środa, 26 marca 2014

Sun Shine: Od Chrisa do Sue

- Jak tam, Misiu? - zapytałem pogodnie siostrę, gdy podeszła do mnie na szkolnym korytarzu.
- Normalnie - burknęła. Zaśmiałem się. Była słodka, kiedy się złościła. Właściwie... Cóż, ona się wciąż złościła.
- Miałaś fotografię?
- Yhy.
Przewróciłem oczami.
- I jak?
- Normalnie... Mieliśmy lekcję o obiektywach. Czysta teoria... Ale mam zadanie domowe... Musisz mi pomóc.
- Tak? Okej. Jakie to zadanie?
Raquel sięgnęła do przewieszonej przez ramię torby ozdobionej przypinkami z logo jej ulubionych zespołów i wyjęła niebieski notes A4. Otworzyła na pierwszej stronie.
- Mam zrobić zdjęcie na temat "Dwa oblicza"... Pomyślałam, że skoro jesteśmy bliźniętami, to po prostu strzelimy sobie razem zdjęcie: ty z tym swoim wydumanym uśmieszkiem, zadowoleniem z życia pełnego bólu, cierpienia i rozczarowań... - spojrzałem na nią wzrokiem pod tytułem "Przeginasz". - ...a ja ze swoim realistycznym...
- Chyba pesymistycznym.
- ...podejściem do życia wymalowanym na twarzy. I potem, korzystając z niewielkiej obróbki graficznej, połączę nasze profile w jedną twarz...
- Dobry pomysł - stwierdziłem. Roki lubi, kiedy się ją chwali.
- Wiem - odparła sucho. - A jak to twoje całe aktorstwo?
- Dostałem piątkę - wyszczerzyłem się.
- Za co?
- Za przelizanie się z dziewczyną - parsknąłem, a siostra popatrzyła na mnie z odrazą.

Po zakończeniu lekcji wyszliśmy z budynku szkoły i zaczęliśmy (czytaj: Raquel zaczęła) szukać jakiegoś tła odpowiedniego do zdjęcia. W końcu stwierdziła, że po prostu użyjemy do tego zewnętrznej ściany gmachu.
- Stań tu - rozkazała bezbarwnym tonem. Wykonałem jej polecenie. Uśmiechnąłem się najszerzej jak umiałem, z mieszaniną pobłażliwości i błogości. - Nie przekrzywiaj głowy.
Riki podeszła do mnie ze swoim narzędziem tortur, nazywanym popularnie lustrzanką, i cyknęła mi kilka zdjęć. Potem pochyliła się nad ekranem.
- Tak, to będzie dobre - osądziła i z obojętnością podała mi aparat, po czym ustała w miejscu, gdzie wcześniej ja. Zrobiłem zdjęcie jej nienaturalnie kwaśnej minie, znudzonemu wzrokowi i pretensjonalnej pozycji.
- Za daleko - warknęła, gdy pokazałem jej moje dzieło. - Sama szyja i głowa. O, patrz - pokazała mi moje zdjęcie, istotnie obejmujące samą szyję i głowę.
- Spoko, jeszcze raz - ponownie chwyciłem sprzęt, podszedłem o pół kroku do modelki i nacisnąłem przycisk migawki.
- Teraz dobrze - stwierdziła. - Dzięki - mruknęła i ruszyła w stronę akademika.
W jej ustach takie "dzięki" oznaczało, że jest serio wdzięczna. Wiedziałem to. Taka już jest i już. Nie okazuje jakoś szczególnie uczuć innym.
Na ławce przy alejce wyłożonej kostką brukową spostrzegłem jakąś blondynkę. Siedziała sama i nie wyglądała na jakąś specjalnie wesołą. Jako, że nie miałem nic konkretnego do roboty, postanowiłem się zapoznać.
- Hej, ślicznotko. Jestem Chris - podszedłszy, powiedziałem zawadiacko.

Sue?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz