Dupek pier*olony, chol*ra jasna, dzi*karz pier*olony.
Co on sobie myślał? Jak można założyć się o... kogoś? Czy on porównuje mnie do... powiedzmy... zjedzenia piachu? Jeśli myślał, że to mu się uda, to chyba ma coś w głowie. A raczej czegoś mu brakuje. Mam nadzieje, że dużo postawił w tym zakładzie. Oby dużo przegrał.
Kilka dni później, nadal zręcznie unikając Chrisa i wszystkiego co z nim związane, poszłam wcześniej do szkoły. Musiałam czekać chwilę przed klasą. Wyjęłam książkę z torby i zaczęłam czytać. Byłam tak pochłonięta historią Johna i Allie, że nie spostrzegłam, kiedy korytarz wypełnił się uczniami, którzy schodzili się z różnych stron. Większość była zadowolona, w końcu był już piątek. Gdy zadzwonił dzwonek, przyszła po nas nauczycielka i weszliśmy do klasy. Znowu starałam sie ignorować Chrisa. Nie byłam smutna, ani na niego zła. Byłam bardziej zawiedziona, że dałam sie tak podejść i podle oszukać. Ale i tak nie miałam ochoty go widzieć, a co dopiero na rozmowę z nim. Po lekcjach podbiegł do mnie Michael i przywitał się.
- Jesteś strasznie smutna. To przez tą sprawę z Chrisem, tak?
- No, a niby przez co innego? Po co ja sie bawiłam w jakies związki. Miałam takie... normalne życie... - westchnęłam - Skąd wiesz o naszym rozstaniu?
- Chris mi powiedział. Nawet wrobił mnie, że to ja powiedziałem ci o zakładzie.
Starałam się nie rozpłakać.
- Czyli jednak był... Ten zakład. - odparłam po chwili zastanowienia.
- Nie! Tego nie powiedziałem. - posmutniał - Ale kto go tam wie.
- Wiesz co, dzięki, ty to umiesz pocieszać! - warknęłam w złości.
- Przepraszam, okej? - uśmiechnął się lekko. - On był serio... Zrozpaczony. Był u mnie. Powiedział, że cię K O C H A.
- Tak, i co jeszcze?
- Mówię serio. - wyglądał poważnie, ale nie wiedziałam, co o tym myśleć.
- Jakoś jeszcze nie przyszedł mnie przeprosić.
Wzruszył ramionami.
- Daj mu trochę czasu. Wiesz, nawrzeszczałaś na niego, wmówiłaś mu, że jest... czekaj... był z tobą dla zakładu. I to wszystko bez powodu.
- Bez powodu? J-jak można... - poczułam łzy napływające mi do oczu, ręce coraz bardziej mi się trzęsły, a serce biło coraz mocniej.
'Szkoda, że nie miało już dla kogo bić.' Przypomniałam sobie cytat z książki czytanej na przerwie.
- Uspokój się, Kat. On naprawdę cię ko... - jednak nie dane mu było dokończyć.
- Próbujesz mi poprawić nastrój, ale ja nie potrzebuję litości, jasne? Zostaw mnie! - złapałam mocniej torbę i pobiegłam płacząc w stronę akademika. Miałam ochotę kogoś zabić. Miałam tego wszystkiego dość.
Chris? Ale się dzieje, ale emocje *.*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz