piątek, 11 kwietnia 2014

Sun Shine: Od Chrisa cd. Katniss

Długo se nie pograliśmy... No, ale przerwa dobra rzecz. Nie będę się kłócił.
- Dobrze grasz - podszedłem do mojej partnerki i uśmiechnąłem się przyjaźnie.
- Dziękuję. Ty też.
- Chyba nam wyjdzie to przedstawienie. Mam nadzieję na A.
- Mi wystarczy B... Albo nawet C.
- Nie bądź taka skromna. Zasługujesz na najwyższą ocenę. Tak w ogóle jestem ciekaw, w jakie ciuszki nas wcisną... Co jak co, ale nie zgadzam się na podkolanówki i pantalony!
- Mnie raczej w kieckę...
- No. Raczej. Pasowałaby ci różowa.
Dziewczyna posłała mi współczujące spojrzenie.
- Usiądziemy? - zaproponowałem.
Podeszliśmy do samego końca sceny i zwiesiliśmy z niej nogi. Obserwowaliśmy, jak plastyk robi dekoracje. Powstawał piękny drewniany balkon, krzewy różane z drutów, krepiny i Bóg raczy wiedzieć, z czego jeszcze oraz chyba najważniejszy element - olbrzymi księżyc ze steropianu, który miał zawisnąć w tle podczas sceny balkonowej. Co ciekawe, pracowała nad nim Raquel. Nie byłoby to tak interesujące gdyby nie to, że pracowała z jakąś inną dziewczyną! I to nie wybuchło? Roki liczy tylko na siebie. Nie potrafi dogadać się z nikim i zwykle nie omieszka przejść do rękoczynów - umie kickboxing! Nie mówiąc o tym, że nosi przy sobie nóż... Oczywiście uważam to za czystą głupotę, ale ona się mnie nigdy nie słucha. Powinienem być wdzięczny, że jest łaskawa chociaż poznać moją opinię. Wracając, jej partnerka wydawała się cała i zdrowa, co było ździebko podejrzane. Chociaż... Dziewczyna była wytatuowana, miała kolczyk w nosie i ubrana była na czarno. Chyba się dobrały. Nie rozmawiały ze sobą zbyt wiele. Dziękowałem w duchu opatrzności, że Misia trafiła na kogoś, kto nie zmusza nikogo do rozmowy. Czasami było tylko słychać pomruki typu: "Podaj mi żółtą farbę", czy "Masz duży pędzel?".
- Zaraz przyjdę - poinformowałem Kat i zwinnie zeskoczyłem ze sceny. Podszedłem parę kroków i kucnąłem przy wielkim kole ze steropianu, które miało w przyszłości zostać pełnią. - Cześć dziewczyny - przywitałem się raźno.
- Spadaj - mruknęła wytatuowana, robiąc jakiś cień przy kraterze, który właśnie namalowała.
- Odpierdol się. To mój brat - warknęła Raquel, podnosząc dzikie oczy znad scenografii.
- Spokojnie Roki - powiedziałem. Wiedziałem, że ona jest gotowa bronić nawet mnie. Nigdy niczego nie puszcza płazem. Jak już, to powinno być odwrotnie...
- To wolny kraj i nikt nie będzie cię stąd wyganiał - wycedziła, siląc się na opanowanie.
- To wolny kraj i nikt nie będzie mi zabraniał go stąd wyganiać. Nienawidzę podrywaczy - odpowiedziała tamta, nie odrywając wzroku od malunku.
- Czy on cię podrywa, świrusko?! -  Raqel gwałtownie wstała, a puszka szarej farby olejnej przewróciła się i popłynęła gęstym strumieniem po zabezpieczającej podłogę folii.
- Siadaj! - zagrzmiałem. - Chcesz mieć problemy od początku roku?!
- Gwiżdżę na to! - odkrzyknęła, ale zawahała się i wróciła na podłogę. Pokręciłem głową ze zrezygnowaniem. - Masz się uspokoić, czaisz? - szepnąłem jej do ucha.
- Czy ja coś robię?!
Posłałem jej spojrzenie pełne litości. Czasami serio przeginała. Jakby była na prochach i... Zmarszczyłem czoło. Jakiś czas temu miała styczność z narkotykami, ale... Nie, to niemożliwe. Obiecała, że już nie będzie. Chciałem spojrzeć w jej oczy, lecz zdążyła wrócić do malowania. Odwróciłem się na pięcie i wróciłem do Katniss.
- Wybacz, że musiałaś na to patrzeć - uśmiechnąłem się krzywo i podciągnąłem się na rękach, by znów usiąść na scenie.
- Spoko...
- CHRISTOPHER, KATNISS, ZA CHWILĘ SCENA PIERWSZEJ ROZMOWY ROMEO I JULII! NA RAZIE BEZ POSTACI DRUGOPLANOWYCH - RESZTA MA PRZERWĘ! - krzyknęła mi Moon niemalże do ucha, nie zauważywszy, że siedzimy tuż pod jej nosem.
- DOBRZE PANI PSOOOR! - krzyknąłem, a nauczycielka aż podskoczyła ze strachu.
- Ach, tu jesteście! No, wstańcie i na scenę. Macie skrypty? Akt pierwszy, scena V. Zaczynajcie!
- Jeśli dłoń moja, co tę świętość trzyma,
Bluźni dotknięciem: zuchwalstwo takowe
Odpokutować usta me gotowe
Pocałowaniem pobożnym pielgrzyma - powiedziałem z patosem, patrząc Kat głęboko w oczy. Dziewczyna lekko się zaróżowiła.
- Mości pielgrzymie, bluźnisz swojej dłoni,
Która nie grzeszy zdrożnym dotykaniem;
Jest–li ujęcie rąk pocałowaniem,
Nikt go ze świętych pielgrzymom nie broni.
- Nie mają–ż święci ust tak jak pielgrzymi?
- Mają ku modłom lub kornej podzięce.
- Niechże ich usta czynią to co ręce;
Moje się modlą, przyjm modły ich, przyjmij.
- Niewzruszonymi pozostają święci,
Choć gwoli modłów niewzbronne ich chęci.
- Ziść więc cel moich, stojąc niewzruszenie.
I z ust swych moim daj wziąć rozgrzeszenie.
Zawahałem się. Katniss spuściła głowę z zakłopotaniem.
- Dlaczego przerwaliście? - spytała pani Moon, która do tej pory z lubością wsłuchiwała się w słowa, zdaje się jej ulubionego, dramatu.
- Mam ją pocałować? - spytałem.
- Nie, kopnąć w twarz! - zniecierpiwiła się. - To jasne, że masz ją pocałować!
- Teraz?! A jak mnie uderzy?! - belferka przewróciła oczami.
- Dobrze, umówmy się, że poćwiczycie ten pocałunek, ok? A teraz, proszę, jeszcze raz ten dialog!
Po dwóch godzinach próby, która zeżarła nam nieodwracalnie zajęcia z wychowania fizycznego, podszedłem do zbierającej swoje rzeczy Katniss.
- Słuchaj, co do tego pocałunku...
- Hm?
- Wpadniesz do mnie po lekcjach? Sun Shine. Pokój 69.

Katniss?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz