poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Wolfind: Od Michaela cd Gwen


- Już sobie idę... mała. - powiedziałem, zmierzając w stronę drzwi. 
Teraz będzie mi się strasznie nudzić, nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Gdy przechodziłem korytarzem, jakaś laska, w przykrótkich (chyba miało tak być...) spodenkach, uśmiechała się do mnie, niczym zakochana. Udałem, że nie widzę. Nienawidzę takiego zachowania. Rozumiem, że nie da się obok mnie przejść obojętnie, ale, żeby aż tak? 
Podszedłem do mojego pokoju i otworzyłem drzwi. Znowu zapomniałem użyć klucza. Pewnie dlatego, że nie mam pojęcia, gdzie on jest. 
Nagle spostrzegłem deskorolkę. Jasne, pójdę pojeździć, pomyślałem. 

Chwilę później, byłem już na skateparku. Uwielbiałem tam przychodzić. Owszem, roiło się tam, od pustych lasek, ale przynajmniej, nikt mi nie przeszkadzał, mogłem używać swobodnego słownictwa...
- Rusz się. - warknąłem do jakiejś blondynki, która nie zamierzała zjechać.
Raczej wolała postać, może ją ktoś zauważy.
Zrobiła minę, jakby wygrała Olimpiadę.
- Jestem Roxanne. - powiedziała, przyglądając mi się z uwagą. 
- Zajebiście, ale chcę zjechać. 
- Może pogadamy? 
- Śnisz. Nie gadam z pustakami. 
- Ej. 
- Mówię prawdę, mała. O, nie przepraszam, ta ksywa jest już dla kogoś zarezerwowana. 
I wtedy zobaczyłem, tego kogoś. Siedziała i rysowała, na tej samej ławce, co zwykle. Podszedłem, unikając spojrzenia, Roxanne. 
- Cześć, Gwenie. - powiedziałem. - Nie miałaś się uczyć biologii?
- Miałam, ale jak widzisz, tego nie robię.

Gwen? :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz