-Oo, nie ma tak łatwo, śliczny!-zaprotestowałam.-Idę z wami.
Ethan i Mike nie wyglądali na zachwyconych, ale czy ich się kto pyta? Nie-e.
-Ale... na obcasach będziesz grała?-zapytał Ethan.
-Mam skarpetki. I mogę w nich grać, bo w przeciwieństwie do waszych nie są radioaktywne.
Oboje się nadąsali, ale Chris'owi chyba to nie przeszkadzało, bo uśmiechał się szeroko.
-No, to fajno! Będzie po równo, dwa na dwa.
Chłopaki nie podzielali jego entuzjazmu. Coś mi mówi, że mieli nadzieję na spotkanie w męskim gronie na ploteczki i świńskie żarciki. Och, jak mi przykro, że zrujnowałam im te plany. Popłaczę się zaraz.
-A teraz prędko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu!-zarządziłam głosem mojego mentora życiowego- Króla Juliana.
Wybiegłam z pokoju Chris'a, a za mną cała trójka, z czego 2/3 nadąsane.
~~*~~
Przed halą stał Sherry i coś robił w papierach.
-A, cześć chłopaki... i młoda damo. Będziesz im kibicować? Który jest twoim chłopakiem?-nauczyciel poruszył sugestywnie brwiami, a ja schowałam twarz w dłoniach.
-Prze pana, to Iggy jest. Zrzuciła kolorową powłokę, a teraz przebiera się za dziewczynę.-wyjaśnił Cambell, na co posłałam mu mordercze spojrzenie.
-Aa...ha. No cóż? OK, wchodźcie. Iggy, jak zamierzasz grać?-spytał Sherry, bo kiedy już się wyjaśniło, że ta nadludzko atrakcyjna dziewczyna to Iggy, z góry założył, że będzie grać.
-W skarpetkach.-odrzekłam krótko i weszłam na boisko za chłopakami, którzy już załatwili piłkę.
-Dzielimy się na drużyny.-zarządził Mike.-Ja i Chris wybieramy. Ja pierwszy. Ethan.
-Hmm... kogo by tu wybrać...-Cambell rozglądał się, nie patrząc na mnie wcale-HEJ< PANIE SHERRY! ZAGRA PAN ZE MNĄ W DRUŻYNIE!?
-Spadaj-zaśmiałam się i dałam mu kuksańca w ramię. W tej samej chwili wszedł Sherry.
-Mówiłeś coś, Chris?-spytał.
-Już nic, panie psorze. Aha, ale mógłby pan nam wyrzucić piłkę.
Zmarszczył brwi udając, że nie wie, o co chodzi.
-To całkiem dobry sprzęt, dlaczego miałbym ją wyrzucać?
Po chwili jednak uśmiechnął się i wyciągnął rękę, a Ethan rzucił piłkę do nauczyciela. Na początek na wybicie poszedł Chris i Ethan. Cambell, jako że był trochę wyższy, przebił piłkę do mnie. Złapałam ją i zaczęłam kozłować błogosławiąc w duchu skarpetki antypoślizgowe. Mike ganiał koło mnie jak mucha wokół łajna. Rzuciłam piłkę do mojego współgracza, w locie jednak przechwycił ją Ethan. Stłumiłam przekleństwo i pobiegłam kryć Mike'a. Ethan wrzucił kosz.
Mecz skończył się jednak naszą wygraną, co nie zadowoliło Mike;a i Ethana. No, nie dziwię im się. Przegrali z dziewczyną i Cambellem. Och, po raz kolejny będę płakać.
Chris? Krótkie, krótkie, KRÓTKIE ;-;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz