sobota, 17 maja 2014

Wolfind: Od Iggy cd Chris'a



Zmarszczyłam się.
-Spędziłam je u szefowej.
-Co!?
-Nie wróciłam do domu. Moja szefowa ma domek niedaleko plaży i tam spędziłam święta. Chciałbyś, żeby na wigilijnym stole pojawiła się wódka, wino i wszelkiego innego rodzaju alkohole? Nie odpowiadaj-ucięłam bo chłopak z głupim uśmieszkiem już otwierał usta do odpowiedzi.-Miałam swoje niemiłe przejścia z alkoholem. Nie chcę do tego wracać.
Wzdrygnęłam się na wspomnienie białych sal, irytującego głosu psychologa, który miał być kojący i przede wszystkim wielką tęsknotę za narkotykiem. Przez wiele dni mieszkałam w szpitalu, gdzie nie było dostępu do uzależnień. 
-Nie chcę do tego wracać-powtórzyłam. 
-Spoko, przecież nie drążę-uniósł ręce do góry-A jak z balem bożonarodzeniowym? Masz partnera?
-Nie mam. A ty, założę się, rozczochrany Romeo, już kogoś masz?
-Julię-wyszczerzył się.
-A kogóż by innego. Muszę ją ostrzec, żeby się specjalnie nie spoufalała, bo pożałuje.
-Zbijesz ją, zazdrośnico?-błysnął zębami. 
-Ciebie zbiję, zarozumialcu.
-Ukrywasz swoje uczucia, albo raczej próbujesz, bo przede mną nic się nie ukryje!
-Mówisz? To jakim cudem do tej pory nie znalazłeś swojego IQ? Ktoś ci ukradł, czy nigdy go nie było?
-To drugie. Ale nie trzeba być mądrym, żeby na ciebie panny leciały.
-Jestem mądra, ale raczej nie chcę, żeby na mnie panny leciały. 
Zgasiłam go. Bitwa wygrana, ale wojna trwała. 
-Jeszcze się zemszczę-syknął.
-Z utęsknieniem czekam na ten dzień. Ale coś mi mówi, że go prześpię, podobnie jak apokalipsę w 2012 i jeszcze kilka innych. 
-Prześpisz powiadasz?
-Z zaryglowanymi drzwiami sypialni. Sama w środku. Okna też zamknę, chociaż mieszkam na górze. 
-Fafarafafa, jestem Igelle, mam zdanie i jestem najlepsza!-zawołał piskliwym głosikiem.
-Owszem, jestem Igelle, mam zdanie i jestem najlepsza. Ja-nie ty, Adonisie. 
-Jeszcze wygram! I nie będziesz spała!-wcelował we mnie palcem i poszedł na lekcje profilu aktorskiego, a ja na plastykę.
*********
-Macie narysować wojnę. Jakąkolwiek-II wojnę, rewolucję jakąś, bitkę szkolną. Cokolwiek.-powiedziała plastyczka.
Bitkę, taa?? Wiem, co narysuję.
Wpierw-korpusy. Dziewczyna i chłopak. Oboje mają otwarte usta, jakby krzyczeli. Dziewczyna miała fioletowe włosy, a chłopak-czarne. Po chwili rysy postaci były rozpoznawalne-Chris i ja darliśmy się na siebie, jednak moja mina była trochę bardziej zadowolona. Chłopak był odwrócony tłem do oglądającego, a właściwie po skosie. Niezłe, niezłe. Zwłaszcza ten wyraz wściekłości na ego odwróconej bokiem twarzy...bezcenne. 
-Igelle...Co to jest?
-Bitwa słowna-wzruszyłam ramionami.
-Powiem ci...że, cóż...obrazek BARDZO udany, ale nie dokładnie o to mi chodziło. Myślałam o bitwie, w której są jakieś, no cóż...Obrażenia ciała?
-Może i w tej bitwie nie ma obrażeń ciała, ale są obrażenia w psychice.
******
-Wyobrażasz sobie!? Wstawiła mi C za to!-wyciągnęłam z teczki obrazek. Chris rozdziawił usta-Mieliśmy narysować wojnę, to narysowałam wojnę! A ja dostałam C, bo obrazek nie jest "zgodny z wyobrażeniami madame nauczycielki"! Co za plastyka, w której obrazki mają być robione na wzór wyobrażeń nauczycielki, nie uczniów!? 
-Do rynsztoka-przyznał chłopak-Ale obrazek serio fajny. Uchwyciłam moją szlachetną fizjonomię w kształcie fistaszka.
Odwrócił się bokiem i przejechał dłonią od czoła do podbródka wykonując falujące ruchy nie koniecznie zgodne z ukształtowaniem powierzchni.
-Raczej w kształcie grudki popcornu, grubasie-dźgnęłam go w brzuch. 
-Naprawdę tego chcesz? Chcesz wojny?
-Dajesz, laluś.-skrzyżowałam ręce na piersiach.

Laluś? I owszem, długo czekałam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz