Dziś piątek. Lekcje się jeszcze nie skończyły, wręcz mam wrażenie, że nawet nie zaczęły. Wbrew pozorom minęła już pierwsza lekcja, druga, trzecia, czwarta...
Jestem na ostatniej, piątej lekcji. Siedzę w ostatniej ławce, tak aby nauczyciele nie dostrzegli, iż 'inspiruję się' sprawdzianami innych. Mówiąc w języku potocznym, ściągam. Dziś nie ma żadnej klasówki. Dzięki Bogu.
- Proszę pani, kiedy będzie najbliższa klasówka? - zapytał jakiś kujon, z pierwszej ławki.
Trzeba mieć coś nie tak z głową, żeby pytać o takie bzdury, jak klasówki.
- W przyszłym tygodniu, młody człowieku. - odpowiedziała nauczycielka, wyraźnie zachwycona tym pytaniem.
'Młody człowieku'. Żebym przypadkiem, nie pękł ze śmiechu podczas lekcji.
- Ej, zrobiłeś pracę domową? - zapytała jakaś fioletowowłosa, gdzieś w środku lekcji. Siedziała obok mnie, w ławce, która była pomazana korektorem. Pięknie, siedzę obok jakiejś, co lubi się uczyć... - Bo nie odrobiłam. Dasz spisać?
Ulżyło mi.
- Gdybym miał. Wolfind, plastyk?
- Skąd wiedziałeś?
- Powiedzmy, że znam się na ludziach.
- Może przerwiecie te flirty i skupicie się na lekcji? Ostatnie ławki!
Poczułem, że cała klasa jest zwrócona w moją stronę. Po chwili, klasę zapełniły śmiechy.
- Bardzo śmieszne. Na prawdę, rozumiem, że nie macie własnego życia i śmiejecie się z cudzych żyć, ale nie radzę się ze mnie śmiać. Chyba, że w pobliżu jest szpital.
- Michael Poloow! Do dyrektora! Natychmiast!
Wstałem.
- Dzień, jak co dzień... - mruknąłem do fioletowowłosej.
Kilka minut później, siedziałem a gabinecie szanownej pani dyrektor i czytałem gazetę. Właściwie, udawałem, że czytam.
Rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść! - ryknęła, ochrypłym głosem, szefowej szkoły.
Drzwi się uchyliły i moim oczom ukazała się fioletowowłosa.
- Panna Sharon! Siadaj, proszę... - powiedziała dyrektorka.
- Cześć... - mruknąłem, na powitanie.
Zooy? :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz