niedziela, 26 kwietnia 2015

środa, 15 kwietnia 2015

Sun Shine: Od Chrisa cd Kat

Piątek, czyli dwa dni po mojej kłótni z Katniss. Przez ten czas nie odzywaliśmy się do siebie. I bardzo dobrze. Ile warta jest dziewczyna, która nie jest w stanie obdarzyć chłopaka, którego rzekomo kocha, zaufaniem? W dodatku nie wyglądała zbytnio na smutną. Zaczynałem powoli wierzyć nawet, że to ona wymyśliła ten cały zakład, żeby mieć powód do rozstania i jeszcze sprawić, że to ona będzie tą poszkodowaną.
Na drugiej godzinie lekcyjnej ... sprawdzała obecność. Zwykle siedzę wtedy biernie, potwierdziwszy uprzednio, że jestem - moje nazwisko figuruje na szczycie listy. Teraz coś jednak przykuło moją uwagę.
- Gdzie jest Katniss? Była z wami, zdaje się, na pierwszej lekcji? - psorka podniosła głowę znad listy i rozejrzała się po sali. Podniósł się zbiorowy pomruk wyrażający niewiedzę.
- Mike, gdzie Kat? - odwróciłem się do siedzącego za mną kumpla. W tym momencie zapomniałem, jak bardzo ostatnio bezpodstawnie nadszarpnęła mój honor.
- Wiesz... - zaczął, drapiąc się po karku. - Gadałem z nią przed lekcją. Poryczała się i wybiegła.
- Nie mów mi, że próbowałeś ją pocieszać.
- Tak... jakby.
- Rany, stary, wyjedź se lepiej do Meksyku i zacznij hodować alpaki!
Odwróciłem się i podniosłem rękę do góry.
- Tak, panie Cambell?
- Mogę do toalety? - Zadałem standardowe pytanie-ucieczkę.
- Przerwa skończyła się przed sekundą. - Nauczycielka oparła ręce na biodrach.
- Ale ja się bardzo źle czuję - wyjęczałem, wykorzystując wszystkie swe umiejętności aktorskie. Skuliłem się i zasłoniłem usta dłonią. Uniosłem na kobietę moje oczy cierpiącego cielęcia. Zdawała się być nawet przekonana.
- Jeśli jest z tobą tak źle, zapraszam od razu do szkolnej pielęgniarki. Kto pomoże Chrisowi?
Nagły hałas za moimi plecami oznaczał, że Mike zerwał się z miejsca.
- Może ja, pani psor? To mój przyjaciel, martwię się o niego! - Cała klasa wybuchła śmiechem. Mnie też powalił na kolana gejowski tekst kolegi, ale skupiłem się na wyimaginowanym bólu.
- Dobrze, idź. Tylko uważaj na niego. Wygląda, jakby miał zaraz zemdleć.
Najwolniej jak umiałem wysunąłem się z ławki i zacząłem człapać w stronę drzwi podtrzymywany przez asystę. Ledwo zamknęły się za nami drzwi, wyprostowałem się i uczyniłem jeszcze kilka kroków w ciszy. Oddaliwszy się wystarczająco od klasy, uśmiechnąłem się do kumpla.
- Dzięki, stary, jesteś wielki! - Przybiliśmy męską piątkę.
- No proszę cię, zafundowałeś mi darmowe wagary. Jesteśmy kwita.
- Lecę do niej. Przyjdę na przerwie.
- Tylko się nie spóźnij - pogroził mi palcem - bo co ja wtedy powiem?
- Że mi się pogorszyło. - Wyszczerzyłem się.
- Chyba na mózgu - zaśmiał się, za co dostał z pięści w ramię.
Po chwili stałem już pod akademikiem Lioneart. Uznałem, że poszukiwania należy rozpocząć właśnie tam. Wspiąłem się po schodach i zastukałem do jej drzwi.
- Michael, idź stąd. Nie chcę cię widzieć. - Usłyszałem płaczliwy głos dziewczyny, którą przecież kocham i nie przestałem mimo jej oskarżenia.
- To nie Michael - powiedziałem spokojnie.
- Chris? - Przez moment w jej głosie dało się wyczuć zaskoczenie. - Wynoś się! Nie chcę cię znać!
Nacisnąłem klamkę. Otwarte! No proszę!
Kat leżała na brzuchu na łóżku z pudełkiem chusteczek, książką i słuchawką w jednym uchu. Powstrzymywała szloch, było jednak widać, że jeszcze przed chwilą mocno płakała.
- Czego? - warknęła, odwracając ode mnie wzrok.
- Martwiłem się - odparłem głosem wypranym z emocji. Wypranym, odwirowanym i wyżętym.
- Oczywiście. Coś jeszcze?
- Powinnaś iść do szkoły.
- Chyba sama się orientuję, co powinnam, a co nie. A ty czemu nie na lekcji? - zapytała po chwili wahania.
- Już ci mówiłem. Musiałem sprawdzić, czy wszystko z tobą w porządku.
Zerknęła na mnie podejrzliwie. Iskierka nadziei lśniąca w jej oczach widocznie pragnęła wydostać się z głębi umysłu, skutecznie blokowana przez ból i zawód.
- Ta. W porządku. Możesz wracać.
W geście odmowy usiadłem na skraju jej łóżka.
- Nie wyjdę stąd, póki nie powiesz mi, o co chodzi.
- Może o to, że nie chcę być z kimś, kto mnie nie kocha?
- KATNISS! Proszę. Ile razy mam ci powtarzać? Ostatnio przegiąłem, wiem, i przepraszam, ale byłem zmęczony i rozdrażniony, a ty wpadłaś do mojego pokoju i zaczęłaś posądzać mnie o rzeczy, które nigdy nawet przez myśl mi nie przyszły. Kocham cię, czaisz? Nie rozumiem, na jakiej podstawie możesz twierdzić inaczej.
- Więc tego zakładu...
- ...nigdy nie było - dokończyłem, kiwając głową.
- Nie wiem, czy mogę ci wierzyć.
Że co?! Ja tu się fatyguję, narażam, udaję obłożnie chorego, produkuję, przepraszam, sram, a ta co? Powiedziałem jej to wszystko, siląc się na opanowanie.
- Jak ty byś się czuł na moim miejscu? - spytała, tym razem cierpliwie wysłuchawszy, co mam jej do powiedzenia.
- Jak gówno - przyznałem z westchnieniem.
- No to witam w domu.
- Jest mi naprawdę przykro, ale ja już nie mam cię za co przepraszać. To raczej ty powinnaś przeprosić mnie.
- Ja? Ciebie?
- No tak. Za fałszywe oskarżenia. Bo chyba już mi wierzysz, prawda?
Katniss spuściła głowę. Wzięła głęboki oddech. Zaczęła bawić się biało-czerwoną pościelą w serca.
- Tak - szepnęła. - Chyba tak.
- Powiesz mi, kto naopowiadał ci takich bzdur? - spytałem łagodnie, unosząc jej głowę.

- Otwieraj! - wrzeszczałem, na zmianę waląc pięścią w drzwi i szarpiąc klamkę. - Otwórz, mówię!
Było już po lekcjach. Z Katie stwierdziliśmy, że nie wracamy na resztę zajęć. Puściłem Mike'owi SMS z prośbą o krycie i wziąłem dziewczynę na miasto. Cały czas byłem jednak podminowany, czując ogromny żal do osoby, która tak paskudnie mnie wkopała, nie mając nawet wyraźnego powodu. Teraz mogłem jej wreszcie wszystko wygarnąć.
- Słucham? - W progu pokoju stanęła Raquel z mascarą w ręku.
- Pojebało cię, nie? - warknąłem. Była moją małą dziewczynką, ale teraz byłem wściekły. Nie byłem w stanie uwierzyć, że ona mogłaby wyciąć taki numer MNIE. Bez kompletnie żadnego powodu!
- Schlebia mi to. Dlaczego tak sądzisz? - zapytała, krzyżując ręce na piersi. Po jej uśmieszku wnioskowałem jednak, że doskonale wie, co mam na myśli.
- Dlaczego nagadałaś Kat takich bzdur?!
- Powiedzmy, że miałam swój powód.
- Jaki kurna powód? Co może usprawiedliwiać rozpierdolenie komuś związku?!
- Więc zerwaliście? - W oczach dziewczyny dostrzegłem radosne iskierki.
- Nie. Nie zerwaliśmy. Liczyłem raczej na jakieś "przepraszam" lub słowo usprawiedliwienia.
- Przepraszam, że mi nie wyszło - prychnęła. Gniew wzbierał we mnie coraz bardziej, jednak na niej nie robiło to żadnego wrażenia.
- Możesz mi łaskawie wyjaśnić, co tobie nie pasuje w tym, że mam dziewczynę?!
- Mi? Absolutnie nic. - Wzruszyła ramionami.
- Powiedz! Powiedz mi kurwa! O co ci chodzi?! - Teraz już wrzeszczałem jej prosto w twarz. Ona patrzyła mi w oczy i milczała, co tylko bardziej mnie irytowało. - Powiesz?! No odezwij się!
W przypływie emocji uderzyłem siostrę w twarz. Policzek natychmiast się zaczerwienił. Złapała się za niego i podniosła na mnie wściekły wzrok.
- Wypierdalaj - syknęła cicho po chwili ciszy.
- O matko, Misia, przepraszam, ja...
- Wypierdalaj!
- Kurwa, ja nie chciałem...!
- WYPIERDALAJ! Goń się, słyszysz?! Daj mi spokój. Idź do Katniss. No idź!
Spojrzałem na nią zmieszany. Wyglądała, jakby chciała wydobyć swój sztylet i zadźgać mnie na miejscu, westchnąłem więc tylko i wyszedłem, tak jak prosiła. Nie powinienem mieć wyrzutów sumienia. Jeśli ktoś tu postąpił źle, to ona.

Katu? ;**

sobota, 11 kwietnia 2015

Lioneart: Od Kat cd. Chrisa

Dupek pier*olony, chol*ra jasna, dzi*karz pier*olony.
Co on sobie myślał? Jak można założyć się o... kogoś? Czy on porównuje mnie do... powiedzmy... zjedzenia piachu? Jeśli myślał, że to mu się uda, to chyba ma coś w głowie. A raczej czegoś mu brakuje. Mam nadzieje, że dużo postawił w tym zakładzie. Oby dużo przegrał.
Kilka dni później, nadal zręcznie unikając Chrisa i wszystkiego co z nim związane, poszłam wcześniej do szkoły. Musiałam czekać chwilę przed klasą. Wyjęłam książkę z torby i zaczęłam czytać. Byłam tak pochłonięta historią Johna i Allie, że nie spostrzegłam, kiedy korytarz wypełnił się uczniami, którzy schodzili się z różnych stron. Większość była zadowolona, w końcu był już piątek. Gdy zadzwonił dzwonek, przyszła po nas nauczycielka i weszliśmy do klasy. Znowu starałam sie ignorować Chrisa. Nie byłam smutna, ani na niego zła. Byłam bardziej zawiedziona, że dałam sie tak podejść i podle oszukać. Ale i tak nie miałam ochoty go widzieć, a co dopiero na rozmowę z nim. Po lekcjach podbiegł do mnie Michael i przywitał się.
- Jesteś strasznie smutna. To przez tą sprawę z Chrisem, tak?
- No, a niby przez co innego? Po co ja sie bawiłam w jakies związki. Miałam takie... normalne życie... - westchnęłam - Skąd wiesz o naszym rozstaniu?
- Chris mi powiedział. Nawet wrobił mnie, że to ja powiedziałem ci o zakładzie.
Starałam się nie rozpłakać.
- Czyli jednak był... Ten zakład. - odparłam po chwili zastanowienia.
- Nie! Tego nie powiedziałem. - posmutniał - Ale kto go tam wie.
- Wiesz co, dzięki, ty to umiesz pocieszać! - warknęłam w złości.
- Przepraszam, okej? - uśmiechnął się lekko. - On był serio... Zrozpaczony. Był u mnie. Powiedział, że cię K O C H A.
- Tak, i co jeszcze?
- Mówię serio. - wyglądał poważnie, ale nie wiedziałam, co o tym myśleć.
- Jakoś jeszcze nie przyszedł mnie przeprosić.
Wzruszył ramionami.
- Daj mu trochę czasu. Wiesz, nawrzeszczałaś na niego, wmówiłaś mu, że jest... czekaj... był z tobą dla zakładu. I to wszystko bez powodu.
- Bez powodu? J-jak można... - poczułam łzy napływające mi do oczu, ręce coraz bardziej mi się trzęsły, a serce biło coraz mocniej.
'Szkoda, że nie miało już dla kogo bić.' Przypomniałam sobie cytat z książki czytanej na przerwie.
- Uspokój się, Kat. On naprawdę cię ko... - jednak nie dane mu było dokończyć.
- Próbujesz mi poprawić nastrój, ale ja nie potrzebuję litości, jasne? Zostaw mnie! - złapałam mocniej torbę i pobiegłam płacząc w stronę akademika. Miałam ochotę kogoś zabić. Miałam tego wszystkiego dość.

Chris? Ale się dzieje, ale emocje *.*

Wolfind: Od Michaela cd. Pardisell

Trochę mi wstyd, bo opo było w marcu, a już kwiecień :')

Spojrzałem jeszcze raz na mapkę. Przedstawiała miasto, ale zaznaczone na niej były pinkty różnych kolorów; czerwone, czarne, niebieskie, zielone i żółte.
- No więc? - zapytała zniecierpliwiona dziewczyna.
- Widzisz kolorowe kropki? - wyszczerzyłem się.
Pokiwała głową.
- Czerwonymi oznaczone są miejsca, w których... Można się nieźle zabawić... Czarne to miejsca, do których nie warto chodzić. Niebieskimi onaczamy sklepy, w których sprzedają alko bez dowodu. - na myśl o tych sklepach, uśmiechnąłem się szeroko.
Przez cały czas dziewczyna patrzyła na mnie zdziwiona.
- A zielone? - uniosła brwi - Miejsca, gdzie sprzedają trawkę?
Zaśmiałem się.
- Podoba mi się twój tok myślenia, ale nie.
Zmarszczyła czoło, oczekując odpowiedzi. Postanowiłem dłużej nie trzymać jej w niepewności.
- Zielone ... To są miejsca do oprowadzania nowych, czyli po tych będziemy dzisiaj chodzić. Idziemy?
Zastanowiła się chwilę, a ja złożyłem i schowałem mapę do kieszeni.
- Dobra... Ale odłożę skrzypce do pokoju. Poczekasz?
- Pewnie. Weź kasę, może się przydać.
Uniosła brwi.
- To nie będziesz za mnie płacił? - udała obrażoną.
- Nie te czasy. Dycha starczy. - poleciłem jej po czym udaliśmy się w stronę akademików. Droga minęła nam na rozmowach o mało ciekawych sprawach, głównie o szkole.
Długo na nią nie czekałem, zjawiła się w pięć minut.
- Już?
Pokiwała głową i wykonała gest zapraszający do drogi. Przyglądałem się mapie. Pierwsze miejsce, które chciałem jej pokazać to plaża. Może nie wygląda ciekawie o tej porze roku, ale gdy przyjdzie lato, powinna wiedzieć jak tam dotrzeć. Przez całą drogę rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Całkiem miła z niej osoba.

Prad?