piątek, 16 maja 2014

Lioneart: Od Kat cd. Chris

- Co? To znaczy... Zastanowię się. - powiedziałam, gdy już się nieco uspokoiłam, po nieoczekiwanym pytaniu. 
Chris spojrzał na mnie błagalnie.
- Jeśli nie chcesz to powiedz od razu. 
- Tego nie powiedziałam. 
- Czyli się zgadzasz? 
- Tego też nie powiedziałam. 
I wtedy (Cóż, można było się tego spodziewać...) znów mnie pocałował. Moon wychyliła się zza drzwi. Nic nie powiedziała, lecz zmroziła nas spojrzeniem i zniknęła za drzwiami. Chris westchnął.
- Nie puszczę cię. Masz się zgodzić. 
- Zaraz wychodzisz...
Zupełnie zignorował to, co powiedziałam. 
- Nie będę się dalej prosił. - rzekł, wyniośle na mnie spoglądając. 
- Prosi to się świnia. Co się akurat zgadza. 
- Bardzo śmieszne, naprawdę. Ale wciąż nie odpowiedziałaś na moje pytanie. 
- Kiedyś na nie odpowiem. Cierpliwości. 
Znowu westchnął. Potem, gdy musieliśmy już wychodzić na scenę, jednak mnie puścił. 


- Idę; próżno szukać
Takiego, co być nie chce znalezionym. - usłyszałam chwilę później. 
Zaraz wychodzę. Tylko mój Romeo musi powiedzieć...
- Drwi z blizn, kto nigdy nie doświadczył rany. 
Ukazałam się w oknie, a raczej na balkonie. 
- Lecz cicho! Co za blask strzelił tam z okna!
Ona jest wschodem, a Julia jest słońcem!
Wznijdź cudne słońce, zgładź zazdrosną lunę,
Która aż zbladła z gniewu, że ty jesteś
Od niej piękniejszą; ukarz ją zaćmieniem
Za tę jej zazdrość; zetrzyj ją do reszty!
To moja pani, to moja kochanka!
O! gdyby mogła wiedzieć, czem jest dla mnie!
Przemawia, chociaż nic nie mówi; cóż stąd?
Jej oczy mówią, oczom więc odpowiem.
Za śmiały jestem; mówią, lecz nie do mnie.
Ptaki ocknęłyby się i śpiewały,
Myśląc, że to już nie noc, lecz dzień biały.
Patrz, jak na dłoni smutnie wsparła liczko!
O! gdybym mógł być tylko rękawiczką,
Co tę dłoń kryje!
- Ach! - zerknęłam na mojego Romea.
- Cicho! coś mówi.
O! mów, mów dalej, uroczy aniele;
Bo ty mi w noc tę tak wspaniale świecisz,
Dwie najjaśniejsze, najpiękniejsze gwiazdy
Z całego nieba, gdzieindziej zajęte,
Prosiły oczu jej, aby zastępczo
Stały w ich sferach, dopóki nie wrócą.
Lecz choćby oczy jej były na niebie,
A owe gwiazdy w oprawie jej oczu:
Blask jej oblicza zawstydziłby gwiazdy,
Jak zorza lampę; gdyby zaś jej oczy
Wśród eterycznej zabłysły przezroczy,
Jak lotny goniec niebios rozwartemu
Od podziwienia oku śmiertelników,
Które się wlepia w niego, aby patrzeć,
Jak on po ciężkich chmurach się przesuwa
I po powietrznej żegluje przestrzeni.
I teraz czas na mnie:
- Romeo! czemuż ty jesteś Romeo!
Wyrzecz się swego rodu, rzuć tę nazwę!
Lub, jeśli tego nie możesz uczynić,
To przysiąż wiernym być mojej miłości,
A ja przestanę być z krwi Kapuletów!
- Mamże przemówić czy też słuchać dalej?

Po zakończeniu mojej kwestii, zniknęłam z okna. Chwilę później pojawił się Chris. 
- Zastanowiłaś się już? - powiedział. 
- Tak. Pójdę z tobą na ten bal. 

Chris? :333

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz