- Dziękuję i zapraszam ponownie - powiedziała ekspedientka.
Kiedy odeszliśmy kawałek przedrzeźniłam ją:
- Dziękuję i zapraszam ponownie - powiedziałam słodziutkim głosikiem, tak jak te kasjerki z Biedronki.
Roześmieliśmy się, a ludzie spojrzeli na nas tak dziwnie. Ale co tam.
Fajnie jest mieć przyjaciela, z którym można się pośmiać.
- Mamy Biedronkę po drodze, zajdziemy, ok? Muszę kupić kilka potrzebnych rzeczy.
- Spoko - powiedział, a po chwili dodał - mam nadzieje, że nie to co ostatnio?
- Od kiedy to sprzedają żyletki w supermarkecie, hm?
- No fakt - uśmiechnął się.
Weszliśmy do sklepu. Wzięłam ten wózek na kółkach, mimo, że zamierzałam kupić parę bułek i 7upa (ulubiony napój Niemców ^^).
Michael spojrzał na mnie dziwnie.
- Zamierzasz kupować zapas na cały tydzień?
- Hahaha. Nie. Po prostu, ten wózek bierze się po to - powiedziałam i zademonstrowałam jak jeżdżę na nim pomiędzy pólkami odpychając się nogą.
***
Doszliśmy do kasy. Kasjerka ja zwykle nie miała wydać 2 groszy reszty.
- Mogę być winna 2 grosiki? - zapytała swoim słodkim głosem.
- Taa, tylko nie przetraci pani na głupoty - wyręczył mnie Michael.
Wybuchnęłam śmiechem, a Michael spojrzał na mnie i też zaczął się śmiać. Ludzie patrzyli na nas podejrzliwie. Nie widzieli śmiejących się ludzi? Ale co tam.
< Michael? Sorki, nie mam weny, jakoś tak nudno.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz