Wiedziałem, że się zgodzi. Kto by się nie zgodził? Iść na bal ze mną! Przecież to niepowtarzalna okazja! Cieszyłem się, że będę miał taką piękną i fajną partnerkę. Może będzie co podotykać!
Przez następny tydzień dzielący mnie od balu karnawałowego musiałem znosić wlepianie we mnie ślepi całej damskiej części szkolnej społeczności. Kręciły się wokół mnie, przynosiły śniadanie, dawały odpisać zadania... Co śmielsze po prostu pytały, czy mam z kim iść i, czasami bardzo nachalnie, promowały swoją kandydaturę. Kiedy dowiadywały się, że mam partnerkę, reakcje były podzielone: większa połowa lasek nagle zapominała, że obiecała mi odrobić matmę, postawić lody oraz - cóż - jak mam na imię. Było jednak malusieńkie grono, które, na szczęście - albo nieszczęście - pamiętało. I starało się za wszelką cenę wybić mi z głowy Katniss.
- Ej, Annie - usłyszałem w przeddzień balu podczas obiadu przy stoliku podejrzanie bliskim mojemu.
- Tak, Roxanne? - i ten wcale nie udawany donośny głos.
- Wiesz, ostatnio widziałam w szatni na wf-ie tą Everdeen z Lio, co nie? Przebierała się. Dziewczyno... Jaka masakra! Ściąga spodnie, co nie? A tam taki busz... No mówię ci, laska! Jak tak można, co nie? Co jak co, ale dziewczyna powinna dbać o siebie. Mówię sobie: nogi by se ogoliła, co nie? Ale dalej patrzę. Koszulkę ściąga, co nie? Jaki bebech! Myślałam, że tam normalnie nie wyrobię ze śmiechu, co nie? Ale mówię sobie: bądź cicho i patrz co dalej... W ogóle jakie ona ma cycki małe! Miseczka D ale na minusie, co nie?
Dłużej nie mogłem słuchać tego plastikowego monologu. Podniosłem się z miejsca odkładając sztućce na talerz i podszedłem do sąsiedniego stolika zajmowanego przez dwie wypacykowane blondyneczki.
- Ooo... Chris! Też tu jesteś? Nie widziałam cię - uśmiechnęła się jedna z nich i zatrzepotała rzęsami.
- Siadaj z nami - poprosiła druga słodko i odsunęła dla mnie krzesło. Nie ruszyłem się z miejsca. Stałem jak słup i wpatrywałem się w nie z odrazą.
- Słyszałem, co mówiłyście o Kat.
- Słyszałeś? - Roxanne próbowała sprawiać wrażenie zaskoczonej, ale kto tu jest aktor, do jasnej cholery? Od razu poznaję takie teatrzyki za dychę.
- Słyszałem - powtórzyłem coraz bardziej wkurwiony.
- No, już trudno - Annabeth wzruszyła ramionami. - Tylko nie mów nikomu, bo ona pewnie się wstydzi tego... My to całkiem niechcący zobaczyłyśmy... Och, nie! Pewnie teraz cię odstręcza i już z nią nie pójdziesz, tak? - spytała z nadzieją w głosie.
- Pójdę z nią. Odpierdolcie się od Kat, suki! Jest sto razy piękniejsza i poczciwsza od was. Jest zajebista, czaicie?!
Roxanne prychnęła.
- Nie chcesz tego, Christopher. Popatrz na mnie. Jestem od niej ładniejsza i mam większe cycki. Wolisz mnie od tamtej deski.
- Ej! Przecież to ja miałam z nim iść! - krzyknęła Ann płaczliwym głosem.
- Śnisz! Cambell jest mój! Tylko mój! Ty to tło!
- Sama jesteś tłem! I... I twoje buty nie pasują do bluzki!
Nie miałem ochoty słuchać dalszej kłótni tych pustaków. Rzuciłem na tę parkę ostatnie spojrzenie pt. "Boże, widzisz i nie grzmisz" i oddaliłem się, by w spokoju dokończyć spaghetti.
Nazajutrz o 18 czekałem na Katniss pod ustrojoną balonami i girlandami salą balową. Nie mówiłem jej ani słowa o tych idiotkach i miałem nadzieję, że nie usłyszała od nikogo. Szkoda mi się jej zrobiło. Ludzie potrafią być okrutni, jak raz się na kogoś uwezmą. Westchnąłem. Jestem aż takim przedmiotem pożądania? Uśmiechnąłem się sam do siebie na tę myśl i poprawiłem czerwony krawat. Wkurzał mnie. Tak jak marynarka zresztą. Postanowiłem jednak, że po czasie je ściągnę i zostanę w samej koszuli.
Kat?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz