poniedziałek, 2 marca 2015

Lioneart: Od Pradisell cd. Michael'a

Zabawne, że można iść do szkoły w taki deszcz. Szkoda, że nie pomyślałam o parasolce, ale już nie chciało mi się wracać. Wyrobiłam się idelanie z dzwonkiem, wpadłam do sali i przeczekałam wszystkie nudne lekcje, czasem słuchałam, czaem nie. Większość czasu rozglądałam się po zupełnie nowych dla mnie salach, na przerwach słuchałam. Zabawne ilu ciekawych rzeczy można się dowiedzieć po prostu słuchając. Pare osób próbowało mnie wciągnąć w "interesującą" powagętkę, ale jakoś nie miałam ochoty. Pisałam, czytałam, spisywałam, recytowałam - dziwny dzień. Zrobiłam potrzebne mi notatki i wyszłam ze szkoły od razu po dzwonku.
Śpieszyłam się niesamowicie, bo przecież mam pracę... Warto czasem coś zarobić, choć ciągnąc od rodziców głupio nie było. Szybkim krokiem maszerowałam chodnikiem, miałam nadzieję skończyć pracę i rozpocząć weekend. Tylko co bym robiła? Zapewne poszła bym do parku, albo na jakieś warsztaty.
A imprezy? Nie do końca mi to pasuje, choć myśląc o nich coraz bardziej miałam na nie ochotę.
Rozmyślenia tak mnie wciągnęły, że uderzające we mnie pytanie, nie było zrozumiałe.
- Co? - spytałam, nie patrząc na rozmówcę, tylko na zegarek.
Zaraz się spóźnię...
Chłopak, jak się okazało, zaśmiał się. No świetnie, czy ja jestem taka zabawna?
- Co cię tak bawi? - prychnęłam. Ee... ogółem jestem miła, ale się śpieszę, czasem się zdarza.
- Czy idziesz na pizzę?
- Z wielką przykrością odmawiam - lekko się uśmiechnęłam, próbując zrekompensować moje poprzednie zachowanie. - Pracuję.

Michael?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz