poniedziałek, 12 maja 2014

Sun Shine: Od Chrisa cd. Kat

- Chyba? To ja wolę się upewnić - wyszczerzyłem się, ukazując swoje bez przerwy wybielane i fluorkowane ząbki, po czym nachyliłem się nad dziewczyną i ponownie pocałowałem. Długo, długo. - To co, tak może być? - zapytałem ponownie, obserwując z rozbawieniem jej zakłopotanie.
- Może, ale... Chris. Ty nie możesz...
Nie dałem jej dokończyć, uciszając ją kolejnym pocałunkiem.
- Czego nie mogę?
- Właśnie tego!
- Czego? - udałem głupiego. - Aaa...
Znów całus. Długi i namiętny.
- Tego? - zaśmiałem się. Katniss zrobiła się całkowicie buraczkowa. Zdawało mi się, że z całych sił starała się na mnie nie patrzeć, jednak tłumy gapiów otaczających nas ciasnym kręgiem i karmiących się poczynaniami zupełnie niewinnych ludzi - czytaj: moimi i jej - zmusiły ją do ponownego spojrzenia w moje oczy.
- To jest tylko sztuka. Tylko sztuka - powtórzyła z naciskiem.
- Ani przez moment nie zaprzeczyłem - wzruszyłem ramionami i nachyliłem się ku jej ustom. Nie odepchnęła mnie, jednak delikatnie przytrzymała.
- Wystarczy, Cambell. Wystarczy - szepnęła. Posmutniała. Spojrzałem na nią z ukosa. Co nie podobało jej się w tym pocałunku? Nie ma nic romantyczniejszego dla dziewczyny, niż uciszanie jej za pomocą pocałunku. A ona przecież jest dziewczyną, nie?
W tym samym momencie zabrzmiał dzwonek na lekcję. Kat bez ostrzeżenia ruszyła do klasy. Podbiegłem do niej i złapałem ją za ramię.
- Czekaj na mnie - uśmiechnąłem się. - Mamy razem zajęcia. Aktorskie. Będzie próba.
- Tak. Próba - powtórzyła dziewczyna. Podążyliśmy razem do klasy.

- Ziść więc cel moich, stojąc niewzruszenie i z ust swych moim daj wziąć rozgrzeszenie - wyrecytowałem z patosem. Spojrzałem Katniss w oczy. Uśmiechnąłem się delikatnie i zbliżyłem swe usta do jej. Drgnęła, jednak pozwoliła się pocałować. Ba! Zrobiła to tak prawdziwie, że przez te sekundy, podczas których byliśmy jakby jednością, zapomniałem, że gramy, stojąc na środku sceny przed całą szkołą, rodzicami, nauczycielami i zaproszonymi gośćmi. Oderwaliśmy się od siebie. Wpatrywała się we mnie jak w obraz.
- Moje więc teraz obciąża grzech zdjęty.
- Z mych ust? O! grzechu, zbyt pełen ponęty! Niechże go nazad rozgrzeszony zdejmie! Pozwól...
Znów się pocałowaliśmy. Po sali potoczyło się pełne wzruszenia "Ooo...". Rozległy się oklaski. Przez cały czas ich trwania musieliśmy być przylepieni do siebie, co więcej, cały czas całować. Pani Moon do obrzygania tłumaczyła nam, że oklaski widzów podczas trwania scen są stop-klatką i że nie należy podczas nich grać, gdyż oglądający nas nie usłyszą. Wreszcie - i dobrze, bo całkiem zabrakło mi już tchu - widownia ucichła i Kat mogła powiedzieć:
- Jak z książki całujesz, pielgrzymie.
W tym momencie skończył się nasz dialog. Po chwili zszedłem ze sceny. Kat jeszcze grała. Czekałem na nią z niecierpliwością. Wreszcie pojawiła się za kulisami, a chór przygotował się do odśpiewania prologu drugiego aktu.
- Nie wytrzymam w tej kiecy - piekliła się, drapiąc się po plecach.
- Pomóc ci? - spytałem ze śmiechem, kładąc rękę na jej plecach. - Dobrze całujesz. Może by tak powtóreczka? - cmoknąłem powietrze w jej kierunku. Skrzywiła się, jednak nic nie powiedziała. - Kat, nie udawaj - położyłem swoje dłonie na jej biodrach i posadziłem ją na jakiejś skrzyni, która dosięgała praktycznie czubka mojej głowy. Następnie oparłem ręce po obu jej stronach.
- Co niby udaję? - zapytała chyba zbyt pretensjonalnie jak na swoją ówczesną sytuację.
- Że jestem ci obojętny.
- Zaraz wchodzisz. Scena balkonowa - zauważyła, najwyraźniej ignorując to, co powiedziałem.
- Lecz cicho! Co za blask strzelił tam z okna! Ono jest wschodem, a Julia jest słońcem! - zacząłem deklamować, świetnie się bawiąc w te podchody.
- Dzieciaki, zwariowaliście?! Słychać was na scenie! - profesor aktorstwa wetknęła głowę przez drzwi. Stała w przedsionku oddzielającym scenę od obszernych kulis z przebieralnią.
- Sorry... Będę już cicho - szepnąłem łobuzersko, zdejmując ręce ze skrzyni tak zamaszyście, że zachybotała się i moja Julia spadła wraz z nią, z tą różnicą, że dziewczyna wylądowała w moich ramionach, a skrzynia roztrzaskała się o podłogę.
- Cambell! Zostajesz u mnie po lekcjach przez następny tydzień! - syknęła Moon, której głowa pojawiła się ponownie.
- Spoko, spoko - mruknąłem do nauczycielki, po czym zwróciłem się do trzymanej dziewczyny: - Idziemy razem na bal? - spytałem prosto z mostu.

Kat? :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz