Szum lotniska mieszał się z melodyjkami ze sklepów i restauracji oraz z niewyraźnymi, trzeszczącymi komunikatami z głośników. Ja stałam, razem z grupą innych uczniów ze szkoły, z kartonowym napisem "White" co było nazwiskiem chłopaka, którego miałam przyjąć pod swój dach przez najbliższe dwa miesiące.
W końcu nadleciał samolot linii "Sun planes". Wylądował na pasie, a po schodach wyszło całe mnóstwo osób. Gdzieś wśród nich ten chłopak.
Na lotnisko wsypał się tłumik nastolatków. Jasnowłosy chłopak rozejrzał się z uśmiechem, aż jego wzrok natrafił na karton z nazwiskiem. Uśmiechnął się jeszcze szerzej i podszedł do mnie. Odwzajemniłam uśmiech, dodając jeszcze trochę i powiedziałam.
-Hej! Nazywam się Sara Lowshen, mam przyjmować przez jakiś czas Williama White'a. To ty?
-To ja. Bardzo mi miło cię poznać. Kumple mi mówili, że w Ameryce same pasztety spasione hot-dogami, ale ty mi na taką nie wyglądasz.
-Ty też nie wyglądasz na spojonego herbatką z mlekiem lorda.-odpowiedziałam radośnie.-Podążajmy ku autobusowi! Chyba, że lord woli wynająć limuzynę?
-Wiesz, nie chcę cię zawstydzać blaskiem mego bogactwa i chwały, więc zniżę się do przejażdżki autobusem z plebsem.
Zaśmialiśmy się z żartu i poszliśmy na przystanek.
Wsiedliśmy w autobus i znaleźliśmy jakieś wolne miejsca, co proste nie było ze względu na walizki Will'a.
-Czym się intersujesz, Will?
-Wszystkim, co dostarcza adrenaliny i muzyką. Gram na klawiszach. A ty?
-Hm....śmiechemzabawamiteatremaktorstwemjedzeniemadrenalinąśpiewemroweremirolkami.
-A...ha?-roześmiał się serdecznie chłopak, a zaraz do niego dołączyłam.
-Spodoba ci się w Hollywood Arts. Szkoda tylko, że masz inny profil niż ja, bo ja mam aktorski
-Co nie zmienia faktu, że jesteśmy w tym samym akademiku.-stwierdził.
-Co fakt, to fakt!-nagle zrobiłam uroczystą minę.-Przed tobą... Hollywood Arts!
Will?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz