piątek, 7 marca 2014

Wolfind: Od Angie do Gwen

Siedziałam na murku w Akademiku. Nagle podszedł do mnie jakiś chłopak. BLondyn, żeluś na włoskach, niebieskie oczęta. Okropność. Uśmiechnął sie zębami bielszymi od moich, a mnie starzy ciągali do wybielania co 2 miesiące. 
-Siemasz piękna. Co tam robisz? 
Postanowiłam sprawdzić jego inteligencję.
-C-Z-Y-T-A-M
Zmarszczył czoło, a po próżnych wysiłkach znów przybrał w jego mniemaniu czarujący wyraz twarzy i powiedział:
-Dosyć słów. Przejdźmy do czynów.
Zamierzał mnie pocałować, ale nie zdążył, bo mój prawy prosty wylądował idealnie na jego przypudrowanym nosku. Plastik odleciał do tyłu trzymając się za nos. Jego wytłuszczone kremem łapcia była cała we krwi.
-Zawołam panią dyrektor!-krzyknął nienaturalnie wysokim głosem. Nie trzeba było. Ona stała za mną. Odchrząknęła. 
-Panno Supford, proszę za mną.
-To nie tak, pani dyrektor! Ten blondas mnie chciał pocałować.
-Lubi cię.
-Ja go nie znam.
-DOŚĆ! Do gabinetu!
Jones zaprowadziła mnie do swojego gabinetu. Było to duże pomieszczenie urządzone w starym stylu. Przed wielkim biurkiem były dwa fotele z jednej strony, jeden z drugiej. W jednym z nich już siedziała wygodnie rozparta dziewczyna wyglądająca jakby była tu nie pierwszy raz pomimo, że rok szkolny jeszcze się do końca nie zaczął. Uśmiechnęła się do mnie krzepiąco. Podniosła mnie na duchu. Dyrektorka stała przed nami oparta o biurko. 
-Jeszcze nie zaczął się rok szkolny, a panna Montrose jest u mnie trzeci raz. Ty też, Supfort się nie najlepiej zapowiadasz. NA RAZIE wam podaruję, jeszcze nie jestem waszą dyrektorką. Teraz idźcie i mnie nie denerwujcie. Poza gabinetem spytałam od razu:
-Wolfind?
-Ta. Ty też?
-Tak. Jestem Angie Supfort, a ty Gwendolyn?
-Mów Gwen.

Gwen?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz