Tego dnia Elspeth miała na głowie wiele ważnych spraw. Rezerwacja stolika dla siebie i dla nowego chłopaka w zespole, który niestety był totalnym ćwokiem w sprawach dobrych kawiarni, zakupy, spotkania z przyjaciółkami, zeszyt do oddania Lindsey - kwiczący i leżący bezsilnie na biurku, katakana do zaniesienia do Ishiguro-sensei, umówionej z Elsie...Była więc nieco zagoniona i skupiona na wszystkim, tylko nie na innych. Od chwili opuszczenia akademika mijała wielu chłopaków, którzy na jej widok gwizdali i szeptali; pewnie wiedzieli, kim była, lecz miała to wyraźnie gdzieś. Śniadanie zaszczyciła dość krótką obecnością, a potem opuściła stołówkę. Zegar bezlitośnie Kątem oka spostrzegła idącą w tę samą stronę jakąś dziewoję w czarnej koszulce, tę samą, którą widziała w akcji przy stolikach Wolfind. Domyśliła się, że jest to słynna Raquel z tegoż domu. Rozpuszczona pannica z wybuchowym charakterem, ot co. Nieszczęśliwy przypadek sprawił, że Niven wpadła na dziewczynę z rozpędu. Pośpiech usprawiedliwiał wszelkie zachowania mieszkanki Lioneart, jednak bezczelny ton jej odezwania się sprowokował Elsie do rozmowy.
- Chyba powiedziałaś to do siebie, księżniczko oszołomów. - uśmiechnęła się słodko. - Wybacz, lecz dzisiaj się śpieszę i nie mam czasu na rozmowy z istotami Twego pokroju.
To rzekłszy, podążyła dalej.
(Raquel? :D Jak coś, możesz teraz za nią pójść i się drzeć albo coś. :D )
*Tam miało być jeszcze, że zegar bezlitośnie wskazał późną godzinę XD*
OdpowiedzUsuń