środa, 30 kwietnia 2014

Wolfind: Od Michaela cd. Stu

Łooooooooooooooooooo. Cały miesiąc? Nie odrabiać lekcji? Super. Bez dwóch zdań. Albo odrabiać podwójne. Bez ryzyka nie ma zabawy. 
- Stoi. - uśmiechnąłem się. 
- Wiedziałem, że się zgodzisz. 
- Tylko nie teraz. Może jutro, co? 
- Mi pasuje. 
Gestem pożegnałem go i zwróciłem się w stronę akademika Wolfind. Stu mówił, że musi coś załatwić. Był już wieczór, więc jeszcze szybko (prawdopodobnie ostatni raz tym miesiącu) zerknąłem na książki. Coś z matmy.. Nie odrabiam. Coś z bioli... nie odrabiam. Coś z rzeźbiarstwa... Zabieram się do pracy. 
1) Kto wykonał tę rzeźbę?


Eee... skąd mam wiedzieć. Ale.. Od czego jest internet. 

Nazajutrz miałem spotkać się ze Stu. Czekał na mnie przy kręgielni.
- Gotowy?
- Jasne. 

Stu? :33

Sun Shine: Od Chrisa cd. Kat [sztuka]

Leżałem na łóżku z rękoma pod głową. Mam pokój sam. Nie powiem, żeby mi to przeszkadzało. Na łóżku obok leżała Raquel i coś szkicowała. Nie odzywała się. Raczej norma. Nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Mimowolnie spojrzałem na Roki, która - jak można było się spodziewać - podniosła głowę znad szkicownika i spojrzała na drzwi morderczym wzrokiem, jak gdyby chciała je siłą woli pchnąć razem z człowiekiem, który się za nimi znajdował. Ona jest lepsza niż pies stróżujący, dosłownie! Wstałem i powoli podszedłem do drzwi, wyobrażając sobie, jak Raquel rzuca się niczym rottweiler na mojego gościa i przegryza mu tchawicę. Brr... Za dużo filmów. Za dużo.
- Kat? - otworzyłem drzwi ciemnowłosej dziewczynie.
- Noo... Mieliśmy zrobić próbę... - zmieszała się. Olśniło mnie. Jasne! Sam przecież ją prosiłem, żeby wpadła.
- Ta, wiem. Wchodź - gestem zaprosiłem ją do środka. Raquel spojrzała na nią wilkiem i oznajmiła mi z łaską, że idzie. Nie zatrzymywałem jej. Zebrała swoje ołówki i, ze szkicownikiem pod pachą, wyszła z pokoju z głową uniesioną wysoko. - Siadaj - wskazałem Katniss moje łóżko. Nie za bardzo wiedziałem, jak się za to zabrać. Ona chyba też nie.
- Mieliśmy przećwiczyć... - urwała. To nic. Dobrze wiedziałem, co mieliśmy.
- Ta, wiem - powtarzam się...
Usiadłem naprzeciw niej na łóżku. Wziąłem skrypt z nocnej szafki.
- Może... Akt pierwszy, scena piąta? - Kat kiwnęła głową.
- Zaczynaj.
- Jeśli dłoń moja, co tę świętość trzyma,
Bluźni dotknięciem: zuchwalstwo takowe
Odpokutować usta me gotowe
Pocałowaniem pobożnym pielgrzyma....
- Z uczuciem! - przerwała mi Kat, naśladując profesor Moon. Parsknąłem śmiechem. Ona zaraz po mnie.
- Teraz ty - wytknąłem jej jęzor.
- Mości pielgrzymie, bluźnisz swojej dłoni...
- Z UCZUCIEM! - ryknąłem. Popukała się w czoło, po czym kontynuowała.
- Mości pielgrzymie, bluźnisz swojej dłoni,
Która nie grzeszy zdrożnym dotykaniem;
Jest–li ujęcie rąk pocałowaniem,
Nikt go ze świętych pielgrzymom nie broni.
- Nie mają–ż święci ust tak jak pielgrzymi?
- Mają ku modłom lub kornej podzięce.
- Niechże ich usta czynią to co ręce;
Moje się modlą, przyjm modły ich, przyjmij.
- Niewzruszonymi pozostają święci,
Choć gwoli modłów niewzbronne ich chęci.
- Ziść więc cel moich, stojąc niewzruszenie.
I z ust swych moim daj wziąć rozgrzeszenie.
Urwaliśmy. Żadne z nas nie wykonało pierwszego kroku, więc znów jak głupki wpatrywaliśmy się w siebie chwilę, po czym spuściliśmy wzrok.
- Mam pomysł... - powiedziała Kat po dłuższej chwili milczenia. - Może byśmy się pocałowali, żeby... No wiesz... Sprawdzić, czy nic się nie stanie.
Wzruszyłem ramionami. Powoli zbliżyłem swoją twarz do jej twarzy. Delikatnie musnąłem jej usta, nic więcej. Odsunąłem się.
- Okej?
- Tak...
- W porządku. To jeszcze raz tą scenę. Może z pocałunkiem?
Kat kiwnęła głową. Powtórzyliśmy akt pierwszy scenę piątą jeszcze milion razy. Za każdym razem w momencie pocałunku delikatnie dotykałem ust Kat. Wydawało mi się, że tak jest dobrze.

- To ma być pocałunek?! - spytała psorka, kiedy graliśmy tę scenę przed nią na następnej próbie.
- A co innego? - spytałem z nutką bezczelności.
- Słuchajcie, dzieciaki. Ta sztuka jest bardzo ważna. Skupcie się. Pocałunek musi być... Pocałunkiem. Okej? Myślę, że jesteście dobrymi aktorami, mimo tak młodego wieku. Ta szkoła zobowiązuje. Poćwiczcie jeszcze. Nie wstydźcie się.
- Czyli co? - spytałem mojej Julii, kiedy Moon odeszła, by sprawdzić dekoracje. - Mamy się przelizać?!

Wolfind: Od Michaela cd. Nicole

"Ku*wa" - To pierwsze słowo, które wpadło mi do głowy, po zderzeniu z Nicole. Potem, gdy zobaczyłem żyletki, powiedziałem je na głos. 
- Ech... tak, wiem nie znam się i w ogóle, jestem po*ebany i tak dalej... Ale czemu znowu kupiłaś TO? - wskazałem na żyletki.
- N-nic nie rozumiesz...
- Och, tak. Zapomniałem dodać, że nic nie rozumiem. 
Spuściła głowę. Wziąłem żyletki do ręki.
- Chodź, idziemy nad morze. 
- Po co?
- Zobaczysz. 
Dopiero teraz spostrzegłem, że zmieniła fryzurę. Postanowiłem o tym nie wspominać, żeby sobie czegoś nie wyobrażała. 

Było dosyć zimno. 
- No, jesteśmy.
- Szybko. 
- Jasne, jasne. - wyrzuciłem żyletki do wody. - Możemy już iść.

Nicole? Sory, że tak długo czekałaś ;P

niedziela, 27 kwietnia 2014

Sun Shine: Od Chrisa cd. Sue

- Co jest, mała? - spytałem dziewczyny, która nagle zmarkotniała. Powiedziałem coś nie tak? O, losie. Pierwszy raz dziewczyna zniechęciła się do mnie po "cześć"! Nie no, deprecha...
- Nic - westchnęła.
- Jak to "nic"? Jeśli "nic", jesteś zupełnie jak jakieś dziecko emo czy inny potwór, który mówi sobie pewnego poranka: O, już od dwóch dni nie płakałam, bo ciśnienie, bo śnieg, bo Krzyżacy... Chyba pójdę do kibla i się potnę, a potem napiszę o tym na Facebooku, żeby każdy mnie żałował.
Sue zachichotała.
- Tak właściwie, to coś. Ale nie ważne...
- Skoro tak twierdzisz - wzruszyłem ramionami. Przyjrzałem się dziewczynie. Była całkiem apetyczną blondynką. Nieśmiało się uśmiechała.
- Co teraz robisz? - spytała.
- W sumie to nic... Chciałem pograć w kosza. Chcesz ze mną?
- Czy ja wiem... Lubię wf, ale raczej takie coś, jak siatka, czy...
- No, chodź! Przypominam ci, że ja uczyłem się tańczyć! - nie czekając na jej przyzwolenie lub odmowę, złapałem ją za nadgarstek i pociągnąłem w stronę niekrytego boiska. Po co ćwiczyć na hali w taką pogodę? Trzeba korzystać z ostatnich chwil jesiennego słońca. Było co prawda chłodno, ale nie padało.
Kiedy doszliśmy z Sue do celu, w kosza grało już dwóch moich kumpli z drużyny - Michael i Ethan. Ethan właśnie robił efektowny wsad, a Michael próbował wybić piłkę z kosza, by udaremnić mu zdobycie punktu.
- Elo! - zawołałem i wyciągnąłem rękę do góry w geście powitania.
- Siema - Ethan podszedł do mnie i wyciągnął rękę. Mike zrobił to samo, jednak był jakiś niezadowolony i co chwilę ukradkiem spoglądał na moją towarzyszkę.
- Coś nie tak? - spytałem.
- Nie, spoko. Grasz?
- Raczej...
- A ty? - Ethan zwrócił się do Sue.
- Ja... Może usiądę i popatrzę - powiedziała cicho, spoglądając na Michaela. O co tu chodzi?
- No chodź, nie wygłupiaj się - próbowałem ją zachęcić.
- Niech siedzi, jak chce - Michael wzruszył ramionami. Chciałem jeszcze coś powiedzieć, ale dziewczyna odeszła już na ławkę równoległą do boiska i klapnęła na niej.
Graliśmy dosyć długo, bez podziału na drużyny - po prostu każdy był własną obroną, atakiem i pomocą. Nie powiem, żeby mi to przeszkadzało. Było bardzo fajnie, ale po jakimś czasie zaczęło nam się nudzić, a co za tym idzie - odwalać. Rzucaliśmy więc w siebie piłką, skakaliśmy na kosze i ogólnie małpowaliśmy. W pewnej chwili spostrzegłem, że Sue ma trochę kwaśną minkę. Podbiegłem do niej.
- Co jest, mała?
- Nic...
- O, Boże - teatralnie uniosłem oczy.
- No, bo poszedłeś do kolegów... Mieliśmy być razem...
- Przecież nie chciałaś grać!

Sue?

Wolfind: Od Raquel cd. Elspeth

- Czekaj, suko! - zawołałam za nią. Blondynka odwróciła się natychmiast ze skrzywieniem niesmaku na twarzy. - Co chcesz powiedzieć przez "istoty mojego pokroju"?
- Chociażby to, że zawołałaś na mnie jak na psa przy budzie - odpowiedziała z ohydnym, nieznośnym spokojem.
Prychnęłam. Wkurwiają mnie takie paniusie.
- Trzeba było o tym myśleć, zanim się mi napatoczyłaś i ufajdałaś mi ulubioną koszulkę - warknęłam, ścierając masło czarnego materiału. Zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy nie wydobyć broni, jednak szkoda czasu, energii i ostrza na takie ciamajdy.
- Przecież nie zrobiłam tego celowo. Jesteś rzeczywiście aż tak ograniczona? - spytała, nacisk kładąc na słowa "aż tak".
- Jeśli ktoś tu jest ograniczony, to obawiam się, że ty - rzuciłam, nie odrywając wzroku od bluzki.
- Nie znasz mnie.
- Ani ty mnie - wzruszyłam ramionami. - a jednak już doskonale wiesz, jakiego pokroju istotą jestem.
- Sama zaczęłaś, nazywając mnie oszołomem - przypomniała.
- Dałaś mi powód! - gwałtownie uniosłam głowę znad czyszczonej koszulki i chyba ten nagły gest trochę ją przestraszył. Nie miałam ochoty prowadzić dalszej dyskusji z tą lalą.
- Roki! - usłyszałam wołanie. Ze zrezygnowaniem spojrzałam w prawo, choć doskonale wiedziałam, kogo ujrzę. W moją stronę szybko zmierzał Chris; zawsze przychodził po mnie przed lekcjami. Zaklęłam pod nosem. Dyskretnie sprawdziłam, czy nie czuć ode mnie fajek. Po chwili stanął przy mnie.
- Co jest? - spytał. Miał być luz, jednak usłyszałam raczej nutkę zdenerwowania.
- Myślisz, że nie umiem o siebie zadbać? - syknęłam. Ta panna mogła dziękować w duchu Bogu, że mój nadopiekuńczy braciszek tu przylazł. Jeśli tego nie robiła, zbyt dobrze mnie nie zna.
- Myślę, że właśnie świetnie umiesz.
- Dobrze, to ja już wam chyba nie będę przeszkadzała. Jak mówiłam, spieszę się. Do zobaczenia, Chris - uśmiechnęła się słodko blondynka i odeszła, kiedy Chris jej pomachał.
- Znasz tą laskę? - spytałam, nie troszcząc się o to, czy mnie słyszała.
- Ta, chodzimy z nią do klasy, nie? - wzruszył ramionami. - Paliłaś.
- Nie paliłam! - żachnęłam się. Spojrzał na mnie z politowaniem.
- Paliłaś, kurwa. Czuć od ciebie! Chcesz, żeby cię wylali?
- Wyjebane - odparłam znudzonym tonem.
- Chcesz mieć raka?
- Wyjebane.
- Chcesz, kurwa, mnie zezłościć?!
Zawahałam się.
- Nie - mruknęłam szorstko, odwracając wzrok.
- To przestań. Chodź.
Ruszyliśmy do gmachu szkoły. Wcale nie zamierzałam przestać. Nie będzie mi życia układał. Nope.

- Zrobicie projekt parami. Sam was dobiorę. Nauczycielom zależy na integracji między akademikami, więc grupy będą zmieszane - ciągnął monotonnym tonem gościu od historii. Słuchałam go, co prawda, jednym uchem, a jego słowa prześlizgiwały się przez mój mózg i wylatywały drugim, ale udało mi się wyłapać dostatecznie tyle, by ta lekcja znacząco pogorszyła mój nastrój. Miałam pracować z kimś w zespole? Na wspólne konto? Boże... Ta osoba może zamawiać sobie trumnę na Gwiazdkę, bo pitolić się z nią nie będę.
- Cambell... Christopher Cambell, pracujesz z... - oby ja, oby ja, oby ja... - Igelle Nytal.
Szlag! Zobaczyłam Chrisa, który puszcza oczko w stronę jakiejś laski i aż musiałam sprawdzić jej reakcję. Nie wyglądała na zadowoloną...
- I Raquel Cambell. Elspeth Niven.
Elspeth... Elspeth... Jakie pojebane imię... W każdym razie, nie mogłam skojarzyć tej laski. Rozejrzałam się, szukając jakiegoś znaku od niej i, o zgrozo, wszystko wskazywało na to (wszystko, tj. niezadowolona mina, wymowne spojrzenie nauczyciela i wypatrywanie mnie przez blondynkę), że była to dziewczyna, z którą miałam pewne przyjemne spotkanie jakiś miesiąc temu. To ona zbezcześciła moją koszulkę z Green Day! Starałam się nie patrzeć na nią aż do końca lekcji. Słuchałam, jak Before przydziela pozostałych uczniów.
- Wygląda na to, że musimy zrobić zadanie razem - rzekła sucho Elspeth, która zaczekała na mnie przy drzwiach klasy.
- Nie ma żadnego "my" - odparłam szorstko, nawet nie zatrzymując się przy niej.
- Nie wiem jak ty, ale ja mam zamiar dostać co najmniej B - powiedziała oskarżycielsko.
- Wyjebane.

Elspeth? ;3 

Wolfind: Od Stu cd Sue

-Przejdziemy się -Spytałem 
-Okey 
No i poszliśmy
-A jaki profil -Spytała w którymś momencie Sue 
-Muzyczny a ty?
-Muzyczny -Powiedziała 
-A jak tu trafiłaś -Spytałem
-Długa historia 
-Mam czas 

Sue?


Wolfind: Od Stu cd Jez

-Możliwe -Yey kolejny znajomy do kolekcji.-jestem Stu 
-Jez-
-Okey Jestem Z Wolfind profil muzyczny a ty ? - Spytałem , biorąc łyka wody 

Jez? Sory że dopiero teraz,ale ślepy jestem i nie zauważyłem tego opo wcześniej

Wolfind: Od Gwen cd Stu

Stuart udawał urażonego milorda co nie powiem bardzo mi odpowiadało. Jeszcze Michael'a muszę tak załatwić. Niestety czar prysł... Nie zdążyłam się nacieszyć chwilą spokoju kiedy Stu podszedł do mnie i... Zagadał. 
- Zamierzasz dalej się fochać? - zapytał. Zdecydowanie słaby początek. 
- Ja się focham? - zapytałam nieco poirytowana jednak spokojna. - To ty się zachowujesz jak rozpieszczona panienka.
- Rozpieszczona panienka? 
- Tak - splotłam ręce na piersi. - Ech.. Już się cieszyłam, że będę miała spokój...
- Aż takim jestem ciężarem?! - oburzył się. 
- Tak, właśnie takim jesteś ciężarem - powiedziałam oskarżycielskim tonem. 
- A wiesz co...?
- Przepraszamy - odezwałam się głosem baby z telefonu, która informuje nas o nowych taryfach - Biuro Składania Skarg na Gwendolyn Montrose jest czynne od jutra, więc uprzejmie prosimy o spierdalanie. 
Powiedziałam dumna z siebie po czym odwróciłam się na pięcie i zamierzałam odejść ale ten cały Stu musiał dodać coś od siebie. 
- Wiesz co... Nie dziwię się dlaczego wszyscy mają cię głęboko gdzieś!
- Ojej - powiedziałam zatroskanym tonem - Dzidzia się zezłościła. 
- Tak! Wiesz jesteś najbardziej wkurzającą osobą pod słońcem!
- A odwal się ode mnie. - powiedziałam i poszłam dalej. 
Stu szedł za mną. 
- Odwal się nie ogarniasz?! - wrzasnęłam i walnęłam go glanem w łydkę. 
- Au - syknął o zaczął masować bolące miejsce.
- Idź, niech cię moje piękne oczy nie widzą - mruknęłam.
- Cha Cha Cha - warknął. 



STUART? Hahahahhahahahhhahah bezczelnie cię kopłam *u* tak bardzo brutalna. 


sobota, 26 kwietnia 2014

Wolfind: Od Sue do Stu

Było już po śniadaniu. Poszłam do pokoju i stwierdziłam, że straaaasznie mi się nudzi. Poszłam do pokoju obok, nikogo nie ma. Do kolejnego, też nikogo nie było. Pewnie jakieś zebranie grupowe. Nie obchodzi mnie to. Pora na nowe znajomości.Trudni mi to przychodzi. Wiele osób mnie nie akceptuje, a jestem normalna. Nie czaje, ale nie ważne. Każdy ma swój gust. 
Poszłam na pierwszą ławkę, od pierwszej strony, na dworze. Szukałam znajomych (jak to choro zabrzmiało XD). Zauważyłam jakąś dziewczynę, chłopaka, dziewczynę z chłopakiem, i chłopaka co siędział przy boisku. Stwierdziłam, że wygląda spoko to pewnie taki jest. To pierwsze co przyszło mi do głowy. Podeszłam.
- Cześć, Sue, Wolfind. Przedstawiłam się krótko po czym wstał.
- Stu, także Wolfind. 
- Masz jakieś plany na dziś ? Zapytałam.
- Nie, a ty?
- Też nie. Odpowiedziałam, z tego wszystkiego wszystko wskazywało na jedno.


(Stu? ^^ pierwszy raz do ciebie pisze, joł )

piątek, 25 kwietnia 2014

Wolfind: Od Stu cd Michael'a

Był to już ostatni zakręt .Michael wyprzedzał mnie o parę metrów.I to on wygrał .
-Dałem ci wygrać -Powiedziałem, wyjmując forsę 
-Acha -Zaśmiał się ,a ja zaraz po nim 
-Chcę rewanżu ,ale tym razem coś ciekawszego 
-Co proponujesz ?
-Kręgle -Grałem dwa razy w życiu w kręgle ,ale było by ciekawie 
-A o co ?-Spytał 
-Hym..Jeżeli wygrasz odrabiam za ciebie lekcje przez cały miesiąc 


Michael ?

Wolfind: Od Stu cd Gwen

Chciałem coś jeszcze powiedzieć ,ale jakoś mi się odechciało .I udając wielce obrażonego podreptałem do pokoju .Nie było sensu się z nią kłócić. Resztę dnia spędziłem pisząc bardzo ,bardzo bardzo długi referat o Wybitnych kompozytorach XVIII wieku.Następnego ranka od rana lał deszcz . Tak pogoda wprawiała mnie w okropny nastrój .Nie dosyć że lekcje to jeszcze zimno ,brzydko i w ogóle .Czekało mnie dużo pracy .Gdy wychodziłem od razu zobaczyłem Gwen .Postanowiłem być nadal obrażony .Ale kiedy przechodziłem koło niej ....

Gwen? Tylko nie bij

czwartek, 24 kwietnia 2014

Lioneart: Od Nicole CD Victora

- Jasne - powiedziałam i uśmiechnęłam się. - Jako sportu koni nie lubię, ale jako żywe zwierzątka, to oczywiście. A ! I z tym gościem z reklamy to żartowałam, bo tylko mi się podoba. A tak na serio to uwielbiam Bayern i piłkarzy w nim grających, a zwłaszcza Neuera, Mullera i Goetzego.
- Aha - powiedział. - Bayern, coś chyba wczoraj przegrał, ta ?
- No niestety. Nie lubię tego nowego trenera. Próbuje zrobić drugą Barcelonę. Ale i tak wolę Bayern, nawet kiedy przegrywa - dodałam. - Też cię przepraszam, że tak gadam o tym, co cię pewnie ni interesuje, ale tak jak ty opowiadam o tym co lubię.
- Spoko - odpowiedział i zagadał - Wspominałaś, że lubisz konie jako zwierzęta, masz ulubioną rasę ? 
- Tsa. Uwielbiam araby i fryzy. Są takie śliczne... - powiedziałam. - Chyba muszę już iść, jeszcze matmę trzeba odrobić...
- Aha, okej... O boże... Matma... - powiedział.
- Niestety. Matematyka to złooo - powiedziałam głosem morderców z filmów i zachichotałam.
- Zgadzam się w zupełności - powiedział śmiejąc się. - To do zobaczenia.
- Hej - pożegnałam się i poszłam do siebie.
Weszłam do swojego pokoju. "Ale tu burdel... " pomyślałam. " Trzeba tu trochę ogarnąć. 
Zeszło mi z pół godziny. Potem siadłam do tego całego "zła". Równania, nierówności, te całe osie.... Czarna magia. Odrobiłam na szybko, sprawdziłam odpowiedzi na końcu książki. Poszłam na dół, do stołówki, bo zaraz miał być obiad. Wzięłam tacę z jedzeniem i podeszłam do stolika, przy którym siedział Victor (bo przy większości stolików siedziały niezbyt znane mi osoby. 
- Siema - powiedziałam. - Można się dosiąść ?

Sun Shine: Od Victora cd Nicole

Zastanowiłem się chwilę. 
- Yyy nie... - odpowiedziałem po chwili - Mam... Złe doświadczenia. 
- Jakie? - zaciekawiła się ale zaraz potem zamilkła i z opuszczoną głową dodała - Jeśli można zapytać..
- Ech... Takie tam doświadczenia z... Kumplami i w ogóle to dość brutalny sport...
- A z konia to nie spadłeś? - zapytała lekko kpiącym tonem. 
- Oczywiście, że spadłem - podniosłem się na krześle uszczęśliwiony, że poruszyła temat ukochanego sportu - Ale... To jest cudowne. Tutaj nie biegasz za piłką, tylko obcujesz z żywym zwierzęciem! 
Popatrzyła na mnie lekko bez przekonania.
- No bo... - zacząłem tłumaczyć - jak zczynasz jeździć to kiwa cię we wszystkie strony a do tego dochodzi anglezo....
Przechyliła głowę nie rozumiejąc już początku zdania. 
- No... - zmarszczyłem brwi - podnosisz się i opadasz. 
Kiwnęła głową.
- Ale jak się wciągniesz.... Ja jeżdżę na zawody skoków juniorów. Raz dostałem się do krajowych! Byłem 16 W CAŁYM KRAJU. To bardzo duże osiągnięcie. 
- A...Ha... - powiedziała trochę bez przekonania. 
- Hm... Przepraszam tak się ekscytuję jak o tym opowiadam z resztą chyba każdy tak ma jak opowiada o tym co kocha - wzruszyłem ramionami - a ty co kochasz?
- Tego gościa z reklamy firmy rowerów. 
- No niezłe ciacho - zachichotałem. 
- Chyba mi nie powiesz, że jesteś... No wiesz... - popatrzyła na mnie z powagą. 
Odchyliłem głowę do tyłu i wybuchnąłem niepohamowanym śmiechem. 
- Co? - zmarszczyła nos - Powiedziałam coś śmiesznego?
- Nie..- powiedziałem chichocząc - Ale każdy się na to nabiera. Zawsze albo się pogapię na jakiegoś chłopaka albo powiem "Mmm ale ciacho" a każdy od razu uważa, że jestem gejem. Nie, dziewczyny jestem cały wasz. 
Popatrzyła na mnie i uśmiechnęła się lekko. 
- Sorry - przejechałem ręką przez włosy - Dla większości to nie jest śmieszne ale... Nie wiem mam specyficzne poczucie humoru chyba. 
- Zauważyłam - powiedziała i zachichotała. 
- A wracając do naszych pasji... Za tydzień mam zawody ze skoków. Chcesz zobaczyć? Poznasz mojego konika. Jest na prawdę łagodny ale leniwy i strasznie pieszczochowaty. 



Nicole?

środa, 23 kwietnia 2014

Nowa uczennica!


Renee Clark - Clevouse

Odchodzi!


Żegnamy Lindsey Keller z Lioneart!

wtorek, 22 kwietnia 2014

Lioneart: Od Alex cd. Iggy

Kiedy skończyły się wszystkie lekcje, wyszłyśmy z Iggy z gmachu szkoły. Wesoło rozmawiałyśmy. Głównie o włosach. Mój ulubiony temat. Jej zresztą też. Żeśmy się dobrały. Humor mi się raczej poprawił. Oko już prawie nie bolało, praktycznie o nim zapomniałam. Coś mi jednak przypomniało i to natychmiast. Mianowicie:
- Hej, Alex! Jak tam twój wypadek? - spytała ze śmiechem laska, która dziś nabiła mi śliwę.
- Bardzo dobrze - odparłam lekceważąco.
- Nie boli? - spytała z przesadną, ohydną słodyczą, która aż ściekała po jej wstrętnej mordzie.
- Chcesz się przekonać? - warknęłam.
- Nie, dziękuję... Tak to jest, kiedy pcha się na boisko ten, co nie powinien.
- Mówisz o sobie, Carter?
- Tsa... - dziewczyna zmierzyła mnie wzrokiem i zrobiła zniesmaczoną minę. - Oryginalnością to ty nie grzeszysz.
- Jest na pewno większa, niż twoja inteligencja - odgryzłam się. Laska spojrzała na mnie niezbyt mądrym wzrokiem. Biedna nie wiedziała, co ma odpowiedzieć.
- Odwal się - zdecydowała się w końcu na uniwersalny tekst. Prychnęłam i oparłam się plecami o stojące przy mnie drzewo.
- Oryginalnością to ty nie grzeszysz - zaczęłam ją przedrzeźniać z bezczelnym uśmiechem na ustach. Iggy skrzyżowała ręce na piersi i obserwowała, jak mieszam tą całą Carter z błotem. Widać było, że jej się to podobało.
- Idiotka... - syknęła tamta, ale minę miała niepewną. Moje szare dresy kontra jej mini i dekolt do pępka. To ona wyglądała na ofiarę, chociaż nie dalej jak 2-3 godziny temu śmiała mnie uderzyć.
- Powinnaś uważać na słowa - udzieliłam jej przyjacielskiej rady.
- Bo co?
- Jajco - spojrzałam na nią spode łba. Serio zaczynał mnie denerwować ten pustak. Pustak. Pff... Pustak jakoś służy społeczeństwu. Obraziłam tym stwierdzeniem wszystkie pustaki świata.
- Nic mi nie zrobisz na terenie szkoły - powiedziała bez przekonania, odwracając wzrok w kierunku swoich przyjaciółeczek, które jakoś się wycofały. Iggy nie kryła rozradowania, obserwując tę jakże groteskową scenę. Wiedziałam, że sama chętnie przyłożyłaby tej lasce, ale to była moja chwila, żeby zasłużyć sobie na respekt. Moja i tylko moja.
- Gwiżdżę na ten twój teren szkoły - zaczęłam powolnym krokiem zbliżać się do niej, rozkoszując się strachem w jej oczach.
- Zostaw mnie, świrusko! - pisnęła z paniką. Nie mogłam darować jej tej "świruski". Pchnęłam ją obiema rękami, aż przewróciła się na ziemię. Zlękniona podniosła się szybko i otrzepała, po czym z pazurami na mnie. Jak wściekła kocica, zaczęła mnie na oślep drapać po twarzy. Nic nie widziałam. Co za idiotka! Wymierzyłam jej raza z płaskiej aż chlasnęło. Otworzyła szeroko oczy ze zdumienia, łapiąc się za czerwony policzek.
- ALEXANDRA! - dobiegł mnie głos wicedyrektorki. Spojrzałam wściekle, na zmierzającą ku nam blondynkę. - Żeby dziewczęta tłukły się jak jakieś małpy?! No, wstyd!
- Nic jej nie zrobiłam, pani psor - dziewczyna zrobiła minę niewiniątka numer 3 i wymownie zdjęła dłoń z twarzy. - Sama mnie zaatakowała. Nie wiem, co chciała.
- Alexandra, proszę do pani dyrektor! Igelle! Tak ci wesoło, tak? To idź z nią, pani dyrektor chętnie wysłucha twojej wersji wydarzeń.
Wchodząc z powrotem do szkoły nie mogłyśmy powstrzymać śmiechu, mimo iż metr za nami szła profesor Bell.
- Dobrze jej tak - Iggy przybiła mi piątkę. - Grzech warty nawiedzenia dyrki.
- No, mam nadzieję. I tak zapłaci mi za tą śliwę. To było dopiero za "świruskę".
Iggy zachichotała.
Po kilku minutach znalazłyśmy się pod drzwiami gabinetu szanownej pani Jones. Wice otworzyła nam drzwi.
- Bójka - wyjaśniła krótko dyrektorce, wkładając głowę przez drzwi, po czym zostawiła nas sam na sam z królową pszczół w jej dużym gabinecie, w którym nowoczesność kanapy z czarnej skóry i wielkiej plazmy mieszała się ze staromodnymi meblami z drewna.
- Co ty masz na twarzy?! - Jones aż wstała z fotela na widok mojej śliwy. - Igelle Nytal! Uderzyłaś pannę Broach?
- Nieee? - Iggy spojrzała krzywo na dyrektorkę. Ukradkowo się uśmiechnęłam. Mina kobiety - bezcenna.
- Więc o co tu chodzi?! - spytała, zbita z tropu.
- To ja dałam nauczkę jednej lasce. Iggy tylko patrzyła - powiedziałam powoli.
- Więc podbiła ci oko w obronie własnej? - pokręciłam głową.
- Najpierw to zrobiła. Można powiedzieć, że ja działałam w obronie własnej...
- Ale kto to zrobił?!
- Nieważne...
- Carter. Aneliese Carter - wtrąciła Iggy. Posłałam jej mordercze spojrzenie. - Dostanie za swoje - szepnęła.
- Dobrze... Panna Carter, oczywiście, zostanie ukarana, ale skoro pani Bell cię tu przysłała, ty też coś zrobiłaś, czy tak?
- Ona tylko ją pchnęła, pani psor... I uderzyła z płaskiej - powiedziała Igelle. Dyrektorka spojrzała na mnie surowym wzrokiem. Przysięgłam sobie, że kiedy tylko stąd wyjdziemy, uduszę tą dziewuchę.
- Pierwszy raz jesteś u mnie na dywaniku, prawda?
- Tak. Jak na razie... - mruknęłam.
- To chyba te wasze artystyczne, wyindywidualizowane dusze... - westchnęła. - Od początku roku mam tu same dziewczęta. Żaden chłopak nie miał poważniejszych wykroczeń. Nie mogę was wszystkich wyrzucić... - zastanowiła się chwilę. - Na jakim profilu jesteś, Alex?
- Aktorskim.
- A Aneliese?
- Też...
- Nie gracie głównych ról? - gestem zaprzeczyłam. - Więc już mam dla was karę. Prócz prób swojego występu, pomagacie przy dekoracjach. Przynosicie jakieś rzeczy, coś przyklejacie, coś podajecie... Tylko mi tego nie zepsuć!
- Przez jeden dzień? - spytała Iggy. - Czy tydzień?
- Do samej premiery.

Le koniec ^^

czwartek, 17 kwietnia 2014

Lioneart: Od Nicole cd. Victor

- A ty grasz ? - zapytał.
Nie byłam pewna czy chodzi mu o przedstawienie, czy sport, więc powiedziałam:
- Aktorstwo mnie nie pasjonuje jakoś... Śpiewam tylko w chórze. Ale gram w siatkę. 
- Serio ? Nie lubię siatkówki...
- Ja tez nie lubiłam, kiedy jeszcze nie umiałam... - uśmiechnęłam się. - Interesujesz się czymś jeszcze ? 
- Jeżdżę konno - powiedział dumnie.
Zaskoczyło mnie to troszkę, bo rzadko w dzisiejszych czasach chłopak jeździ konno...
- Też lubisz konie ? - zapytałam, przyznam - trochę głupio, bo przecież chyba jeśli jeździ na koniach, to raczej je lubi ?
- Jasne - odpowiedział. - A ty ?
- Ja też. Ale się ich troszkę boję... - stwierdziłam i uśmiechnęłam się. - Wolę je rysować. 
- Rysujesz ? 
- Taa, ale raczej nie najlepiej - zmieniłam temat. - Lubisz piłkę nożną ? 
< Victor ? Też nie mam ostatnio c; >

Wolfind: Od Michael'a cd. Zooy

- Nie wrzeszcz tak. - powiedziałem, łapiąc ją za ramię.
- Ok... - zwiesiła głowę.
- Pewnie jedna z tych, co piszczą z radości, bo chłopak się do nich odezwał. - mruknąłem.
- Co? 
- Eeeee... - wysapałem, postanawiając, rzucić niezawodne słowa - NIC.
- Tobie też się nudzi? - powiedziała nagle.
- Aktualnie, nie. Zamierzam pojeździć na desce. 
- Idę z tobą. 
- Ojej, zapomniałem coś dodać. Zamierzam SAM pojeździć na desce. 
Wyszła z pokoju. Niech idzie. 
Kilka minut później byłem już w skateparku. Jeździłem dobre parę godzin... W sumie, to bez przesady, najwyżej pół godziny. 
Nagle zauważyłem Zooy. Nie widzę cię, to i ty mnie nie widzisz...
- Heeeeeeeej, Miiiiiiiichael! - wrzasnęła. 
Chyba lubi krzyczeć. 

Zooy? :3 Sory, że krótko.

Lioneart: Od Nicole cd. Michaela

- Bo masz tego nie robić ! - wrzasnął Michael tak głośno, że aż podskoczyłam.
- Przepraszam - dodał.
Milczałam. 
- Zaraz wracam - powiedziałam i wyszłam do łazienki.
Wyjęłam z szafki bandaż i owinęłam sobie nim rękę. Ta przestała już krwawić, ale nie chciałam, aby sznyty były widoczne... 
Wróciłam do pokoju. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, wkrótce Michael powiedział:
- Przepraszam, chyba będę musiał już iść...
- Ok - powiedziałam odprowadzając go do drzwi. - A i ... dziękuję.
Michael uśmiechnął się i wyszedł. Zamknęłam za nim drzwi. 
Byłam dzisiaj umówiona na wizytę u fryzjerki. Nie byłam pewna czy iść czy nie. Postanowiłam pojechać na rolkach. Wyjęłam je zakurzone spod łóżka. Włożyłam i wyjechałam za szkołę. Wkrótce dojechałam na miejsce. Weszłam do salonu. 
- Dobry - rzuciłam do fryzjerki. 
- Nazwisko ? - zapytała.
- Brown. 
- Poczekaj dziesięć minut - powiedziała.
Usiadłam na kanapie i spojrzałam na czasopisma leżące na stoliku:
" Blondynka", " Bravo " , " Popcorn", " Dziewczyna " ... Nic ciekawego. Same beznadziejne czasopisma dotyczące gwiazd ...
- A ! I na jaki kolorek farbujemy ? - fryzjerka wychyliła się zza drzwi.
- Ciemny brązowy - odpowiedziałam.
- Możesz siadać - wskazała mi na fotel i przyniosła potrzebne jej tam rzeczy.
Godzinkę później było już gotowe. Wyglądałam mniej więcej, o tak:



- Dziękuję bardzo - powiedziałam i zapłaciłam za usługę.
Wyszłam z salonu. Stwierdziłam, że załatwię jeszcze kilka rzeczy na mieście jak już jestem. Zajechałam do supermarketu i kupiłam jedzenie, farbę do włosów i kilka tam innych rzeczy. Jadąc chodnikiem zajrzałam do kiosku. Wybrałam sobie gazetę. Długo patrzyłam na żyletki stojące niedaleko kasy.
* Obiecałam ! * myślałam walcząc z chęcią kupna.
Nie wytrzymałam i kupiłam. 
Jadąc usprawiedliwiałam się w myślach, że to na wszelki wypadek. Kiedy dojechałam do szkoły wpadłam (jak zwykle) na... Michaela. Upadłam, ale nic mi się nie stało. Tylko, że z reklamówki wyleciało kilka rzeczy...
< Michael ? Sorki, ale brak weny, jak zwykle ;-; >

Nowa uczennica!


Powitajmy Ashley z Wolfind :)

Wolfind: Od Victor'a cd Nicole

Podszedłem do machającej dziewczyny. Zauważyłem, że macha jeszcze do jakiegoś chłopaka. Siedliśmy oboje przy stoliku.
- Michael... - zwróciła się do niego - To jest Victor.
- Miło mi - podałem mu dłoń.- Zostałem już poturbowany słownie i czynem przez twoją koleżankę.
Parsknął śmiechem.
- Taka cała w tatuażach i kolczykach?
Kiwnąłem głową.
- Gwendolyn Montrose - odkrzekła - Wolfind. Nie martw się traktuje tak każdego osobnika płci przeciwnej.
Parsknąłem śmiechem.
- Buntownica?
- Odludek, może nawet trochę socjopatka - poprawił mnie Michael. - Ale ja już muszę lecieć. Biologia czeka.
- Okej - pomachałem mu - trzymaj się...
- Więc... - zaczęła Nicole - jak podoba ci się w szkole?
- Jest spoko. Zawsze znajdą się jakieś gbury.
- Taaaaa - powiedziała Nicole.
- Grasz w coś? Siatka, kosz...?
- Gram w przedstawieniach - powiedziałem dumnie.
- Ta... Intereszting.
- A ty grasz? - zapytałem.


Nicole? BRACK VENY xD

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Wolfind: Od Gwen cd Michael'a

Popatrzył na mnie wzrokiem typu "Ojeju jestem taki pusty, że aż nie wiem jak mam na imię i lubię brukselki". A przynajmniej ja tak to zinterpretowałam. No bo kto normalny lubi brukselki?
- Mam wrażenie, że mnie unikasz - powiedział dumny z osiągnięcia jakim było stworzenie zdania. No dobra było to troszkę oskarżycielskie...
- I masz dobre wrażenie. Bo jakbyś nie wiedział to lubię porysować. SAMA.
- Ale ja ci wcale nie chcę pomagać - wyszczerzył zęby w uśmiechu konia (co można zobaczyć na załączonym obrazku..)
- Ale ja nie potrzebuję twojej pomocy - uśmiechnęłam się przesadnie.
- No zauważyłem..
- HEJ GOŁĄBKI! - wrzasnął Chris który pojawił się znikąd.. - Uuu widzę kłótnie małżeńskie? Nie martwcie się to minie.
- O czym ty, przepraszam kurwa gadasz? - wrzasnęłam. - Powiedziałeś mu coś? - spojrzałam na Michael'a.
- Ja? Nie! - podniósł ręce w geście "Ojeju jestem taki pusty, że aż nie wiem jak mam na imię i lubię brukselki". Albo w jakimś innym.
- Ojej tak bardzo upici byliście? - zarechotał Chris.
- Aaaaaaa - powiedział Mike jakby rozumiał o co chodzi Chrisowi - To było wyzwanie.
Hm.. No tak impreza. Aż mi dreszcze po skórze przeszły.
- Wiesz, Chris.. - zaczęłam - Jeśli nie potrafisz wyrwać dziewczyny to spoko... Na prawdę Mike może ci pomóc..
Popatrzył na mnie wzrokiem nic nie rozumiejącym (tak bardzo potrafię konstruować zdania...)
- No wiesz czemu od razu interesujesz się naszym życiem prywatnym w którym jesteśmy jedynie przyjaciółmi... Pewnie nie masz własnego hm?
Popatrzył na mnie z politowaniem.
- Chciałaś mnie zgasić ale ci nie wyszło..
- Ach tak? Ujmę to inaczej... - kopnęłam go w łydkę po czym szybko dostał moim szkicownikiem w pusty łeb - Spierdalaj.
Chris popatrzył na mnie wzrokiem "Ojeju jestem taki pusty, że aż nie wiem jak mam na imię i lubię brukselki" (no bo kto normalny lubi brukselki) po czym poszedł sobie masując głowę.
- Łooo - Mike podrapał się po karku - nieźle.
- Byłam na kilku lekcjach samoobrony - wzruszyłam ramionami.



Michael? Huhu w tym kryje się dla ciebie przestroga.

Wolfind: Od Zooy cd Michael'a

- Cześć. - powiedziałam szybko.
- Proszę Panią ktoś zbił szybę w sali nr. 11
- Czekać tu !- krzyknęła.
Michael popatrzył na mnie jak na skarżypytę, lecz gdy pani wyszła powiedziałam:
- Zmywamy się, nie chce tu siedzieć.
Uśmiechnął się do mnie białymi ząbkami i powiedział:
- Już Cię lubię - stuknął mnie po ramieniu.
Byliśmy koło pokoi w Wolfind.
- To twój pokój ?
- Tak - rzekł i otworzył kluczykiem drzwi .
Pierwsze co zobaczyłam to deskorolka. Pewnie jeździ. Zaraz chwila... Ją też!
- Jeździsz ? - Zapytałam.
- no tak.
- ja też ! - krzyknełam.

Wolfind: Od Michaela cd Gwen


- Już sobie idę... mała. - powiedziałem, zmierzając w stronę drzwi. 
Teraz będzie mi się strasznie nudzić, nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Gdy przechodziłem korytarzem, jakaś laska, w przykrótkich (chyba miało tak być...) spodenkach, uśmiechała się do mnie, niczym zakochana. Udałem, że nie widzę. Nienawidzę takiego zachowania. Rozumiem, że nie da się obok mnie przejść obojętnie, ale, żeby aż tak? 
Podszedłem do mojego pokoju i otworzyłem drzwi. Znowu zapomniałem użyć klucza. Pewnie dlatego, że nie mam pojęcia, gdzie on jest. 
Nagle spostrzegłem deskorolkę. Jasne, pójdę pojeździć, pomyślałem. 

Chwilę później, byłem już na skateparku. Uwielbiałem tam przychodzić. Owszem, roiło się tam, od pustych lasek, ale przynajmniej, nikt mi nie przeszkadzał, mogłem używać swobodnego słownictwa...
- Rusz się. - warknąłem do jakiejś blondynki, która nie zamierzała zjechać.
Raczej wolała postać, może ją ktoś zauważy.
Zrobiła minę, jakby wygrała Olimpiadę.
- Jestem Roxanne. - powiedziała, przyglądając mi się z uwagą. 
- Zajebiście, ale chcę zjechać. 
- Może pogadamy? 
- Śnisz. Nie gadam z pustakami. 
- Ej. 
- Mówię prawdę, mała. O, nie przepraszam, ta ksywa jest już dla kogoś zarezerwowana. 
I wtedy zobaczyłem, tego kogoś. Siedziała i rysowała, na tej samej ławce, co zwykle. Podszedłem, unikając spojrzenia, Roxanne. 
- Cześć, Gwenie. - powiedziałem. - Nie miałaś się uczyć biologii?
- Miałam, ale jak widzisz, tego nie robię.

Gwen? :3

Wolfind: Od Gwen cd Stu

Popatrzyłam na niego jak na wariata. 
- Yyy żartujesz tak? 
Pokręcił głową przecząco. 
- No to NIE? Facet, ty się ciesz, że ja z tobą gadam - powiedziałam spokojnie acz stanowczo. 
Spojrzał na mnie wzrokiem z którego hm... Trudno było cokolwiek wyczytać. 
- Nie to nie. Chciałem dobrze - powiedział wymijająco. 
- Jak chcesz zostać przy życiu to idź jeździć na desce. 
- Dlaczego taka jesteś?! - wybuchnął. 
- W sensie jaka - mruknęłam. 
- Chamska! Gdy ktoś chce dla ciebie dobrze ty od razu traktujesz go jakby chciał cię co najmniej zabić!
- Taka jestem - wysyczałam - I mam taki charakter. Coś ci nie pasuje to wypad! Nikt cię nie zmusza wręcz przeciwnie sam się przylepiłeś, więc wiesz! Nikt cię tu nie trzyma! Mam kolegę i koleżankę! Tyle mi wystarczy! Idź to Victorii, bo ona na pewno będzie robiła wszystko po twojej myśli. Zobaczysz nawet po około tygodniu zacznie ci pchać jęzor do gardła. 
- A ty niby skąd to wiesz? Hm?! - zapytał oskarżycielskim tonem. 
- Jak się siedzi całymi dniami na ławce to się widzi co robią ludzie - fuknęłam. - Chcesz coś jeszcze powiedzieć czy możesz sobie iść?!



Stu? Tak musiałam dać kłótnię ^^ UU

niedziela, 13 kwietnia 2014

Wolfind: od Iggy CD Chris'a

Już miałam zmieszać delikwenta z błotem za tego typu naiwne prośby, kiedy wpadłam na pomysł obronieia mojej fryzjerskie godności.
-Niech ci będzie...-powiedziałam niechętnie-ALE pozwolisz sobie obciąć włosy!-dodałam z triumfem na twarzy. Chłopak się przeraził. 
-Tylko podciąć, nie ogolić na łyso-powiedziałam tonem, jakim się mówi do małego dziecka, które nie chce łyknąć gorzkiego syropu na gardło. Zrobił podobnie nadąsana minę jak owo dziecko, ale cięcie znósł dzielnie. 
-To co to za pizzeria?-spytałam rozpromieniona patrząc na efekt. Kto by pomyślał, odciąć końcówki i z szopy można zrobić dzieło sztuki fryzjerskiej!Chris niehętnie apsał adres na wolnym kawłku paieru i mi dał.
-To koło czwartej, kiedy bęzie jeszcze jasno?-zapytałam swobodnie.
-Niech będzie-nadąsną twarz chłopaczka rozjaśnił uśmiech. 
****
Po lekcjach(było to około trzeciej) poszłam do studia fryzjerskiego z zamiarem nowej zmiany fryzury. Nie miało to związk ze spotkaniem z Chris'em po prostu miałam dzisiaj umówione spotkanie z szefową w celu zciecia i zafarbowania włosów. 
-Dzieńdobry pani-powiedziałam w wejściu.
-Iggy, ty na farbowanie-spytała odrywając wzrok od tabloidu, który czytała z racji braku klientów. 
-Tak-potwierdziłam i rozsiadłam się w fotelu. 
-Ten kolor, który wcześniej ustaliłyśmy?
-Jak najbardziej. Tylko w miarę szybko, jestem umówiona na czwartą.
-Och, a któżto wyciągnął Igelle Nytal z akademiku?-zakpiła-To musi być albo niezłe ciacho albo niezły szantaż. 
-Ani to, ani to. Czeszę aktorów do "Romea i Julii" a Romeo ma straszną szopę na głowie. NO w każdym razie miał, bo pozwolił na podcięcie, za jedno wyjście do pizzerii.-zaśmiałam się. Fryzjerka pokiwała głową ze zrozumieniem i przystąpiła do podcinania, a następnie do farbowania. Wszystko szybko, bez zająknięcia czy przypadkowego ruchu. Wyszłam pięć minut przed czwartą. Na szczęście, pizzeria była niedaleko salonu. 
Wiał zimny październikowy wiatr, więc założyłam kaptur na niebiesko-fioletowe włosy



i poszłam do umówionego lokalu. Chros siedział przy stole i się rozglądał za różowymi włosami, których nigdy nie znajdzie. Och, jakże mi przykro. 
Podeszłam do stolika energicznie.
-Cześć, Chris-powiedziałam zdejmując kaptur i odsłaniając owoc kunsztu pani Clownyt. Spojrzał na mnie zdziwiony.
-Różowe włosy za mało wystrzałowe?-wzruszyłam ramionami. Po chwili chłopak odzyskał rezon-Ładnie ci-puścił zalotnie oczko.
Prychnęłam. Uśmiechnęłam się jednak w duchu. Lubiłam komplementy, zwłaszcza na temat włosów.

Chriss? 

Wolfind: Od Michael'a cd. Nicole

Nie wiedziałem co powiedzieć. 
"Jesteś bezpieczna" - Nie wiadomo czy jest...
"Ochronie cię" - gdybym wiedział jak...
"Nic ci się nie stanie..." - Na pewno nic nie wiadomo...
Nic nie powiedziałem, tylko podszedłem bliżej i ją przytuliłem. Musiałem się schylić, bo byłem nieco wyższy, ale czego się nie robi dla przyjaciół (XD). Krew kapała na podłogę, z jej ręki. Miałem cała koszulkę w krwi. Nie obchodziło mnie to. Ważne, żeby Nicole, czuła się bezpieczna. Wiadomo, nikt nie czułby się bezpiecznie w takiej sytuacji, ale żeby chociaż przez chwilę, zapomniała o tym co się dzieje w jej życiu. Zawsze pomagam, jeśli tylko ta osoba coś dla mnie znaczy. A Nicole była moją przyjaciółką. Więc była dosyć ważną postacią w moim życiu.
- Już dobrze, mała? 
- Chyba tak...
- Zrobimy coś z tą ręką? Idziemy do pielęgniarki? 
- Niee. Jeszcze będę miała wykłady, żebym się nie cięła...
- Bo masz tego nie robić!
Nicole aż podskoczyła, gdy krzyknąłem.
- Przepraszam. 

Nicole? :3

Wolfind: Od Sue CD Chris (nowe opo)

Szłam sobie do akademika i pomyślałam czy akademik to był dobry pomysł. Wszyscy grali w przedstawieniach, mieli swoją drugą połówkę, całowali się, a ja sterczę nad jakimś głupim układem tanecznym... Chwila moment... Właśnie tego mi brakuje, drugiej połówki, czyli chłopaka! Znów zaczęłam myśleć "Który chłopak zechce taka brzydulę?" 
- Nie uda się... Powiedziałam ze zrezygnowaniem. - Ale zawsze warto próbować.
Szłam koło 5 alejki i zauważyłam Chrisa. Postanowiłam się przywitać, bo tam te lekcje hip-hopu to była świetna zabawa!
- Cześć, Chris.
- No, cześć. Odpowiedział i uśmiechnął się. 
W pewnej chwili pomyślałam, że to ten jedyny.. Nie, nie, nie nawet jeśli to co? Gó*no! Nie uda się! Zaczęłam znowu się smucić.

<Chris?>

Lioneart: Od Nicole cd. Michaela

Troszkę mnie przytkało. Nie myślałam, że taki - fakt - dosyć znany i lubiany w szkole - chłopak, uzna mnie za przyjaciółkę, jak to ujął. 
- No... tak - jęknęłam cicho.
- To jak będzie ? Przestaniesz się ciąć ? - zapytał poważnie, ale spokojnie.
Przez chwilę milczałam. Nie lubiłam obiecywać czegoś, czego nie byłam pewna. Ale wbrew swojej woli powiedziałam:
- Przestanę. Spróbuję. Ale nie obiecuję... - dodałam.
- Dlaczego to zrobiłaś ? - zapytał, dodając, że jeśli nie chcę, to nie muszę opowiadać. 
Ale ja chciałam. Chciałam komuś opowiedzieć, ale... do tej pory nie miałam komu. 
- Serio, chcesz wiedzieć? ... - zaczęłam. - Może lepiej nie ?
- Chciałbym wiedzieć - powiedział stanowczo a jednocześnie łagodnie. Ciekawe jak on to robi. Jak można powiedzieć stanowczo, ale spokojnie ? Ja bym nie potrafiła.
- Pamiętasz jak mówiłam ci o mojej przeszłości ? - zapytałam szybko.
- No tak.Mafia... i tak dalej.
- Właśnie. Mafia. Mafia i ojciec. Grozili mu. I go zabili.
- Ta, ale co to ma do cięcia ? - zapytał.
- Mi też grożą. Tak samo jak ojcu. Dlatego nie chciałam wychodzić za teren szkoły. Boję się... - powiedziałam spuszczając wzrok na ziemię.

< Michael ? Nie mam weny, ale dziękuję za cd ;3 >

sobota, 12 kwietnia 2014

Wolfind: Od Michael'a cd. Nicole

Zapukałem, ale nikt mi nie otworzył, więc wszedłem. Zobaczyłem torbę Nicole, na łóżku, ale wszystko z niej wyleciało. Jakby ktoś ją napadł. Mój wzrok przykuło małe pudełeczko. Wziąłem je do ręki i okazało się, że w środku są żyletki. Pięknie...
- Nicki? - zajrzałem do łazienki, a moim oczom ukazała się Nicole, z zakrwawioną ręką, z żyletką w ręku...
- Mhm? - próbowała schować narzędzie zbrodni, za plecami.
- Słuchaj... Nie wiem, co się dzieje i jeśli nie chcesz, nie opowiadaj mi o tym, ale wszystko będzie dobrze. Nie tnij się, proszę...
- Nic nie rozumiesz...
- Rozumiem, doskonale. Nawet nie wiesz, jakby pomogła w ty momencie szczera rozmowa. 
- Z- z tobą? 
- Na przykład. Ja chętnie wysłucham, nie tylko dlatego, że okropnie mi się nudzi, ale dlatego, że przyjaciele powinni sobie pomagać. A można nas chyba uznać za przyjaciół, prawda? 

Nicole? Nareszcie się doczekałaś XD sorki, że krótko ;l

Lioneart: Od Katniss cd. Chris [próba]

- Taaak, wpadnę, trzeba to przećwiczyć... 
- Jasne. Eeeee... Na razie.
- Nooo, cześć...
Zapamiętać: pokój 69 (swoją drogą fajny numer XD).
Ponieważ lekcje się skończyły, postanowiłam wybrać się do parku. 
Spacerowałam alejkami, omijając przeróżnych ludzi. Kobietę w prawdopodobnie w ósmym miesiącu ciąży, faceta, który był ubrany w skórę; motocyklista.
Nagle wpadłam na Michaela. 
- Eeeee... Cześć.
- Siemka, co tu robisz Kat? 
- Spaceruję sobie...
- Znam Cię trochę. Spacerujesz, gdy się czymś martwisz. Co tym razem?
- Nic...
- Aha, jasne. Powiedz.
- Mamy wystawiać tą sztukę, nie?
- Nooo, tak. I co? 
- Nie wiem, jak zagrać ten pocałunek...
- Jesteś świetną aktorką, wymyślisz coś.
- Łatwo powiedzieć. A tymczasem jestem umówiona z Chrisem, żeby to przećwiczyć. Dzisiaj.
- Aż taki jest zły, ten Chris?
- Nie. Jest całkiem miły...
- Kat?
- Co? 
- On ci się podoba? 
Nie wiedziałam co powiedzieć. Lubię go, ale nic poza tym. Mike uśmiechnął się figlarnie.
- Nie. 
- Zbyt krótka odpowiedź. Kłamiesz. 
- Nie! 
- Dobra, wróćmy do pocałunku. O której jesteś umówiona? 
- Eeeeee... teraz.
Pomachałam mu i pobiegłam do akademika SunShine, pod pokój numer 69 i zapukałam.

Chris? Wymigałam się jakoś od opisania sceny pocałunku XD

Wolfind: Od Michael'a do Zooy

Dziś piątek. Lekcje się jeszcze nie skończyły, wręcz mam wrażenie, że nawet nie zaczęły. Wbrew pozorom minęła już pierwsza lekcja, druga, trzecia, czwarta...
Jestem na ostatniej, piątej lekcji. Siedzę w ostatniej ławce, tak aby nauczyciele nie dostrzegli, iż 'inspiruję się' sprawdzianami innych. Mówiąc w języku potocznym, ściągam. Dziś nie ma żadnej klasówki. Dzięki Bogu. 
- Proszę pani, kiedy będzie najbliższa klasówka? - zapytał jakiś kujon, z pierwszej ławki. 
Trzeba mieć coś nie tak z głową, żeby pytać o takie bzdury, jak klasówki. 
- W przyszłym tygodniu, młody człowieku. - odpowiedziała nauczycielka, wyraźnie zachwycona tym pytaniem.
'Młody człowieku'. Żebym przypadkiem, nie pękł ze śmiechu podczas lekcji. 
- Ej, zrobiłeś pracę domową? - zapytała jakaś fioletowowłosa, gdzieś w środku lekcji. Siedziała obok mnie, w ławce, która była pomazana korektorem. Pięknie, siedzę obok jakiejś, co lubi się uczyć... - Bo nie odrobiłam. Dasz spisać? 
Ulżyło mi.
- Gdybym miał. Wolfind, plastyk? 
- Skąd wiedziałeś?
- Powiedzmy, że znam się na ludziach.
- Może przerwiecie te flirty i skupicie się na lekcji? Ostatnie ławki!
Poczułem, że cała klasa jest zwrócona w moją stronę. Po chwili, klasę zapełniły śmiechy. 
- Bardzo śmieszne. Na prawdę, rozumiem, że nie macie własnego życia i śmiejecie się z cudzych żyć, ale nie radzę się ze mnie śmiać. Chyba, że w pobliżu jest szpital.
- Michael Poloow! Do dyrektora! Natychmiast!
Wstałem.
- Dzień, jak co dzień... - mruknąłem do fioletowowłosej. 
Kilka minut później, siedziałem a gabinecie szanownej pani dyrektor i czytałem gazetę. Właściwie, udawałem, że czytam. 
Rozległo się pukanie do drzwi. 
- Wejść! - ryknęła, ochrypłym głosem, szefowej szkoły. 
Drzwi się uchyliły i moim oczom ukazała się fioletowowłosa. 
- Panna Sharon! Siadaj, proszę... - powiedziała dyrektorka.
- Cześć... - mruknąłem, na powitanie. 

Zooy? :3

piątek, 11 kwietnia 2014

Wolfind: Od Gwen cd Michaela

- Nie prawda - powiedziałam i udałam obrażoną. 
Wzruszył ramionami.
Po chwili wracaliśmy do akademiku. 
- Sorry ale muszę obczaić matmę... Wiesz równania... - powiedziałam - nie ogarniam tego w ogóle. 
- Wytłumaczę ci - zaproponował. 
- Mógłbyś? - wręcz czułam jak błyszczą mi się oczy.
- No.. Jeśli mi pozwolisz, mała - wzruszył ramionami.
- Dzięki - uśmiechnęłam się z wdzięcznością.
- Nie ma za co. 
Po chwili siedzieliśmy przy majzy. 
- No to zacznijmy od tego.. Hm... Równanie ma dwie strony tak? Oddziela je znak równa się.. No i musisz obliczyć niewiadomą.. Czyli musi się sama znaleźć po jednej stronie nie? NO I teraz robisz tak... Tak....
- Nie umiesz uczyć, Michael - zamknęłam mu książkę przed nosem. 
- Ej! - udał urażonego. 
- Mówisz tak: robisz to równanie ma to i to no i musisz to zrobić tak i tak i tak..
- Ok ciebie nie da się nic nauczyć - warknął. 
- Może i nie. Matematyka to ZŁOOOOO
- Racja. 
- Więc pozwól, że się pouczę na biologię. SAMA.
- Okay, okay...



Michael?

Sun Shine: Od Chrisa cd. Katniss

Długo se nie pograliśmy... No, ale przerwa dobra rzecz. Nie będę się kłócił.
- Dobrze grasz - podszedłem do mojej partnerki i uśmiechnąłem się przyjaźnie.
- Dziękuję. Ty też.
- Chyba nam wyjdzie to przedstawienie. Mam nadzieję na A.
- Mi wystarczy B... Albo nawet C.
- Nie bądź taka skromna. Zasługujesz na najwyższą ocenę. Tak w ogóle jestem ciekaw, w jakie ciuszki nas wcisną... Co jak co, ale nie zgadzam się na podkolanówki i pantalony!
- Mnie raczej w kieckę...
- No. Raczej. Pasowałaby ci różowa.
Dziewczyna posłała mi współczujące spojrzenie.
- Usiądziemy? - zaproponowałem.
Podeszliśmy do samego końca sceny i zwiesiliśmy z niej nogi. Obserwowaliśmy, jak plastyk robi dekoracje. Powstawał piękny drewniany balkon, krzewy różane z drutów, krepiny i Bóg raczy wiedzieć, z czego jeszcze oraz chyba najważniejszy element - olbrzymi księżyc ze steropianu, który miał zawisnąć w tle podczas sceny balkonowej. Co ciekawe, pracowała nad nim Raquel. Nie byłoby to tak interesujące gdyby nie to, że pracowała z jakąś inną dziewczyną! I to nie wybuchło? Roki liczy tylko na siebie. Nie potrafi dogadać się z nikim i zwykle nie omieszka przejść do rękoczynów - umie kickboxing! Nie mówiąc o tym, że nosi przy sobie nóż... Oczywiście uważam to za czystą głupotę, ale ona się mnie nigdy nie słucha. Powinienem być wdzięczny, że jest łaskawa chociaż poznać moją opinię. Wracając, jej partnerka wydawała się cała i zdrowa, co było ździebko podejrzane. Chociaż... Dziewczyna była wytatuowana, miała kolczyk w nosie i ubrana była na czarno. Chyba się dobrały. Nie rozmawiały ze sobą zbyt wiele. Dziękowałem w duchu opatrzności, że Misia trafiła na kogoś, kto nie zmusza nikogo do rozmowy. Czasami było tylko słychać pomruki typu: "Podaj mi żółtą farbę", czy "Masz duży pędzel?".
- Zaraz przyjdę - poinformowałem Kat i zwinnie zeskoczyłem ze sceny. Podszedłem parę kroków i kucnąłem przy wielkim kole ze steropianu, które miało w przyszłości zostać pełnią. - Cześć dziewczyny - przywitałem się raźno.
- Spadaj - mruknęła wytatuowana, robiąc jakiś cień przy kraterze, który właśnie namalowała.
- Odpierdol się. To mój brat - warknęła Raquel, podnosząc dzikie oczy znad scenografii.
- Spokojnie Roki - powiedziałem. Wiedziałem, że ona jest gotowa bronić nawet mnie. Nigdy niczego nie puszcza płazem. Jak już, to powinno być odwrotnie...
- To wolny kraj i nikt nie będzie cię stąd wyganiał - wycedziła, siląc się na opanowanie.
- To wolny kraj i nikt nie będzie mi zabraniał go stąd wyganiać. Nienawidzę podrywaczy - odpowiedziała tamta, nie odrywając wzroku od malunku.
- Czy on cię podrywa, świrusko?! -  Raqel gwałtownie wstała, a puszka szarej farby olejnej przewróciła się i popłynęła gęstym strumieniem po zabezpieczającej podłogę folii.
- Siadaj! - zagrzmiałem. - Chcesz mieć problemy od początku roku?!
- Gwiżdżę na to! - odkrzyknęła, ale zawahała się i wróciła na podłogę. Pokręciłem głową ze zrezygnowaniem. - Masz się uspokoić, czaisz? - szepnąłem jej do ucha.
- Czy ja coś robię?!
Posłałem jej spojrzenie pełne litości. Czasami serio przeginała. Jakby była na prochach i... Zmarszczyłem czoło. Jakiś czas temu miała styczność z narkotykami, ale... Nie, to niemożliwe. Obiecała, że już nie będzie. Chciałem spojrzeć w jej oczy, lecz zdążyła wrócić do malowania. Odwróciłem się na pięcie i wróciłem do Katniss.
- Wybacz, że musiałaś na to patrzeć - uśmiechnąłem się krzywo i podciągnąłem się na rękach, by znów usiąść na scenie.
- Spoko...
- CHRISTOPHER, KATNISS, ZA CHWILĘ SCENA PIERWSZEJ ROZMOWY ROMEO I JULII! NA RAZIE BEZ POSTACI DRUGOPLANOWYCH - RESZTA MA PRZERWĘ! - krzyknęła mi Moon niemalże do ucha, nie zauważywszy, że siedzimy tuż pod jej nosem.
- DOBRZE PANI PSOOOR! - krzyknąłem, a nauczycielka aż podskoczyła ze strachu.
- Ach, tu jesteście! No, wstańcie i na scenę. Macie skrypty? Akt pierwszy, scena V. Zaczynajcie!
- Jeśli dłoń moja, co tę świętość trzyma,
Bluźni dotknięciem: zuchwalstwo takowe
Odpokutować usta me gotowe
Pocałowaniem pobożnym pielgrzyma - powiedziałem z patosem, patrząc Kat głęboko w oczy. Dziewczyna lekko się zaróżowiła.
- Mości pielgrzymie, bluźnisz swojej dłoni,
Która nie grzeszy zdrożnym dotykaniem;
Jest–li ujęcie rąk pocałowaniem,
Nikt go ze świętych pielgrzymom nie broni.
- Nie mają–ż święci ust tak jak pielgrzymi?
- Mają ku modłom lub kornej podzięce.
- Niechże ich usta czynią to co ręce;
Moje się modlą, przyjm modły ich, przyjmij.
- Niewzruszonymi pozostają święci,
Choć gwoli modłów niewzbronne ich chęci.
- Ziść więc cel moich, stojąc niewzruszenie.
I z ust swych moim daj wziąć rozgrzeszenie.
Zawahałem się. Katniss spuściła głowę z zakłopotaniem.
- Dlaczego przerwaliście? - spytała pani Moon, która do tej pory z lubością wsłuchiwała się w słowa, zdaje się jej ulubionego, dramatu.
- Mam ją pocałować? - spytałem.
- Nie, kopnąć w twarz! - zniecierpiwiła się. - To jasne, że masz ją pocałować!
- Teraz?! A jak mnie uderzy?! - belferka przewróciła oczami.
- Dobrze, umówmy się, że poćwiczycie ten pocałunek, ok? A teraz, proszę, jeszcze raz ten dialog!
Po dwóch godzinach próby, która zeżarła nam nieodwracalnie zajęcia z wychowania fizycznego, podszedłem do zbierającej swoje rzeczy Katniss.
- Słuchaj, co do tego pocałunku...
- Hm?
- Wpadniesz do mnie po lekcjach? Sun Shine. Pokój 69.

Katniss?

Sun Shine: Od Chrisa cd. Iggy

- Aj, równie zabawna, co ładna - uśmiechnąłem się do lustra z sympatią.
- Za urodę chleba nie ma - wzruszyła ramionami moja fryzjerka i sięgnęła po nożyczki leżące na stoliku.
- Ejejejej! A to co?!
- To są nożyczki. Służą do cięcia - odpowiedziała beznamiętnie.
- Nie będzie żadnego cięcia! - zarządziłem kategorycznie, odwracając głowę przodem do niej.
- Przykro mi, ale jako uczciwa fryzjerka, chcąca dostać A za swoją pracę, nie mogę pozwolić ci wyjść na scenę z... czymś takim.
- Pojebało cię - stwierdziłem.
- Obawiam się, że nie - odparła.
- A nie można tak zostawić? - jęknąłem. Nienawidzę, kiedy ktoś raczy dotykać moich włosów. Oprócz Roki. Zwykle to ona mnie strzyże. Nie lubię fryzjera.
- No... No nie wiem... - dziewczyna skrzywiła się. - Pani Moon! - zawołała na nauczycielkę aktorstwa, która była głównym koordynatorem przedstawienia.
- Co tak długo? - spytała rzeczowo młoda szatynka o brązowych oczach i pełnych ustach, która właśnie podeszła.
- Musi mnie obcinać? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie. Belferka zmierzyła mnie krytycznym wzrokiem.
- Katniss, pozwól tu!
Dołączyła do nas laska z mojej klasy, występująca jako Julia. Uczesana była w taki jakby warkoczyk idący przez całą jej głowę. Moon obejrzała ją wnikliwie.
- Chris! Nie ma mowy, żeby twoja... fryzura... była takim kontrastem dla uczesania Kat. Trzeba zrobić ci porządek na tej głowie.
- A może żel? - zrobiłem maślane oczy, spoglądając na nauczycielkę.
- Nie wiem... Zostawiam ci pole do popisu - tu zwróciła się do czeszącej. - Ale nożyczek użyj w ostateczności.
- Hallelujah! - teatralnie podniosłem ręce ku niebu. - Dzięki ci dobra kobieto! Niech ci Bóg w dzieciach wynagrodzi!
- Nie przeginaj, Cambell - nauczycielka mimowolnie uniosła kąciki ust i oddaliła się razem z Everdeen.
- Ale kiedy TO jest ostateczność - załamała ręce dziewczyna, kiedy Moon nie mogła już jej słyszeć.
- Bla bla bla - zaśmiałem się. - Tak w ogóle, jak ci na imię? - spojrzałem w lustrze na anielską twarzyczkę.
- Iggy - oznajmiła krótko.
- Iggy? Zdrobnienie od...?
- Igelle - dziewczyna nałożyła mi jakąś maź, na której pudełku był napis "EXTRA MOCNY" i zaczęła przygładzać mi czuprynę gęstym grzebieniem.
- Igelle? Mocne! Chris. Zdrobnienie od Christopher - przedstawiłem się grzecznie.
- Wiem.
- Skąd?
- Chodzimy razem do klasy.
- No tak, ale ja jeszcze nie znam wszystkich z imienia... Słuchaj, może wyskoczymy na miasto po lekcjach?
- Ten żel nie działa! - krzyknęła, jakby nie usłyszała pytania.
- Ej, piękna!
- Czego?! - warknęła.
- Nie, nic... Rób swoje.
Uważnie obserwowałem w lustrze, jakie środki stosuje Iggy w walce z moimi włosami. Jej mina wyrażała głębokie skupienie. Zręcznymi palcami układała niesforne kosmyki, jakby umiała to od urodzenia. Delikatnie mówiąc, nie była zadowolona. Z każdym kolejnym pudełeczkiem, opakowaniem i grzebieniem coraz bardziej się denerwowała. W końcu rzuciła jakimś lakierem o podłogę. Dźwięk był tak głośny, że wszyscy zebrani odwrócili się w jej stronę.
- Ja nie potrafię!
- Na pewno potrafisz. Robisz to jak profesjonalistka - próbowałem dodać jej otuchy.
- Twoje włosy są niezniszczalne! Jak Nokia albo karaluchy!
Pokręciłem głową z pobłażliwym uśmiechem.
- To jak?
- Co jak?
- To jak, piękna, dasz się zaprosić na miasto dziś po lekcjach? Przy deptaku jest dobra pizzeria.

Iggy?

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Lioneart: Od Elspeth do Raquel (niedokończone opko)

Tego dnia Elspeth miała na głowie wiele ważnych spraw. Rezerwacja stolika dla siebie i dla nowego chłopaka w zespole, który niestety był totalnym ćwokiem w sprawach dobrych kawiarni, zakupy, spotkania z przyjaciółkami, zeszyt do oddania Lindsey - kwiczący i leżący bezsilnie na biurku, katakana do zaniesienia do Ishiguro-sensei, umówionej z Elsie...Była więc nieco zagoniona i skupiona na wszystkim, tylko nie na innych. Od chwili opuszczenia akademika mijała wielu chłopaków, którzy na jej widok gwizdali i szeptali; pewnie wiedzieli, kim była, lecz miała to wyraźnie gdzieś. Śniadanie zaszczyciła dość krótką obecnością, a potem opuściła stołówkę. Zegar bezlitośnie Kątem oka spostrzegła idącą w tę samą stronę jakąś dziewoję w czarnej koszulce, tę samą, którą widziała w akcji przy stolikach Wolfind. Domyśliła się, że jest to słynna Raquel z tegoż domu. Rozpuszczona pannica z wybuchowym charakterem, ot co. Nieszczęśliwy przypadek sprawił, że Niven wpadła na dziewczynę z rozpędu. Pośpiech usprawiedliwiał wszelkie zachowania mieszkanki Lioneart, jednak bezczelny ton jej odezwania się sprowokował Elsie do rozmowy. 
- Chyba powiedziałaś to do siebie, księżniczko oszołomów. - uśmiechnęła się słodko. - Wybacz, lecz dzisiaj się śpieszę i nie mam czasu na rozmowy z istotami Twego pokroju.
To rzekłszy, podążyła dalej. 

(Raquel? :D Jak coś, możesz teraz za nią pójść i się drzeć albo coś. :D )

Lioneart: Od Elspeth do Nicole (próba)

Elspeth uśmiechnęła się lekko, widząc szanowną pannę Brown ścierającą się z panią Moon. Kobieta słynęła ze swej cierpliwości, ale gdy raz ją się wkurzyło, wtedy - klękajcie, narody! Szykuje się zajebiste widowisko! Sama siedziała przykładnie obok Lindsey, tak jak powinna grzeczna dziewczynka. Oczywiście przyszła jako pierwsza uczennica do klasy, nie dlatego, że chciała się podlizywać belfrom. Nic z tych rzeczy. Po prostu punktualność odziedziczyła w genach po rodzicach i bracie. Zbladła nieco. Mimowolnie dotknęła tarczy zegarka, wskazującego nieubłaganie 8:05. Co takiego powiedział jej wtedy brat, wręczając ze śmiechem małe białe pudełko, zawierające mizerny przyrząd do mierzenia wieczności?...

Szanuj czas, Elsie. Szanuj go, gdyż może się kiedyś zdarzyć, że inni nie uszanują ciebie...

- Nieźle jej powiedziałaś. - skomplementowała nową znajomą przyjaźnie, uśmiechając się. - Nazywam się Elspeth Niven, jeżeli chcesz znać moje imię. I wierz mi, że nikomu się nie chce ćwiczyć u Księżycowej Damy. A ćwiczymy dzisiaj nowy repertuar....
Nie czekając na ewentualną ripostę, zerknęła na kartkę. Mieli ćwiczyć dzisiaj piosenkę Green Daya, 18 see the light. Jak dla niej słowa pasowały idealnie. 

- 18 see the light Green Daya. Dziwny utwór, ale bądź co bądź świetne słowa, więc...- wzruszyła ramionami, uśmiechając się.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Lioneart: Od Lindsey cd Michaela [próba]

-Co to za pogawędki sobie urządzasz co?-zaśmiały się dziewczyny z chóru.
-Dobra, dobra, łapcie się za te kartki i śpiewamy. 
Napiłam się wody, usiadłam na ziemi i zaczęłyśmy śpiew. Czasami zdawało mi się nawet że zagłuszamy grę aktorską. Ale głos Chrisa i Katniss można było słyszeć wszędzie. 
-Nie zazdroszczę im.-przyznałam.
-Komu?-zapytała Elspeth.
- Aktorom. Ci to mają przejebane. Tyle tekstu do nauczenia. 
-To tak samo jak nuty. Nauczyłabyś się tego równie łatwo.-powiedziała Nicole.
-Możliwe. 
Śpiewałyśmy tak jeszcze piętnaście minut, potem to już naprawdę się nam nie chciało. 

<Michael?>

Nowa uczennica!


Sun Shine - Paula Potter

Nowa uczennica!


Wolfind - Zooy Sharon

sobota, 5 kwietnia 2014

Lioneart: Od Nicole - do Elspeth/Lindsey (próba)

Dzisiaj 5 kwietnia. Boże... Hm. Moje ścisłe obliczenia powiedziały mi (taa, przemówiły xd ), że jestem już tu miesiąc dodając 1 dzień. Spojrzałam na kalendarz. 5 kwietnia 2014r... " Próba ! "
" Chol.era... Zapomniałam o niej całkowicie ! "
Zaczęłam szukać kartki z tekstem chóru. Miałam jeszcze trochę czasu, ale oczywiście, zanim znajdę te bazgroły... Poprzewracałam wszystkie zeszyty, stos kartek... Nie znalazłam. Zaczęłam szukać w książkach i zeszytach. Zawsze coś wkładałam do nich. Możliwe, że tekst też tam jest... Hm. Kartkówka z fizyki, kartka z rozmowami na lekcjach, ściąga z chemii... Pff... Rysunki, karykatury nauczycieli... Jest ! Piękny (pognieciony) stan kartki, ale jest ! Włożyłam ją do torby. Wyszłam z pokoju. Pobiegłam szybko na próbę. Wszyscy chyba już byli, byłam spóźniona. 5 minut.
- Dobry - powiedziałam do pani Moon.
- Dzień dobry. Która to godzina pani Brown ? - odpowiedziała.
- 8:05 ? - odpowiedziałam ze sztucznym uśmiechem.
- A o której zaczynamy próbę ? 
- O 8:00 - powiedziałam, a po chwili mruknęłam - Jakby pani nie wiedziała...
Na twarzach zebranych pojawiły się uśmiechy.
- Słucham ?! - warknęła.
- Nie, nic, psze pani.
- Dołącz do dziewcząt - powiedziała wzdychając i pokazała na Elspeth i Lindsey. 
Podeszłam do dziewczyn. 
- Hejo - rzuciłam w ich stronę.
- Cześć - odpowiedziały.
- Co ćwiczymy ? - westchnęłam. - Jak mi się dzisiaj nic nie chce...

< Dziewczyny ? Elspeth? Lindsey ? >

Wolfind: Od Michael'a cd. Lindsey [próba]

- Taaaaa. Ale, wiesz, będą krytycy, podobno dziennikarze prasowi... - westchnąłem. - Musi być idealnie! - dodałem naśladując głos Moon.
- Postarajcie się bardziej! - teraz ona udała wredną nauczycielkę.
- Miło było, wracam do pracy. - powiedziałem smutno.
- Tak, mi też się przerwa kończy...
Zacząłem malować barierki na biało.
- Dobrze! Chórek, koniec przerwy! - zabrzmiał głos Moon. - Plastyk, balkon jest świetny... Ale! Musicie zrobić jeszcze coś! Mianowicie balkon, powinien mieć światłocień, prawda? Zabrać mi się za to!
No, to zacząłem robić, ten nieszczęsny światłocień na balkonie. Lekko szarym, tu trochę za jasno... Czarny, o tak! Świetnie... Już wyobrażałem sobie wszystkich krytyków, jak się pytają "Kto zrobił takie świetne dekoracje?" Trochę się zamyśliłem i wyszedłem za linię. No, nie, zamaskować białym będzie trudno... Cóż... Spróbujmy! 
Wziąłem białą farbę, zacząłem malować, a głos Kat, ciągle roznosił się po całej sali: "Romeo! Czemuż ty jesteś Romeo?"

Lindsey?

piątek, 4 kwietnia 2014

Lioneart: Od Lindsey do Michaela (przedstawienie)

Ciekawiło mnie bardzo jak to całe przedstawienie wyjdzie. 
Siedziałam na próbie wraz z innymi przydzielonymi do chóru i strasznie było nudno. Śpiewać w kółko ten kawałek. Ciałem byłam na próbie a duszą gdzieś na plaży. 
-Może przerwa?-rzuciłam. - Gardła poranimy. 
-Zgadzam się!-poparła Nicole i wstała szybko pijąc wodę. 
-Dobrze, krótka przerwa nie zaszkodzi. -powiedziała Elspeth. 
-Dzięki Bogu. 
Wstałam i podeszłam obserwować prace nad scenografią. Jakiś chłopak z jakąś dziewczyną właśnie pracowali nad sceną balkonową. 
-To nie tak ma być!-krzyknęła pani Moon.-To ma być bardziej realistyczne! Barierki na biało! Bardziej na biało!
-Bardziej biało to chyba się nie da.-mruknęłam do siebie, chłopak z plastycznego na mnie spojrzał.
- Och, Lindsey? A ty czasem nie masz próby śpiewania?-powiedziała Moon.
-Mamy przerwę. 
-Wszyscy mają, a nikt nie weźmie się do roboty!
-Gdybyśmy nie robili przerw, to na przedstawieniu mielibyśmy chrypki..-zauważyłam, ale nauczycielka odeszła. 
-Wiecznie coś nie pasuje.-powiedziałam do chłopaka. Był to chyba Michael.

<Michaelu? xd >

Wolfind: Od Michael'a cd. Stu

- Ok. Mam rozumieć, że o coś się zakładamy? 
- Hmmm. Kto pierwszy dobiegnie, ten... Wygrywa dychę?
- Maaarnie. Może być.
- To na trzy.
- 3... 2... 1...! 
I pobiegliśmy. Łeb, w łeb, coraz dalej, budynek przybliżał się do nas, coraz bliżej. Byłem już trochę zmęczony, on też, widząc po ciężkim dyszeniu, tak bardzo jak ja. 
- Wymiękasz? - zapytał drwiąco, nadal w biegu.
- NEVER! 

Stu? :3

Lioneart: Od Lindsey CD Stu

-No dobra.-odpowiedziałam.
Ruszyliśmy do Hollywood. Było jakoś tak cicho, więc zaczęłam pierwsza:
-To, Stu... Czym się interesujesz prócz muzyką? 
-Kocham sporty ekstremalne.-odpowiedział.
-Wow, podziw. Sama nigdy bym czegoś takiego nie robiła, ale bardzo zaskakująco to wygląda.-powiedziałam. 
-A ty Lindsey? Robisz coś innego prócz grania, śpiewania? 
-Kiedyś jeździłam konno. Ale przyjazd tutaj mi to uniemożliwił.-zaśmiałam się krótko.-Czasami też fotografuję, ale to rzadko. 


<Stu? >

Lioneart: Od Katniss cd. Chris [próba^^]

- Taaaaaaa... Dostałam rolę Julii, a ty kogo grasz?
- Romea. 
- Poważnie?
Przyjrzałam mu się uważnie.
- Poważnie.
- Już, już, poznaliście się. - warknęła Moon. - Próbę czas zacząć!
- Do zobaczenia na scenie. - powiedziałam chłodno. - Powodzenia.
- Zaczynamy, jak już mówiłam, od sceny balkonowej! Katniss, stań tam. - wskazała na miejsce w rogu - Plastyk jeszcze nie przygotował do końca dekoracji... Chris, stań troszkę dalej. Tak... Tutaj! Wspaniale... Macie skrypty...? Świetnie. Więc, Chris, zaczynaj, scena balkonowa! 
- Drwi z blizn, kto nigdy nie doświadczył rany.
Lecz cicho! Co za blask strzelił tam z okna!
Ona jest wschodem, a Julia jest słońcem!
Wznijdź cudne słońce, zgładź zazdrosną lunę,
Która aż zbladła z gniewu, że ty jesteś
Od niej piękniejszą; ukarz ją zaćmieniem
Za tę jej zazdrość; zetrzyj ją do reszty!
- Ach!
- Nie, nie, nie! Więcej życia, naturalnie! - wydarła się Moon.
- Staramy się psze pani! - wrzasnęłam.
- Rozumiem... Dobrze, od nowa!
- Drwi z blizn, kto nigdy nie doświadczył rany. 
Lecz cicho! Co za blask strzelił tam z okna!
Ona jest wschodem, a Julia jest słońcem!
Wznijdź cudne słońce, zgładź zazdrosną lunę,
Która aż zbladła z gniewu, że ty jesteś
Od niej piękniejszą; ukarz ją zaćmieniem
Za tę jej zazdrość; zetrzyj ją do reszty!
- Aach! 
- Cicho! coś mówi.
O! mów, mów dalej, uroczy aniele;
Bo ty mi w noc tę tak wspaniale świecisz,
Dwie najjaśniejsze, najpiękniejsze gwiazdy
Z całego nieba, gdzie indziej zajęte,
Prosiły oczu jej, aby zastępczo
Stały w ich sferach, dopóki nie wrócą.
Lecz choćby oczy jej były na niebie,
A owe gwiazdy w oprawie jej oczu:
Blask jej oblicza zawstydziłby gwiazdy,
Jak zorza lampę; gdyby zaś jej oczy
Wśród eterycznej zabłysły przezroczy,
Jak lotny goniec niebios rozwartemu
Od podziwienia oku śmiertelników,
Które się wlepia w niego, aby patrzeć,
Jak on po ciężkich chmurach się przesuwa
I po powietrznej żegluje przestrzeni.
- Romeo! czemuż ty jesteś Romeo!
Wyrzecz się swego rodu, rzuć tę nazwę!
Lub, jeśli tego nie możesz uczynić,
To przysiąż wiernym być mojej miłości,
A ja przestanę być z krwi Capuletów!
- Świetnie, wspaniale! - Moon była wyraźnie zachwycona. - Teraz, krótka przerwa!

Chris? Takie długie, bo są cytaty xd