sobota, 1 marca 2014

Lioneart: Od Alex cd. Gwen

Siedziałam na przednim siedzeniu auta ze słuchawkami w uszach i telefonem w dłoni. Po raz nasty słuchałam tej samej piosenki polskiego rapera. Hm... Większość moich rówieśników nie wie, na jakim kontynencie jest Polska. Ja lubię ich muzę. Ich język jest dziwny co prawda, ale teksty po przetłumaczeniu serio wartościowe.
Każdy ma ją, każdy ma siłę z wiarą... Zabrzmiał męski, odrobinę skrzekliwy, lecz czysty, głos. Skupiłam się i próbowałam sobie przypomnieć, co to znaczy. Everyone has it, everyone has the strength and faith... Chyba jednak nie każdy...
Od dziś będę mieszkała w akademiku jednej z najbardziej prestiżowych szkół artystycznych w Los Angeles. Pewnie, że się cieszę. Będę mogła wreszcie rozwijać swój talent aktorski. Jednak... Boję się. Okropnie się boję. Zostawiłam przyjaciółki, domek i ukochaną kotkę. Nie będę miała nikogo bliskiego. A co jeśli nikt mnie tam nie polubi? W sumie... Zawsze mogę zadzwonić do ojca i mu powiedzieć, żeby mnie stąd wziął. Trochę się zdenerwuje, ale przyjedzie po mnie. Nie jest taki zły...
Marzenia mamy po to, by spełniać je... Zaśpiewał KaeN. The dreams we have in order to fulfill them...
- Masz rację... - powiedziałam sama do siebie. Spostrzegłam, że tata patrzy na mnie i porusza ustami, więc włączyłam pauzę i zdjęłam słuchawki.
- Hę?
- W czym mam rację? - spytał ojciec.
- Nie ty... Słucham muzyki.
- Niedługo ogłuchniesz od tych słuchawek - zauważył.
- Najwyżej - wzruszyłam ramionami i wróciłam do przerwanej czynności.
Przeleciało jeszcze kilka piosenek. Trochę po polsku, trochę po angielsku... Kilka nawet po niemiecku. Ważne żeby był przekaz.
- Co robisz?! - obruszyłam się, gdy sprzęt został bestialsko wyjęty mi z uszu przez pociągnięcie kabla.
- Jesteśmy - tata wskazał podbródkiem na olbrzymi gmach z czerwonej cegły.
Otworzyłam usta i spojrzałam na budynek z podziwem. No, to się nazywa szkoła! Znając życie, zgubię się tu  z milion razy... Z ociąganiem wysiadłam z samochodu i, zwijając słuchawki, skierowałam się do głównego wejścia. Tata ruszył za mną z moimi bagażami.
- Dzień dobry - przywitałam się z babką w recepcji.
- Bry. Na zapisy? - kiwnęłam głową. Kobieta podała mi jakiś formularz. Przeleciałam go wzrokiem, po czym chwyciłam długopis i zaczęłam go naprędce wypełniać swoim koślawym pismem.
- Podpisz - rzuciłam do ojca, kiedy pojawił się obok mnie. Przewrócił oczami, położył jedną z trzymanych toreb i machnął parafkę. Oddałam kartkę. Dostałam informację o numerze sali i godzinie egzaminu wstępnego. Miałam jeszcze trochę czasu, więc usiadłam na korytarzowej ławce i zaczęłam pisać SMSa do przyjaciółki. Oczywiście przepełniony był histerią - jak to u mnie bywa.
Egzamin wstępny nie był trudny. Właściwie był bardzo łatwy. Coś a'la przesłuchanie. Zwaliłam ich wszystkich z nóg interpretacją Romea i Julii. Dla jasności nie byłam Julią, tylko Mercutio. I dla jasności wcale nie zatuszowałam wulgaryzmów.
Nazajutrz z bijącym sercem podeszłam do tablicy, na której wisiały nazwiska osób przyjętych do szkoły.
"Pewnie i tak się nie dostałam..." - przemknęło mi przez myśl.
Wczytałam się w listę. No, nie ma mnie! Wiedziałam...
Już miałam odejść zrezygnowana, gdy zorientowałam się, że profile są rozdzielone na trzy osobne listy, a ja czytam tę z nagłówkiem "Muzyczny". Zaklęłam w myślach na swoją głupotę i przeniosłam wzrok na drugą kartkę.
- Hej, jestem Gwen - usłyszałam z mojej lewej strony. Odwróciłam głowę w kierunku, z którego dochodził głos. - Jestem na plastycznym i Wolfind. A ty?
- Alex. A profil... Mam nadzieję aktorski, ale nie wiem, czy mnie przyjęli... - szybko przeleciałam wzrokiem listę. - Tak. Alex. Profil aktorski - powiedziałam ze stoickim spokojem, mimo iż w środku skakałam jak małe dziecko.
- Jesteś może w Wolfind? - pokręciłam głową.
- Lioneart.

Gwen?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz