- A, bu!
- Jezus, Maria! Chris, ty...
Reszta słów Katniss utonęła w namiętnym pocałunku. Wystarczające, zdaje się, przeprosiny za podkradnięcie się do dziewczyny od tyłu i przestraszenie tak skuteczne, że podskoczyła i uderzyła głową o otwarte drzwiczki szafki. Natychmiast odwzajemniła pocałunek i tak staliśmy na środku korytarza, zatracając się w usidlającej zmysły chwili, podczas której byliśmy tylko my. Ja i Ona.
- Kocham cię - szepnąłem do jej uszka, kiedy oderwała usta.
- Ja ciebie też.
- Chcesz iść ze mną na bal?
- Nie.
- Jak "nie"?! - obruszyłem się.
- Głupi! - Kat uśmiechnęła się radośnie. To jest najpiękniejszy uśmiech na świecie.
- Ja ci dam!
Dziewczyna zrozumiała, że czeka ją niechybna zemsta za frywolne igranie sobie z moją inteligencją i ruszyła z zamiarem puszczenia się pędem w stronę sali lekcyjnej, jednak ja byłem szybszy. Złapałem ją w pasie i mocno objąłem.
- Połamiesz mi żebra - pisnęła, zanosząc się nieopanowanym śmiechem. W odpowiedzi ścisnąłem jeszcze bardziej.
- Ohyda. - Jak spod ziemi wyrosła przy nas Raquel. Odczuwalna temperatura powietrza poleciała na łeb, na szyję.
- Co słychać? - zagadnąłem siostrę przyjaźnie, rozluźniając uścisk.
- Nędza. Odwołali mi rysunek, a miała być perspektywa.
- To co będziesz robić?
- Nie twój interes.
Od momentu, kiedy dnia poprzedniego rozeszliśmy się po lekcjach, nie widziałem jej aż do teraz. Nie miałem nic przeciwko temu, że czasem chce pobyć sama, jednak pierwszy raz nie zaczekała na mnie rano. Co ja plotę... Zwykle to ja czekam na nią. Mała nienawidzi tej szkoły! Nie wiem, co było dla niej tak ważne, że znalazła się w niej przede mną. Może, choć to bardziej niż niemożliwe, powodem był jakiś chłopak? Albo i dziewczyna. W sumie nie wiem absolutnie nic o orientacji Roki. Czasami mam właściwie wrażenie, że jest aseksualna. Zmierzyłem siostrę krytycznym wzrokiem. Ubrana była w luźną kraciastą koszulę i czarne spodenki umocowane na szelkach.
- Nie zimno?
- Nie - ucięła.
- Ja chyba pójdę już pod klasę - powiedziała Katniss. Raczej nie wystawiała się na towarzystwo mojej siostry jeśli nie było takiej potrzeby.
- Czekaj, kochanie, pójdziemy razem. - Prawą ręką objąłem dziewczynę w pasie. - Roki, nie masz nic...
- Nie - burknęła.
Wzruszyłem ramionami i ruszyliśmy z Katniss pod salę od WDŻ-tu. Na swoich plecach czułem odprowadzający mnie wzrok siostry, kłujący niczym zaostrzone patyczki do szisz kebabu.
- ...I właśnie dlatego partnerów powinno wybierać się z rozwagą. Jest to decyzja na całe życie. Naprawdę, małżeństwo w młodym wieku nie jest dobrym pomysłem - ciągnęła profesor Montez.
Przeciągnąłem się i szeroko ziewnąłem. Objąłem ramieniem moją kobietę siedzącą na krześle po prawej i demonstracyjnie pocałowałem ją w policzek. Nudziło mi się, a pani profesor, choć bardzo miła, przy każdym temacie mówiła dokładnie to samo. Jesteśmy za młodzi. Za młodzi. Za młodzi. Matko... Powie mi ktoś, na co jesteśmy wystarczająco dorośli? Ach tak, zapomniałem - na chodzenie do budy.
- Teraz wykonamy pewne ćwiczenie.
- Zajebiście - mruknąłem.
- Dobierzcie się w mieszane pary...
- Co to za gender? - Usłyszałem krzyk Michaela. Parsknąłem. Nauczycielka nie była jednak jedną z tych, co to denerwują się takimi komentarzami. Uśmiechnęła się serdecznie.
- Dziś pracujemy w parach heteroseksualnych - wyjaśniła cierpliwie. - Zatem pary. Macie pary?
- Tak jest - odezwało się kilka głosów na sali.
- Dobrze, weźcie sobie karteczki. Zadaniem każdego z was jest wypisać wartości, które waszym zdaniem są niezbędne do stworzenia zdrowego związku partnerskiego. Proszę, by się nie konsultować. Każdy uczeń robi swoją listę! Proszę bardzo!
Wyrwałem kartkę w kratkę z zeszytu od matmy i przeszedłem do ćwiczenia.
SEX
Napisałem wielkimi literami na samym środku pierwsze, co mi przyszło do głowy. Po namyśle pod spodem dopisałem takie hasła jak "wolność", "niezależność", "brak kontroli".
- Skończyliście? Wymieńcie się karteczkami w obrębie par i przeczytajcie odpowiedzi.
- Co tam nabazgrałaś, hę? - Wyjąłem papier z ręki Kat i podałem jej swój.
Miłość
Zaufanie
Zrozumienie
Wsparcie
- Dobrze więc - Profesorka wstała z fotela na środku sali. Klasa WDŻu była specyficzna. Nie było w niej ławek, a krzesła ustawione były w półkolu. - Czy któraś z par chciałaby się podzielić jakimś wnioskiem?
- Ta, mój chłopak to idiota - mruknęła Katniss, nadal wpatrując się w papier dużymi oczyma.
- Dlaczego, Kat?
Dziewczyna zamilkła. Cóż, jeśli nie miała ochoty czytać moich notatek na głos i się za mnie wstydzić (Jakby było za co. Pf.), mogła rozważyć głośne komentowanie.
- Przeczytaj bez obaw. Uwierz mi, jako nauczyciel widziałam i słyszałam wiele rzeczy. Chociażby wasz projekt z pierwszej klasy dotyczący opieki nad symulatorem niemowlęcia.
No to pojechała. Faktycznie rok temu z Katniss robiliśmy dodatkowe zadanie, które polegało na niańczeniu lalki z wbudowanym dyktafonem. Przekleństwa, które Montez usłyszała po odtworzeniu nagrania obniżyły nam ocenę, ale poza tym praktycznie jej nie ruszyły.
- Okej... Chris napisał...
Przewróciłem oczami i wyrwałem swoją kartkę z dłoni dziewczyny.
- Seks, wolność, niezależność - odczytałem jednym tchem.
- Dobrze - rzuciła profesorka bez mrugnięcia okiem. - Przeczytaj teraz listę Katniss.
Zrobiłem, co kazała. Podziękowała i zaczęła rozwodzić się nad tym, że w "naszym wieku" u chłopców i dziewcząt różnią się priorytety, że związki nastolatków z reguły szybko się kończą i takie tam. Nudy. Nudy, nudy, nudy. I sranie w banię w dodatku. Ścisnąłem dłoń mojej Kat. Słowa były w tamtym momencie zbędne.
Środa nie jest zbyt ciężkim dniem. Po siedmiu godzinach można zmykać do akademika. Ostatnia lekcja jaką była historia tak mnie jednak przymuliła, że po powrocie padłem na łóżko bez życia. Chciałem tylko na chwilę zamknąć oczy, niespodziewanie jednak zmorzył mnie sen. Obudziło mnie gwałtowne pukanie w drzwi. Wzdrygnąłem się za sprawą nagłego hałasu.
- Proszę - krzyknąłem, wycierając zaspane oczy. Głowa niemożliwie mnie bolała. Z hukiem do pokoju wparowała Katniss. Wcale nie polepszyło mi to nastroju.
- Chciałam tylko powiedzieć, że jesteś dupkiem - krzyknęła od progu.
- Ach, tak? Z jakiego powodu tym razem?
- Nie pierdziel. Wszystko już wiem! Ty... skurwielu!
- O! Patrzcie państwo, jaka wulgarna! - żachnąłem się, wstając z łóżka. - Możesz mi chociaż wyjaśnić, czym zasłużyłem sobie na taki chrzest?
- Dobrze wiesz, czym. - Uniosła na mnie płonące gniewem oczy.
- Jakbym wiedział, to bym się kurna nie pytał! - W tym momencie również podniosłem głos. Nie dość, że wybudziła mnie z drzemki, to jeszcze najeżdżała na mnie, nie potrafiąc wyjaśnić, dlaczego.
- Tak? Tak?! Zakład. Mówi ci to coś?
- Jaki kurwa zakład?! Powiedz wreszcie, o co ci chodzi, i z łaski swojej spadaj!
- Bardzo chętnie - warknęła. Zauważyłem, że w jej oczach zalśniły łzy. Przesadziłem? Może. Ale ona też. Nadal nie wiedziałem, co ją tu przygnało.
- Więc?
- Wiem, że zacząłeś być ze mną dla zakładu. Wcale mnie nie kochasz. Zostaw mnie w spokoju, gnoju. Nie chcę cię znać!
- CO?! Dla jakiego zakładu? Czy ciebie do reszty popieprzyło, dziewucho?!
- Mnie?! Wydaje mi się, że w tej sytuacji to ja jestem normalniejsza.
- Słuchaj mnie, bo nie będę powtarzał. Musiałbym być zdrowo pojebany, żeby wytrzymać rok w związku z laską, którą wyrwałem dla zakładu. Rozumiesz?
- Jesteś zdrowo pojebany - podsumowała gorzko.
- Kto ci nagadał takich bzdur?
- Nieważne - powiedziała cicho.
- Mów kto! Zaraz tam pójdę i tak go skopię, że nie będzie wiedział, gdzie ma przód, a gdzie tył!
- Po prostu się nie wypieraj, ok? - warknęła.
- Kiedy w końcu dojdzie do tego twojego pustego łba, że ja nic nie zrobiłem?! Dla zakładu... Brawo! Inteligencja ananasa. Nie wierzysz mi?!
- Nie, Christopher. Nie wierzę ci - odparła, a po prawym policzku spłynęła jej łza.
- Wiesz co... Spadaj stąd zanim do reszty mnie wkurwisz. Zmykaj! - Wyciągnąłem rękę w stronę otwartych drzwi.
- Pierdol się - syknęła, zmrużywszy oczy, i wybiegła z pokoju. Usłyszałem, jak zbiega po schodach na dół.
Wezbrał we mnie gniew. Czułem się o wiele bardziej pokrzywdzony od niej. No halo, dziewczyna, z którą jesteś od pieprzonego roku, wmawia ci, że wcale jej nie kochasz. Niech to szlag! Chwilę pomiotałem się po pokoju, po czym postanowiłem nawiedzić Mike'a i spytać, czy to przypadkiem on nie wyciął mi tego świńskiego żartu. Koleś ma przesrane!
- Coś ty, to nie ja! Przysięgam! - Michael uniósł ręce w geście niewinności, gdy kilka minut później wyrzuciłem mu wszystko w progu jego pokoju.
Nie chciało mi się wierzyć, ale miałem być taki jak Katniss? Po co nakręcać spiralę nienawiści? Wszedłem i siadłem na jego łóżku. Ukryłem twarz w dłoniach.
- Jezu, ona mi nigdy nie wybaczy!
- Wybaczy - bąknął kumpel, siadając na łóżku naprzeciwko.
- Nie! A najlepsze jest to, że chuja jej zrobiłem! Ale nie, ona nie daje sobie tego wytłumaczyć... A ja bez niej nie wytrzymam. Kurwa! Zapierdolę się...
- Kochasz ją, co? - wypalił. Chyba starał się mnie jakoś pocieszyć, ale mizernie mu to szło.
- Tak! - warknąłem.
- To przestań.
Zmroziłem go wzrokiem. Po minie wywnioskowałem, że pożałował swoich słów.
- Oddychasz? - zapytałem, starając się nie brzmieć jak desperata.
- T-tak - wyjąkał, patrząc na mnie ze strachem.
- To przestań.
Kat?
Woo, tyle weny xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz