Trochę mi wstyd, bo opo było w marcu, a już kwiecień :')
Spojrzałem jeszcze raz na mapkę. Przedstawiała miasto, ale zaznaczone na niej były pinkty różnych kolorów; czerwone, czarne, niebieskie, zielone i żółte.
- No więc? - zapytała zniecierpliwiona dziewczyna.
- Widzisz kolorowe kropki? - wyszczerzyłem się.
Pokiwała głową.
- Czerwonymi oznaczone są miejsca, w których... Można się nieźle zabawić... Czarne to miejsca, do których nie warto chodzić. Niebieskimi onaczamy sklepy, w których sprzedają alko bez dowodu. - na myśl o tych sklepach, uśmiechnąłem się szeroko.
Przez cały czas dziewczyna patrzyła na mnie zdziwiona.
- A zielone? - uniosła brwi - Miejsca, gdzie sprzedają trawkę?
Zaśmiałem się.
- Podoba mi się twój tok myślenia, ale nie.
Zmarszczyła czoło, oczekując odpowiedzi. Postanowiłem dłużej nie trzymać jej w niepewności.
- Zielone ... To są miejsca do oprowadzania nowych, czyli po tych będziemy dzisiaj chodzić. Idziemy?
Zastanowiła się chwilę, a ja złożyłem i schowałem mapę do kieszeni.
- Dobra... Ale odłożę skrzypce do pokoju. Poczekasz?
- Pewnie. Weź kasę, może się przydać.
Uniosła brwi.
- To nie będziesz za mnie płacił? - udała obrażoną.
- Nie te czasy. Dycha starczy. - poleciłem jej po czym udaliśmy się w stronę akademików. Droga minęła nam na rozmowach o mało ciekawych sprawach, głównie o szkole.
Długo na nią nie czekałem, zjawiła się w pięć minut.
- Już?
Pokiwała głową i wykonała gest zapraszający do drogi. Przyglądałem się mapie. Pierwsze miejsce, które chciałem jej pokazać to plaża. Może nie wygląda ciekawie o tej porze roku, ale gdy przyjdzie lato, powinna wiedzieć jak tam dotrzeć. Przez całą drogę rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Całkiem miła z niej osoba.
Prad?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz