- Odjazd!
Przykleiłem nos do szyby autobusu, który stanął właśnie przy krawędzi ulicy. Za oknem widać było majestatyczny budynek z czerwonej cegły otoczony równiutko przyciętym trawniczkiem i kilkoma drzewami. Przed nim znajdował się mały dziedziniec z ławkami, na których siedziało kilku uczniów.
- Najpierw się chyba rozpakujesz, zgoda? Przy okazji pokażę ci tereny akademików.
Zwróciłem się ponownie w kierunku rudowłosej.
- Zgoda. - Mrugnąłem do niej.
Po kilku minutach kierowaliśmy się już ścieżką na tyły szkoły, gdzie w równym rządku stały cztery akademiki.
- Podział jest jakby motywacją do rywalizacji między uczniami - tłumaczyła Sara. - W jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu, rzecz jasna. Dzięki temu się staramy.
Minęliśmy dwie olbrzymie hale ("odbywają się tu głównie mecze ligowe w siatkę i kosza"), niekryte boisko do koszykówki ("główne miejsce spotkań szkolnych gwiazdek sportu, potrafią tu skakać jak małpy przez cały dzień"), większy dziedziniec z jeszcze większą ilością ławek i wreszcie doszliśmy do jednego z czterech identycznych pastelowych budynków.
- Oto Sun Shine! - oznajmiła Sara. - Panowie przodem. - Zaprosiła mnie gestem ręki.
Znaleźliśmy się w olbrzymim, wyłożonym płytkami przedpokoju. Na przeciwko nas dostrzegłem prowadzące na górę schody. Po lewej były przeszklone dwuskrzydłowe drzwi.
- Tam jadamy. Głównie śniadania i kolacje, bo obiady są w szkolnej stołówce, chyba że jest wolne. Powiem ci, że gotują dosyć przyzwoicie, ale nigdy nie bierz mielonego. - Ostatnie słowa cedziła wolno i wyraźnie, z groźbą w oczach.
- Zapamiętam. - Uśmiechnąłem się.
- Dwadzieścia minut do obiadu. Proszę uczniów o podążenie do stołówki. - W korytarzu rozległ się głos przywodzący na myśl informację na lotnisku. Rozejrzałem się zdezorientowany.
- Radiowęzeł - sprostowała Sara.
- Oho! Francja-elegancja w tym waszym Los Angeles.
- A jak! - Dziewczyna posłała mi promienny uśmiech.
Na przeciwko jadalni były identyczne drzwi.
- To świetlica. Mamy książki, planszówki, telewizor z odtwarzaczem DVD... Ogólnie dużo rzeczy służących rekreacji. Wolfind ma bilarda.
- Czemu? - Uniosłem jedną brew.
- Nagroda Dyrektora.
Kiwnąłem głową ze zrozumieniem.
Weszliśmy na pierwsze piętro. Był to długi korytarz, cały w płytkach. Po obydwu jego stronach znajdowały się dziesiątki drewnianych drzwi.
- Dyrektorki jeszcze tak nie poknociło, żebyś mieszkał ze mną w jednym pokoju. Nie wiem, co oni sobie myślą o dzisiejszej młodzieży - westchnęła teatralnie. - Dobra wiadomość jest taka, że z racji, iż to ja cię przyjmuję, masz pokój na żeńskim piętrze, tuż obok mojego. To tutaj!
Zatrzymała się przed drzwiami z numerem 41. Uchyliłem je. Znalazłem się w pokoju z dużym oknem, szafą i dwoma łóżkami.
- Oto twoja willa - oznajmiła.
- Jako lord przywykłem do większych wygód - powiedziałem naciskając na brytyjski akcent. - Doprawdy, że też to amerykańskie pospólstwo nie może się dla nas lepiej postarać.
Sara zaczęła chichotać.
- Super jesteś. Lubię cię. Rozpakuj się szybko i możemy schodzić na obiad.
Spojrzałem na trzymaną w garści torbę, potem na pokój i znów na torbę. Rzuciłem ją na łóżko po prawej i wzruszyłem ramionami.
- Możemy iść.
Sara? Na początku była wena, potem uciekła i skończyłam byle jak :c
niedziela, 19 października 2014
Lioneart: Od Nicole - do Julii.
Koniec października, niedługo listopad. Szybko zleciało. Ale ten jesienny, deszczowy, nieprzyjemny czas miał zlecieć jeszcze szybciej, ponieważ do szkoły przyjechali uczniowie z wymiany, z Londynu. Bardzo chciałam pojechać do Londynu, ale jeszcze nie wiadomo było, kto pojedzie... Ale cóż. To się jeszcze okaże, a ja miałam przed sobą bojowe zadanie. Miałam przyjąć do siebie niejaką Julię Carter, z Londynu. W dniu, w którym czwórka Anglików dotarli do naszego miasta, miałam na sobie cieplejsze ubrania, nie było tak ciepło, jak we wrześniu...
Na lotnisku wyjęłam z kieszeni spodni kartkę z opisem dziewczyny, który sobie zapisałam. Organizacja to jedna z moich cech. Bardzo chciałam dobrze poznać i zakolegować się z Julią, a początek jest ważny, więc musiałam dobrze zacząć. Na hali przylotów, czy jak to się tam nazywa, nie ważne, panował hałas i trochę nieład, bo do wielu rzeczy można by było się doczepić, że było niedokładnie zaplanowane. Ale cóż, idźmy dalej. Zaczęłam czytać moje bazgroły na kartce: "Julia Carter - niska, szczupła blondynka o ciemnych oczach. Nie lubi dresów... " Tak jak ja - pomyślałam i czytałam dalej "... "ubiera się stylowo." Nic więcej. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Zobaczyłam nagle rozglądającą się bezradnie dziewczynę, pasującą do osoby z opisu. Podeszłam i powiedziałam.
- Hej. Ty jesteś Julia Carter?
- Taak, to ja. Ty pewnie jesteś Nicole Brown? - zapytała unosząc brwi.
- Zgadza się - uśmiechnęłam się. - Mam zaszczyt zaopiekować się tobą przez czas wymiany.
- Miło mi cię poznać - wyciągnęła rękę, a ja uścisnęłam ją.
* * *
Kiedy dojechaliśmy do szkoły, pomogłam Julii wyjąć bagaże, a trochę ich było, w końcu to nie wyjazd na dwa dni... Następnie wzięłam jej walizkę, a dziewczyna torbę i poprowadziłam ją w strone akademika.
- Czyli to jest Hollywood Arts, tak? - upewniła się.
- Tak, to właśnie tu. Teraz wejdziemy po schodach i na lewo będzie akademik dziewczyn z Lioneart. Tam mam, a właściwie to mamy pokój - poprawiłam się i uśmiechnęłam.
Doszłyśmy do drzwi naszego pokoju. Przed otworzeniem wyjęłam dwa klucze i jeden z nich podałam dziewczynie.
- Jest twój. Przecież nie będziemy się tłuc z jednym kluczem - uśmiechnęłam się, a dziewczyna odwzajemniła uśmiech i podziękowała.
Otworzyłam pokój, pomogłam wnieść Julii jej torby, zamknęłam drzwi i pokazałam jej "mieszkanko".
- Tu jest nasz 'salon', a tu łazienka.
Kiedy objaśniłam gdzie co jest, dziewczyna wybrała sobie z dwóch łóżek, które zostały (moje było pod oknem) środkowe i otworzyła walizkę.
- Gdybyś chciała, to tu jest szafa do twojej dyspozycji - wskazałam na szafę stojącą naprzeciw mojej. - A tu jest komoda, i w ogóle - uśmiechnęłam się.
Julia wypakowała się, a ja zaproponowałam:
- Może pokażę ci dokładniej co i jak? To znaczy gdzie co jest w szkole.
- Oki, bardzo chętnie - uśmiechnęła się i wyszłyśmy.
(Julia? ^^)
Na lotnisku wyjęłam z kieszeni spodni kartkę z opisem dziewczyny, który sobie zapisałam. Organizacja to jedna z moich cech. Bardzo chciałam dobrze poznać i zakolegować się z Julią, a początek jest ważny, więc musiałam dobrze zacząć. Na hali przylotów, czy jak to się tam nazywa, nie ważne, panował hałas i trochę nieład, bo do wielu rzeczy można by było się doczepić, że było niedokładnie zaplanowane. Ale cóż, idźmy dalej. Zaczęłam czytać moje bazgroły na kartce: "Julia Carter - niska, szczupła blondynka o ciemnych oczach. Nie lubi dresów... " Tak jak ja - pomyślałam i czytałam dalej "... "ubiera się stylowo." Nic więcej. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Zobaczyłam nagle rozglądającą się bezradnie dziewczynę, pasującą do osoby z opisu. Podeszłam i powiedziałam.
- Hej. Ty jesteś Julia Carter?
- Taak, to ja. Ty pewnie jesteś Nicole Brown? - zapytała unosząc brwi.
- Zgadza się - uśmiechnęłam się. - Mam zaszczyt zaopiekować się tobą przez czas wymiany.
- Miło mi cię poznać - wyciągnęła rękę, a ja uścisnęłam ją.
* * *
Kiedy dojechaliśmy do szkoły, pomogłam Julii wyjąć bagaże, a trochę ich było, w końcu to nie wyjazd na dwa dni... Następnie wzięłam jej walizkę, a dziewczyna torbę i poprowadziłam ją w strone akademika.
- Czyli to jest Hollywood Arts, tak? - upewniła się.
- Tak, to właśnie tu. Teraz wejdziemy po schodach i na lewo będzie akademik dziewczyn z Lioneart. Tam mam, a właściwie to mamy pokój - poprawiłam się i uśmiechnęłam.
Doszłyśmy do drzwi naszego pokoju. Przed otworzeniem wyjęłam dwa klucze i jeden z nich podałam dziewczynie.
- Jest twój. Przecież nie będziemy się tłuc z jednym kluczem - uśmiechnęłam się, a dziewczyna odwzajemniła uśmiech i podziękowała.
Otworzyłam pokój, pomogłam wnieść Julii jej torby, zamknęłam drzwi i pokazałam jej "mieszkanko".
- Tu jest nasz 'salon', a tu łazienka.
Kiedy objaśniłam gdzie co jest, dziewczyna wybrała sobie z dwóch łóżek, które zostały (moje było pod oknem) środkowe i otworzyła walizkę.
- Gdybyś chciała, to tu jest szafa do twojej dyspozycji - wskazałam na szafę stojącą naprzeciw mojej. - A tu jest komoda, i w ogóle - uśmiechnęłam się.
Julia wypakowała się, a ja zaproponowałam:
- Może pokażę ci dokładniej co i jak? To znaczy gdzie co jest w szkole.
- Oki, bardzo chętnie - uśmiechnęła się i wyszłyśmy.
(Julia? ^^)
wtorek, 14 października 2014
Sun Shine: od Sary do Will'a
Szum lotniska mieszał się z melodyjkami ze sklepów i restauracji oraz z niewyraźnymi, trzeszczącymi komunikatami z głośników. Ja stałam, razem z grupą innych uczniów ze szkoły, z kartonowym napisem "White" co było nazwiskiem chłopaka, którego miałam przyjąć pod swój dach przez najbliższe dwa miesiące.
W końcu nadleciał samolot linii "Sun planes". Wylądował na pasie, a po schodach wyszło całe mnóstwo osób. Gdzieś wśród nich ten chłopak.
Na lotnisko wsypał się tłumik nastolatków. Jasnowłosy chłopak rozejrzał się z uśmiechem, aż jego wzrok natrafił na karton z nazwiskiem. Uśmiechnął się jeszcze szerzej i podszedł do mnie. Odwzajemniłam uśmiech, dodając jeszcze trochę i powiedziałam.
-Hej! Nazywam się Sara Lowshen, mam przyjmować przez jakiś czas Williama White'a. To ty?
-To ja. Bardzo mi miło cię poznać. Kumple mi mówili, że w Ameryce same pasztety spasione hot-dogami, ale ty mi na taką nie wyglądasz.
-Ty też nie wyglądasz na spojonego herbatką z mlekiem lorda.-odpowiedziałam radośnie.-Podążajmy ku autobusowi! Chyba, że lord woli wynająć limuzynę?
-Wiesz, nie chcę cię zawstydzać blaskiem mego bogactwa i chwały, więc zniżę się do przejażdżki autobusem z plebsem.
Zaśmialiśmy się z żartu i poszliśmy na przystanek.
Wsiedliśmy w autobus i znaleźliśmy jakieś wolne miejsca, co proste nie było ze względu na walizki Will'a.
-Czym się intersujesz, Will?
-Wszystkim, co dostarcza adrenaliny i muzyką. Gram na klawiszach. A ty?
-Hm....śmiechemzabawamiteatremaktorstwemjedzeniemadrenalinąśpiewemroweremirolkami.
-A...ha?-roześmiał się serdecznie chłopak, a zaraz do niego dołączyłam.
-Spodoba ci się w Hollywood Arts. Szkoda tylko, że masz inny profil niż ja, bo ja mam aktorski
-Co nie zmienia faktu, że jesteśmy w tym samym akademiku.-stwierdził.
-Co fakt, to fakt!-nagle zrobiłam uroczystą minę.-Przed tobą... Hollywood Arts!
Will?
W końcu nadleciał samolot linii "Sun planes". Wylądował na pasie, a po schodach wyszło całe mnóstwo osób. Gdzieś wśród nich ten chłopak.
Na lotnisko wsypał się tłumik nastolatków. Jasnowłosy chłopak rozejrzał się z uśmiechem, aż jego wzrok natrafił na karton z nazwiskiem. Uśmiechnął się jeszcze szerzej i podszedł do mnie. Odwzajemniłam uśmiech, dodając jeszcze trochę i powiedziałam.
-Hej! Nazywam się Sara Lowshen, mam przyjmować przez jakiś czas Williama White'a. To ty?
-To ja. Bardzo mi miło cię poznać. Kumple mi mówili, że w Ameryce same pasztety spasione hot-dogami, ale ty mi na taką nie wyglądasz.
-Ty też nie wyglądasz na spojonego herbatką z mlekiem lorda.-odpowiedziałam radośnie.-Podążajmy ku autobusowi! Chyba, że lord woli wynająć limuzynę?
-Wiesz, nie chcę cię zawstydzać blaskiem mego bogactwa i chwały, więc zniżę się do przejażdżki autobusem z plebsem.
Zaśmialiśmy się z żartu i poszliśmy na przystanek.
Wsiedliśmy w autobus i znaleźliśmy jakieś wolne miejsca, co proste nie było ze względu na walizki Will'a.
-Czym się intersujesz, Will?
-Wszystkim, co dostarcza adrenaliny i muzyką. Gram na klawiszach. A ty?
-Hm....śmiechemzabawamiteatremaktorstwemjedzeniemadrenalinąśpiewemroweremirolkami.
-A...ha?-roześmiał się serdecznie chłopak, a zaraz do niego dołączyłam.
-Spodoba ci się w Hollywood Arts. Szkoda tylko, że masz inny profil niż ja, bo ja mam aktorski
-Co nie zmienia faktu, że jesteśmy w tym samym akademiku.-stwierdził.
-Co fakt, to fakt!-nagle zrobiłam uroczystą minę.-Przed tobą... Hollywood Arts!
Will?
niedziela, 12 października 2014
Sztuka
Cicho tu coś, nawet juda nie pisze, nieładnie...
Przyszła pora, by rozdzielić role. Szału nie ma, jak zwykle nikt nie rwie się na aktora, ale spróbujemy (reszta tradycyjnie - zmyśleni uczniowie).
Alexandra Broach - Balladyna
Katniss Everdeen - Goplana (nie, nie, nie, nie, nie będzie całowania Chrisa!)
Cristina Squillante - Skierka
Sara Lowshen - Wdowa
Christopher Cambell - Kirkor
Julia Carter - Alina
Jak zwykle brakuje facetów >,< No nic.
Muzyczny oprawa dźwiękowa i może jakieś tańce elfickie i na zamku. Plastyk - dekoracje.
Tu macie scenariusz: http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/balladyna.pdf
Liv.
niedziela, 5 października 2014
Uwaga!
Prosto, szybko i na temat, bo nie mam zbyt wiele czasu ostatnio.
1. Doszła podstrona "Wymiana". Proszę się zaznajomić.
2. Usunęłam podstronę "Opowiadania do dokończenia", gdyż nie chciało mi się jej edytować.
3. Nie będę dodawała już punktów za bycie w drużynie, bo to strasznie zostawia Clevouse w tyle (i nigdy nie pamiętam, że muszę to zrobić).
4. Z racji dużej liczby dziewcząt aspiruję na drużynę cheerleaderek. Na dniach (czyli za jakiś miesiąc znając mnie) dodam więcej informacji.
5. Wystawiamy "Balladynę". Koniec, kropka.
6. Przedłużam październik o jakieś 2 tygodnie z racji wcześniejszej niedyspozycji adminki.
Jeśli coś jeszcze mi się przypomni (jak zwykle), edytuję tego posta. Póki co wsio.
Dziękuję za uwagę
Liv.
Lioneart: Od Nicole CD Mike'a
- Przydałoby się... Ale wiesz, co...?
- No? Już się boje - zachichotał.
- Ja sobie pójdę do siebie na chwile, uporządkuję się i przyjdę, hm? - zaproponowałam.
- Taa. Pójdziesz, a potem "zapomnisz" - wytknął.
- No weź... Obiecuję.
- Nie wierzę ci - skrzyżował ręce na piersiach ze swoim złośliwym uśmieszkiem.
- Boże... Masz plecak pod zastaw - podałam mu plecak.
- Telefon daj.
- Słucham?
- Oddam ci jak wrócisz. Po niego będziesz musiała przyjść. - zaśmiał się.
- Ja pójde, a do czasu aż wrócę przeczytasz wszystkie SMSy? - uniosłam brwi.
- To zaszyfruj?
- Ugh. No dobra.
Szybko ustawiłam symbol odblokowania i podałam mu telefon. Następnie zeszłam do siebie i przebrałam się:
- No? Już się boje - zachichotał.
- Ja sobie pójdę do siebie na chwile, uporządkuję się i przyjdę, hm? - zaproponowałam.
- Taa. Pójdziesz, a potem "zapomnisz" - wytknął.
- No weź... Obiecuję.
- Nie wierzę ci - skrzyżował ręce na piersiach ze swoim złośliwym uśmieszkiem.
- Boże... Masz plecak pod zastaw - podałam mu plecak.
- Telefon daj.
- Słucham?
- Oddam ci jak wrócisz. Po niego będziesz musiała przyjść. - zaśmiał się.
- Ja pójde, a do czasu aż wrócę przeczytasz wszystkie SMSy? - uniosłam brwi.
- To zaszyfruj?
- Ugh. No dobra.
Szybko ustawiłam symbol odblokowania i podałam mu telefon. Następnie zeszłam do siebie i przebrałam się:
Potem uporządkowałam włosy, zawiązując je w kitkę i poszłam na górę, zamykając jeszcze swój pokój. Zapukałam i weszłam do pokoju Mike'a. Usiadłam sobie na przeciw i powiedziałam:
- Telefon i plecak poproszę.
Podał mi i powiedział:
( Michael? Tak bardzo brak weny -,- c:)
Lioneart: Od Nicole CD Sierry
- Jasne. Ana co tak właściwie idziemy? Miasto 44? - zapytałam zaciekawiona.
- Może być - uśmiechnęła się.
- Podobno dosyć brutalny.
- Widziałam tylko zwiastun.
- Ja też. Tam leżała odcięta ręka albo wisieli ludzie na balkonach - wzdrygnęłam się. - Fuuj.
- Ohydne. Ale prawdziwe...
- Niestety.
Zadzwonił dzwonek, a my musiałyśmy udać się na ostatnią lekcję czyli sztuke.
* * *
- Dzisiaj narysujecie rysunki ołówkami z grupy B, rysunki mają zawierać światłocień i w ogóle wiecie o co chodzi. Do roboty. Jak będziecie cicho, wlączę radio.
- Można posłuchać swojej muzyki na słuchawkach? - zapytał ktoś z klasy.
- Nie.
- Dlaczego?
- No a właściwie, to róbcie co chcecie, byleby było cicho - westchnęła nauczycielka i wróciła do porządkowania dziennika.
* * *
Rysując zastanawiałam się nad przyjaźnią. Jak na razie to jedynym przyjacielem, jakiego miałam w tej szkole był Mike. Warto by było zakolegować sie z innymi, tak jak zrobiłam to w przypadku Angie. Nowe znajomości nigdy nie sprawiały mi problemów. Na szczęście...
* * *
Po lekcjach podeszłam do Sierry i powiadomiłam, że za 30 minut będę gotowa, bo muszę się jeszcze przyszykować. Umówiłyśmy się na dziedzińcu. Ja poszłam do pokoju, wzięłam jakieś drobne i telefon, które włożyłam do torebki, a następnie przebrałam się na jakieś luźniejsze ciuchy. Zamknęłam pokój i zeszłam na dół. Sierra czekała już siedząc na ławce. Podeszłam do dziewczyny,
- Ja jestem gotowa, to co, idziemy? - przywitałam sie z uśmiechem na twarzy.
( Sierra? c; Hahaha ;3 Trzeba zdobyć troche punktów do akademika ;D)
- Może być - uśmiechnęła się.
- Podobno dosyć brutalny.
- Widziałam tylko zwiastun.
- Ja też. Tam leżała odcięta ręka albo wisieli ludzie na balkonach - wzdrygnęłam się. - Fuuj.
- Ohydne. Ale prawdziwe...
- Niestety.
Zadzwonił dzwonek, a my musiałyśmy udać się na ostatnią lekcję czyli sztuke.
* * *
- Dzisiaj narysujecie rysunki ołówkami z grupy B, rysunki mają zawierać światłocień i w ogóle wiecie o co chodzi. Do roboty. Jak będziecie cicho, wlączę radio.
- Można posłuchać swojej muzyki na słuchawkach? - zapytał ktoś z klasy.
- Nie.
- Dlaczego?
- No a właściwie, to róbcie co chcecie, byleby było cicho - westchnęła nauczycielka i wróciła do porządkowania dziennika.
* * *
Rysując zastanawiałam się nad przyjaźnią. Jak na razie to jedynym przyjacielem, jakiego miałam w tej szkole był Mike. Warto by było zakolegować sie z innymi, tak jak zrobiłam to w przypadku Angie. Nowe znajomości nigdy nie sprawiały mi problemów. Na szczęście...
* * *
Po lekcjach podeszłam do Sierry i powiadomiłam, że za 30 minut będę gotowa, bo muszę się jeszcze przyszykować. Umówiłyśmy się na dziedzińcu. Ja poszłam do pokoju, wzięłam jakieś drobne i telefon, które włożyłam do torebki, a następnie przebrałam się na jakieś luźniejsze ciuchy. Zamknęłam pokój i zeszłam na dół. Sierra czekała już siedząc na ławce. Podeszłam do dziewczyny,
- Ja jestem gotowa, to co, idziemy? - przywitałam sie z uśmiechem na twarzy.
( Sierra? c; Hahaha ;3 Trzeba zdobyć troche punktów do akademika ;D)
sobota, 4 października 2014
Wolfind: Od Mike'a cd. Nicole
- Nie.
- Dobra, obejdzie się. Zadzwoń jak ci przejdzie. - odwróciłem się na pięcie.
- W porządku.
W porzadku? Ta odpowiedź mnie zdezorientowała. Staliśmy tak przed dobre dziesięć minut.
- Idę do siebie - oznajmiłem - Chcesz, możesz iść ze mną.
- Wpadnę - westchnęła dziewczyna.
***
- Właź. - uśmiechnąłem się.
Dziewczyna rozejrzała się.
- Sprzątałeś?
Faktycznie, rano poświęciłem na wpakowanie zbędnych rzeczy do szafy całe dziesięć-piętnaście minut.
- Mokra jesteś trochę. Chociaż słońce cię wysuszyło.
- Zauważyłam.
- Chcesz się, nie wiem, wytrzeć? - wskazałem łazienkę.
Nicole? Jejku, jakie ciekawe opo .-.
- Dobra, obejdzie się. Zadzwoń jak ci przejdzie. - odwróciłem się na pięcie.
- W porządku.
W porzadku? Ta odpowiedź mnie zdezorientowała. Staliśmy tak przed dobre dziesięć minut.
- Idę do siebie - oznajmiłem - Chcesz, możesz iść ze mną.
- Wpadnę - westchnęła dziewczyna.
***
- Właź. - uśmiechnąłem się.
Dziewczyna rozejrzała się.
- Sprzątałeś?
Faktycznie, rano poświęciłem na wpakowanie zbędnych rzeczy do szafy całe dziesięć-piętnaście minut.
- Mokra jesteś trochę. Chociaż słońce cię wysuszyło.
- Zauważyłam.
- Chcesz się, nie wiem, wytrzeć? - wskazałem łazienkę.
Nicole? Jejku, jakie ciekawe opo .-.
Sun Shine: Od Sierry do Nicole
- Nie, to moja wina - uśmiechnęłam się.
Wyszłyśmy już na korytarz.
- Tak wogóle jestem Nicole, a ty? - spytała.
- Sierra, co powiesz na kino wieczorem? Leci właśnie ten film co o nim jest tak głośno, to co? - zapytałam - Idziesz ?
- Odezwę się po lekcjach, będę przy drugiej ławce na dworze - dziewczyna odpowiedziała.
- Dobra.
Dalej minęło kilka lekcji. Spotkałam parę osób pogadaliśmy i tyle. Zastanawiałam się czy Nicole zgodzi się na wypad do kina. Chciałam zdobyć przyjaciółkę...
Minęły lekcje i podeszłam do drugiej ławki. Lada chwila przyszła tam Nicole.
- I co... idziesz ? - spytałam.
(Nicole? W końcu muszę do CB napisać ;p)
Wyszłyśmy już na korytarz.
- Tak wogóle jestem Nicole, a ty? - spytała.
- Sierra, co powiesz na kino wieczorem? Leci właśnie ten film co o nim jest tak głośno, to co? - zapytałam - Idziesz ?
- Odezwę się po lekcjach, będę przy drugiej ławce na dworze - dziewczyna odpowiedziała.
- Dobra.
Dalej minęło kilka lekcji. Spotkałam parę osób pogadaliśmy i tyle. Zastanawiałam się czy Nicole zgodzi się na wypad do kina. Chciałam zdobyć przyjaciółkę...
Minęły lekcje i podeszłam do drugiej ławki. Lada chwila przyszła tam Nicole.
- I co... idziesz ? - spytałam.
(Nicole? W końcu muszę do CB napisać ;p)
piątek, 3 października 2014
Lioneart: Od Nicole CD Angie
Wracałyśmy obarczone torbami i oglądałyśmy przy okazji wystawy na szybach. Za chwile mieli zamykać. Nagle zobaczyłam cudowny zestaw, który szukałam od dawna:
- Proszę, proszę, proszę, wejdziemyyy tam? - powiedziałam błagalnym tonem.
Dziewczyna przewróciła oczami.
- No dobra, ale to ostatni.
- Okej! - powiedziałam i szybko weszłyśmy do sklepu.
Szybko przymierzyłam i poszłam do kasy, zabierając po drodze śliczny T-shirt. Kiedy kupiłyśmy co miałyśmy miałyśmy ruszyć do wyjścia kiedy go zobaczyłam. To musiał być on.
- Chodź, szybko - mruknęłam do koleżanki i zakrywając twarz , pociągnęłam zaskoczoną Angie za sobą.
Następnie, widząc, że mężczyzna idzie kawałek od nas powiedziałam głośno:
- Szkoda, że jutro muszę wyjeżdżać do Rosji!
Bezgłośnie pokazałam dziewczynie, że ma nie zaprzeczać.
- Tak, bardzo szkoda. Będę tęsknić...
Chwilę później szepnęłam:
- Odwróć się za chwilę, żeby nie wzbudzając podejrzeń sprawdzić, czy odjechał.
Odwróciła się, udając, że ogląda sukienke na wystawie.
- Nie ma go - szepnęła.
- Uff - odetchnęłam.
- Co ty do jasnej cholery odwalasz??
- Tylko to tajne, jasne?
- No raczej - mruknęła niepewnie.
- Mój ojciec związał się z gangiem. Wisiał mu sporo kasy.
- To był twój ojciec? - przerwała mi.
- ... Mój ojciec zapłacił życiem, bo nie chciał oddać pieniędzy.
- Przykro mi.. - wydukała wystraszona.
- Zabili go, ale pieniędzy nie dostali. - dokończyłam szeptem, prawie bezgłośnie.
- Przyjechali po ciebie??
- Tak podejrzewam. Nie mogę wykluczyć, że nie, ale to prawdopodobne.
- O Jezu... - jęknęła przerażona.
- Nie martw się. Po prostu musze ograniczyć wyjścia na miasto sama.
(Angie? Brak weny ;c)
- Proszę, proszę, proszę, wejdziemyyy tam? - powiedziałam błagalnym tonem.
Dziewczyna przewróciła oczami.
- No dobra, ale to ostatni.
- Okej! - powiedziałam i szybko weszłyśmy do sklepu.
Szybko przymierzyłam i poszłam do kasy, zabierając po drodze śliczny T-shirt. Kiedy kupiłyśmy co miałyśmy miałyśmy ruszyć do wyjścia kiedy go zobaczyłam. To musiał być on.
- Chodź, szybko - mruknęłam do koleżanki i zakrywając twarz , pociągnęłam zaskoczoną Angie za sobą.
Następnie, widząc, że mężczyzna idzie kawałek od nas powiedziałam głośno:
- Szkoda, że jutro muszę wyjeżdżać do Rosji!
Bezgłośnie pokazałam dziewczynie, że ma nie zaprzeczać.
- Tak, bardzo szkoda. Będę tęsknić...
Chwilę później szepnęłam:
- Odwróć się za chwilę, żeby nie wzbudzając podejrzeń sprawdzić, czy odjechał.
Odwróciła się, udając, że ogląda sukienke na wystawie.
- Nie ma go - szepnęła.
- Uff - odetchnęłam.
- Co ty do jasnej cholery odwalasz??
- Tylko to tajne, jasne?
- No raczej - mruknęła niepewnie.
- Mój ojciec związał się z gangiem. Wisiał mu sporo kasy.
- To był twój ojciec? - przerwała mi.
- ... Mój ojciec zapłacił życiem, bo nie chciał oddać pieniędzy.
- Przykro mi.. - wydukała wystraszona.
- Zabili go, ale pieniędzy nie dostali. - dokończyłam szeptem, prawie bezgłośnie.
- Przyjechali po ciebie??
- Tak podejrzewam. Nie mogę wykluczyć, że nie, ale to prawdopodobne.
- O Jezu... - jęknęła przerażona.
- Nie martw się. Po prostu musze ograniczyć wyjścia na miasto sama.
(Angie? Brak weny ;c)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



