niedziela, 19 października 2014

Lioneart: Od Nicole - do Julii.

Koniec października, niedługo listopad. Szybko zleciało. Ale ten jesienny, deszczowy, nieprzyjemny czas miał zlecieć jeszcze szybciej, ponieważ do szkoły przyjechali uczniowie z wymiany, z Londynu. Bardzo chciałam pojechać do Londynu, ale jeszcze nie wiadomo było, kto pojedzie... Ale cóż. To się jeszcze okaże, a ja miałam przed sobą bojowe zadanie. Miałam przyjąć do siebie niejaką Julię Carter, z Londynu. W dniu, w którym czwórka Anglików dotarli do naszego miasta, miałam na sobie cieplejsze ubrania, nie było tak ciepło, jak we wrześniu...



Na lotnisku wyjęłam z kieszeni spodni kartkę z opisem dziewczyny, który sobie zapisałam. Organizacja to jedna z moich cech. Bardzo chciałam dobrze poznać i zakolegować się z Julią, a początek jest ważny, więc musiałam dobrze zacząć. Na hali przylotów, czy jak to się tam nazywa, nie ważne, panował hałas i trochę nieład, bo do wielu rzeczy można by było się doczepić, że było niedokładnie zaplanowane. Ale cóż, idźmy dalej. Zaczęłam czytać moje bazgroły na kartce: "Julia Carter - niska, szczupła blondynka o ciemnych oczach. Nie lubi dresów... " Tak jak ja - pomyślałam i czytałam dalej "... "ubiera się stylowo." Nic więcej. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Zobaczyłam nagle rozglądającą się bezradnie dziewczynę, pasującą do osoby z opisu. Podeszłam i powiedziałam.
- Hej. Ty jesteś Julia Carter?
- Taak, to ja. Ty pewnie jesteś Nicole Brown? - zapytała unosząc brwi.
- Zgadza się - uśmiechnęłam się. - Mam zaszczyt zaopiekować się tobą przez czas wymiany.
- Miło mi cię poznać - wyciągnęła rękę, a ja uścisnęłam ją.
* * *
Kiedy dojechaliśmy do szkoły, pomogłam Julii wyjąć bagaże, a trochę ich było, w końcu to nie wyjazd na dwa dni... Następnie wzięłam jej walizkę, a dziewczyna torbę i poprowadziłam ją w strone akademika.
- Czyli to jest Hollywood Arts, tak? - upewniła się.
- Tak, to właśnie tu. Teraz wejdziemy po schodach i na lewo będzie akademik dziewczyn z Lioneart. Tam mam, a właściwie to mamy pokój - poprawiłam się i uśmiechnęłam.
Doszłyśmy do drzwi naszego pokoju. Przed otworzeniem wyjęłam dwa klucze i jeden z nich podałam dziewczynie.
- Jest twój. Przecież nie będziemy się tłuc z jednym kluczem - uśmiechnęłam się, a dziewczyna odwzajemniła uśmiech i podziękowała.
Otworzyłam pokój, pomogłam wnieść Julii jej torby, zamknęłam drzwi i pokazałam jej "mieszkanko".
- Tu jest nasz 'salon', a tu łazienka.
Kiedy objaśniłam gdzie co jest, dziewczyna wybrała sobie z dwóch łóżek, które zostały (moje było pod oknem) środkowe i otworzyła walizkę.
- Gdybyś chciała, to tu jest szafa do twojej dyspozycji - wskazałam na szafę stojącą naprzeciw mojej. - A tu jest komoda, i w ogóle - uśmiechnęłam się.
Julia wypakowała się, a ja zaproponowałam:
- Może pokażę ci dokładniej co i jak? To znaczy gdzie co jest w szkole.
- Oki, bardzo chętnie - uśmiechnęła się i wyszłyśmy.

(Julia? ^^)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz