- Nie prawda - powiedziałam i udałam obrażoną.
Wzruszył ramionami.
Po chwili wracaliśmy do akademiku.
- Sorry ale muszę obczaić matmę... Wiesz równania... - powiedziałam - nie ogarniam tego w ogóle.
- Wytłumaczę ci - zaproponował.
- Mógłbyś? - wręcz czułam jak błyszczą mi się oczy.
- No.. Jeśli mi pozwolisz, mała - wzruszył ramionami.
- Dzięki - uśmiechnęłam się z wdzięcznością.
- Nie ma za co.
Po chwili siedzieliśmy przy majzy.
- No to zacznijmy od tego.. Hm... Równanie ma dwie strony tak? Oddziela je znak równa się.. No i musisz obliczyć niewiadomą.. Czyli musi się sama znaleźć po jednej stronie nie? NO I teraz robisz tak... Tak....
- Nie umiesz uczyć, Michael - zamknęłam mu książkę przed nosem.
- Ej! - udał urażonego.
- Mówisz tak: robisz to równanie ma to i to no i musisz to zrobić tak i tak i tak..
- Ok ciebie nie da się nic nauczyć - warknął.
- Może i nie. Matematyka to ZŁOOOOO
- Racja.
- Więc pozwól, że się pouczę na biologię. SAMA.
- Okay, okay...
Michael?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz