Popatrzyłam na niego jak na wariata.
- Yyy żartujesz tak?
Pokręcił głową przecząco.
- No to NIE? Facet, ty się ciesz, że ja z tobą gadam - powiedziałam spokojnie acz stanowczo.
Spojrzał na mnie wzrokiem z którego hm... Trudno było cokolwiek wyczytać.
- Nie to nie. Chciałem dobrze - powiedział wymijająco.
- Jak chcesz zostać przy życiu to idź jeździć na desce.
- Dlaczego taka jesteś?! - wybuchnął.
- W sensie jaka - mruknęłam.
- Chamska! Gdy ktoś chce dla ciebie dobrze ty od razu traktujesz go jakby chciał cię co najmniej zabić!
- Taka jestem - wysyczałam - I mam taki charakter. Coś ci nie pasuje to wypad! Nikt cię nie zmusza wręcz przeciwnie sam się przylepiłeś, więc wiesz! Nikt cię tu nie trzyma! Mam kolegę i koleżankę! Tyle mi wystarczy! Idź to Victorii, bo ona na pewno będzie robiła wszystko po twojej myśli. Zobaczysz nawet po około tygodniu zacznie ci pchać jęzor do gardła.
- A ty niby skąd to wiesz? Hm?! - zapytał oskarżycielskim tonem.
- Jak się siedzi całymi dniami na ławce to się widzi co robią ludzie - fuknęłam. - Chcesz coś jeszcze powiedzieć czy możesz sobie iść?!
Stu? Tak musiałam dać kłótnię ^^ UU
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz