W pokoju 112 znajdowały się dwa duże łóżka. Walizkę położyłam koło tego bliżej okna i rzuciłam się na poduszki. Nicole stanęła nade mną z rękoma założonymi na biodrach.
- Zamierzasz dzisiaj cały dzień tak leżeć? - zapytałam.
- Yhy - pokiwałam wolno głową.
- Trzeba korzystać, póki nie ma nauki. Wstawaj, leniuchu.
Złapała moją nogę i zaczęła ciągnąć do siebie. Zacisnęłam dłonie na oparciu i trzymałam z całej siły.
- Nie! Nigdzie nie pójdę! - zawołałam.
- No dalej!
Nicole upadła na podłogę. Podciągnęłam się do brzegu łóżka. Chwyciłam poduszkę i rzuciłam w dziewczynę.
- Ale miałaś minę! - zaśmiałam się.
Spadłam z łóżka trzęsąc się ze śmiechu. Wychyliłam się i dostałam poduszką w głowę.
- To oznacza wojnę - powiedziałam poważnym tonem.
Zaczęła się bitwa na poduszki. Po paru minutach byłyśmy tak zmęczone, że padłyśmy na podłogę dysząc ciężko.
- Wygrałam - rzekłam i ostatkiem sił rzuciłam poduszką w Nicole.
Dziewczyna nie miała już sił mi oddać, więc podczołgała się do łóżka i ostatkiem sił się na niego wspięła.
Gdy tak leżałam, dobiegł do mnie miły zapach. Podniosłam się.
- Chyba szykują nam jedzenie.
Wybiegłam z pokoju i szybko znalazłam stołówkę. Zaraz dołączyła do mnie Nicole.
< Nicole? Mnie też wena opuściła :( >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz