- Dziękuję i zapraszam ponownie - powiedziała ekspedientka.
Kiedy odeszliśmy kawałek przedrzeźniłam ją:
- Dziękuję i zapraszam ponownie - powiedziałam słodziutkim głosikiem, tak jak te kasjerki z Biedronki.
Roześmieliśmy się, a ludzie spojrzeli na nas tak dziwnie. Ale co tam.
Fajnie jest mieć przyjaciela, z którym można się pośmiać.
- Mamy Biedronkę po drodze, zajdziemy, ok? Muszę kupić kilka potrzebnych rzeczy.
- Spoko - powiedział, a po chwili dodał - mam nadzieje, że nie to co ostatnio?
- Od kiedy to sprzedają żyletki w supermarkecie, hm?
- No fakt - uśmiechnął się.
Weszliśmy do sklepu. Wzięłam ten wózek na kółkach, mimo, że zamierzałam kupić parę bułek i 7upa (ulubiony napój Niemców ^^).
Michael spojrzał na mnie dziwnie.
- Zamierzasz kupować zapas na cały tydzień?
- Hahaha. Nie. Po prostu, ten wózek bierze się po to - powiedziałam i zademonstrowałam jak jeżdżę na nim pomiędzy pólkami odpychając się nogą.
***
Doszliśmy do kasy. Kasjerka ja zwykle nie miała wydać 2 groszy reszty.
- Mogę być winna 2 grosiki? - zapytała swoim słodkim głosem.
- Taa, tylko nie przetraci pani na głupoty - wyręczył mnie Michael.
Wybuchnęłam śmiechem, a Michael spojrzał na mnie i też zaczął się śmiać. Ludzie patrzyli na nas podejrzliwie. Nie widzieli śmiejących się ludzi? Ale co tam.
< Michael? Sorki, nie mam weny, jakoś tak nudno.>
czwartek, 10 lipca 2014
wtorek, 8 lipca 2014
Wolfind: Od Michael'a cd. Nicole
- Przejdziemy się? - zapytałem - Robi się fajnie, ciepło.
Schowała książkę do torby i westchnęła.
- Jasne. - uśmiechnęła się.
Wyciągnąłem łokieć w jej stronę.
- Madame? - spojrzałem na nią wzrokiem dżentelmena.
Zaśmiała się i odepchnęła mnie.
- Idziemy na lody? - zapytałem - Na patyku, w sensie. Albo gałkowe.
- Wiem, aż taka zboczona nie jestem...
- Ja stawiam, madame. Ile madame życzy sobie gałek?
Znów się zaśmiała.
- Dwie. Jeśli można, oczywiście.
- Można i trzy, jeśli madame zapragnie.
Zbliżyliśmy się do lodziarni. Zapłaciłem za swój deser i za deser Nicole. Ekspedientka wydała mi resztę i uśmiechnęła się serdecznie.
- Dziękuję i zapraszam ponownie.
Nicole? Dobra, nie jest to moje najlepsze opo, jedno z gorszych, nudne i bez sensu ;-;
Schowała książkę do torby i westchnęła.
- Jasne. - uśmiechnęła się.
Wyciągnąłem łokieć w jej stronę.
- Madame? - spojrzałem na nią wzrokiem dżentelmena.
Zaśmiała się i odepchnęła mnie.
- Idziemy na lody? - zapytałem - Na patyku, w sensie. Albo gałkowe.
- Wiem, aż taka zboczona nie jestem...
- Ja stawiam, madame. Ile madame życzy sobie gałek?
Znów się zaśmiała.
- Dwie. Jeśli można, oczywiście.
- Można i trzy, jeśli madame zapragnie.
Zbliżyliśmy się do lodziarni. Zapłaciłem za swój deser i za deser Nicole. Ekspedientka wydała mi resztę i uśmiechnęła się serdecznie.
- Dziękuję i zapraszam ponownie.
Nicole? Dobra, nie jest to moje najlepsze opo, jedno z gorszych, nudne i bez sensu ;-;
Lioneart: Od Katniss cd. Chris
- Trudno. - prychnęłam - Masz za zostawienie dzieciaka samego.
- Nie był sam! - zaczął go bronić Ethan - Przecież my tu jesteśmy.
- Właśnie. A poza tym to co ma się stać temu bachorowi? - spytał Michael.
Westchnęłam. Bez dalszej kłótni zabrałam lalkę do siebie. Czułam jak chłopcy odprowadzają mnie wzrokiem. "Teraz to już trzeba będzie kupić kwiaty i zamówić stolik w najdroższej restauracji w mieście. Współczuję, stary" - udało mi się usłyszeć słowa Mike'a.
Dziwne. Nawet nie próbował się usprawiedliwiać. Mało mu zależy.
Gdy znalazłam się w pokoju Simon zaczął się drzeć. Jakby mi tego do szczęścia brakowało. Wcisnęłam butelkę do jamy gębowej. Dziecko jakimiś czujnikami w japie wykryło, że go karmię. Moja praca domowa zaczyna mnie wkurzać. Usadziłam dziecko na krześle, a sama położyłam się na łóżku. Wzięłam książkę ze stojącej nieopodal szafki. Ach, przeczytana. Muszę wybrać się do księgarni.
Z powodu braku książek sięgnęłam po kolorowe czasopismo. Po przeczytaniu pierwszej strony cisnęłam ją w kąt. Kogo obchodzi jakie okulary założył Justin Bieber albo dlaczego Harry z Łan Dajrekszyn chodził po domu bez koszulki?
Sięgnęłam po telefon. Jak zwykle dołączone do niego były słuchawki. Po kilku kliknięciach było słychać głos Dan'a Smith'a.
Chris? Sory, że nudno, cierpię na powakacjowybrakwenytotalny ;-;
- Nie był sam! - zaczął go bronić Ethan - Przecież my tu jesteśmy.
- Właśnie. A poza tym to co ma się stać temu bachorowi? - spytał Michael.
Westchnęłam. Bez dalszej kłótni zabrałam lalkę do siebie. Czułam jak chłopcy odprowadzają mnie wzrokiem. "Teraz to już trzeba będzie kupić kwiaty i zamówić stolik w najdroższej restauracji w mieście. Współczuję, stary" - udało mi się usłyszeć słowa Mike'a.
Dziwne. Nawet nie próbował się usprawiedliwiać. Mało mu zależy.
Gdy znalazłam się w pokoju Simon zaczął się drzeć. Jakby mi tego do szczęścia brakowało. Wcisnęłam butelkę do jamy gębowej. Dziecko jakimiś czujnikami w japie wykryło, że go karmię. Moja praca domowa zaczyna mnie wkurzać. Usadziłam dziecko na krześle, a sama położyłam się na łóżku. Wzięłam książkę ze stojącej nieopodal szafki. Ach, przeczytana. Muszę wybrać się do księgarni.
Z powodu braku książek sięgnęłam po kolorowe czasopismo. Po przeczytaniu pierwszej strony cisnęłam ją w kąt. Kogo obchodzi jakie okulary założył Justin Bieber albo dlaczego Harry z Łan Dajrekszyn chodził po domu bez koszulki?
Sięgnęłam po telefon. Jak zwykle dołączone do niego były słuchawki. Po kilku kliknięciach było słychać głos Dan'a Smith'a.
Chris? Sory, że nudno, cierpię na powakacjowybrakwenytotalny ;-;
wtorek, 1 lipca 2014
Lioneart: Od Nicole - cd Michaela
Na przerwie usiadłam pod klasą. Miałam zamiar wyjąć książkę (Droga do raju) i dowiedzieć się co stało się z Candy i gdzie jest żółty mustang shelby Sloane. Ale oczywiście plany musiały się popsuć. To wada planowania. Jak coś zaplanujesz to zawsze coś się stanie, abyś nie mogła wykonać tej czynności, którą zaplanowałaś. Uhuhu jaka filozofia. Ale wrócę do tematu. Usłyszałam wykrzyknięte przez Michaela "Hej!" (jakie zdania xd) i odwróciłam się lekko zawiedziona. Miałam zamiar przecież doczytać książkę, przez którą zżerała mnie ciekawość. Byłam w stanie rozerwać każdego, kto mi przeszkodzi. Więc to nie moja wina, że wybuchnęłam:
- Czego??
- Jezu, spokojnie, dziewczyno. Stop agresji!
- Sory. Zamierzam doczytać książkę.
- Można wiedzieć jaką? - uśmiechnął się. Tak jakoś dziwnie.
Pokazałam mu okładkę książki.
- Czytałem - powiedział dumnie.
- Nie próbuj... - zaczęłam, ale nie zdążyłam.
- Candy zostanie zamordowana, Shelby nie znajdzie matki, a Gina nie powstrzyma chłopaka od ślubu z tamtą.
Spojrzałam na niego wzrokiem zabójcy.
-Niech cię szlag trafi ! - mruknęłam.
Miałam ochotę zasadzić mu kopa... ale cóż. Nadrobi się później.
< Michael? Sorki, kompletny brak weny + pisane na szybko, bo zapomniałam o tym opowiadaniu ;-; >
- Czego??
- Jezu, spokojnie, dziewczyno. Stop agresji!
- Sory. Zamierzam doczytać książkę.
- Można wiedzieć jaką? - uśmiechnął się. Tak jakoś dziwnie.
Pokazałam mu okładkę książki.
- Czytałem - powiedział dumnie.
- Nie próbuj... - zaczęłam, ale nie zdążyłam.
- Candy zostanie zamordowana, Shelby nie znajdzie matki, a Gina nie powstrzyma chłopaka od ślubu z tamtą.
Spojrzałam na niego wzrokiem zabójcy.
-Niech cię szlag trafi ! - mruknęłam.
Miałam ochotę zasadzić mu kopa... ale cóż. Nadrobi się później.
< Michael? Sorki, kompletny brak weny + pisane na szybko, bo zapomniałam o tym opowiadaniu ;-; >
Subskrybuj:
Posty (Atom)