W końcu śniadanie minęło. Serio w tej akademii myślą, że uczniom w głowach tylko żarcie, żarcie i jeszcze raz żarcie?! Najwidoczniej to samo pomyślała Angie ale patrząc z niesmakiem na dwóch chłopaków, który całe twarze mieli z musztardy i... Czy właśnie zobaczyłam koperek? Fuj! Chyba jednak szkoła ma rację.
- Chodź Angie - powiedziałam. Zbierało mi się na wymioty.
- Dobry pomysł, bardzo dobry pomysł. - powiedziała jakby też za chwilę miała zwrócić posiłek.
- Witam piękne panie! - stanął przy nas Michael oczywiście.
- Spadaj! - wrzasnęłyśmy na niego niemal równocześnie.
- Jeśli nie chcesz za chwilę leżeć w moich rzygowinach, to dobrze ci radzę usuń się z drogi - jęknęłam słabo.
- Jednak zaryzykuję.
I tak nawijając trafiłyśmy do pokoju wspólnego akademika Wolfind. Padłam na skórzaną sofę obok kominka.
- Beznadzieja - jęknęłam.
Angie chyba poszła już do swojego pokoju.
Michael?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz