- Jasne. Ana co tak właściwie idziemy? Miasto 44? - zapytałam zaciekawiona.
- Może być - uśmiechnęła się.
- Podobno dosyć brutalny.
- Widziałam tylko zwiastun.
- Ja też. Tam leżała odcięta ręka albo wisieli ludzie na balkonach - wzdrygnęłam się. - Fuuj.
- Ohydne. Ale prawdziwe...
- Niestety.
Zadzwonił dzwonek, a my musiałyśmy udać się na ostatnią lekcję czyli sztuke.
* * *
- Dzisiaj narysujecie rysunki ołówkami z grupy B, rysunki mają zawierać światłocień i w ogóle wiecie o co chodzi. Do roboty. Jak będziecie cicho, wlączę radio.
- Można posłuchać swojej muzyki na słuchawkach? - zapytał ktoś z klasy.
- Nie.
- Dlaczego?
- No a właściwie, to róbcie co chcecie, byleby było cicho - westchnęła nauczycielka i wróciła do porządkowania dziennika.
* * *
Rysując zastanawiałam się nad przyjaźnią. Jak na razie to jedynym przyjacielem, jakiego miałam w tej szkole był Mike. Warto by było zakolegować sie z innymi, tak jak zrobiłam to w przypadku Angie. Nowe znajomości nigdy nie sprawiały mi problemów. Na szczęście...
* * *
Po lekcjach podeszłam do Sierry i powiadomiłam, że za 30 minut będę gotowa, bo muszę się jeszcze przyszykować. Umówiłyśmy się na dziedzińcu. Ja poszłam do pokoju, wzięłam jakieś drobne i telefon, które włożyłam do torebki, a następnie przebrałam się na jakieś luźniejsze ciuchy. Zamknęłam pokój i zeszłam na dół. Sierra czekała już siedząc na ławce. Podeszłam do dziewczyny,
- Ja jestem gotowa, to co, idziemy? - przywitałam sie z uśmiechem na twarzy.
( Sierra? c; Hahaha ;3 Trzeba zdobyć troche punktów do akademika ;D)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz