poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Lioneart: Od Nicol do kogoś?

Szłam miastem. Nie wiem dlaczego, ale chciałam kogoś spotkać ze szkoły. Mimo to,że przed chwilą widziałam już jedną dziewczynę. Na razie nikogo nie spotkałam, więc wetknęłam sobie słuchawki mojej Mp3-ójki i puściłam prawie na fula. W głowie śpiewałam razem z zespołem:
"Ostatni raz widziałem Cię
Zaraz przypomnę sobie gdzie
To było chyba na mieście
Chwaliłaś się biletem do Szwecji
To że stałem z boku już nie liczyło się

A miało być tak pięknie
Miało nie wiać w oczy nam
I ociekać szczęściem
Miało być "sto lat! sto lat!"

Uwielbiam ten fragment - tak jak większość happysad.
Nagle wpadłam na kogoś. Słuchawki wypadły mi z uszu, a ja upadłam na chodnik.
- Nic ci nie jest? - usłyszałam głos. Kiedy podniosłam oczy, stwierdziłam, że znam tę osobę. Właśnie ze szkoły...

(Ktoś? c:)

niedziela, 24 sierpnia 2014

Lioneart: Od Nicole CD. Iggy.

Zrobiłam śniadanie dla mamy i siostry, zostawiłam karteczkę informującą, że wyszłam.Poszłam na miasto. Miałam ochotę na coś innego do jedzenia, niż było w lodówce, a zamierzałam jeszcze pójść do fryzjera.. Po chwili podeszła do mnie czerwono-włosa dziewczyna. Wytężając pamięć przypomniałam sobie, że chodzi też do szkoły.
- Hej. Kojarzysz mnie ze szkoły? - zagadnęła.
- Heej. Chyba tak, ale... - po chwili ciszy dodałam - Wiem ! Miałaś fioletowe włosy, tak?
- Tak - uśmiechnęła się dziewczyna.
- Ładnie ci - przyznałam.
- Dziękuję.
- Jak mijają wakacje? - zagadałam.
- Całkiem dobrze, a tobie?
- Też. Właśnie też wybieram się do fryzjera - uśmiechnęłam się. - Wakacje. Trzeba korzystać.
- Racja. To ja będę lecieć. Do zobaczenia - po pożegnaniu dziewczyna odeszła, a ja ruszyłam do fryzjera. Po zakończeniu dzieła fryzjerki, wyglądałam tak:


Kiedy wyszłam ruszyłam do pierwszej lepszej knajpy, w której zamówiłam śniadanie. Szukając wolnego stolika (którego nie było ;-;) zobaczyłam tą samą dziewczynę, co wcześniej, przed fryzjerem. Podeszłam bliżej.
- Hej. My się już znamy, prawda?
- Cześć. Tak jakby. Widziałyśmy się już dzisiaj - uśmiechnęła się.
- Ale imion nie znamy - również się uśmiechnęłam. - Nicole.

Iggy?

sobota, 23 sierpnia 2014

Wolfind: od Iggy do kogoś

Przez wakacje mieszkałam u szefowej Glamour. Chodziła po urzędach od maja, ale w końcu zyskała prawo do opieki nad małoletnią. Po uroczystościach zakończeniowych, pomyślałam, że warto przefarbować włosy. Takie mam już od zimy. Trzymałam je tak długo, ponieważ brak czasu.
Weszłam do Glamoura.
-Cześć, Iggy-przywitała się moja przełożona, teraz również opiekunka.
-Hej
-Farbujesz włosy? Nie mamy klientów, teraz wszyscy są na lodach. Jaki chcesz?
Siadłam na sofie i wzięłam katalog.
-W te wakacje chcę jakiś rzucający się w oczy.
-Bardziej niż ten?-uśmiechnęła się lekko.
-Bardziej. Na przykład...czerwony.-wskazałam odpowiedni odcień.
-Mhm, OK. Do roboty.
Po skończonym farbowaniu miałam takież włosy





-Noo...laska, teraz wyruszasz na letni podryw?-zażartowała przełożona.
-W twoich snach-odrzekłam-Coś zrobić?
-Hm...chyba ,masz wolne. Jak będzie coś ważniejszego do zrobienia, to zadzwonię.
-OK-rzuciłam i wyszłam z zakładu. W oddali zobaczyłam kogoś, kogo znałam z widzenia. Podeszłam(nie w moim stylu!)
-Hej. Kojarzysz mnie ze szkoły?

Ktoś?

piątek, 22 sierpnia 2014

Wolfind: od Angie do Michaela

Zakończenie roku szkolnego. Wszyscy elegancko ubrani. Dyrektorka cośtam przemawia, o kształceniu talentów, o wzruszeniu, o miłości itp, itd. Stałam w rzędzie na baczność, czego dokładnie pilnowała nasza najdroższa wychowawczyni. I w końcu....Nareszcie! Rozdanie świadectw z wyróżnieniem. Mogłabym dostać, ale mam niskie zachowanie, ale no co, nie moja wina, że tamten gość jakoś się na mnie nieprzyzwoicie gapił. Dostał w nos. A tamta laseczka cośtam mruczała o kujonach... dostała, aż jej tapeta spłynęła. Warto było.
Cieszyłam się, bo ZAWSZE i W KAŻDEJ szkole świadectwa z wyróżnieniem kończą zebranie.
Kiedy już wszystkie prymusy odeszły ze statuetkami i przepięknymi świadectwami, dyrektorka zakończyła "Do września!" i wszyscy się rozbiegli. Pobiegłam w stornę Mike'a.
-Do zobaczenia-uśmiechnęłam się.-Odwiedzisz mnie kiedy?
-Na pewno się umówimy.-wyszczerzył zęby.-O, moi rodzice. Do zobaczenia, Angie.
-Cześć-nim pomyslałam, co robię, pocałowałam jego policzek i szybkim krokiem skierowałam się do ludzi, którzy mnie stworzyli. Bo rodzicami ich nie nazwę. Stali tam. Wysoki, przystojny brunet na żelu i blondynka w eleganckim kostiumie i ze skórzaną torbą z węża.
-A gdzie wyróżnienie?-warknęła Sally na powitanie.-Coś musimy pokazać sąsiadom, jeśli go nie zobaczą, nie dadzą nam spokoju.
-To wasz naruszony spokój, nie mój-odpysknęłam. Stanley szarpnął się, ale Sally go powstrzymała.
-Nie warto. Wsiadaj do samochodu.
~~*~~
Przeglądałam SMS-y. Sally-10 wiadomości, Stanley-5 wiadomości, Mike.....108. Przez te 2 tygodnie wakacji. Wow. Przemierzałam kciukiem otchłanie SMS-ów, a kiedy doszłam do końca, uśmiechnęłąm się i napisałam:

Jak życie? Chodźmy gdzieś w najbliższym czasie, sąsiedzi mnie molestują pytaniami o rok szkolny. Chyba mam im streścić każdy dzień.

Rzuciłam telefon(iPhone, najnowszy) i padłam na łóżko. Pięć minut... podniosłam nogi. Dziesięć...leżę z nogami na poduszkach...piętnaście...wiszę do góry nogami...Dwadzieścia...leżę na ziemi...DZWONEK!!!

Uuuu, współczucie. Pewnie, możemy iść. Jutro?

Przeczytałam i odpisałam:

Spk

Michael?

Współczucie

niedziela, 17 sierpnia 2014

Lioneart: Od Nicole - "Believe"

W głowie miałam słowa piosenki:
" To koniec. Zabiliśmy w sobie wszystko. To koniec. Mogliśmy więcej przykro."
Nie do końca na ten temat, ale to koniec. Koniec tego roku, koniec. Ciekawe co ja zrobię przez te wakacje. Dostałam list od cioci. Powiedziała, żebym przyjechała. Wspomniała o jakiejś niespodziance. Po zakończeniu poszłam do pokoju. Wzięłam walizkę. Po drodze spotkałam Mike'a, więc pożegnałam się i życzyłam mu miłych wakacji. Szłam jeszcze terenem szkoły, kiedy zobaczyłam stojącą przed bramą kobietę. Nie byłam pewna, czy tam dalej iść, ale przemogłam się i poszłam. Kobieta również niepewnym krokiem ruszyła w moim kierunku.
- Przepraszam - powiedziała cichym głosem. - Możesz mi powiedzieć, proszę, gdzie znajdę Nicole Brown ?
Zatkało mnie. Skąd ona do jasnej ch#lery mnie znała?? Przełknęłam ślinę.
- A... Właściwie kim pani jest? - po chwili dodałam. - To ja jestem Nicole Brown.
W oczach kobiety pojawiły się łzy. Wzruszenia i szczęścia. Umiem je rozróżnić.
- Ale... o co chodzi ? - zapytałam.
- Wiem, Nicole. Dawno się nie widziałyśmy, masz prawo mnie nie pamiętać. W końcu tyle czasu byłam w szpitalach.
- Mama ??? - wykrzyknęłam, rzuciłam torby i rzuciłam się jej na szyję.
Do oczu napłynęły mi łzy.
" Weź się w garść, nie płacz teraz, kiedy wszyscy się na ciebie gapią ! "
Faktycznie. Niedaleko stała grupka osób, przyglądających się tej sytuacji.
- Bardzo się cieszę, że wróciłaś. Nie wierzyłam w to.
- No to Believe. And never say never - usłyszałam głos zza moich pleców.
Odwróciłam się. Przede mną stała moja siostra. Dokładnie poznałam ją po głosie i oczach. Przytuliłam je obie. Szybko otarłam oczy, żeby nie rozmazać przypadkiem tuszu do rzęs, ale po chwili łzy i tak same zaczęły ciec po twarzy. W gruncie rzeczy, wtedy było mi już to obojętne. Miałam wtedy bowiem matkę i siostrę. Osoby, które kochałam ponad życie...

sobota, 16 sierpnia 2014

czwartek, 14 sierpnia 2014

Zakończenie roku szkolnego!

Z poślizgiem, bo z poślizgiem, jednak informuję was, że 11 sierpnia oficjalnie zakończyliśmy pierwszy rok szkolny w Hollywood Arts. Wszyscy uczniowie przeszli klasę, są już w klasie drugiej, co mogą sobie zobaczyć w swoich formularzach.

Punktacja domów pod koniec roku szkolnego miała się następująco:
IV miejsce zajęło Clevouse z 55 punktami.
III miejsce należy do akademika Sun Shine, który zdobył 525 punktów.
Walka o II i I miejsce była zażarta. II miejsce zajął Lioneart z ilością punktów - 615.
Nie jest więc niespodzianką, że zwycięża akademik Wolfind z liczbą 695 punktów i to on zdobywa główną nagrodę, jaką w tym roku był stół bilardowy. Gratulacje!

Częściowo z winy, że w połowie roku odeszła kapitanka, częściowo z powodu frekwencji, a na ostatku z niedbałości administracji nie odbyły się żadne zawody w siatkówkę. Obiecuję zorganizować je w przyszłym roku. Jeśli skompletujemy drużynę koszykówki, zawody rozegrają również chłopcy. Z racji ilości dziewcząt w szkole, od nowego roku powstanie grupa cheerleaderek, przy czym nie będzie miał znaczenia profil danej uczennicy.

To chyba wszystko, co chciałam powiedzieć. Więc dziękuję i miłych wakacji!

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Sun Shine: Od Chrisa cd. Kat

- Teraz to już trzeba będzie kupić kwiaty i zamówić stolik w najdroższej restauracji w mieście. Współczuję, stary - powiedział Mike, dość mocno, jednak przyjaźnie, klepiąc mnie po plecach. Po chwili dodał: - Co ci jest?
Kiedy mnie dotknął, zgiąłem się w pół, sycząc z bólu.
- Nie wiem... - wycedziłem przez zaciśnięte zęby. - Boli jak diabli...
- Co cię boli? - spytał rzeczowo Ethan.
- Żebra...
- Serio mogą być popękane. Może nawet złamane - powiedział, na co ja spojrzałem na niego ze strachem, Mike natomiast z rozbawieniem. - Powinieneś iść do pielęgniarki.
- Żadnego lekarza! - powiedziałem kategorycznie i wyprostowałem się z takim impetem, że w następnym momencie skuliłem się jeszcze bardziej.
- Nie, to nie - Ethan wzruszył ramionami, po czym chwycił piłkę od kosza, wykonał wsad i wrócił truchtem. - Teraz ty - rzekł, wręczając mi przedmiot. Spojrzałem na niego z bólem. Westchnąłem. Facet jesteś, czy pizda?
Spiąłem się w sobie i potruchtałem w stronę kosza, kozłując piłkę. To jeszcze nie było takie znowuż najgorsze. Boleć zaczęło, kiedy chciałem podskoczyć. Wyciągnąłem ręce do góry i... AUUUU!!! Poczułem w żebrach ból tak silny, że nie miałem dość siły woli, by opanować ryk, który wydobył się z mojej piersi, nim na powrót się skuliłem.
- Nie potrzebujesz, ta? - zakpił Mike, kiedy oboje podbiegli i odebrali mi piłkę.
- Nie potrzebuję - upierałem się, choć ledwo mówiłem, nie wspominając o prostym staniu.
- Co ci szkodzi przejść się do piguły? - zapytał Ethan.
- Nie i już - odparłem.
- Boisz się? - powiedział Mike głosem pełnym drwiącego współczucia, pieszcząc się jak do dziecka. - Czy może uwłacza to twojej męskości?
- Zamknij się - syknąłem.
- Chris - powiedział Monroe głosem nieznoszącym sprzeciwu - idziemy.
- Coś ty taki opiekuńczy?
- Ktoś musi, skoro twoja dziewczyna nie chce cię znać - wzruszył ramionami.
Siłą zaciągnięty zostałem do gabinetu pielęgniarki. Spojrzała na mnie jak na przedszkolaka, który zrobił sobie kuku w piaskownicy i kazała zdjąć koszulkę i położyć się na kozetkę.
- Boli cię tu? - spytała, uciskając klatkę piersiową.
- Au - oznajmiłem.
- A tutaj?
- Au!
- A tu?
- AUA!!!
- Sądzę - powiedziała po chwili namysłu - że nie zawadzi zrobić prześwietlenie.
- Co?
- Prześwietlenie - powtórzyła cierpliwie. - Możesz się ubrać. Poproszę kogoś z personelu, żeby jechał z tobą do kliniki.
- Nie zgadzam się! - wykrzyknąłem. Wzdrygnąłem się z bólu. Powoli ubrałem koszulkę. - Nie jestem dzieckiem - oznajmiłem nieco spokojniej, spuszczając nogi na podłogę.
- Jesteś pod naszym nadzorem - upierała się pielęgniarka.
- Nie mogę sam? - jęknąłem prosząco.
- Nie - odpowiedziała tonem kończącym rozmowę.
Stanęło na tym, że pojechałem do kliniki z nauczycielem w-f'u - profesorem Sherry'm - gdyż pielęgniarka uparła się, że, mimo iż wypadek nie miał miejsca na jego lekcji, "to przez pana skakanie i wygłupy oni łamią karki i całe ciało po drodze". Nie było to w sumie takie straszne, gdyż Sherry jest młodym gościem i wygląda raczej na mojego brata, jeśli nie kumpla. Pojechaliśmy więc jego osobistym czarnym porszakiem prosto z Niemiec i nie powiem, żeby to było takie krzywdzące - może wyłączając fakt, że miałem uszkodzone kości i nie mogłem normalnie w nim siedzieć.
- Wszystko gra, chłopie? - zapytał nauczyciel. - Co ci się stało?
- No... Trenowaliśmy... I spadło mi się z kosza...
- Uuu... To co? Prześwietlonko, ta?
Weszliśmy do okropnie białego pomieszczenia. Ściany i podłoga były białe, nawet ludzie poubierani byli na biało. Koszmar. Do moich nozdrzy doszedł ten okropny szpitalny zapach. Mimowolnie się skrzywiłem.
W sumie nie zajęło nam to dużo czasu, więc po godzinie stałem już przed drzwiami pokoju Kat. Zapukałem cicho i wszedłem, nie czekając na zaproszenie, bo miałem spore przeczucie, że i tak by mnie nie wpuściła.
- Co zginie w ogniu? Nasz związek? - zapytałem, słysząc tekst piosenki, której słuchała, a którą było słychać wyraźnie mimo tego, iż odtwarzano ją przez słuchawki.
- Co ci jest? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, wyjmując sprzęt z uszu i wpatrując się intensywnie w mój nieosłonięty mięśniaty tors owinięty bandażem na wysokości płuc.
- Eee... Nic - machnąłem lekceważąco ręką. - Tylko mam uraz płuc i mogę do końca życia mieć spore problemy z oddychaniem. Już nigdy nie zagram w kosza...
- Co?! - Kat zerwała się na równe nogi i podbiegła do mnie z rozpaczliwą miną, jakby to siebie obwiniała o wszystko. Uwiesiła się na mojej szyi.
- Boli - stęknąłem. Odskoczyła jak oparzona.
- Przepraszam, przepraszam - jęczała. - To tylko głupia lalka, zadanie domowe, a ty przeze mnie teraz cierpisz. - Wyglądała, jakby miała się rozpłakać.
- Okej, wybaczam - powiedziałem ciepło i pocałowałem ją w policzek. - A tak serio, to płuca mam w porządku...
- Ty gnoju! - dziewczyna uderzyła mnie w klatkę, a ja zawyłem z bólu.
- Ale żebra mam popękane! - krzyknąłem i zakląłem głośno. To podobno osłabia ból fizyczny.
- O Boże, przepraszam - Kat zatkała usta dłonią.
- Nie szkodzi - syknąłem. - To zgoda?
- Zgoda...
- Boże - powiedziałem po chwili. - Jeden dzień z plastikową lalką i tyle szkód. I ty chcesz mieć ze mną kiedyś dzieci? - zapytałem, a w myśli dodałem: powiedz "nie".
- Żartujesz? Ja bym dnia nie wytrzymała - oznajmiła z zaczepnym uśmieszkiem.
Spojrzałem jej w oczy i wyszczerzyłem białe zęby w uśmiechu.
- Co? - spytała.
- Piękna jesteś - odpowiedziałem i złożyłem pocałunek na jej ustach.
- A ty kretyn - odparła, po czym zaczęła mnie całować.

- Pan Cambell i pani Everdeen - wywołała nas nauczycielka. Minął tydzień od naszej błyskawicznej kłótni i nadszedł moment oceny naszej ciężkiej pracy.
Wyszliśmy na środek klasy. Kat trzymała na rękach Simona, który coś tam gadał w tylko sobie znanym języku. Ja taszczyłem za nią torbę z różnymi dziecięcymi cackami.
- Lalka wygląda na całą, to już jest zaliczenie - zażartowała kobieta - energiczna blondynka z wiecznym uśmiechem na twarzy. - To teraz przesłuchamy sobie nagrania z dyktafonu.
Spojrzeliśmy po sobie.
- Tak przy wszystkich? - wydusiła z siebie dziewczyna.
- Czy to jakiś problem? - nauczycielka odpowiedziała pytaniem.
- Skąd... - Katniss przecząco pokręciła głową.
- W takim razie... - pani Montez wyjęła Simona z rąk mamusi, chwilkę coś przy nim majstrowała i wyciągnęła malutką kartę, czip, czy kij wie, co to było. Włożyła urządzonko do laptopa, poklikała w klawiaturę i z głośników zaczęły wydobywać się dźwięki: od słodziutkich rozmów z bobasem, poprzez nasze kłótnie o zmienianie pieluch, na migdaleniu się kończąc. Słychać też było wiele brzydkich słów. Kat zarumieniła się ze wstydu.
Kiedy nagranie się skończyło, nauczycielka odchrząknęła i rzekła:
- Na tym przykładzie widzimy wyraźnie, jak wiele stresu kosztuje opieka nad małym dzieckiem. Powiedzcie mi, czego nauczyliście się przez ten tydzień.
- Żeby uważać robiąc wsad - mruknąłem. Żebra nadal trochę bolały. Klasa się zaśmiała.
- Okej. A ty, Katniss?
- Dowiedziałam się, że nie dam rady spędzić z tym głupkiem reszty życia.
Uczniowie znów zareagowali śmiechem.
- No cóż, nie do końca o to mi chodziło, ale ufam, że wasze wnioski są głębsze. Przynajmniej twój, Katniss. Siadajcie. Co ja mam wam postawić... Niech będzie B za wulgaryzmy.
Wracając do ławki, przybiłem piątkę Kat. Może rzeczywiście moje wnioski były głębsze. Nie chciałem się jednak nad nimi zastanawiać.

Koniec ;3