piątek, 16 maja 2014

Wolfind: Od Iggy - przygotowanie do balu



Bal. Taa...warto by zabłysnąć i olśnić fioletem całą salę. Warto by. Warto by też być dobrą, dobrze się uczącą dziewczynką, o napuchniętym ego i wrażliwości godnej mimozy. Warto by.
Ale ja nigdy nie robię, co warto, jednak stwierdziłam, że na balu się postaram. Chwyciłam torbę i wyszłam na miasto. Nie do snobistycznego sklepu z sukniami balowymi, ale do krawcowej. Tam kupiłam duzą ilość zwiewnego, fioletowego materiału, igły, nici i sztuczne diamenty. Wyszło taniej, niż za odpowiednik tej sukni, którą chciałam uszyć ze sklepu. A poza tym mogłam dowolnie zmieniać. Efekt końcowy był taki


Spojrzałam w lustro i przeczesałam włosy.
-Nie ja. Ale może to lepiej?
I wpadłam w stan filozoficznej zadumy nad sensem i wartościami mojego życia. I doszłam do wniosku, że jestem prześwietna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz