O-nie. Michael? I... Jeszcze jakiś gościu...? Z zabandażowanym nosem. Haha to musiał być ten, któremu przywaliła Angie.
- Żartujesz? - prychnęłam.
- Co? Aż tak źle...? - pokręciła głową.
- Wolę siatkówkę - pokazałam obok na boisko.
- Aaa chodź siądziemy i się pogapimy niech myślą, że jesteśmy zainteresowane - wzruszyłam ramionami ale zanim zdążyłam cokolwiek odrzec zostałam bezdusznie pchnięta w kierunku ławki.
Po chwili już wrzeszczałam rzeczy typu "podaj mu!" albo "Ja nie mogę jaki debil! Czemu nie podałeś?!".
- ALE ZEZ, MICHAEL RZUCAJ JAK CZŁOWIEK! - wrzasnęłam.
- Ja taka jesteś mądra - podszedł do mnie zdyszany Mike - to sama przerzuć przez obronę Jacksona.
- Spoko - powiedziałam obojętnym tonem i zdjąwszy rzemyki oraz jeansową kurtkę wzięłam od chłopaka piłkę.
Po chwili wylądowała w koszu.
- Jak chcesz to możesz - uśmiechnęłam się triumfalnie oddając piłkę Michael'owi.
- Taa. Dał ci fory. - mruknął.
- Cha cha cha śmieszne, ale niestety żart totalnie bez polotu. - zaśmiałam sie. - Przyznaj jestem od ciebie lepsza.
Popatrzyłam na Alex, która trzęsła się ze śmiechu i wzruszyłam ramionami.
- Kilka dni temu rozwaliłabym mu nos, ale zmieniłam swoje podejście - mruknęłam ale czułam, że szeroko się uśmiecham. - Chcesz iść na siatkę?
- Nie...
- Nauczę cię!
Alex? Gwen mądra - wybrnęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz