Zażywaliśmy morskich i słonecznych kąpieli aż do chwili, kiedy niebo zaczęło różowieć, plażowicze się zbierać, a nam robić się zimno w krótkich, przemoczonych szortach. Wyskoczyliśmy z wody i na mokre ciała wciągnęliśmy koszulki. Piach pod stopami już nie parzył. Dawał przyjemny chłód. Przeciągnąłem się.
- No, taką labę to ja rozumiem!
- Ja tak samo - uśmiechnął się Michael.
Rozejrzałem się po wybrzeżu. Przy samej wodzie, jakieś sto metrów od nas, stało kilka śmiejących się dziewczyn z deskami pod pachą.
- Myślisz, że chociaż jedna z nich chodzi do naszej szkoły? - spytałem z nadzieją, choć wiedziałem, jaka będzie odpowiedź.
- Nie sądzę. Takie szczęście...
Wzruszyłem ramionami, jakbym mówił: "Cóż zrobisz?".
- Idziemy do nich pogadać? - zaproponowałem.
- Dlaczego nie.
Wzięliśmy swoje buty do rąk i ruszyliśmy w stronę grupki dziewcząt.
- Joł - przywitałem się wesoło.
- Cześć - uśmiechnęła się nieśmiało jedna z nich. Miała naprawdę ładny uśmiech, blond włosy upięte w kok i trochę piegowate policzki.
- Surfujecie? - zagaiłem.
- Tak. Niedługo są tu zawody.
- Wszystkie startujecie?
- Raczej.
- To będzie na co popatrzeć - zaśmiałem się, a widząc, jak zaciska usta, dodałem: - Miałem na myśli surfing.
- Jaasne...
- Serio, serio - mrugnąłem łobuzersko. - Jestem Ethan, a to Michael.
- Chelsea. Ta z czerwoną bandamką to Lindsey, szatynka - Miley, a ta opalona - Emma.
- Hej - odezwały się niemal chórem.
- Wszystkie jesteście z LA? - spytał Michael.
- Tak. A wy?
- Ja też, ale pierwszy raz jestem w Hollywood.
- A ja nie - wtrącił mój kumpel. - Ale z niedaleka.
- Umiecie surfować? - spytała Emma.
- Nie - posmutniałem.
- Ja kiedyś się uczyłem, ale słabo mi szło...
- Może was nauczymy? - zaproponowała Lindsey.
- Oczywiście o ile nie boicie się zamoczyć wypacykowanych grzyweczek - zakpiła Chelsea.
- Never!
Po chwili całą szóstką siedzieliśmy już w wodzie. Z czasem przestaliśmy surfować i po prostu pływaliśmy w stygnącym oceanie, nawzajem się chlapiąc. Odpowiadało mi towarzystwo dziewczyn, które nie są wielce zakochane, bo chłopak podszedł do nich pogadać. W sumie można powiedzieć, że traktowały nas, zwłaszcza Chelsea, nieco sceptycznie. Nawet mi to nie przeszkadzało - to lepsze, niż klejenie się.
Kiedy już na dobre zapadał zmrok, pożegnaliśmy nowe koleżanki i skierowaliśmy się do szkoły. To było bardzo miłe popołudnie. Zdaje mi się, że będzie mi się tu podobać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz