wtorek, 22 kwietnia 2014

Lioneart: Od Alex cd. Iggy

Kiedy skończyły się wszystkie lekcje, wyszłyśmy z Iggy z gmachu szkoły. Wesoło rozmawiałyśmy. Głównie o włosach. Mój ulubiony temat. Jej zresztą też. Żeśmy się dobrały. Humor mi się raczej poprawił. Oko już prawie nie bolało, praktycznie o nim zapomniałam. Coś mi jednak przypomniało i to natychmiast. Mianowicie:
- Hej, Alex! Jak tam twój wypadek? - spytała ze śmiechem laska, która dziś nabiła mi śliwę.
- Bardzo dobrze - odparłam lekceważąco.
- Nie boli? - spytała z przesadną, ohydną słodyczą, która aż ściekała po jej wstrętnej mordzie.
- Chcesz się przekonać? - warknęłam.
- Nie, dziękuję... Tak to jest, kiedy pcha się na boisko ten, co nie powinien.
- Mówisz o sobie, Carter?
- Tsa... - dziewczyna zmierzyła mnie wzrokiem i zrobiła zniesmaczoną minę. - Oryginalnością to ty nie grzeszysz.
- Jest na pewno większa, niż twoja inteligencja - odgryzłam się. Laska spojrzała na mnie niezbyt mądrym wzrokiem. Biedna nie wiedziała, co ma odpowiedzieć.
- Odwal się - zdecydowała się w końcu na uniwersalny tekst. Prychnęłam i oparłam się plecami o stojące przy mnie drzewo.
- Oryginalnością to ty nie grzeszysz - zaczęłam ją przedrzeźniać z bezczelnym uśmiechem na ustach. Iggy skrzyżowała ręce na piersi i obserwowała, jak mieszam tą całą Carter z błotem. Widać było, że jej się to podobało.
- Idiotka... - syknęła tamta, ale minę miała niepewną. Moje szare dresy kontra jej mini i dekolt do pępka. To ona wyglądała na ofiarę, chociaż nie dalej jak 2-3 godziny temu śmiała mnie uderzyć.
- Powinnaś uważać na słowa - udzieliłam jej przyjacielskiej rady.
- Bo co?
- Jajco - spojrzałam na nią spode łba. Serio zaczynał mnie denerwować ten pustak. Pustak. Pff... Pustak jakoś służy społeczeństwu. Obraziłam tym stwierdzeniem wszystkie pustaki świata.
- Nic mi nie zrobisz na terenie szkoły - powiedziała bez przekonania, odwracając wzrok w kierunku swoich przyjaciółeczek, które jakoś się wycofały. Iggy nie kryła rozradowania, obserwując tę jakże groteskową scenę. Wiedziałam, że sama chętnie przyłożyłaby tej lasce, ale to była moja chwila, żeby zasłużyć sobie na respekt. Moja i tylko moja.
- Gwiżdżę na ten twój teren szkoły - zaczęłam powolnym krokiem zbliżać się do niej, rozkoszując się strachem w jej oczach.
- Zostaw mnie, świrusko! - pisnęła z paniką. Nie mogłam darować jej tej "świruski". Pchnęłam ją obiema rękami, aż przewróciła się na ziemię. Zlękniona podniosła się szybko i otrzepała, po czym z pazurami na mnie. Jak wściekła kocica, zaczęła mnie na oślep drapać po twarzy. Nic nie widziałam. Co za idiotka! Wymierzyłam jej raza z płaskiej aż chlasnęło. Otworzyła szeroko oczy ze zdumienia, łapiąc się za czerwony policzek.
- ALEXANDRA! - dobiegł mnie głos wicedyrektorki. Spojrzałam wściekle, na zmierzającą ku nam blondynkę. - Żeby dziewczęta tłukły się jak jakieś małpy?! No, wstyd!
- Nic jej nie zrobiłam, pani psor - dziewczyna zrobiła minę niewiniątka numer 3 i wymownie zdjęła dłoń z twarzy. - Sama mnie zaatakowała. Nie wiem, co chciała.
- Alexandra, proszę do pani dyrektor! Igelle! Tak ci wesoło, tak? To idź z nią, pani dyrektor chętnie wysłucha twojej wersji wydarzeń.
Wchodząc z powrotem do szkoły nie mogłyśmy powstrzymać śmiechu, mimo iż metr za nami szła profesor Bell.
- Dobrze jej tak - Iggy przybiła mi piątkę. - Grzech warty nawiedzenia dyrki.
- No, mam nadzieję. I tak zapłaci mi za tą śliwę. To było dopiero za "świruskę".
Iggy zachichotała.
Po kilku minutach znalazłyśmy się pod drzwiami gabinetu szanownej pani Jones. Wice otworzyła nam drzwi.
- Bójka - wyjaśniła krótko dyrektorce, wkładając głowę przez drzwi, po czym zostawiła nas sam na sam z królową pszczół w jej dużym gabinecie, w którym nowoczesność kanapy z czarnej skóry i wielkiej plazmy mieszała się ze staromodnymi meblami z drewna.
- Co ty masz na twarzy?! - Jones aż wstała z fotela na widok mojej śliwy. - Igelle Nytal! Uderzyłaś pannę Broach?
- Nieee? - Iggy spojrzała krzywo na dyrektorkę. Ukradkowo się uśmiechnęłam. Mina kobiety - bezcenna.
- Więc o co tu chodzi?! - spytała, zbita z tropu.
- To ja dałam nauczkę jednej lasce. Iggy tylko patrzyła - powiedziałam powoli.
- Więc podbiła ci oko w obronie własnej? - pokręciłam głową.
- Najpierw to zrobiła. Można powiedzieć, że ja działałam w obronie własnej...
- Ale kto to zrobił?!
- Nieważne...
- Carter. Aneliese Carter - wtrąciła Iggy. Posłałam jej mordercze spojrzenie. - Dostanie za swoje - szepnęła.
- Dobrze... Panna Carter, oczywiście, zostanie ukarana, ale skoro pani Bell cię tu przysłała, ty też coś zrobiłaś, czy tak?
- Ona tylko ją pchnęła, pani psor... I uderzyła z płaskiej - powiedziała Igelle. Dyrektorka spojrzała na mnie surowym wzrokiem. Przysięgłam sobie, że kiedy tylko stąd wyjdziemy, uduszę tą dziewuchę.
- Pierwszy raz jesteś u mnie na dywaniku, prawda?
- Tak. Jak na razie... - mruknęłam.
- To chyba te wasze artystyczne, wyindywidualizowane dusze... - westchnęła. - Od początku roku mam tu same dziewczęta. Żaden chłopak nie miał poważniejszych wykroczeń. Nie mogę was wszystkich wyrzucić... - zastanowiła się chwilę. - Na jakim profilu jesteś, Alex?
- Aktorskim.
- A Aneliese?
- Też...
- Nie gracie głównych ról? - gestem zaprzeczyłam. - Więc już mam dla was karę. Prócz prób swojego występu, pomagacie przy dekoracjach. Przynosicie jakieś rzeczy, coś przyklejacie, coś podajecie... Tylko mi tego nie zepsuć!
- Przez jeden dzień? - spytała Iggy. - Czy tydzień?
- Do samej premiery.

Le koniec ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz