Znowu... :(
Już dobrze kochanie ;*
Nie dam rady... tęsknię :( Tu jest chujowo. i nikt mnie nie lubi.
Musisz być silna ;*
Nie mogę... Idę się kąpać zw ;*
Podniosłam się z łóżka. Było już dobrze po ciszy nocnej. Pociągnęłam nosem i otarłam dłonią toczącą się po moim policzku łzę. Całe szczęście, że mam sama pokój... Nie muszę się przed nikim ukrywać.
Te ostatnie - to jest: pierwsze - dni w tej szkole były beznadziejne. Zdążyłam dostać pizdę z wf za niećwiczenie. Dwa razy. Bosko. Na matmie mamy jakieś gówno, którego w ogóle nie czaję, nawet nie pamiętam jak toto się nazywa, a nie ma mi kto wytłumaczyć. W tej szkole praktycznie każdy patrzy na swoje.
Ok, leć. ;* Tylko nie rób wiesz czego... proszę :(
Odczytałam odpowiedź Olivii. Postaram się, pomyślałam, ale już nie odpisywałam. Wyjęłam spod poduszki ciemnoróżową piżamę w czarne nutki, wyciągnęłam z torby bieliznę - nie byłam jeszcze do końca rozpakowana - i poszłam do łazienki. Zminimalizowałam komunikator i puściłam jakąś muzykę. Napuściłam całą wannę wody, dopełniając ją oczywiście ogromną pianą. Z rozkoszą zanurzyłam najpierw nogę, a potem całe ciało. Leżałam z zamkniętymi oczami, ogrzewając się i wsłuchując w łechtające moje bębenki nuty. Naraz jednak nieuchronnie przyszły negatywne myśli. W wannie bardzo dobrze się myśli: jest cisza, spokój i muzyka. To w pewnym sensie inspiruje. Co nie zawsze jest dobre...
Mijały minuty. Znów poczułam, że do oczu napływają mi łzy. Pierdolona szkoła... Chciałam wracać... Tęskniłam za Olivią i Natalie. Moje ukochane dziewczyny... Jedyne osoby, które znają mnie w stu procentach. Jedyne, którym na mnie zależy...
Przyłapałam się na grzebaniu w kosmetyczce. Wyciągnęłam jedną z NICH. Moja pierwsza, jednak wciąż tak samo ostra... Moja ulubiona... Nie, nie mogę... Muszę... Nie chcę... Kurwa!
Ruch ręki prawie machinalnie zrobił kilka kresek na nadgarstku. Beczałam tak, że ledwo oddychałam. I się cięłam. Krew kapała mi do wanny z otwartych ran, jakie sobie zadałam. Cisnęłam żyletkę w kąt. Szybko wyszłam z wanny i wyciągnęłam sznurek z kaptura bluzy. Owiązałam ciasno nadgarstek i zrobiłam supełek. Osuszyłam ciało ręcznikiem, ubrałam się i chwyciłam za telefon.
Przepraszam :(
Następnego dnia udałam się na śniadanie, na parter akademika. Rana swędziała niemiłosiernie, nadal owinięta szarą sznurówką. Oczywiście przywykłam do tego, że nigdy nikt nie dostrzega nic nadzwyczajnego w mojej sznurówce. Zawsze tak jest. Odpowiada mi to. Tylko Olivia i Natalie wiedzą, o co mi chodzi, kiedy wiążę ją na nadgarstku.
Nadal byłam przygnębiona, więc zjadłam niewiele. Siedziałam sama przy stoliku, nie mogąc doczekać się rozpoczęcia lekcji. Oczywiście nie w tym sensie, żeby jakoś ekscytowała mnie biologia... Po prostu zaraz zobaczę się z Gwen i będę miała do kogo otworzyć usta... Naturalnie będę sprawiała wszelkie pozory, że wszystko w porządku, ale rozmowa to rozmowa.
Już po chwili znalazłam się na otoczonym wściekle zielonymi trawnikami dziedzińcu szkoły. W pewnym momencie zatrzymałam się, by odwiązać sznurówkę i spojrzeć na rany. Upewniłam się, że nikt na mnie nie patrzy, po czym starannie zdjęłam niby-opatrunek.
- Pocięłaś się?! - usłyszałam tuż za swoim uchem czyiś głos. Cholera...
Odwróciłam się na pięcie z zakłopotaną miną.
Ktosiu?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz