Niespiesznie zjedliśmy pizzę i popiliśmy wielkimi kubkami Pepsi. Wytarliśmy ręce i usta jednorazowymi chusteczkami, po czym ułożywszy odpadki na talerzu, wyszliśmy z knajpki na ruchliwą ulicę.
- I co robimy? - spytałem. - Masz do wyboru szlajanie się po mieście, obejrzenie trochę Hollywood, czyli aleja gwiazd i w ogóle, lub pójście na plażę. No więc?
- Plaża mi się źle kojarzy... - powiedział z niesmakiem. - Ale w sumie gorąco dzisiaj, więc możemy iść.
W rzeczy samej, żar lał się z nieba. Ludzie chodzili w negliżu - niektóre laski aż do przesady - każdy z jęzorem do pasa. Większość z nich szukała schronienia w ogródkach przy kawiarenkach, gdzie olbrzymie parasole dawały kojący cień. My obraliśmy kierunek właściwy dla deptaku, wzdłuż którego ciągnęła się plaża. Po przejściu kilkuset metrów zeszliśmy na piaszczysty brzeg. Okazało się, że nie byliśmy jedynymi genialnymi, którzy wpadli na pomysł ochłodzenia się tam. Cały złocisty piasek zniknął pod kolorowymi ręcznikami i parasolami. Ze świecą można było szukać wolnego miejsca.
- I co?
- Możemy się dosiąść do jakichś panienek. Na pewno nie odmówią - zażartowałem.
- Brzydzę się tobą - odparł Michael z dramatyzmem, po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
Odetchnąłem pełną piersią. Nie ma, jak morska bryza. Postanowiłem od razu rzucić się w fale oceanu. Poprowadziłem więc Michaela do samego krańca plaży, gdzie nie było już takiego tłoku z racji, że ręczniki bezustannie obmywałaby woda. Ściągnąłem moją błękitną sportową koszulkę, rzuciłem niedbale na ziemię i powoli wszedłem do dającej orzeźwienie wody. Ukazując uzębienie, którego nie powstydziłby się dentysta, z satysfakcją obserwowałem, jak laski w różowych bikini jarają się, że się do nich uśmiechnąłem. Starałem się nie sprawiać wrażenia rozbawionego, chociaż w duchu pękałem ze śmiechu. Za moment dołączył do mnie Michael.
- Umiesz pływać? - spytałem go, starając się ignorować podniecone szepty dziewcząt komentujących nasze kaloryferki.
- Raczej. A ty?
- Tsa. Ale zawsze chciałem się nauczyć surfować - wskazałem brodą na śmigające na deskach dziewczyny. Nie, nie laski - dziewczyny. Normalne dziewczyny, które nie wstydziły się uprawiać sportu.
Michael? Le Liv ma wenę ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz