wtorek, 17 marca 2015

Sun shine: Od Dylana

Westchnąłem ciężko stojąc przed budynkiem Hollywood Arts – mojego (poniekąd lepszego) nowego życia. Chcąc, nie chcąc musiałem tylko przejść przez próg, iść do sekretariatu, odebrać plan lekcji i inne pierdolety.
Nim się zorientowałem, już pukałem w gładkie, drewniane drzwi. Po chwili ze środka dało się usłyszeć donośne „proszę!” pozwalające wkroczyć do pomieszczenia.
- Dzień dobry, Dylan O’Brien, Sun shine. Mógłbym odebrać plan lekcji? - szybko wyrecytowałem na poczekaniu ułożone w myślach zdania.
Sekretarka wysłuchała mnie nie przestając wstukiwać czegoś na klawiaturze, po czym wyjęła z szafki jakieś papiery oraz kluczyk (zapewne do pokoju) i podała mi je. Aha. To by było na tyle.
- Dziękuję, do widzenia! – powiedziawszy to, pomyślałem jednak: „oby nie!” i wyszedłem z pokoju. Nienawidzę sekretariatów. Zawsze siedzi tam jakaś wiedźma na krześle i tylko coś stuka na tej klawiaturze cały dzień. Chore, powiadam, chore!
Pędząc do akademika w celu szybkiego znalezienia się w pokoju i przeskakując co dwa schodki szybko znalazłem się na piętrze, gdzie znajdowało się mieszkanie numer 39, czyli moje. Sądząc po liczbach na drzwiach z tej strony korytarza, te których szukam, były po drugiej stronie.
„Po co spacerować, skoro można pobiec?” pomyślałem i jak głupi pognałem na (na szczęście pusty) koniec korytarza pilnując tylko, by nie zahaczyć o coś torbą. Nie, nie walizką. Torbą. Walizki nie są wygodne na schodach. Poza tym, ciotka zabiłaby mnie, gdyby zobaczyła MOJE rzeczy w JEJ walizce. Wytłumaczę: sądzi, że od tego mam swoje rzeczy (których jest co prawda uboga kolekcja), żeby ich używać, a nie zmniejszać jej bogaty zbiór, który nie mieści się w jednej sypialni i zapewne jak wyjechałem zasypała tym wszystkim mój pokój mimo, iż zachowywała się, jakbym był skażony.
Zmęczony ciężkim dniem (tak, podróże raczej są cięższe niż dwugodzinny trening kick-boxingu), wyciągnąłem się na łóżko i tak leżąc zasnąłem.
Obudziło mnie uporczywe pukanie w drzwi. Pomyłka? Pewnie tak. W drodze do źródła hałasu pogrążyłem się w myślach typu: „A maiłem taki piękny sen! Nie pamiętam go, ale był ciekawy” i otworzyłem.
- Tak?

Ktoś?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz