchnęła.

Iggy? WCALE długo nie czekałaś xD

Sun Shine: Od Sierry CD Ethan

- Mniejsza o oceny. - Powiedziałam do chłopaka. Po czym musiałam wrócić do akademika. - Ethan muszę iść, ale możemy pójść wieczorem do Equelle? hm? - Spytałam.
- Ok, czemu nie - uśmiechnął się do mnie.
Gdy byłam w pokoju nie wierzyłam, że to się dzieje maprawdę. MAM PRZYJACIELA! Juhu! Ok dość tych emocji. Jestem najszczęśliwsza na świecie. Idziemy do Equelle, muszę się ubrać, a w sumie... Nie będę tego planować. Ważne, że to mój przyjaciel i dzięki niemu nareszcie jestem pełnią szczęścia. Chwila... Niedługo bal, nawet nie mam sukni, a zresztą nie wiadomo czy pójdę, to się okaże. 
~ 18:55~
Byłam przy pierwszej alejce czekając na Ethana. Już nie mogłam się doczekać tego wyjścia. Może lepiej go poznam? Zobaczy się. Stałam uśmiechnięta minutę, gdy Ethan przyszedł:
- Cześć, długo czekasz? Spytał się.
- Nie. Jesteś punktualnie.
- Idziemy?
- Idziemy.
I poszliśmy w stronę Equelle.

(Ethan ?)

piątek, 16 maja 2014

Lioneart: Od Kat cd. Chris

- Co? To znaczy... Zastanowię się. - powiedziałam, gdy już się nieco uspokoiłam, po nieoczekiwanym pytaniu. 
Chris spojrzał na mnie błagalnie.
- Jeśli nie chcesz to powiedz od razu. 
- Tego nie powiedziałam. 
- Czyli się zgadzasz? 
- Tego też nie powiedziałam. 
I wtedy (Cóż, można było się tego spodziewać...) znów mnie pocałował. Moon wychyliła się zza drzwi. Nic nie powiedziała, lecz zmroziła nas spojrzeniem i zniknęła za drzwiami. Chris westchnął.
- Nie puszczę cię. Masz się zgodzić. 
- Zaraz wychodzisz...
Zupełnie zignorował to, co powiedziałam. 
- Nie będę się dalej prosił. - rzekł, wyniośle na mnie spoglądając. 
- Prosi to się świnia. Co się akurat zgadza. 
- Bardzo śmieszne, naprawdę. Ale wciąż nie odpowiedziałaś na moje pytanie. 
- Kiedyś na nie odpowiem. Cierpliwości. 
Znowu westchnął. Potem, gdy musieliśmy już wychodzić na scenę, jednak mnie puścił. 


- Idę; próżno szukać
Takiego, co być nie chce znalezionym. - usłyszałam chwilę później. 
Zaraz wychodzę. Tylko mój Romeo musi powiedzieć...
- Drwi z blizn, kto nigdy nie doświadczył rany. 
Ukazałam się w oknie, a raczej na balkonie. 
- Lecz cicho! Co za blask strzelił tam z okna!
Ona jest wschodem, a Julia jest słońcem!
Wznijdź cudne słońce, zgładź zazdrosną lunę,
Która aż zbladła z gniewu, że ty jesteś
Od niej piękniejszą; ukarz ją zaćmieniem
Za tę jej zazdrość; zetrzyj ją do reszty!
To moja pani, to moja kochanka!
O! gdyby mogła wiedzieć, czem jest dla mnie!
Przemawia, chociaż nic nie mówi; cóż stąd?
Jej oczy mówią, oczom więc odpowiem.
Za śmiały jestem; mówią, lecz nie do mnie.
Ptaki ocknęłyby się i śpiewały,
Myśląc, że to już nie noc, lecz dzień biały.
Patrz, jak na dłoni smutnie wsparła liczko!
O! gdybym mógł być tylko rękawiczką,
Co tę dłoń kryje!
- Ach! - zerknęłam na mojego Romea.
- Cicho! coś mówi.
O! mów, mów dalej, uroczy aniele;
Bo ty mi w noc tę tak wspaniale świecisz,
Dwie najjaśniejsze, najpiękniejsze gwiazdy
Z całego nieba, gdzieindziej zajęte,
Prosiły oczu jej, aby zastępczo
Stały w ich sferach, dopóki nie wrócą.
Lecz choćby oczy jej były na niebie,
A owe gwiazdy w oprawie jej oczu:
Blask jej oblicza zawstydziłby gwiazdy,
Jak zorza lampę; gdyby zaś jej oczy
Wśród eterycznej zabłysły przezroczy,
Jak lotny goniec niebios rozwartemu
Od podziwienia oku śmiertelników,
Które się wlepia w niego, aby patrzeć,
Jak on po ciężkich chmurach się przesuwa
I po powietrznej żegluje przestrzeni.
I teraz czas na mnie:
- Romeo! czemuż ty jesteś Romeo!
Wyrzecz się swego rodu, rzuć tę nazwę!
Lub, jeśli tego nie możesz uczynić,
To przysiąż wiernym być mojej miłości,
A ja przestanę być z krwi Kapuletów!
- Mamże przemówić czy też słuchać dalej?

Po zakończeniu mojej kwestii, zniknęłam z okna. Chwilę później pojawił się Chris. 
- Zastanowiłaś się już? - powiedział. 
- Tak. Pójdę z tobą na ten bal. 

Chris? :333

Wolfind: Od Iggy - przygotowanie do balu



Bal. Taa...warto by zabłysnąć i olśnić fioletem całą salę. Warto by. Warto by też być dobrą, dobrze się uczącą dziewczynką, o napuchniętym ego i wrażliwości godnej mimozy. Warto by.
Ale ja nigdy nie robię, co warto, jednak stwierdziłam, że na balu się postaram. Chwyciłam torbę i wyszłam na miasto. Nie do snobistycznego sklepu z sukniami balowymi, ale do krawcowej. Tam kupiłam duzą ilość zwiewnego, fioletowego materiału, igły, nici i sztuczne diamenty. Wyszło taniej, niż za odpowiednik tej sukni, którą chciałam uszyć ze sklepu. A poza tym mogłam dowolnie zmieniać. Efekt końcowy był taki


Spojrzałam w lustro i przeczesałam włosy.
-Nie ja. Ale może to lepiej?
I wpadłam w stan filozoficznej zadumy nad sensem i wartościami mojego życia. I doszłam do wniosku, że jestem prześwietna.

Wolfind: Od Angie do Gwen

Niedługo ten rąbany bal. Szczerze, wolałabym siedzieć i się uczyć. Ale cóż. Gwen też nie ma partnera, przetrzymamy razem. 
-Myślałam, że chcesz ubrać tamtą gotycką sukienkę.-parsknęłam widząc przyjaciółkę w zwiewnej czarno-beżowej sukni.
-Niestety, nie ma opcji. 
-Ech, bidula. Ale nic, pobawimy się razem.
-Acha...no własnie z tym, bo wiesz...ja mam partnera.
-Że co!?-prawie się zakrztusiłam.
-Tego Michaela, od nas, z Wolf. 
-Przynajmniej Wolf.-uspokoiłam się nieco.-Pokazać ci moją sukienkę?
-Pokazujta. 
Wyjęłam pokrowiec z szafy, weszłam do łazienki i się przebrałam. Rozpuściłam też włosy. 
-Jestę krolewnom-wyszłam z łazienki i spojrzałam na Gwenia wyniośle. 
-Wypełniaj moje rozkazy, śmieciu, albo cię obsmaruję w "Bravo" "Fan Clubie" albo innym śmieciu! Na kolana!
Dziewczyna parsknęła śmiechem, wstała(cały czas była w sukni)
-Ja, jako królowa czerni, mroku i czekolady, skazuję ciebie, kremówko na przeczytanie od deski do deski każdego numeru Bravo!
-Aaaaarrrrghh!!!!!!Nieee!!!!

Gwen?

Wolfind: Od Gwen cd Michael'a

[owszem, Gwen się zgodziła ale miałeś ją namawiać!]
- Ale jeśli myślisz, że będę tańczyć to się bardzo mocno grubo mylisz. 
- No weeź - złożył ręce jak do modlitwy. 
Popatrzyłam na niego jak na wariata ale powiedziałam tylko. 
- Zastanowię się.
Później pożegnaliśmy się tylko i poszliśmy każde w swoją stronę. 
- Phi... Ubierz się ładnie - mruknęłam otwierając drzwi do pokoju. - Kto powiedział, że nie umiem się ładnie ubrać?
Otworzyłam szafę i wyjęłam moją sukienkę którą wcisnęła mi mama na zakupach. Mamy zupełnie odmienne style. Moja mama lubi zwiewne lekkie rzeczy a ja... Cóż tunele, tatuaże i glany. Jedyne na co udało mi się ją namówić w tej kwestii to to, żeby sukienka była czarna. I tak nie jest całkowicie czarna no i nawet nie mogła być gotycka... No cóż. Wzięłam lekki materiał do ręki po czym przymierzyłam. Bo może przypadkiem przez tony czekolady jakie spożywam codziennie sukienka będzie za mała. Nie, leżała idealnie. Ma się tego pecha. 
*fuj!
Potem (po zdjęciu i włożeniu sukienki do szafy)  zaczęłam przeglądać różne katalogi fryzjerskie. Po chwili przyłapałam sama siebie, że zaczynam się tym trochę ekscytować. 
Zamknęłam magazyn, a na jego miejsce pojawił się horror Stephena King'a "Cmętarz Zwieżąt" wkurzają mnie błędy w tytule ale cóż... Dzieci nie potrafią dobrze pisać. King ma trudny jezyk ale fabuła... nawet nie zauważyłam jak upłynęła godzina... Kolejna...
Uczniowie proszeni do jadalni!
Rozległ się głos z głośnika. Radiowęzeł to najgorsze co może w szkole być.
Zeszłam na dół. Po drodze natknęłam się na Michaela.
- Masz kieckę? - zapytał
- Najobrzydliwszą na świecie - powiedziałam
- Czarna? - zapytał z lekką nadzieją w głosie. Kiwnęłam głową. Udawał, że się na mnie wkurza - będziemy wyglądać jak emo. 
- Nie jest cała czarna.... Ale większość - oznajmiłam bez cienia uśmiechu - i dlatego jest obrzydliwa. Chciałam mieć taką - powiedziałam po czym wyciągnęłam z kieszeni telefon i pokazałam zdjęcie. 
Marzenie Gwen 
- I bardzo dobrze, że takiej nie masz - powiedział z ulgą Mike. - W gorsecie ci nie do twarzy. 
- Ja tam wiem swoje - mruknęłam 



Mike?

Wolfind: Od Michael'a cd Gwen

Gdy spostrzegłem Gwen, zaprzestałem jazdę i dosiadłem się. Siedziała na tej ławce co zwykle ze szkicownikiem w ręku. Nic nie rysowała, po prostu go trzymała. Patrzyła się na nieograniczoną przestrzeń przed sobą. 
- Jak tam? - zapytałem, siadając. 
Popatrzyła na mnie dziwnie. 
- Nijak. 
- Nie w humorku, co? 
- Może. 
- A ty kiedyś byłaś w dobrym humorze? 
- Tak jakoś... Zanim cię poznałam. 
Wybuchnęliśmy śmiechem. Nawet nieźle nam się gadało. W ogóle nieźle się dogadywaliśmy. 
- Bo tak się zastanawiam... - powiedziałem nagle.
- Nad czym? 
Spodziewałem się raczej: "Czy masz krzywą mordę?".
- Bo niedługo jest ten... Bal... 
- Ta, wiem. 
- A... Zaprosił cię już ktoś? 
- A co? 
Zaczęła coś bazgrać w szkicowniku. Czułem, że wiedziała o co chodzi. Tylko robi mi na złość. 
- Nie poszłabyś ze mną? - mruknąłem.
- Wiesz.... 
- Nie wiem. 
- Mike. Okej, mogę z tobą pójść. 
- Szkoda. To ja może zapro... CO? 
- Zgodziłam się. 
- Aha. To... Dzięki. Ubierz się ładnie. - szturchnąłem ją po ramieniu.
- Nie podoba ci się to? - wskazała na swoją koszulkę. 
- Podoba. Ale to jest BAL. 
- Jasne, jasne. 

Gwen? Trochę nudne... XD Ale wstaw do opo swoją sukienkę ^^

czwartek, 15 maja 2014

Lioneart: Od Cristiny CD Ethan

Byłam nowa w szkole. Nie było mi łatwo, nie miałam przyjaciół. Nawet trochę nie umiałam tutejszego języka. Codzień dzwoniłam do przyjaciółki z Włoch, ale przestałam ponieważ środki na koncie kończyły się, a taki telefon do niej dużo kosztuje. Postanowiłam wziąść się w garść. Przeszłam się dwa razy po moim akademiku, ale na marne. Nikogo nie było. Więc poszłam obok, przechodziły tam dziewczyny i gadały o jakimś... Balu karnawałowym, czy jakoś tak. Nie usłyszałam dobrze. Na korytarzu było pusto, tylko ja i... Zza ściany wyszedł chłopak. Popatrzył na mnie, widział że jestem nowa.
-Ciao! - Przywitałam się po Włosku.
- Cześć! Jesteś nowa? - zapytał.
- tahk. - Odpowiedziałam niewyraźnie. Lecz umiałam powiedzieć że mówię po włosku:
- Mówię po Włosku, Ale dobrze radzę sobie i w takim języku.
- No dobra, Ethan jestem.
- Cristina.
- Może pójdziemy na spacer, pokażę Ci miejsca w Los Angeles?
- Yyy... - niezrozumiałam - Możemy iść.
Chłopak wydawał się bardzo miły i wiedziałam, że będziemy znajomymi. Ciekawe czy on mnie lubi, tak, jak ja jego.

<Ethan?>

środa, 14 maja 2014

Wolfind: Od Gwen cd Michaela

[i cicho, Rej bo wcale długo nie czekałaś żebym dodała twoje opo xD]


Popatrzyłam na deskorolkę z odrazą. 
- Nie zamierzam - powiedziałam i wyrwałam rękę z jego uścisku - Poza tym glany się do tego nie nadają. 
- Jedna laska jeździła w glanach - powiedział jakby to miało mnie przekonać. 
- Ona jeździła w pseudoglanach to po pierwsze a po drugie ja nią jakbyś nie wiedział nie jestem. 
- A szkoda - westchnął. 
Nie odpowiedziałam nic tylko poszłam do budynku. A na progu co? Chris, który wpycha jęzor do gardła jakiejś lasce. 
- No prosz... - powiedziałam i uśmiechnęłam się przymilnie. - Świerze mięsko, Chris?
- A było tak pięknie no prosz.. Panno Montrose, to jest Kat, Kat to jest GwenDOLYN - specjalnie użył pełnego imienia. 
- Twoja eks? - zapytała trochę zarumieniona dziewczyna
- Never ever - obruszył się Chris - raczej wróg #1
- Tsaa drugie określenie jest bardziej trafne w każdym bądź razie, Kat... Uważaj na niego - tym razem zwróciłam się do Chris'a - A jak jej coś zrobisz to rozkwaszę ci nos. 
- Taa już się boję. 
- Na razie dostaniesz z glana - kopnęłam go mocno w łydkę - tak na przedsmak.
- Nie bolaaałooo - wyszczerzył się, chociaż wiedziałam dobrze, że bolało. 
- To się ciesz - mruknęłam i poszłam dalej. 
Padłam na łóżko i odpaliłam laptopa. 
Hej Les
Napisałam do przyjaciółki. Po chwili na wyświetlaczu pojawiły się trzy kropki, które oznaczały, że Leslie odpisuje. 
Hej, Gwennie! Co tam? Jak w szkole świrów?
Uśmiechnęłam się do monitora. Leslie wyglądała mniej więcej tak więc miałyśmy podobny styl tylko Leslie była optymistką i miała chłopaka. 
Gorzej...

Wytrzymasz!

No ba... Jest taka jedna Angie, która jest ganz ok i nawet skumplowałam się z takim Michael'em. NAWET. Taki trochę debil.


A jaki chłopak wg ciebie nie jest debilem?


Nierealny... xD
I na tym nasza rozmowa się skończyła, gdyż zielona kropka przy nazwisku Les. 
Wyszłam z pokoju i poszłam wgłąb szkoły. No i znów zobaczyłam Chrisa tylko razem z Sue. Przynajmniej się nie całowali. Postanowiłam (ku uciesze Chrisa) pozostawić do bez komentarza. 
 Poszłam na moją ławeczkę i usiadłam. 
- Jak tam? - dosiadł się do mnie Michael. 



Majkelu?


Wolfind: Od Michael'a cd Gwen

- Na samoobronie uczą, jak używać szkicownika? - zarechotałem.
Zmroziła mnie spojrzeniem.
- Mam się bać? - spytałem, starając się, aby zabrzmiało poważnie.
Na mojej twarzy pojawił się wymuszony uśmiech. Gwen wzruszyła ramionami.
- N.u.d.a. - przeliterowałem.
Położyłem jej deskę na kolanach. Popatrzyła na mnie pytająco.
- To jest deskorolka. - wyjaśniłem - A ty będziesz na niej jeździć.
Spojrzałem na nią, z triumfalnym uśmiechem. Ona wcale nie była uśmiechnięta, czego nie mogłem pojąć.
- Nie będę jeździć na tym czymś! - spojrzała z odrazą na "to coś".
- Będziesz.
I tymi właśnie słowami (Krótko, zwięźle i na temat...) przekonałem ją. Nie tyle przekonałem, co złapałem za rękę (Puść, bo ludzie się dziwnie patrzą...) i zaciągnąłem w stronę skateparku.

Gwen? I cicho, bo wcale długo nie czekałaś XD

wtorek, 13 maja 2014

Wolfind: Od Michaela cd. Nicole

W drodze powrotnej dostrzegłem Nicole. 
- Czemu sobie poszłaś? 
- Nieważne. 
Ach, no tak. Dziewczyny. Nic już nie mówiłem. Podeszliśmy w milczeniu pod akademik Lioneart. Nicole westchnęła. 
- Ja już pójdę. Miło było... Czy coś. 
Otworzyła drzwi i szybko za nimi znikła. 

***

Obudziłem się jakby... wypoczęty. Pierwszy raz od wielu dni. Szybko ogarnąłem się i panujący w moim pokoju uporządkowany nieporządek.
Zszedłem na zajęcia, spóźniając się "nieco". 

***

- Poloow! Natychmiast się ucisz! - warknęła poirytowana nauczycielka, gdy przerwałem jej w połowie pouczającego wykładu o rdzennych amerykanach. 
Na przerwie wypatrzyłem Nicole.
- Hej! - wrzasnąłem, na co lekko wystraszone, podskoczyła.

Nicole? TOTALNY BRAK WENY. -.-

Nowa uczennica!


Cristina Squillante - Lioneart

Nowa uczennica!


Sara Lowshen - Sun Shine

poniedziałek, 12 maja 2014

Sun Shine: Od Chrisa cd. Kat

- Chyba? To ja wolę się upewnić - wyszczerzyłem się, ukazując swoje bez przerwy wybielane i fluorkowane ząbki, po czym nachyliłem się nad dziewczyną i ponownie pocałowałem. Długo, długo. - To co, tak może być? - zapytałem ponownie, obserwując z rozbawieniem jej zakłopotanie.
- Może, ale... Chris. Ty nie możesz...
Nie dałem jej dokończyć, uciszając ją kolejnym pocałunkiem.
- Czego nie mogę?
- Właśnie tego!
- Czego? - udałem głupiego. - Aaa...
Znów całus. Długi i namiętny.
- Tego? - zaśmiałem się. Katniss zrobiła się całkowicie buraczkowa. Zdawało mi się, że z całych sił starała się na mnie nie patrzeć, jednak tłumy gapiów otaczających nas ciasnym kręgiem i karmiących się poczynaniami zupełnie niewinnych ludzi - czytaj: moimi i jej - zmusiły ją do ponownego spojrzenia w moje oczy.
- To jest tylko sztuka. Tylko sztuka - powtórzyła z naciskiem.
- Ani przez moment nie zaprzeczyłem - wzruszyłem ramionami i nachyliłem się ku jej ustom. Nie odepchnęła mnie, jednak delikatnie przytrzymała.
- Wystarczy, Cambell. Wystarczy - szepnęła. Posmutniała. Spojrzałem na nią z ukosa. Co nie podobało jej się w tym pocałunku? Nie ma nic romantyczniejszego dla dziewczyny, niż uciszanie jej za pomocą pocałunku. A ona przecież jest dziewczyną, nie?
W tym samym momencie zabrzmiał dzwonek na lekcję. Kat bez ostrzeżenia ruszyła do klasy. Podbiegłem do niej i złapałem ją za ramię.
- Czekaj na mnie - uśmiechnąłem się. - Mamy razem zajęcia. Aktorskie. Będzie próba.
- Tak. Próba - powtórzyła dziewczyna. Podążyliśmy razem do klasy.

- Ziść więc cel moich, stojąc niewzruszenie i z ust swych moim daj wziąć rozgrzeszenie - wyrecytowałem z patosem. Spojrzałem Katniss w oczy. Uśmiechnąłem się delikatnie i zbliżyłem swe usta do jej. Drgnęła, jednak pozwoliła się pocałować. Ba! Zrobiła to tak prawdziwie, że przez te sekundy, podczas których byliśmy jakby jednością, zapomniałem, że gramy, stojąc na środku sceny przed całą szkołą, rodzicami, nauczycielami i zaproszonymi gośćmi. Oderwaliśmy się od siebie. Wpatrywała się we mnie jak w obraz.
- Moje więc teraz obciąża grzech zdjęty.
- Z mych ust? O! grzechu, zbyt pełen ponęty! Niechże go nazad rozgrzeszony zdejmie! Pozwól...
Znów się pocałowaliśmy. Po sali potoczyło się pełne wzruszenia "Ooo...". Rozległy się oklaski. Przez cały czas ich trwania musieliśmy być przylepieni do siebie, co więcej, cały czas całować. Pani Moon do obrzygania tłumaczyła nam, że oklaski widzów podczas trwania scen są stop-klatką i że nie należy podczas nich grać, gdyż oglądający nas nie usłyszą. Wreszcie - i dobrze, bo całkiem zabrakło mi już tchu - widownia ucichła i Kat mogła powiedzieć:
- Jak z książki całujesz, pielgrzymie.
W tym momencie skończył się nasz dialog. Po chwili zszedłem ze sceny. Kat jeszcze grała. Czekałem na nią z niecierpliwością. Wreszcie pojawiła się za kulisami, a chór przygotował się do odśpiewania prologu drugiego aktu.
- Nie wytrzymam w tej kiecy - piekliła się, drapiąc się po plecach.
- Pomóc ci? - spytałem ze śmiechem, kładąc rękę na jej plecach. - Dobrze całujesz. Może by tak powtóreczka? - cmoknąłem powietrze w jej kierunku. Skrzywiła się, jednak nic nie powiedziała. - Kat, nie udawaj - położyłem swoje dłonie na jej biodrach i posadziłem ją na jakiejś skrzyni, która dosięgała praktycznie czubka mojej głowy. Następnie oparłem ręce po obu jej stronach.
- Co niby udaję? - zapytała chyba zbyt pretensjonalnie jak na swoją ówczesną sytuację.
- Że jestem ci obojętny.
- Zaraz wchodzisz. Scena balkonowa - zauważyła, najwyraźniej ignorując to, co powiedziałem.
- Lecz cicho! Co za blask strzelił tam z okna! Ono jest wschodem, a Julia jest słońcem! - zacząłem deklamować, świetnie się bawiąc w te podchody.
- Dzieciaki, zwariowaliście?! Słychać was na scenie! - profesor aktorstwa wetknęła głowę przez drzwi. Stała w przedsionku oddzielającym scenę od obszernych kulis z przebieralnią.
- Sorry... Będę już cicho - szepnąłem łobuzersko, zdejmując ręce ze skrzyni tak zamaszyście, że zachybotała się i moja Julia spadła wraz z nią, z tą różnicą, że dziewczyna wylądowała w moich ramionach, a skrzynia roztrzaskała się o podłogę.
- Cambell! Zostajesz u mnie po lekcjach przez następny tydzień! - syknęła Moon, której głowa pojawiła się ponownie.
- Spoko, spoko - mruknąłem do nauczycielki, po czym zwróciłem się do trzymanej dziewczyny: - Idziemy razem na bal? - spytałem prosto z mostu.

Kat? :D

Bal karnawałowy


Well... Więc mamy bal. Przyjście w parze mile widziane - postaci muszą zaprosić się w opowiadaniach. Dziewczyny mogą sobie poszukać sukienek, fryzur, butów... i wkleić je do opsów.
Jeszcze nie wiem, jak to wyjdzie czasowo, ale generalnie ustalę rzeczywistą datę balu. Na dzień dzisiejszy będzie to 21 maja, żeby wątki o balu miały się czas rozwinąć do końca blogowego stycznia (oczywiście po upływie terminu będzie można je dalej dokańczać).

Bal odbywa się w sali balowej (jakby ktoś nie wiedział). Jak zwykle profile mają w nim swój udział - plastyk robi dekoracje (ci to mają przechlapane...), muzyk otwiera bal tańcem, natomiast aktor... W sumie nie robi nic, chyba że ktoś - lub para - z aktorskiego chce być wodzirejem/wodzirejami.

Tak jak w przypadku sztuki, możecie pisać opowiadania o przygotowaniach do balu.

Sztuka

Z radością informuję, że zakończyły się nasze przygotowania do sztuki teatralnej! Oczywiście opowiadania możecie dalej dokańczać. Punktacja dla akademików przedstawia się następująco:

I miejsce i 100 pkt - Lioneart
II miejsce i 75 pkt - Sun Shine
III miejsce i 50 pkt - Wolfind
Nagroda pocieszenia i 25 pkt - Clevouse

Gratuluję wszystkim! Po południu dodam info o balu karnawałowym.

Liv bez odbioru ;3

Lioneart: od Elspeth do Raquel: cd hejtu XD

- W takim razie miej sobie wyjebane na wszystko, panienko z okienka. - uśmiechnęłam się promiennie. Humory panienki Cambell nie robiły na mnie najmniejszego wrażenia, byłam przyzwyczajona do takich jak one. Napalone na wieczystą wolność obyczajów oraz nieskrępowane życie, wiecznie wplątywały się w kłopoty, co niezbyt podobało się ich rodzinom, o ile je w ogóle miały. Rozpuszczone do granic, mniemały - jakże mylnie zresztą - że cały świat jest na ich skinienie. Ćpunki, palaczki, alkoholiczki i niebiosa wiedzą, jakie tam jeszcze. W każdym razie owa Raquel wydawała się być dziewczyną właśnie w tym typie. Czasami myślałam nawet, że dziewczę na początku świata wypadło z okienka, które Bóg stworzył dla istot ograniczonych. Stąd to trafne określenie zastosowane w jej stronę. Tamta posłała mi zabójcze spojrzenie godne Napoleona mordującego swych marszałków, dla innych zrozumiałe jako groźba śmierci. Chyba rozdrażniło ją to, co powiedziałam, bo po chwili warknęła:

- A żebyś wiedziała! Mam gdzieś ten cały projekt i nie zamierzam się tym zajmować, a jeśli jeszcze Ci nie przywaliłam w tę anielską buźkę, to tylko dlatego, że obserwuje nas ten ****** Before! I co miało znaczyć to określenie?!

Znów się uśmiechnęłam. Tym razem moje wargi lekko rozchyliły się z nutką wyższości, uniosłam delikatnie brew.

- Nie sądzę, bym musiała się Ciebie bać, rozpuszczona dziecino. - prychnęłam. - Wierz mi, posiadam umiejętność samoobrony, więc jeżeli mnie zaczepisz, chętnie oddam. Jesteś po prostu śmieszna, z tym swoim lenistwem oraz paleniem dla imponowania wszystkim naokoło. Nie wiesz, co to prawdziwy odlot. Przypominasz czteroletnie dziecko, które rodzice zostawili samemu sobie, a rówieśnicy wydzierają mu zabawkę. Sama wyciągnę z tego korzyści dla siebie.

Spojrzałam w stronę nauczyciela, który stał obok mojego stolika, z afektacją trzymając się za serce. Najwyraźniej usłyszał o nałogu mojej rozmówczyni. 

- Cóż, profesorze, zajmę się tym projektem z panną Cambell. - tu mój głos nabrał bardziej sarkastycznego brzmienia, a akcent londyński stał się wyraźniejszy. - Proszę nie uważać, bym wyświadczała panu jakąś łaskę czy coś, po prostu tej pani należy się resocjalizacja. A co do naszej rozmowy i wypowiedzi Cambell, to zapewne pan wie, że bogowie, gdy chcą kogoś ukarać, najpierw odbierają mu rozum. 

- Brawo Elspeth! Cóż za trafne przytoczenie Eurypidesa! - Before wydawał się wniebowzięty. Natychmiast wstawił mi do dziennika upragnione B, a żeby to uzasadnić, dodał: - Panna Niven przedstawia sobą znakomite zasoby wiedzy na temat starożytnej Grecji. Czego nie można powiedzieć o Tobie, Raquel.

Uśmiechnął się do tamtej krzywo, a mój uśmiech nieco się powiększył. Po chwili wyszłam z sali równo z dzwonkiem, kierując się na próbę zespołu.

środa, 7 maja 2014

Lioneart: Od Katniss cd. Chris

- N-na to wygląda, Chris... - wyjąkałam, chwilę później. 
Zapanowała niezręczna cisza. Chris przestraszony patrzył na mnie w osłupieniu. Przynajmniej wyglądał na przestraszonego. Kilka osób patrzyło na nas z nieukrywaną ciekawością. Moon wrzeszczała na jakiegoś chłopaka. Ja udawałam, że przeglądam scenariusz. 
- Wiesz... Mi też się to nie podoba... - powiedziałam odkładając scenariusz na krzesło. Chris westchnął. - Nie w tym sensie... Poznaliśmy się w sumie na próbach i polubiłam cię. - uśmiechnął się. - Ale chyba nie aż tak...
- Co to znaczy "chyba"? - zapytał, zbierając swoje rzeczy. 
- Nooo, to znaczy nie. Nie aż tak bardzo. - odwróciłam się. 
Był już koniec próby. Chris odprowadził mnie do mojego akademika. Pożegnaliśmy się. Ponieważ było już późno, położyłam się. 

* * * 

Wstałam rano i postanowiłam, że muszę pogadać z Chrisem. O tym... przedstawieniu... 

Na przerwie podeszłam do niego.
- Co jest, Kat? 
- Bo, ja chciałam omówić ten... wiesz, o co mi chodzi... 
- Wiem. 
Spojrzał na mnie z dziwnym uśmieszkiem. 
- Co? 
I wtedy mnie pocałował. Było naturalnie. I przyjemnie.
- Tak może być? - zapytał, jednocześnie wyjaśniając innym, że to tylko aktorstwo. 
- Chyba tak... 

Chris? :3