- Czekaj, suko! - zawołałam za nią. Blondynka odwróciła się natychmiast ze skrzywieniem niesmaku na twarzy. - Co chcesz powiedzieć przez "istoty mojego pokroju"?
- Chociażby to, że zawołałaś na mnie jak na psa przy budzie - odpowiedziała z ohydnym, nieznośnym spokojem.
Prychnęłam. Wkurwiają mnie takie paniusie.
- Trzeba było o tym myśleć, zanim się mi napatoczyłaś i ufajdałaś mi ulubioną koszulkę - warknęłam, ścierając masło czarnego materiału. Zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy nie wydobyć broni, jednak szkoda czasu, energii i ostrza na takie ciamajdy.
- Przecież nie zrobiłam tego celowo. Jesteś rzeczywiście aż tak ograniczona? - spytała, nacisk kładąc na słowa "aż tak".
- Jeśli ktoś tu jest ograniczony, to obawiam się, że ty - rzuciłam, nie odrywając wzroku od bluzki.
- Nie znasz mnie.
- Ani ty mnie - wzruszyłam ramionami. - a jednak już doskonale wiesz, jakiego pokroju istotą jestem.
- Sama zaczęłaś, nazywając mnie oszołomem - przypomniała.
- Dałaś mi powód! - gwałtownie uniosłam głowę znad czyszczonej koszulki i chyba ten nagły gest trochę ją przestraszył. Nie miałam ochoty prowadzić dalszej dyskusji z tą lalą.
- Roki! - usłyszałam wołanie. Ze zrezygnowaniem spojrzałam w prawo, choć doskonale wiedziałam, kogo ujrzę. W moją stronę szybko zmierzał Chris; zawsze przychodził po mnie przed lekcjami. Zaklęłam pod nosem. Dyskretnie sprawdziłam, czy nie czuć ode mnie fajek. Po chwili stanął przy mnie.
- Co jest? - spytał. Miał być luz, jednak usłyszałam raczej nutkę zdenerwowania.
- Myślisz, że nie umiem o siebie zadbać? - syknęłam. Ta panna mogła dziękować w duchu Bogu, że mój nadopiekuńczy braciszek tu przylazł. Jeśli tego nie robiła, zbyt dobrze mnie nie zna.
- Myślę, że właśnie świetnie umiesz.
- Dobrze, to ja już wam chyba nie będę przeszkadzała. Jak mówiłam, spieszę się. Do zobaczenia, Chris - uśmiechnęła się słodko blondynka i odeszła, kiedy Chris jej pomachał.
- Znasz tą laskę? - spytałam, nie troszcząc się o to, czy mnie słyszała.
- Ta, chodzimy z nią do klasy, nie? - wzruszył ramionami. - Paliłaś.
- Nie paliłam! - żachnęłam się. Spojrzał na mnie z politowaniem.
- Paliłaś, kurwa. Czuć od ciebie! Chcesz, żeby cię wylali?
- Wyjebane - odparłam znudzonym tonem.
- Chcesz mieć raka?
- Wyjebane.
- Chcesz, kurwa, mnie zezłościć?!
Zawahałam się.
- Nie - mruknęłam szorstko, odwracając wzrok.
- To przestań. Chodź.
Ruszyliśmy do gmachu szkoły. Wcale nie zamierzałam przestać. Nie będzie mi życia układał. Nope.
- Zrobicie projekt parami. Sam was dobiorę. Nauczycielom zależy na integracji między akademikami, więc grupy będą zmieszane - ciągnął monotonnym tonem gościu od historii. Słuchałam go, co prawda, jednym uchem, a jego słowa prześlizgiwały się przez mój mózg i wylatywały drugim, ale udało mi się wyłapać dostatecznie tyle, by ta lekcja znacząco pogorszyła mój nastrój. Miałam pracować z kimś w zespole? Na wspólne konto? Boże... Ta osoba może zamawiać sobie trumnę na Gwiazdkę, bo pitolić się z nią nie będę.
- Cambell... Christopher Cambell, pracujesz z... - oby ja, oby ja, oby ja... - Igelle Nytal.
Szlag! Zobaczyłam Chrisa, który puszcza oczko w stronę jakiejś laski i aż musiałam sprawdzić jej reakcję. Nie wyglądała na zadowoloną...
- I Raquel Cambell. Elspeth Niven.
Elspeth... Elspeth... Jakie pojebane imię... W każdym razie, nie mogłam skojarzyć tej laski. Rozejrzałam się, szukając jakiegoś znaku od niej i, o zgrozo, wszystko wskazywało na to (wszystko, tj. niezadowolona mina, wymowne spojrzenie nauczyciela i wypatrywanie mnie przez blondynkę), że była to dziewczyna, z którą miałam pewne przyjemne spotkanie jakiś miesiąc temu. To ona zbezcześciła moją koszulkę z Green Day! Starałam się nie patrzeć na nią aż do końca lekcji. Słuchałam, jak Before przydziela pozostałych uczniów.
- Wygląda na to, że musimy zrobić zadanie razem - rzekła sucho Elspeth, która zaczekała na mnie przy drzwiach klasy.
- Nie ma żadnego "my" - odparłam szorstko, nawet nie zatrzymując się przy niej.
- Nie wiem jak ty, ale ja mam zamiar dostać co najmniej B - powiedziała oskarżycielsko.
- Wyjebane.
Elspeth? ;3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz