Gdy spostrzegłem Gwen, zaprzestałem jazdę i dosiadłem się. Siedziała na tej ławce co zwykle ze szkicownikiem w ręku. Nic nie rysowała, po prostu go trzymała. Patrzyła się na nieograniczoną przestrzeń przed sobą.
- Jak tam? - zapytałem, siadając.
Popatrzyła na mnie dziwnie.
- Nijak.
- Nie w humorku, co?
- Może.
- A ty kiedyś byłaś w dobrym humorze?
- Tak jakoś... Zanim cię poznałam.
Wybuchnęliśmy śmiechem. Nawet nieźle nam się gadało. W ogóle nieźle się dogadywaliśmy.
- Bo tak się zastanawiam... - powiedziałem nagle.
- Nad czym?
Spodziewałem się raczej: "Czy masz krzywą mordę?".
- Bo niedługo jest ten... Bal...
- Ta, wiem.
- A... Zaprosił cię już ktoś?
- A co?
Zaczęła coś bazgrać w szkicowniku. Czułem, że wiedziała o co chodzi. Tylko robi mi na złość.
- Nie poszłabyś ze mną? - mruknąłem.
- Wiesz....
- Nie wiem.
- Mike. Okej, mogę z tobą pójść.
- Szkoda. To ja może zapro... CO?
- Zgodziłam się.
- Aha. To... Dzięki. Ubierz się ładnie. - szturchnąłem ją po ramieniu.
- Nie podoba ci się to? - wskazała na swoją koszulkę.
- Podoba. Ale to jest BAL.
- Jasne, jasne.
Gwen? Trochę nudne... XD Ale wstaw do opo swoją sukienkę ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz