- Ok. Mam rozumieć, że o coś się zakładamy?
- Hmmm. Kto pierwszy dobiegnie, ten... Wygrywa dychę?
- Maaarnie. Może być.
- To na trzy.
- 3... 2... 1...!
I pobiegliśmy. Łeb, w łeb, coraz dalej, budynek przybliżał się do nas, coraz bliżej. Byłem już trochę zmęczony, on też, widząc po ciężkim dyszeniu, tak bardzo jak ja.
- Wymiękasz? - zapytał drwiąco, nadal w biegu.
- NEVER!
Stu? :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz