Stuart udawał urażonego milorda co nie powiem bardzo mi odpowiadało. Jeszcze Michael'a muszę tak załatwić. Niestety czar prysł... Nie zdążyłam się nacieszyć chwilą spokoju kiedy Stu podszedł do mnie i... Zagadał.
- Zamierzasz dalej się fochać? - zapytał. Zdecydowanie słaby początek.
- Ja się focham? - zapytałam nieco poirytowana jednak spokojna. - To ty się zachowujesz jak rozpieszczona panienka.
- Rozpieszczona panienka?
- Tak - splotłam ręce na piersi. - Ech.. Już się cieszyłam, że będę miała spokój...
- Aż takim jestem ciężarem?! - oburzył się.
- Tak, właśnie takim jesteś ciężarem - powiedziałam oskarżycielskim tonem.
- A wiesz co...?
- Przepraszamy - odezwałam się głosem baby z telefonu, która informuje nas o nowych taryfach - Biuro Składania Skarg na Gwendolyn Montrose jest czynne od jutra, więc uprzejmie prosimy o spierdalanie.
Powiedziałam dumna z siebie po czym odwróciłam się na pięcie i zamierzałam odejść ale ten cały Stu musiał dodać coś od siebie.
- Wiesz co... Nie dziwię się dlaczego wszyscy mają cię głęboko gdzieś!
- Ojej - powiedziałam zatroskanym tonem - Dzidzia się zezłościła.
- Tak! Wiesz jesteś najbardziej wkurzającą osobą pod słońcem!
- A odwal się ode mnie. - powiedziałam i poszłam dalej.
Stu szedł za mną.
- Odwal się nie ogarniasz?! - wrzasnęłam i walnęłam go glanem w łydkę.
- Au - syknął o zaczął masować bolące miejsce.
- Idź, niech cię moje piękne oczy nie widzą - mruknęłam.
- Cha Cha Cha - warknął.
STUART? Hahahahhahahahhhahah bezczelnie cię kopłam *u* tak bardzo brutalna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz