niedziela, 30 marca 2014

Wolfind: od Iggy CD Alex

-Nie najgorzej! Myślisz, że już farbować włosy, czy jeszcze pochodzić w różowych?-spytałam zagarniając włosy na jedną stronę. Zmierzyła mnie spojrzeniem.
-Do połowy października spokojnie pociągniesz! Potem się zaczną robić odrsty. Ty masz naturalny blond?
-Nie, jestem szatynką, ale mam dobrą fryzjerkę i darmową ofertę dla pracowników i to wystarczy!
Alex się zaśmiała.
-A jak już zafarbujesz to jakie?-spytała z nieukrywaną ciekawością.
-Niebiesko fioletowe i trochę podetnę. Takie długie mnie już drażnią. 
Zabrzmiał dzwonek.
-A zatem, WF! Módl się za mnie, ażebym przeżyła!-jęknęła teatralnie i pobiegła sie przebrać. Ja poszłam na fizę. 

Po lekcjach(kiedy Alex miała drugi WF ja miałam plastykę) znalazłam Alex na korytarzu. Po Wfie była spocona i dyszała. Pod jej lewym okiem widziałam siniaka. Spojrzałam na nią pytająco. Wskazała palcem na śliwę.
-Aneliese Carter celowo rąbnęła mnie łokciem jak grałyśmy w kosza. Kogo jak kogo, ale ją to ja bym zabiła najchętniej. Rozkapryszona, wredna, bogata. Jakim cudem jest w Lio!? 
Pozwoliłam dziewczynie powyklinać na wyżej wymienioną Aneliese, po czym przypomniałam:
-Teraz razem mamy aktorskie. Moon się wścieknie. 
-Racja-uspokoiła się.

Aleex? Jeśli są jakieś nieprawidłowości-udam że nie słyszę!

Lioneart: Od Alex cd. Iggy

- Moi nie - uśmiechnęłam się szeroko. - Mam siostrę Emily i braci: Patricka i Lukasa.
- Młodsi, starsi?
- Tylko Lukas młodszy. Ma pięć lat. A ty masz rodzeństwo?
- Jedynaczka.
- Odpowiada ci to?
- Czasami trochę nudno... Ty masz pewnie wesoło?
- Nie mieszkam z nimi - odpowiedziałam krótko. Iggy spojrzała na mnie pytająco. - Rodzice są po rozwodzie.
Zapadła cisza z rodzaju tych krępujących. Nie chciałam sama pytać dziewczyny, co było nie tak z jej rodziną, jednak widziałam wyraźnie, że posmutniała. Cóż, życie nie jest kolorowe, jak na filmach - wiedziałam to aż za dobrze.
- Masz bardzo ładne włosy - rzuciłam, chcąc przerwać nieznośne milczenie.
- Dzięki, ty też.
Zaśmiałam się w duchu. Jasne... Ja i ładne włosy... Nie dość, że nie da się ich uczesać, to mają beznadziejny kolor i fakturę. W porównaniu do jej blond-różowych pukli, moje wyglądały śmiesznie.
- Lubisz piercing? - zapytałam, chcąc podtrzymać konwersację.
- Niezbyt - skrzywiła się. - Oczywiście nic do niego nie mam, ale sama bym sobie nie zrobiła kolczyka.
- Bo?
- Nie podoba mi się to - skwitowała.
- Wracamy już do akademików? Muszę odrobić matmę, a że specjalnie nie przepadam za tym przedmiotem, muszę poprosić przyjaciółkę o pomoc - zaakcentowałam słowo "pomoc", co miało znaczyć, że przez pomoc rozumiem zrobienie za mnie całej pracy domowej.
- Spoko, wracajmy - zgodziła się Iggy. - Nawiasem mówiąc ja też nie przepadam za matmą. W sumie nie lubię nic, prócz WF - zaśmiała się. - No i plastyki.
- Ja nawet WF nienawidzę - jęknęłam. To był mój koszmar.
Rozstałyśmy się przy wejściu do Lioneart. Ja skierowałam się do środka, za to Iggy poszła dalej, do Wolfind. Chyba nie będę musiała być tu skazana na samotność.

- Hej - zaczepiła mnie Iggy przed lekcjami kilka dni później.
- Hej - uśmiechnęłam się przyjaźnie.
- Jak samopoczucie? - zagadnęła.
- Tak se... Teraz WF... - powiedziałam z rozpaczą. - A twoje?

Iggy?

Wolfind: Od Raquel do [ktoś?]

Nad moją głową zadzwonił budzik, obwieszczający koniec błogiego snu i powrót do szarej rzeczywistości. Zła, że ktoś, lub w tym wypadku coś, śmie przerywać mi drzemkę, nie otworzywszy nawet oczu, po omacku sięgnęłam po wydający irytujące dźwięki przedmiot i cisnęłam nim o podłogę. Przymknął się. Przewróciłam się na drugi bok, naciągnęłam kołdrę na głowę i modliłam się o jeszcze chociaż 5 minut. Mimo, iż zaciskałam oczy z całej siły, nie udało mi się jednak ponownie zasnąć. Wkurzona obróciłam się z powrotem na plecy, zwaliłam z siebie kołdrę i gwałtownie otworzyłam oczy. Nade mną znajdował się biały sufit, po którym chodziła mucha.
- Ech, nadojeła żyzń... - mruknęłam, zsuwając się z łóżka. Tak, znam sporo języków - to akurat był ruski. Matka wysyłała mnie kiedyś na dużo dodatkowych zajęć, więc siłą rzeczy czegoś się nauczyłam, bardziej z przymusu, niż z własnych zainteresowań. Nie używam ich jednak na co dzień. Właściwie trudno oczekiwać bycia poliglotą od osoby, która raczej nie mówi. Odnoszę wrażenie, że więcej gadam do siebie, niż do wszystkich ludzi na świecie razem wziętych. Odpowiada mi to.
Otworzyłam szafę i zlustrowałam ją krytycznym wzrokiem, machinalnie opierając ręce na biodrach. Natychmiast zdecydowałam się na czarne, wąskie, skórzane spodnie i niemniej czarną koszulkę z logo Green Day - jednego z najlepszych zespołów USA, lub nawet świata, ever.


Po kwadransie miałam już ubrania na sobie. Z maskarą w ręku rozpoczęłam poszukiwanie butów, które gdzieś się zapodziały. Czarne, gustowne obuwie do pół łydki miało zostać zwieńczeniem stroju. W końcu, gdy zdążyłam się już podminować, znalazłam je pod łóżkiem. Odziałam nogi i wróciłam do łazienki, by dokończyć malowanie. Oczy pociągnęłam grubą warstwą eyelinera, a usta - krwistoczerwonej szminki.
Weszłam do pokoju, rzuciłam niedbale piżamę na łóżko i już miałam wychodzić, zgarniając po drodze torbę z książkami, gdy uświadomiłam sobie, że czegoś zapomniałam. Znów stanęłam przed szafą. Podniosłam kupkę koszulek i wyjęłam spod niej dwudziestocentymetrowy sztylet. Wetknęłam go za pas i zakryłam koszulką. W towarzystwie, w którym obracałam się od kilku lat, takie uzbrojenie było czymś obowiązkowym. Sypiam w łóżku z maczetą... Teraz co prawda nikt nie czai się na mnie za rogiem, ale przyzwyczajenie pozostało.
Zeszłam po schodach na dół. Nie miałam jednak zamiaru iść do stołówki, gdzie cały akademik jadł pierwsze śniadanie. Starając się nie wzbudzać podejrzeń, skierowałam się na dwór, a tam natychmiast odeszłam za budynek. Ryzyko zauważenia przez kogokolwiek niewielkie - w końcu wszyscy jedzą. Wyciągnęłam z torby paczkę fajek i, jeszcze raz upewniwszy się, że nikt nie widzi, odpaliłam jedną z nich. Wciągnęłam dym głęboko w płuca, potrzymałam chwilę i wypuściłam. Niebanalne uczucie... Szybko wypaliłam całego papierosa, rozkoszując się przejmującą władzę nad moim ciałem nikotyną, po czym wyrzuciłam go przez ogradzający posesję płot. Miałam jeszcze na później coś mocniejszego, ale to na obiad...
Wróciłam do Wolfind, podeszłam do jakiegoś stolika i zajebałam kolesiowi z talerza świeżo zrobioną kanapkę z serem.
- Co ty robisz?! - obruszył się.
- Bozia rączki dała? Zrób se drugą - warknęłam i zaczęłam bezwstydnie jeść.
- Świruska - prychnął. Bez ostrzeżenia chwyciłam go za koszulę wolną ręką i podniosłam, wpatrując się w niego z mieszaniną odrazy i gniewu. - Puść mnie, idiotko! - krzyknął, ale w jego oczach dostrzegałam strach.
- Szkoda energii - mruknęłam i rozluźniłam uścisk. - Następnym razem przemyśl - dałam mu życzliwą radę, ukazując nożyk pod bluzką, po czym ruszyłam do wyjścia ze stołówki, a następnie z akademika, jedząc nadal swoją kanapkę. Nagle ktoś na mnie wpadł, a śniadanie wylądowało mi na koszulce. Czarne tło zbrukane było masłem.
- Jak łazisz oszołomie?! - krzyknęłam.

Ktoś? A spróbujcie napisać, że Roki była miła i powiedziała komuś, jak ma na imię .. (lub w ogóle coś powiedziała) -.-

sobota, 29 marca 2014

Lioneart: Od Nicole cd. Michaela

Michael poszedł po kasę. Nudno mi było, więc zaczęłam kopać kamyki. Chwilę później usłyszałam krótki dźwięk gwizdnięcia. "Sms!" - pomyślałam. Wyjęłam niechętnie telefon i zobaczyłam nieznany numer.
" Z g i n i e s z s u . k o ! ! ! " 
Przeczytałam smsa. Nie miałam pojęcia kto to mógł być. Komu tak bardzo zależało na mojej śmierci i co ja takiego zrobiłam ... ? Postanowiłam, że bezpieczniej będzie jeśli nie będę nigdzie się oddalać. Znalazłam szybko uśmiechniętego Michaela. 
- Idziemy ? - zapytał.
- Mike, bardzo cie przepraszam, ale nie mogę iść. Może później ci wytłumaczę... - powiedziałam widząc w jego oczach pytający wzrok. - Przepraszam.
Pobiegłam do swojego pokoju. Szybko wyjęłam stary pamiętnik mojego ojca i zaczęłam czytać, bo wydawało mi się, że widziałam gdzieś wzmiankę o podobnej groźbie... Niedługo potem zobaczyłam. Tak grożono mojemu ojcu. "Mafia" - przemknęło mi przez myśl. Przez to słowo przypomniało mi się całe dzieciństwo... Szybko pobiegłam do torby i wyjęłam małe pudełeczko. Wyjęłam żyletkę i wykonałam kilka szybkich kresek na mojej ręce. Pociekła krew. Nie obchodziło mnie to. Łzy zaczęły mi spływać po policzku, bo przypomniałam sobie mojego ojca... Ktoś otworzył drzwi do mojego pokoju. Usłyszałam za mną kroki. Nie odwróciłam się. Nie miałam pojęcia kto to był...

< Michael ? ; Ktoś ? >

Lioneart: Od Nicole cd. Victora

Nudno mi było ... Nie miałam z kim pogadać, więc postanowiłam poszukać kogoś do pogadania... Dosyć szybko trafiłam na samotnie siedzącego chłopaka. Postanowiłam zagadać, dobrze wiedziałam, jak to jest być samemu...
- Hej odludku, co tak sam siedzisz? - zaczęłam.
Chłopak najwyraźniej, trochę zaskoczony odpowiedział:
- No.. Y.. Tak jakoś nie zdążyłem nawiązać przyjaźni...
- Spoko. Można się przysiąść?
- Jasne.
- Jak masz na imię? - ponowiłam rozmowę.
- Victor, a ty?
- Kunegunda Pierwsza.
Chłopak spojrzał na mnie dziwnie. 
- Serio ?
- Nie no, żartowałam - szturchnęłam go. - Nicole.
Uśmiechnął się. Victor był wysokim chłopakiem o jasno brązowych, albo ciemny blond włosach. Patrzył w dal. Nad czymś rozmyślał. Nie chciałam mu przeszkadzać, więc już nic nie mówiłam... Nagle dostałam smsa. Na ekranie pojawił się Dawid Kwiatkowski. Victor zauważył go kątem oka i zapytał:
- Lubisz Kwiatkowskiego ? 
- No tak, ma niektóre piosenki fajne, ale jego gwiazdorskie niektóre zachowania to niezbyt .. 
- Aha, spoko...
Usłyszeliśmy dzwonek na obiad. Podniosłam się. 
- Ja będę już iść na obiad, bo głodna jestem... - uśmiechnęłam się. - Do zobaczenia.
- Cześć - odpowiedział.
Poszłam szybko do pokoju. Podłączyłam telefon do ładowarki, bo już prawie mi się rozładował zamknęłam drzwi i pobiegłam na dół. Wzięłam obiad i usiadłam przy pustym stoliku. Chwilę później zauważyłam Victora. Zauważył mnie i pomachał mi. Odmachałam. Kiedy nałożono mu obiad podszedł do mojego stolika.
- Hej - powiedział.
- No hejka - odpowiedziałam.
- Można sie przysiąść ?
- Jasne - uśmiechnęłam się. 

< Victor ? Sorki, totalny brak weny... A może i nie brak tylko leń ? ... ^^ >

Wolfind: Od Michael'a cd. Ethana [opo grupowe ^^]

- Dajesz, dajesz! - ryknął Chris, chwilę później.
Wziąłem następnego łyka, zastanawiając się co zrobi Gwendolyn. 
- Buzi, buzi? - zapytał się Ethan.
Gwen z początku wyglądała jakby chciała zabić Chrisa, za takie wyzwanie, ale potem uśmiechnęła się.
- Tak. - powiedziała.
Zdziwiłem się. Raczej tej odpowiedzi się nie spodziewałem. Była pijana, tak samo jak .. wszyscy. Ja też byłem pijany, więc szybko złączyliśmy usta i na oczach wszystkich przelizaliśmy się. Nie miałem wtedy raczej zdrowego umysłu, ale podobało mi się. 
- Uuuuuuu ... - zachwycali się inni.
- To tylko wyzwanie, nic do ciebie nie czuję, jasne? - szepnęła Gwen.
- Taaaaa. - powiedziała Sue.
Teraz była jej kolej. Wypadło na mnie.
- Hm. Podobało ci się? - puściła oko.
Zastanowiłem się chwilę. Tak i to bardzo.
- Można tak powiedzieć. - przyznałem niechętnie.
Od razu rozległy się dźwięki, typu "Uuuuuu", "Aaaaaaa", "Oooooo".
- To może jeszcze raz? - wtrąciła Nicole.
- Śnisz. - odezwała się Gwen.
Mimo to ja, szybko ją cmoknąłem. Ze zdziwioną miną, pewnie lekko zawstydzona powiedziała:
- Hm. Nic sobie nie wyobrażajcie. 
- Teraz moja kolej. - powiedziałem dumnie.
Zakręciłem butelką, a ona szyjką wskazywała aktualnie na Chrisa.
- Poliż kibel. - wtrąciła Lindsey.
- Było. - oburzył się. - Chociaż .. Było!
- Pytanie, czy wyzwanie?
- Wyzwanie!
Zastanowiłem się i wpadłem na świetny pomysł. 
- Cmoknij wszystkie zebrane tu dziewczyny.
- Ok. - powiedział i zaczął wykonywać swoje zadanie. Najpierw Nicole, Gwen, Sue, Lindsey, Katniss ... wszystkie.
- Teraz ja. - rzekł po krótkiej chwili.
Wypadło na Sue.

Gwen? Sue? Lindsey? Katniss? Ethan? Chris? Nicole?

Wolfind: Od Angie cd Victora

-Angie -powiedziałam  siadając obok chłopaka z moją tacą. -Jaki akademik?
-Sun Shine, a ty?-usmiechnął się. Odgarnęłam grzywkę, żeby mi nie przeszkadzała, wzięłam kęs kanapki do ust, przełknęłam i odpowiedziałam:
-Wolfind.
-Myślałem, że w Wolfind są sami ponuracy-palnął. No nie. Wstałam. On również. Był ode mnie znacznie wyższy, ale mnie to nie spłoszyło.
-To stereotyp-powiedziałam nadwyraz spokojnie po czym znów padłam na ławkę. Chłopak jeszcze przez chwilę stał zdezorientowany po czym moim śladem usiadł. W milczeniu dokończyliśmy jedzenie i odnieśliśmy tace. Dopiero na korytarzu Victor odezwał się ponownie:
-Jaki masz profil? Ja aktorski.
-Muzyczny.
-Grasz, śpiewasz czy tańczysz?-dociekał.
-Czasem wszystko naraz. Ale najbardziej lubię śpiewać.
-Coś zaśpiewasz?-zaciekawił się.
-Niech będzie.-zgodziłam się. Poszliśmy do sali muzycznej. Weszłam na scenę, włączyłam sprzęt. Miałam pozwolenie na takie coś. Zaśpiewałam:


Victor stał u stóp sceny z rozdziawionymi ustami. Zamknęłam mu je z zadowoloną miną.
-Teraz ty coś zaimprowizuj.-powiedziałam.
-Ale ty mi pomożesz-wyszczerzył zęby w usmiechu godnym akademika Sun Shine.

Victor?

Sun Shine: Od Ethana cd. Lindsey

Lindsey i Katniss usadowiły się wygodnie na podłodze.
- To co, chyba reszta dojdzie? - zapytałem, zamykając za nimi drzwi. Już miałem zacząć częstować gości trunkami, gdy ponownie rozległo się pukanie do drzwi. Tym razem był to wysoki brunet, który wciąż się uśmiechał.
- Witam panów i panie przede wszystkim - rzucił, przekraczając próg. - Chris - przedstawił się, wyciągając do mnie rękę.
- Ethan - podałem mu swoją i gestem zaprosiłem do środka. Ponownie przekręciłem kluczyk w zamku. Odwróciłem się do gości. Zacząłem wszystkich ogarniać wzrokiem i patrzeć, kogo brakuje.
- Lioneart tak w połowie... - mruczałem sam do siebie. - Wolfind? Chyba wszyscy...
- Na moją siostrę nie licz - odezwał się Chris.
- Czemu?
- Nie jest zbyt... towarzyska.
Kiwnąłem głową.
- Nie ma żadnej dziewczyny z Sun Shine - stwierdziłem w końcu. - Ktoś chce po nie skoczyć?
- Dojdą - uśmiechnęła się Alex.
Niemo przyznałem słuszność jej słowom. Podszedłem do stolika, wziąłem kilka butelek za szyjki i zacząłem manewrować między ludźmi, częstując ich.
- Mogę włączyć jakąś normalną muzykę? - spytała wytatuowana laska, chyba Gwendolyn. Było to jednak pytanie retoryczne, gdyż zrobiła to nie czekając na niczyją zgodę.


- Gramy w butelkę? - zaproponowała Alex, kiedy kilka szkieł zostało już opróżnionych. Jej pomysł spotkał się z gorącym przyjęciem. Wszyscy zebrani usiedli (lub położyli się) w kółku na wyłożonej sztywnym dywanem podłodze. Trochę było ciasno, ale dało radę. Alex zakręciła butelką po piwie jako pierwsza. Wypadło na mnie.
- Pytanie czy wyzwanie?
- Wyzwanie - zadecydowałem natychmiast.
- Hm... - dziewczyna zastanowiła się chwilę. - Zjedz chipsa z buzi Chrisa.
Wzruszyłem ramionami. Christopher wyjął z paczki dużego chipsa o smaku kebaba z cebulką i włożył go do ust. Podszedłem do niego i zrobiłem, co do mnie należało. To musiało wyglądać, jakbyśmy się przelizali... Ważne jednak, że wykonałem zadanie. Moja kolej.
- Pytanie czy wyzwanie? - spytałem Chrisa, którego wskazał wylot butelki.
- Wyzwanie!
- Poliż kibel - uśmiechnąłem się szyderczo. Ku naszemu zdziwieniu i uciesze zarazem, chłopak wstał i poszedł do łazienki. Pobiegliśmy za nim, jakby w toalecie rozdawali gratisy. Bez wahania pochylił się nad muszlą, wytknął język i przejechał nim bo porcelanie. To dopiero odwaga! Teraz kręcenie należało do Chrisa.
- Gwendolyn!
- Gwen...
- Pytanie czy wyzwanie?
- Wyzwanie - prychnęła.
- Przeliż się z Michaelem.
Dziewczyna otworzyła usta i oczy ze zdumienia.
- No? Robisz to czy się rozbierasz? - spytał z uciechą Chris.

Lindsey? Katniss? Sue? Angie? Iggy? A najlepiej Gweni lub Misiael ^^

piątek, 28 marca 2014

Nowa uczennica!


Sun Shine - Jennifer Cardio

Sun Shine: Od Ethana cd. Sierry

- Pomóc ci? - spytałem, widząc nieudolne próby dziewczyny próbującej naprawić pękniętą strunę.
- Dam radę - powiedziała z przekonaniem, po czym zaczęła dalej majstrować przy swoim instrumencie.
- Pomogę ci - powiedziałem i zabrałem jej gitarę z rąk. Przyjrzałem się dokładnie uszkodzeniu i cmoknąłem z niezadowoleniem.
- Coś poważnego? - spytała Sierra wyraźnie zmartwiona.
- Trzeba założyć nową.
- Nie mam przy sobie zapasowych strun... - jęknęła.
- A w akademiku?
- W ogóle nie mam... TO była zapasowa.
- Ja mam - powiedziałem wspaniałomyślnie. - Pożyczę ci. Chodź.
Wstaliśmy z ławki i skierowaliśmy się do akademika Sun Shine. Mój pokój znajdował się na parterze - numer 4.
- Dziękuję - uśmiechnęła się Sierra z wdzięcznością, gdy pół godziny później odłożyłem korbę i zacząłem przyglądać się swojemu dziełu. Gitara była jak nowa.
- Wypróbuj - zachęciłem ją.
Dziewczyna delikatnie szarpnęła wymienioną strunę. Zmarszczyła czoło i zaczęła ją stroić.
- Zagramy? - zaproponowałem.
- Ok, ale co?...
- Improwizacja - mrugnąłem i zacząłem grać prostą melodię. - Śpiewaj.


- Dzieło mojego życia - zaśmiałem się, gdy nuty ucichły. - Masz śliczny głos.
- I ty też...
- Jak na chłopaka?
- Jak na każdego...
I w taki oto zupełnie przeciętny i przewidywalny sposób zaczęła się moja przyjaźń ze Sierrą. Często sobie gramy razem i układamy teksty piosenek, ot tak, "do szuflady". Sprawia nam to ogromną przyjemność. Serio dziękuję rodzicom, że mnie tu wysłali.

- Aaa! - wydarł się krzyk z piersi Sierry, gdy tylko opuściliśmy klasę matematyczną i wyszliśmy na przerwę. Wrześniowe słońce oświetlało szkolny dziedziniec i wywabiło niemal wszystkich uczniów na zewnątrz.
- Co dostałaś? - zapytałem z troską. Dyrektorka oddawała kartkówki z własności podzielności liczb.
- Pizdę. F. Wiesz, co to znaczy F?! NIE DO PRZYJĘCIA! Co za życie... Nienawidzę matmy.
- Ja też nie.
- A co dostałeś.
- Hm... E...
- No widzisz?!
- Ale wiesz, E to "poniżej przeciętnej"...
- Ale nie "nie do przyjęcia"...
- Przesadzasz...

Sierra?

Wolfind: Od Sue cd. Chrisa

- Cześć... - powiedziałam, ponieważ po tych wszystkich sytuacjach w szkole trochę się zmieniłam. Najchętniej zmieniłabym pokój.
- Ty jesteś Chris ? - zapytałam.
- Oczywiście.
Nie wiedziałam kto to, ale wydawał się miły i właśnie z takim kimś chciałam się zadawać. Nagle ktoś puścił muzyke. Zachciało mi się tańczyć.
- A może nauczyłabym Cie kroków hip-hopu? Co ty na to?
- Okey - powiedział krótko i poszliśmy do sali. Puściłam muzykę. Oczywiście tańczył dlatego, bo chciał mi zrobic przyjomność. Było zabawnie. Ubawiłam sie po pachy. Nareszcie oderwałam sie od świata w którym wszyscy mnie nie nawidzą.

<Chris? Thank you very much ;3>

Wolfind: Od Michael'a cd. Stu

Chwyciłem go za rękę. 
- Przejdziemy się gdzieś? - zapytałem.
- Chętnie.
Dopiero zdałem sobie sprawę, że zawsze zaczynam znajomość od spaceru. Jest to lekko dziwne, ale to mój sposób, i już.
- Grasz na czymś? - jakoś zacząłem rozmowę.
- Gram na gitarze, skrzypcach .. czasem śpiewam .. - odpowiedział. - A ty? 
- Ja uwielbiam fotografię. I jazdę na desce. Widziałeś ten nowy skate park?
- Taaa. Ja lubię sporty ekstremalne, kocham sporty ekstremalne. 
- To fajnie. 
Zapadła cisza. Niezręczna cisza, nudna cisza.
- Grasz w kosza?
- Nie, nie lubię tego.
- Ranisz mnie. - zaśmiałem się. - Jestem kapitanem.
- To fajnie. 
Znowu cisza. Niezręczna, cisza, nudna cisza...

Stu?

Wolfind: Od Michael'a CD Gwen

- Taaaa .. Ja też. Zbieraj się młoda! - wrzasnąłem na cały akademik.
- Jeśli jeszcze raz tak do mnie powiesz, oderwę ci wszystkie palce i nabiję je na wykałaczki! - powiedziała słodkim głosikiem.
- Jasne, młoda. Chodź młoda. Ruszaj się, młoda! - powiedziałem, po czym zacząłem szybko uciekać w obawie, że naprawdę oderwie mi palce.
- Takim sposobem przynajmniej będziemy szybciej! - krzyknąłem, nadal mając dużą przewagę.
Nagle usłyszałem dość głośny jęk, więc się odwróciłem. Gwen leżała na ziemi nie ruszając się. 
- Gwen? Gwen! - podbiegłem do niej.
Przykucnąłem i poruszyłem nią. Nagle gwałtownie się poruszyła.
- Gwen?
Zanim się obejrzałem, już wstała i pobiegła dalej.
- To nie są wyścigi! - wrzeszczałem.
- Tak? To dlaczego biegamy po lesie z aparatami fotograficznymi jak opętani? 
Zatrzymała się, a ja szybko ją dogoniłem.
- Koniec?
- Koniec.
Przez resztę drogi szliśmy powoli, byliśmy zmęczeni. Nawet bardzo, bardzo zmęczeni. 
- Ej. Czy normalni ludzie, tak robią? - zbliżyła się i pokazała zdjęcie jak biegnę.
Musiała je zrobić wcześniej.
- Przypominam, że ty robiłaś to samo. - wyszczerzyłem się. - Młoda.

Gwen?

Sun Shine: Od Victora do...

Więc... Jestem w tej szkole od dość niedawna. Profil aktorski. Zawsze chciałem zostać aktorem. Szczerze mówiąc to objawiało mi się to już jak byłem mały. Potrafiłem przekonać przedszkolankę, że się źle czuję a czasem nawet płakałem na zawołanie. Myślę, że ta akademia da mi duże możliwości.
Przydzielono mnie do akademiku Sun Shine. Myślę, że to do mnie pasuje. Do czasu... Ale mniejsza o to. Poszedłem na pierwszą lekcję. No... Jak na początek może być. O improwizacji. Jakaś biedna zamyślona dziewczyna zupełnie wyrwana z kontekstu została wywołana na środek jeszcze z jakimś gościem. Skończyło się na namiętnym pocałunku po czym po klasie przeszło długie "Uuuuuuuu". Ten chłopak i dziewczyna będą mieli teraz piekło.
Na przerwie na lunch siadłem sam przy stoliku całkiem na uboczu i obserwowałem ludzi. Po krótkiej chwili zdołałem zobaczyć "popularne laski", socjopatów, gburów i śmieszków.
- Hej, odludku co tak sam siedzisz? - rozległ się głos nad moją głową.
- No.. Y.. Tak jakoś nie zdążyłem nawiązać przyjaźni...
- Spoko można się przysiąść?
- Jasne.
- Jak masz na imię?
- Victor, a ty?



Ktoś? :3

czwartek, 27 marca 2014

środa, 26 marca 2014

Sun Shine: Od Chrisa do Sue

- Jak tam, Misiu? - zapytałem pogodnie siostrę, gdy podeszła do mnie na szkolnym korytarzu.
- Normalnie - burknęła. Zaśmiałem się. Była słodka, kiedy się złościła. Właściwie... Cóż, ona się wciąż złościła.
- Miałaś fotografię?
- Yhy.
Przewróciłem oczami.
- I jak?
- Normalnie... Mieliśmy lekcję o obiektywach. Czysta teoria... Ale mam zadanie domowe... Musisz mi pomóc.
- Tak? Okej. Jakie to zadanie?
Raquel sięgnęła do przewieszonej przez ramię torby ozdobionej przypinkami z logo jej ulubionych zespołów i wyjęła niebieski notes A4. Otworzyła na pierwszej stronie.
- Mam zrobić zdjęcie na temat "Dwa oblicza"... Pomyślałam, że skoro jesteśmy bliźniętami, to po prostu strzelimy sobie razem zdjęcie: ty z tym swoim wydumanym uśmieszkiem, zadowoleniem z życia pełnego bólu, cierpienia i rozczarowań... - spojrzałem na nią wzrokiem pod tytułem "Przeginasz". - ...a ja ze swoim realistycznym...
- Chyba pesymistycznym.
- ...podejściem do życia wymalowanym na twarzy. I potem, korzystając z niewielkiej obróbki graficznej, połączę nasze profile w jedną twarz...
- Dobry pomysł - stwierdziłem. Roki lubi, kiedy się ją chwali.
- Wiem - odparła sucho. - A jak to twoje całe aktorstwo?
- Dostałem piątkę - wyszczerzyłem się.
- Za co?
- Za przelizanie się z dziewczyną - parsknąłem, a siostra popatrzyła na mnie z odrazą.

Po zakończeniu lekcji wyszliśmy z budynku szkoły i zaczęliśmy (czytaj: Raquel zaczęła) szukać jakiegoś tła odpowiedniego do zdjęcia. W końcu stwierdziła, że po prostu użyjemy do tego zewnętrznej ściany gmachu.
- Stań tu - rozkazała bezbarwnym tonem. Wykonałem jej polecenie. Uśmiechnąłem się najszerzej jak umiałem, z mieszaniną pobłażliwości i błogości. - Nie przekrzywiaj głowy.
Riki podeszła do mnie ze swoim narzędziem tortur, nazywanym popularnie lustrzanką, i cyknęła mi kilka zdjęć. Potem pochyliła się nad ekranem.
- Tak, to będzie dobre - osądziła i z obojętnością podała mi aparat, po czym ustała w miejscu, gdzie wcześniej ja. Zrobiłem zdjęcie jej nienaturalnie kwaśnej minie, znudzonemu wzrokowi i pretensjonalnej pozycji.
- Za daleko - warknęła, gdy pokazałem jej moje dzieło. - Sama szyja i głowa. O, patrz - pokazała mi moje zdjęcie, istotnie obejmujące samą szyję i głowę.
- Spoko, jeszcze raz - ponownie chwyciłem sprzęt, podszedłem o pół kroku do modelki i nacisnąłem przycisk migawki.
- Teraz dobrze - stwierdziła. - Dzięki - mruknęła i ruszyła w stronę akademika.
W jej ustach takie "dzięki" oznaczało, że jest serio wdzięczna. Wiedziałem to. Taka już jest i już. Nie okazuje jakoś szczególnie uczuć innym.
Na ławce przy alejce wyłożonej kostką brukową spostrzegłem jakąś blondynkę. Siedziała sama i nie wyglądała na jakąś specjalnie wesołą. Jako, że nie miałem nic konkretnego do roboty, postanowiłem się zapoznać.
- Hej, ślicznotko. Jestem Chris - podszedłszy, powiedziałem zawadiacko.

Sue?

Wolfind: Od Gwen cd Michaela

Prześladują mnie. Najpierw Michael, potem Stu, a później zupełnie przez przypadek napotykam tą całą Sue, która uważa, że życie jest niesprawiedliwe, bo ludzie uważają ją za (jak to sama ujęła) "pustaczkę".
- Czego - uchyliłam lekko drzwi.
- Chciałem wyjść na spacer albo gdziekolwiek. Możemy razem porobić zdjęcia.
- Hahhahahahhaha bardzo śmieszne i na prawdę uznałeś, że z tobą pójdę?
- Nie, ale pomyślałem, że nie chce mi się spędzać czasu w towarzystwie lase... dziewczyn, które jarają się każdą "sweet focią".
- Polecam Angie - powiedziałam mając na myśli jedną z moich niewielu koleżanek.
- Nie znam jej?
- Czas najwyższy poznać.
- No weź... - powiedział błagalnym tonem.
- Okay... Ale tylko dlatego, że muszę porobić kilka zdjęć. - powiedziałam wzruszając ramionami.



Michael?

Wolfind: Od Gwen cd Sue

Podałam chusteczkę szlochającej dziewczynie. Zrobiło mi się jej trochę szkoda. 
- Może cię to nie pocieszyć ale jak idziesz na podryw, to może lepiej się najpierw poznajcie a nie ty mu na plażę wyskakujesz w wyszukanych markowych ciuchach.  - powiedziałam. Tak, jestem wredna. 
- Wiesz co mam was wszystkich dość! -chlipnęła. 
- Wolfind, Skarbie - powiedziałam i już miałam się odwrócić kiedy dziewczyna krzyknęła za mną. 
- Też jestem Wolfind i co?! Też się tak zachowuję?!
Stanęłam i westchnęłam głęboko. 
- Wiesz co nie znam szczegółów całej historii, ale jeśli świat nazywa cie pustaczką to najwyraźniej ma powód. 
- A wiesz jak ciebie nazywają? Dziwadło, wiedźma...
- A wiesz, że mnie to nie obchodzi? - warknęłam. 
- Chciałabym mieć do tego takie podejście jak ty.
- Jakoś nie ma w tym nic trudnego jeśli nie zależy ci na popularności. 
- A ty nic nie robisz a i tak o tobie mówią. 
- Negatywne rzeczy. O tobie teraz też. Cieszysz się?
Prychnęła i odwróciła się do mnie bokiem. Przewróciłam oczami i podeszłam do niej. 
- Jesteś Sue nie?
Nieznacznie kiwnęła głową. 
- No więc Sue.. Nie strzelaj focha bo to jeszcze bardziej nie dojrzałe niż wychodzenie z chłopakiem na plażę w szpilach.






Sue?

Wolfind: Od Gwen cd Stu

- Konie - odrzekłam krótko. - Dokładniej Huculski. Coś jeszcze chcesz wiedzieć?
- Yyy...  Dzięki?
- Nie ma za co - powiedziałam szorstko. 
- A wiesz w ogóle za co ci dziękuję? - zapytał lekko rozbawiony. 
- Nie wiem za cokolwiek. Tak czy siak wisisz mi przysługę. 
- Niech ci będzie... Co mam zrobić? 
- Idź sobie pojeździć na tej desce na kółkach i nie przeszkadzaj. 
Nic nie mówiąc poszedł jeździć na "desce na kółkach" a ja wzięłam się za rysowanie. Po chwili wetknęłam słuchawki w uszy i włączyłam piosenkę Stay Heart  zespołu Green Day. 
Po około godzinie część szkicu była gotowa. 
- Hm... - zobaczyłam nad sobą Stu, który patrzył krytycznym wzrokiem na mój rysunek - Ładnie. 
- Wiem - wycedziłam. - Będę to jeszcze kolorować. 
- Ooo pokażesz mi?
- Może...
- Po co to rysujesz?
- Mamy zrealizować temat "Zwierzęta". Jakieś dziewczyny zaczęły wymyślać jakieś tukany albo hieny... Wiesz takie wymyślne zwierzęta. Konie to piękne stworzenia dlatego postanowiłam je narysować. Jeszcze coś chcesz wiedzieć?
- Nie trzeba - bąknął. 
Po pół godzinie rysunek wyglądał mniej więcej tak
- I jak? - zapytałam Stu.



Stu?

wtorek, 25 marca 2014

Wolfind: od Iggy CD Alex

- Wedle życzenia-powiedziałam beznamiętnie i przewiązałam dziewczynie pod szyją płachtę z logo "Glamour". Wzięłam szczotkę do ręki i chwyciłam kosmyk włosów. Nosiły wyraźne ślady nierównej, przegranej walki z częstymi zmianami. Też tak mam.
- Może mycie?-spytałam przesuwając włosy między palcami. Dziewczyna drgnęła.
-  Sugerujesz, że są brudne?
-Nie, sugeruję mycie z odżywką, wtedy reszta będzie łatwiejsza. 
- Aha. To OK.- zgodziła się.
Wskazałam jej fotel przy specjalnym zlewie z miejscem na szyję. Usiadła i odchyliła głowę. 
Zaczęłam myć. 
Potem dziewczyna siadła na fotelu, a ja sięgnęłam po suszrkę. Kiedy włosy były już suche, zaczęłam podcinanie końcówek od czasu do czasu wydając komendy typu "odchyl głowę", "pochyl głowę", "wyprostuj"
Kiedy końcówki i grzywka były już wyrównane zapytałam:
- Paznokcie na jaki kolor?
- A jakie możliwe?-odpowiedziała pytaniem. 
- Już zaraz-poszłam na zaplecze, gdzie trzymaliśmy tipsy pomalowane na wszystkie kolory, jakie mieliśmy. 
- Wezmę ten-klientka wskazała na niebieski połyskujący zielono.
- OK.
Po chwili paznokcie dziewczyny miały barwę niebieską.
- Ładnie, równo-pikiwała głową patrąc na rękę.
- Jesteś z Hollywood Arts?-zadałam pytanie, które mnie dręczyło odkąd zobaczyłam ją w Glamourze. 
- Tak, Lioneart, a ty?
- Wolfind.-odparłam krótko.
- Mam koleżankęw tym akademiku. Gwen Montrose, kojarzysz może?
- Nie kojarzę, raczej siedzę u siebie i tu. 
- Aha. Wracasz ze mną?-zaproponowała.
- Spytam kierowniczki-powiedziałam i podeszłam do Triche, która czesała fantazyjną fryzurę dla młodej kobiety.
- Triche, mogę już iść?
- Pewnie, Iggy, widzę, że się postarałaś-zerknęła w stronę dziewczyny stojącej w drzwiach-Możesz. 
Zrzuciłam firmową kamizelkę, odwiesiłam ją na wieszaku i poszłam za tamtą.
- Jak się nazywasz?-spytałam
- Alex. A ty to....
- Igelle. Mów Iggy.
- Dość nietypowe-uśmiechnęła się szeroko Alex. 
- Rodzice uwielbiali dziwne imiona-wzruszyłam ramionami.

Alex?

Nowy uczeń!


Sun Shine - Christopher Cambell

Nowa uczennica!


Wolfind - Raquel Cambell

poniedziałek, 24 marca 2014

Lioneart: Od Alex cd. Iggy

- Nie, nie, nie... Kurwa nie! - klęłam do lustra, załamując ręce nad moimi włosami. Już od dobrej godziny molestowałam je prostownicą, a nadal nie wyglądały tak, jak miały wyglądać. W ogóle miałam już rozdwojone końcówki, grzywkę też jakąś taką przydługą... Po szkole idę do fryzjera, postanowiłam i związałam rozwichrzoną burzę w zgrabniutki koczek. Odłączyłam prostownicę z gniazdka, jeszcze raz sprawdziłam w lustrze, czy znośnie wyglądam, po czym jak strzała wybiegłam z łazienki, niemal w locie chwyciłam szkolną torbę i po chwili już byłam na stołówce, gdzie mieszkańcy Lioneart spożywają śniadanie.

- Alex!
Z zamyślenia wyrwał mnie głos profesor Moon. Właśnie planowałam, jakiej fryzury sobie zażyczę. Byłam całkowicie gdzie indziej i niezbyt wiedziałam, o czym mówi nauczycielka.
- Słucham? - spytałam nieśmiało.
- Właśnie nie słuchasz! Więc, jak już mówiłam, improwizacja to gra aktorska bez skryptu. Aktor wymyśla wszystko, co mówi i robi, "na gorąco". Alex, wyjdź proszę na środek. Zaprezentujesz nam improwizację.
Przełknęłam ślinę i wyszłam na środek sporej klasy z trzema dużymi oknami. Było w niej sporo miejsca na ćwiczenia aktorskie, gdyż nie było ławek, a pojedyncze krzesła. Wisiała tu tylko tablica na marker. Właściwie nie było zbytnio widać, że pomieszczenie jest salą lekcyjną.
- Christopher, będziesz jej partnerem.
Po klasie rozniosło się znaczące "Uuu...". Przewróciłam oczami. Z ostatniego rzędu krzeseł podniósł się wysoki, dobrze zbudowany brunet o pełnych ustach i ciemnych oczach. Bardzo apetyczny, nie powiem, że nie. Podszedłszy do mnie, posłał mi strasznie seksowny uśmiech. Miał takie białe i ładne zęby...
- No więc, klasa. Proszę podać miejsce scenki.
- Sypialnia! - krzyknął jakiś chłopak z tyłu, a jego kumple się zaśmiali.
- Niech wam będzie... Więc sypialnia. Kontekst?
- Kłótnia małżeńska - zaproponowało to samo grono.
- Dobrze, więc sypialnia, kłótnia małżeńska. Alex, zaczynaj.
Yyy... Co mam powiedzieć? Zbłaźnię się... Choć w sumie tutaj każdy to robi. Mam takie zadanie i muszę je wykonać. Polecenie nauczyciela. No, to jadę...
- O której to się wraca? - spytałam pretensjonalnym tonem, opierając ręce w talii.
- Ooo... Więc nie śpisz, kochanie? - w jego głosie słychać było autentyczne zakłopotanie. Dobry był. Wzbudziło to niemałe emocje w widzach. Szczególnie ten zwrot na "k"...
- Czekałam na ciebie - odparłam bez mrugnięcia okiem. Chyba się wczuwałam...
- Musiałem zostać dłużej w pracy...
- Tak? A czyja to szminka? - podeszłam do niego i dotknęłam jego koszuli, wskazując niewidzialny ślad.
- Twoja.
- Dlaczego mnie okłamujesz?
- Nie okłamuję. Jesteś jedyną kobietą w moim życiu... - Christopher podszedł do mnie i objął mnie w talii. Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy.
- Naprawdę? - jakoś samo wyrwało mi się z gardła.
- Naprawdę.
- Udowodnij.
W tej chwili chłopak pochylił się i mnie pocałował. Zamknęłam oczy i odwzajemniłam to. Zrobiło mi się dziwnie... błogo.
- Brawo! Wspaniale! Mamy tu dwójkę odważnych, młodych aktorów! Znakomicie pokazane emocje! Oboje otrzymujecie piątki! - zawołała rozentuzjazmowana Moon. Nasze usta szybko się rozłączyły. Poczułam, że robię się czerwona. Szybko umknęłam na miejsce.

Siedziałam na fotelu w salonie "Glamour". Fryzjerka powiedziała mi, że ma trochę pracy, bo czesze pannę młodą i druhny czy coś, więc muszę zaczekać na stażystkę. Wzięłam pierwszą z brzegu gazetę i zaczęłam czytać.
- Ach, Iggy, masz klientkę - usłyszałam za sobą głos właścicielki salonu. Opuściłam czasopismo i odwróciłam się. Weszła tu młoda dziewczyna. Młoda? Bardzo młoda! Mogła być w moim wieku...
- Jakie życzenie? - spytała, gdy znalazła się obok.
- Hm... Na początek podetnij mi końcówki i grzywkę... Potem może jakieś pazurki... Zrób tak, żeby było ładnie - zadecydowałam w końcu.


Iggy?

Wolfind: Od Igelle do...

Stałam przed lustrem i zaczesywałam grzywkę na bok. Było po lekcjach, zaraz miałam dyżur w salonie. Moje włosy były blond-różowe. Przejechałam jeszcze po paznokciach różowym lakierem do paznokci, założyłam nieodłączną bransoletkę i wybiegłam z akademiku. Zmierzałam do miasta, do salonu fryzjerskiego "Glamour". Byłam tam stażystką. Zamiatałam, podawałam, opróżniałam śmietniki. Moja kierowniczka twierdziła jednak, że jestem na tyle uzdolniona, że mogę spełniać co łatwiejsze zadania. Zatem podcinałam, czesałam małe dziewczynki na występy. 
Weszłam do salonu.
-Ach, Iggy, masz klientkę.-pokazała na dziewczynę mniej więcej w moim wieku. Opuściła tabloida, którego właśnie czytała. 
-Jakie życzenie?-spytałam.

Jakaś dziewczyna?

Nowa uczennica!


Wolfind - Igelle Nytal

Lioneart: Od Lindsey CD Stu

- Chciałam wyjść na miasto. Po za tym, jestem Lindsey. 
-Czemu się tak śpieszyłaś? Umówiona jesteś?-zapytał. 
-Nie. Tak po prostu. Można powiedzieć że przez matematykę.-odpowiedziałam uśmiechając się. 
-Taak, matematyka to zło.-powiedział.
-W stu procentach. -przyznałam mu rację. - Z jakiego akademika jesteś? 
-Wolfind, profil muzyczny. Ty zapewne też profilu muzycznego hę? 
- Owszem. Ale Lioneart. 
Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Jak zawsze. 

<Stu?>

Lioneart: Od Lindsey CD Ethana

-Ubieraj się a nie marudź.-mruknęłam do Katniss.
Sama ubrałam czerwoną rozkloszowaną spódnicę i czarną ładną bluzkę. Wybrałam kolczyki, pomalowałam się zawołałam do współlokatorki:
-Gotowa!?
-Już idę!
Cieszę się że Katniss postanowiła iść ze mną. No po baardzo długich namowach.
-To idziemy.-powiedziała.
Gdy tylko weszłyśmy do akademika Sun Shine i zapukałyśmy do pokoju 4 Katniss szepnęła do mnie:
- Jak coś to jesteś winna.
-Oczywiście.
Otworzył nam jakiś chłopak. Był wysoki, miał ciemne włosy i oczy.
-Siema. -rzuciłam.
-Siema. Jestem Ethan. Wchodźcie.
Chłopak przepuścił nas w drzwiach.
-Jestem Lindsey a to Katniss. Obie z Lioneart.
-Miło mi.-powiedziała Katniss.

<Ethan? xd >

Wolfind: Od Stu cd Lindsey

Wziąłem od niej okulary
-Dobra ,Nie szkodzi -Powiedziałem najmilej jak umiałem ,albowiem był to dla mnie kiepski dzień
-Jestem Stu ,ale Gdzie się tak spieszysz ? -Spytałem Bo raczej od tak się nie pędzi z głową w chmurach .

Lindsey?

Wolfind: od Stu cd Michaela

Lekcje najgorsze co mogło mnie spotkać .
-Jestem Stu - Przedstawiłem się .nawet spoko wyglądał ten chłopak 
-Michael - uśmiech nie schodził mu z twarzy 
-Dobra może być niech zgadnę profil Plastyczny -Jak to zgadłem ?no to było przeczucie ,a i w rękach miał szkicownik .
-Tak, a ty? -Popatrzył na mnie 
-Muzyczny -Wzruszyłem rękami i już miałem wejść do pokoju gdy ...

Michael ?

Wolfind: Od Stu cd Gwen

Minęło kilka dni od dźgnięcia mnie widelcem .Do tej pory nie miałem okazji nawet podziękować Gwen .Była to środa ,Piękna pogoda ,Nie chciałam mi się siedzieć samemu i się nudzić ,Wyszedłem na spacer ,ale nie zaszedłem i zobaczyłem na ławce coś rysującą Gwen .Podszedłem do niej i zacząłem przyglądać się szkicowi
-Co to ?-Spytałem

Gwen ?

niedziela, 23 marca 2014

Sun Shine: Od Ethana do [kto?]

Słuchajcie, ludzie!
Robię imprezę integracyjną.
Dzisiaj, pokój 4, Sun Shine, godzina 21.
Chcę widzieć całą klasę!
Będzie prowiant.
Podawać dalej.

Napisałem na małej karteczce w kratkę, po czym odczekałem do chwili, gdy anglistka odwróci się tyłem do klasy. Stuknąłem siedzącego przede mną Michaela i podałem mu zwitek. Teraz wystarczyło czekać, aż wiadomość rozniesie się po klasie. Miałem plan, żeby jakoś nas wszystkich ze sobą poznać. Wszystko już praktycznie było załatwione. Wystarczyło wyjść po lekcjach na miasto i zrobić jakieś zakupy.
- Czy ktoś może mi podać tą karteczkę, która od pięciu minut krąży po klasie? - usłyszałem nagle zirytowaną Bell. Podniosłem głowę znad zeszytu. No nie...
Do wice podeszła jakaś laska i podała jej złożony papier.
- Siadaj - nakazała nauczycielka i wczytała się w treść liściku. Nagle parsknęła śmiechem. "Przepraszam" - powtarzała bezustannie, zasłaniając usta dłonią. - Roxanne, naprawdę nikt nie musi wiedzieć, który z chłopaków w klasie ma najseksowniejszy tyłek!
Klasa zadudniła od śmiechu, a dziewczyna momentalnie zrobiła się czerwona. Odetchnąłem z ulgą.
- Prze pani! - zawył Stu.
- Tak?
- To który z nas w końcu ma ten najseksowniejszy tyłek?
- Przepisuj - powiedziała ze zniecierpliwieniem, wskazując na tablicę. Nadal jednak powstrzymywała chichot. Podarła karteczkę na milion kawałeczków i wrzuciła je do śmietnika.

Dochodziła dwudziesta pierwsza. Przesunąłem stolik pod ścianę, żeby zrobić dużo miejsca na podłodze. Podłączyłem moją komórkę do głośnika i włączyłem muzykę. Zamknąłem drzwi pokoju na klucz i wyjąłem z toreb wszystko, co przygotowałem na dzisiejszy wieczór - dziesięć paczek chipsów, jedną paluszków, cztery butelki Pepsi oraz gwóźdź programu - dwadzieścia piw. Ciężko było je zdobyć, a jeszcze trudniej przetransportować... Mogłem jednak liczyć na pomoc bardzo miłych panów spod supermarketu. Gorzej, że wydałem na to wszystko fortunę... Ale co mi tam. Raz można zaszaleć, żeby zaskarbić sobie sympatię kolegów z klasy, no nie?
Równo o dziewiątej usłyszałem pukanie. Przekręciłem kluczyk i wpuściłem do pokoju całkiem do rzeczy dziewczynę z kolczykiem w wardze.
- Siema - powiedziała wesoło.
- Hej... Alexandra?
- Alex - uśmiechnęła się. - A ty Ethan, nie?
- Zgadza się.
- Jestem pierwsza? - spytała, lustrując wnętrze pokoju.
- Ano.
- Co pijemy? - przeszła od razu do rzeczy. - Ooo, konkret zapas - dodała, spostrzegłszy alkohol stojący obok szafy.
Naraz usłyszałem powtórne pukanie do drzwi. Otworzyłem je przed... cóż, praktycznie całym akademikiem Wolfinde - tak mi się przynajmniej wydawało.
No, sporo się już nas zrobiło, więc usiedliśmy sobie gdzie komu pasowało - łóżko, stół, podłoga... - i zaczęliśmy gadać. Rozmowa nawet się kleiła. Okazało się, że gro osób ma z innymi osobami sporo wspólnego, tymczasem do tej pory praktycznie się nie znały.
- Puka ktoś - zauważyła jakaś blondi z kolczykiem w nosie. Podskoczyłem do drzwi i otworzyłem zamek.

Kto dokończy? Zróbcie z tego grupowe :3

Sun Shine: Od Ethana cd. Michaela

Zażywaliśmy morskich i słonecznych kąpieli aż do chwili, kiedy niebo zaczęło różowieć, plażowicze się zbierać, a nam robić się zimno w krótkich, przemoczonych szortach. Wyskoczyliśmy z wody i na mokre ciała wciągnęliśmy koszulki. Piach pod stopami już nie parzył. Dawał przyjemny chłód. Przeciągnąłem się.
- No, taką labę to ja rozumiem!
- Ja tak samo - uśmiechnął się Michael.
Rozejrzałem się po wybrzeżu. Przy samej wodzie, jakieś sto metrów od nas, stało kilka śmiejących się dziewczyn z deskami pod pachą.
- Myślisz, że chociaż jedna z nich chodzi do naszej szkoły? - spytałem z nadzieją, choć wiedziałem, jaka będzie odpowiedź.
- Nie sądzę. Takie szczęście...
Wzruszyłem ramionami, jakbym mówił: "Cóż zrobisz?".
- Idziemy do nich pogadać? - zaproponowałem.
- Dlaczego nie.
Wzięliśmy swoje buty do rąk i ruszyliśmy w stronę grupki dziewcząt.
- Joł - przywitałem się wesoło.
- Cześć - uśmiechnęła się nieśmiało jedna z nich. Miała naprawdę ładny uśmiech, blond włosy upięte w kok i trochę piegowate policzki.
- Surfujecie? - zagaiłem.
- Tak. Niedługo są tu zawody.
- Wszystkie startujecie?
- Raczej.
- To będzie na co popatrzeć - zaśmiałem się, a widząc, jak zaciska usta, dodałem: - Miałem na myśli surfing.
- Jaasne...
- Serio, serio - mrugnąłem łobuzersko. - Jestem Ethan, a to Michael.
- Chelsea. Ta z czerwoną bandamką to Lindsey, szatynka - Miley, a ta opalona - Emma.
- Hej - odezwały się niemal chórem.
- Wszystkie jesteście z LA? - spytał Michael.
- Tak. A wy?
- Ja też, ale pierwszy raz jestem w Hollywood.
- A ja nie - wtrącił mój kumpel. - Ale z niedaleka.
- Umiecie surfować? - spytała Emma.
- Nie - posmutniałem.
- Ja kiedyś się uczyłem, ale słabo mi szło...
- Może was nauczymy? - zaproponowała Lindsey.
- Oczywiście o ile nie boicie się zamoczyć wypacykowanych grzyweczek - zakpiła Chelsea.
- Never!
Po chwili całą szóstką siedzieliśmy już w wodzie. Z czasem przestaliśmy surfować i po prostu pływaliśmy w stygnącym oceanie, nawzajem się chlapiąc. Odpowiadało mi towarzystwo dziewczyn, które nie są wielce zakochane, bo chłopak podszedł do nich pogadać. W sumie można powiedzieć, że traktowały nas, zwłaszcza Chelsea, nieco sceptycznie. Nawet mi to nie przeszkadzało - to lepsze, niż klejenie się.
Kiedy już na dobre zapadał zmrok, pożegnaliśmy nowe koleżanki i skierowaliśmy się do szkoły. To było bardzo miłe popołudnie. Zdaje mi się, że będzie mi się tu podobać...

sobota, 22 marca 2014

Lioneart: Od Alex do [kto]?

Znowu... :(

Już dobrze kochanie ;*

Nie dam rady... tęsknię :( Tu jest chujowo. i nikt mnie nie lubi.

Musisz być silna ;*

Nie mogę... Idę się kąpać zw ;*

Podniosłam się z łóżka. Było już dobrze po ciszy nocnej. Pociągnęłam nosem i otarłam dłonią toczącą się po moim policzku łzę. Całe szczęście, że mam sama pokój... Nie muszę się przed nikim ukrywać.
Te ostatnie - to jest: pierwsze - dni w tej szkole były beznadziejne. Zdążyłam dostać pizdę z wf za niećwiczenie. Dwa razy. Bosko. Na matmie mamy jakieś gówno, którego w ogóle nie czaję, nawet nie pamiętam jak toto się nazywa, a nie ma mi kto wytłumaczyć. W tej szkole praktycznie każdy patrzy na swoje.

Ok, leć. ;* Tylko nie rób wiesz czego... proszę :(

Odczytałam odpowiedź Olivii. Postaram się, pomyślałam, ale już nie odpisywałam. Wyjęłam spod poduszki ciemnoróżową piżamę w czarne nutki, wyciągnęłam z torby bieliznę - nie byłam jeszcze do końca rozpakowana - i poszłam do łazienki. Zminimalizowałam komunikator i puściłam jakąś muzykę. Napuściłam całą wannę wody, dopełniając ją oczywiście ogromną pianą. Z rozkoszą zanurzyłam najpierw nogę, a potem całe ciało. Leżałam z zamkniętymi oczami, ogrzewając się i wsłuchując w łechtające moje bębenki nuty. Naraz jednak nieuchronnie przyszły negatywne myśli. W wannie bardzo dobrze się myśli: jest cisza, spokój i muzyka. To w pewnym sensie inspiruje. Co nie zawsze jest dobre...
Mijały minuty. Znów poczułam, że do oczu napływają mi łzy. Pierdolona szkoła... Chciałam wracać... Tęskniłam za Olivią i Natalie. Moje ukochane dziewczyny... Jedyne osoby, które znają mnie w stu procentach. Jedyne, którym na mnie zależy...
Przyłapałam się na grzebaniu w kosmetyczce. Wyciągnęłam jedną z NICH. Moja pierwsza, jednak wciąż tak samo ostra... Moja ulubiona... Nie, nie mogę... Muszę... Nie chcę... Kurwa!
Ruch ręki prawie machinalnie zrobił kilka kresek na nadgarstku. Beczałam tak, że ledwo oddychałam. I się cięłam. Krew kapała mi do wanny z otwartych ran, jakie sobie zadałam. Cisnęłam żyletkę w kąt. Szybko wyszłam z wanny i wyciągnęłam sznurek z kaptura bluzy. Owiązałam ciasno nadgarstek i zrobiłam supełek. Osuszyłam ciało ręcznikiem, ubrałam się i chwyciłam za telefon.

Przepraszam :(

Następnego dnia udałam się na śniadanie, na parter akademika. Rana swędziała niemiłosiernie, nadal owinięta szarą sznurówką. Oczywiście przywykłam do tego, że nigdy nikt nie dostrzega nic nadzwyczajnego w mojej sznurówce. Zawsze tak jest. Odpowiada mi to. Tylko Olivia i Natalie wiedzą, o co mi chodzi, kiedy wiążę ją na nadgarstku.
Nadal byłam przygnębiona, więc zjadłam niewiele. Siedziałam sama przy stoliku, nie mogąc doczekać się rozpoczęcia lekcji. Oczywiście nie w tym sensie, żeby jakoś ekscytowała mnie biologia... Po prostu zaraz zobaczę się z Gwen i będę miała do kogo otworzyć usta... Naturalnie będę sprawiała wszelkie pozory, że wszystko w porządku, ale rozmowa to rozmowa.
Już po chwili znalazłam się na otoczonym wściekle zielonymi trawnikami dziedzińcu szkoły. W pewnym momencie zatrzymałam się, by odwiązać sznurówkę i spojrzeć na rany. Upewniłam się, że nikt na mnie nie patrzy, po czym starannie zdjęłam niby-opatrunek.
- Pocięłaś się?! - usłyszałam tuż za swoim uchem czyiś głos. Cholera...
Odwróciłam się na pięcie z zakłopotaną miną.

Ktosiu?

Lioneart: Od Alex cd. Gwen

- Ale ja umiem - prychnęłam. Nie kłamałam. Umiałam doskonale.
- To czemu nie chcesz? - spytała zdziwiona Gwen.
- Bo nie. Nie lubię...
Czemu nie lubiłam? Cóż, nie od zawsze. Kiedy byłam mała, normalnie grałam we wszystko. Nawet z chłopakami w nogę. A teraz... Jebać. Nie wiem. Możliwe, że nałożyłam na siebie jakąś maskę. Maskę dziewczyny, która ma na wszystko wyjebane. I zdejmuję ją tylko przy najbliższych osobach. Gwen nie zaliczała się do nich, więc przed nią też musiałam zgrywać twardą. Życie.
- Ok, ok. To co robimy? Chyba nie będziemy się wiecznie gapić na... nich - ostatnie słowo powiedziała tonem, jakby hamowała wymioty.
- Włączymy muzykę? - zaproponowałam. Muzyka była moim sposobem na życie.
- Spoko. Czego słuchasz?
- Rap - Gwen jęknęła. - Co?
- Rock ever - odparła. Wzruszyłam ramionami.
- To na zmianę, co?
Nie usłyszałam słowa sprzeciwu, toteż szybko wyciągnęłam komórkę i zaczęłam szukać piosenki.


- O czym on śpiewa? - spytała Gwen.
- O tym, że ma dosyć życia i sławy, że stracił laskę... Ogólnie, że jest chujowo i szuka pomocy.
- To chyba smutna nuta, co?
- A nie słychać?
- No nie wiem, jak dla mnie każdy rap ma smutną melodię...
- Może... - mruknęłam. Nie miałam ochoty na rozwodzenie się o tym, że każda rapowana nuta wyraża emocje i te de...
- No, teraz ja - uśmiechnęła się z satysfakcją i włączyła swoją piosenkę. Od chwili usłyszenia pierwszych dźwięków zamknęła oczy i zrobiła minę zdradzającą błogostan.


- Jest w porządku - powiedziałam szczerze.
- Teraz ty? - spytała. Skinęłam głową.


- Wreszcie coś w normalnym języku - westchnęła Gwen z ulgą.
- Zajebiście kocham ten tekst. Taki... prawdziwy.
- Prawdziwy - przytaknęła.
Kilka piosenek później stwierdziłyśmy, że wrócimy każda do swojego akademika. Wstałyśmy z ławki obok boiska, na której siedziałyśmy i ruszyłyśmy w kierunku budynków.

Wolfind: od Angie do Stu

Chemia. 
-Podzielę was teraz na pary. Numer jeden z numerem pięć, numer dwa z numerem piętnastym.
Wstałam z krzesła i się rozejrzałam. Patrzył na mnie chłopak, numer dwa. Podeszłam do niego.
-Angie-powiedziałam krótko.
-Stu-odpowiedział jeszcze krócej. Otworzyliśmy podręczniki na stronie z opisanym doświadczeniem. Nie było to takie trudne, zrobiliśmy to jako pierwsi i resztę lekcji mieliśmy wolne. Po dzwonky wyszliśmy razem z klasy.
-Jesteś Wolfind?-spytał.
-Mhm, na szczęście. Nie wytrzymałabym gdzie indziej. A tobie, podoba sie ten akademik?

Stu?

Nowa uczennica!


Lioneart - Elspeth Alice Niven

piątek, 21 marca 2014

Nowy rok szkolny!


Jako że żadnej admince się w sumie nie chciało się tego pisać, to ja teraz napiszę xd

Więc tak... Mamy wrzesień. Rozpoczął się rok szkolny. Plan lekcji jest jeden dla wszystkich profili, tylko przedmioty profilowane mamy inne. Taak...

Co planujemy na ten rok szkolny?

- drużyna siatkówki powinna ostro trenować, bo wyślemy ją na międzyszkolne zawody LA (zwycięska szkoła jedzie na rejonowe, potem stanowe, na koniec krajowe) - drużyna kosza niepełna, więc na razie sorry ale nie;
- kiedy tylko wymyślę, jak to załatwić, wystawimy sztukę teatralną, tak żeby jeszcze mogły być dodatkowe punkty dla domów i w ogóle (kocham "Romeo i Julię", może Ellie da się przekabacić jak pozwolę jej mieć samorząd nad siatkówką);
- powymyślamy z Ell jakieś zadania z różnych przedmiotów, żeby mogły być oceny itp.
- zastanawiam się nad samorządem szkolnym, ale na 10 uczniów (dobra, 14, zwracam honor) się chyba nie opłaca;
- bal karnawałowy oczywiście! - na razie szczegóły nieistotne, mamy wrzesień;
- różne inne obchody różnych innych świąt, i postaram się wymyślić to tak, żeby to nie było tylko w opsach.

Dobra, nic innego nie przychodzi mi do głowy, ale jestemy kreatywne więc nudno nie będzie. Teraz tak: w tym roku Nagrodą Dyrektora dla zwycięskiego akademika jest... stół bilardowy! Jest o co walczyć kochani.


Lioneart: Od Lindsey CD Lilianne do Stu

- Łał.-nie mogłam się otrząsnąć ze zdziwienia. 
- Ten obraz... On jest piękny! Nie wiem jak to zrobiłaś, jak-jak sobie wyobraziłaś muzykę, ale to jest piękne! 
Liliane trochę się zarumieniła. Ale było widać po niej że jest dumna. 
-A ty co kombinowałaś z tymi skrzypcami?-zapytała wymijająco. 
-A taki tam eksperyment. 
Chwilę jeszcze porozmawiałyśmy, ale Liliane musiała wracać do swojego akademika więc pożegnałyśmy się. Zerknęłam na zegarek. Było około 21. Wykąpałam się, pomalowałam paznokcie na delikatny turkus i zagrałam jedną melodię na skrzypcach. Wtedy wróciła Katniss i obie położyłyśmy się spać. 
~Następny dzień ~
Ghrr! Od dzisiaj nienawidzę matematyki! Jak mogła akurat mnie pytać?! Koszmar! 
Po lekcjach wybiegłam przed szkołę. Miałam zamiar przejść się po mieście. Szłam szybkim krokiem, grzebiąc w torbie. I wtedy wpadłam na jakiegoś chłopaka. 
-Przepraszam-wymamrotałam i podniosłam mu okulary które podczas zderzenia mu wypadły. 

<Stuart?  >

Clevouse: Od Lilianne cd Lindsey

-Ale pięknie! Ty masz prawdziwy talent, dziewczyno dobrze, że tu jesteś, zmarnowałabyś się w zwykłej szkole!-wybuchłam. Lindsey roześmiała się głośno. Nagle się poderwałam.
-Mam pomysł! Poczekaj tu!-i wybiegłam z powrotem do pokoju. Chwyciłam pędzle, farby, płótno i zaczęłam malować. Malowałam utwór, który zagrała Lindsey.
Trwało to długo. Kilka godzin, a kosztowało mnie to dwa pudełka porządnych farb, ale skończyłam. Chwyciłam płótno i pobiegłam do Lindsey. Stała pośrodku pokoju na rękach, bosa ze smuczkiem powiedzy palcami stopy i usiłowała grać na skrzypcach usadowionych na łóżku. Kiedy wpadłam do pokoju omało nie złamała kręgosłupa.
-Co tam masz? zaciekawiła się.
-Narysowałam twoją muzykę!


Lindsey?

wtorek, 18 marca 2014

Wolfind: Od Michaela do Stu

Wtorek. Siedziałem na skórzanej kanapie w Pokoju Wspólnym Wolfind. Było już po obiedzie, a za chwilę miały zacząć się zajęcia. Nagle drzwi się uchyliły, a zza nich wyszedł chłopak, którego jeszcze nigdy nie widziałem.
- Hej. Ty z Wolfind? - zapytałem.
- Inaczej by mnie tu n ie było.
- Zły dzień?
- Dzień, raczej dobry, ale sam rozumiesz... lekcje...
- Wyobraź sobie, że wiem co czujesz.
Wyszczerzyłem się do niego, po czym westchnął głęboką i mruknął coś, niezrozumiale.

Stu?

Wolfind: Od Michaela cd. Nicole





- Ciągle na siebie wpadamy. - zauważyłem.
- Taa.
- Przejdziemy się gdzieś?
- Chętnie. A gdzie?
- Po prostu, na miasto.
- Niech będzie. Chodźmy.
- Skoczę po hajs. Poczekaj tu.
Pobiegłem w stronę akademika Wolfind. Włożyłem kluczyk do dziurki w drzwiach, ale ni chciał się przekręcić.
- Co jest? - spytałem sam siebie.
Spojrzałem na drzwi, na kluczyk, drzwi, kluczyk, drzwi, kluczyk, drzwi, kluczyk.
Kluczyk 83 nie pasuje do drzwi 121.
- Ciekawe...
Podszedłem do pokoju 83. Zapukałem, ale nikt mi nie otworzył. Już miałem się wycofać, kiedy drzwi się uchyliły, a zza nich wyjrzała Gwen.
- Czego? - spytała.
- Masz może mój kluczyk? - wyszczerzyłem się.
Zaczęła grzebać we kieszeni. Wyjęła kluczyk 121.
- A ty mojego? - zapytała.
Wymieniliśmy się kluczami, ona zatrzasnęła drzwi, a ja pobiegłem do pokoju. Wziąłem troszkę kasy i podreptałem do Nicole.

Nicole?^^

Wolfind: Od Michaela CD Ethana


- Ja tez zawsze chciałem się nauczyć. - rozmyśliłem się, sięgając pamięcią na te czasy, kiedy kilka lat mieszkałem w Miami. Wtedy codziennie chodziłem surfować, ale nie wychodziło mi to zbyt dobrze.
Opowiedziałem mu to wszystko.
- Poważnie? A masz własną deskę? - zapytał z nadzieją.
- Tak. - spojrzałem na jego uradowaną minę. - Ale nie w Hollywood.
Nie uśmiechał się już tak jak wcześniej, ale starał się zachować dobry wyraz twarzy.
- Może one nas nauczą? - wskazałem w stronę dziewczyn.
- Nie. Lepiej przejść bezpłatny kurs w necie. - zaśmiał się. 
 
Ethan?

Lioneart: Od Lindsey CD Lilianne

Gdy doszłyśmy do akademika, weszłyśmy do mojego pokoju i z szczęściem stwierdziłam że był pusty. Wyciągnęłam ostrożnie skrzypce i wypróbowałam grę.
-Gotowa?-zapytała.
-Zawsze.-odpowiedziałam i zaczęłam grać pierwsze nuty.



Gdy skończyłam grać co trwało około 5 minut, zaśmiałam się odkładając skrzypce.

<Liliaaane? brak weny xd >

Wolfind: Od Sue cd. Gwen


Spotkanie z Michaelem to byl zły pomysl. Płakałam. Aby się uspokoić wyszłam na podwórze. Usiadłam na ławce. Dwie osoby pytały się mnie czy zatańczę. Lecz odpowiadałam im, że cały świat nazywa mnie pustaczką. Nagle jednak podeszła do mnie dziewczyna. Chyba miała na imię Gwen.
- Cześć, co się tak smucisz.- Powiedziała.
- Długa historia.. Ale cały świat nazywa mnie pustaczką.- Odpowiedzialam szlochając.
Dziewczyna spojrzała na mnie i wyjęła z torebki chusteczkę.

(Gwen? Na telefonie pisałam, dlatego krótkie)

poniedziałek, 17 marca 2014

Clevouse: od Lilianne CD Lindsey


Zerknęłam na rysunek, który przed chwilą ukończyłam. Był szczególnie udany. Od teraz, zaraz po zebrze jest moim ulubionym.
-Wygląda jak zdjęcie-stwierdziła Lindsey pochylając się nade mną. Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową:
-No dobra. Ja ci się pochwaliłam talentem, teraz twoja kolej. Zagraj mi coś.
-Spoko, tylko chodź do mnie!-rozesmiała się.

Lindseeeeey??

Lioneart: Od Lindsey cd. Lilianne



-Są cudowne!-powiedziałam.-Zwłaszcza ten drugi mi się spodobał.
-Em, dziękuję.-odpowiedziała.
-Naprawdę masz talent, dziewczyno i dobrze że akurat doszłaś do tej szkoły.
Chwilę milczałyśmy, a ja przyglądałam się rysunkowi.
-Możesz obrócić się do mnie?-zapytała nagle.
-Hę?-obróciłam głowę, a Lilianne wyciągnęła nowe kredki i zaczęła rysować. Próbowałam się nie ruszać, ale mimo wszystko uśmiech nie schodził mi z twarzy.
-Podoba ci się?-zapytała odsłaniając rysunek.

 
-Bardzo.-uśmiechnęłam się.

<Lilianne?>

Lioneart: Od Lindsey cd. Katniss


-To chodź.-powiedziałam i ubrałam ciepłą bluzę.
Gdy zeszłyśmy na dół skinęłam głową na Lilianne witając ją.
-Kto to?-zapytała Katniss.
-Lilianne z Clevouse. Nie dawno ją poznałam.
-Yhym.
-O, patrz! Idziemy tam? -wskazałam na boisko do kosza. Grało tam kilku chłopców.

<Katniss?>

niedziela, 16 marca 2014

Lioneart: Od Nicole cd. Michaela

Michale widocznie nad czymś się zamyślił. Nie chciałam przerywać jego rozmyślań, więc dojadłam obiad i powiedziałam:
- No to ja będę się zbierać, muszę doczytać książkę - uśmiechnęłam się. 
- No to do zobaczenia - powiedział.
- Cześć - pożegnałam się i poszłam do mojego pokoju. 
Idąc korytarzem rozmyślałam nad moim życiem. Nie wiem czemu. Jakoś taki temat mi sie nasunął... Kiedy doszłam do pokoju usiadłam na łóżku, wyjęłam książkę z walizki i wlepiłam w nią wzrok. Nie miałam zamiaru jej czytać. Często tak robię, że patrzę na książkę, niby to czytam, ale myślę o czymś innym. Myśląc dalej o swojej przeszłości podciągnęłam rękawy patrząc na moje ręce pokryte starymi bliznami po sznytach. Byłam od tego uzależniona, na razie - to znaczy od przyjazdu do szkoły - udawało mi się od tego odzwyczajać. Nudziło mi się strasznie, więc wyszłam z pokoju. Poszłam na dwór, jak zwykle wtykając sobie słuchawki w uszy. Usiadłam na dworze na ławce i zastanawiałam się, czy coś zrobiłam w swoim życiu nie tak. Nagle ktoś do mnie podszedł. Kiedy podniosłam oczy zorientowałam się, że to Michael. 
- Cześć - powiedział.
- Hej - odpowiedziałam.

< Michael? Znowu mnie spotkałeś... xd Brak weny ;/ >

Lioneart: Od Katniss cd Lindsey

- Nie. - odpowiedziałam krótko.
- A właściwie, to co s-cię sprowadzio akurat do tej szkoły? - zapytała.
- Lubię grać na gitarze i chyba w sumie, tyle...
Wyjęłą skrzypce.
- Zagrać ci jeszcze? - zmieniła temat.
- Tak.
Zagrała to samo, co wcześniej, ale trochę szybciej i zdawało mi się, że jakoś ładniej to brzmiało.
- Pięnkie.
- Dziękuję. Może włączymy telewizję?
- Nigdy. Idziemy na dwór. - wyciągnęłam rękę.
Lindsey? Sory, że krótko ;/

Wolfind: Od Michaela cd Gwen

Skończyłem jeść śniadanie i wybrałem się do pokoju. Stwierdziłem, że beznadziejnie, będzie siedzieć w domu w tak piękną pogodę. Może potrenować kosza, lub pojeździć na desce? Albo po prostu spacer? A może fotografia? Nie chciałem się szwędać sam. Wybrałem się do akademika Sun Shine. Pokój Ethana był blisko drzwi wejściowych.
- Puk, puk. - powiedziałem i nacisnąłem klamkę.
Zamknięte. Mogłem się tego spodziewać. Pewnie poszedł szukać dziewczyny z "IQ podobnym do swojego". I wtedy wpadłem na pomysł. Gwen. Ona nie jest pusta i plastikowa jak inne. Wróciłem do Wolfind.
Zapukałem do jednego z pokoi. Otworzyła mi Gwen, która wybełkotała coś na kształt "Wynocha" i zatrzasnęła mi drzwi przed nosem.
- Ej! - krzyknąłem.

Gwen?

Clevouse: od Lilianne CD Lindsey

-No...dobrze-zgodziłam się niepwenie. Raczej nie pokazuję swoich rysunków innym. Nie lubię słuchać ich uwag, nawet jeśli są pozytywne. Ale Lind prowadziłam. 
W moim pokoju(jeszcze nie byłam wypakowana) sięgnęłam po walizkę i wyciągnęłam teczkę. 
-Tutaj jest mój autoportret



Moja ulubiona klacz w szkółce



Z tego jestem osobiście najbardziej dumna



-Ej, a narysuj mnie-poprosiła nagle Lind. pojrzałam na nią zdziwiona.
-No...niech będzie, tylko potrzebuję czasu.
-Czasu to ty masz dostatek-wzruszyła ramionami-Zacznij od zaraz
Wzięłam kartkę, kilka rodzajów ołówków i zaczęłam rysować. Efekt końcowy wyglądał tak


Lind nadal milczała. Kiwnęła tylko głową. Dobrze robiła. Ja uważam słowa za zbędne. 
-Mogę też zrobić inną techniką.
-Rób-przyzwoliła, a ja sięgnęłam po farby i pędzle. Wyszło takie coś



-Podobają ci się?-spytałam z dumą.

Lindsey?

sobota, 15 marca 2014

Lioneart: Od Lindsey cd. Lilianne

-Trudno określić. Od zawsze fascynowałam się tańcem, ale moi rodzice powiedzieli jednak że muszę wybrać między skrzypcami i tańcem. Wtedy wybrałam skrzypce. Ale teraz także tańczę. Jeżeli chodzi o styl.. hehe.. można powiedzieć że mieszam style.-powiedziałam.
-To fajnie. 
- Pokażesz jakieś swoje rysunki?-zapytałam.-Jeżeli masz je ze sobą. 
Liliane chwilę się zastanowiła. 

<Lilianne?>

Clevouse: Od Lilianne cd. Lindsey

-Muzycznego? Grasz na jakimś instrumencie?
-Tak, lubię też tańczyć-uśmiechnęła się. 
-Serio!? Ja też! Ups...-zamilkłam, o stwierdziłam, że ostatniezdanie wypowiedziałam za głośno. Dziewczyna roześmiała się szczerze.
-To znalazłyśmy pierwszą rzecz,która nas łączy. 
-Tu się pojawia również kwestia gatunku tańćą. Ja preferuję balet. A ty?

Lind? Weny brak-,-