[Wcale nie czekałaś jedenastu dni na odpis, więc cicho. I od razu uprzedzam, że opo jest nudne jak się tylko da]
- N u d a - przeliterowałem - Idziemy gdzieś?
- Trza zjeść. - powiedziała Angie, wpychając do ust porcję frytek.
- Właśnie. Żeby mieć siłę, trzeba się zdrowo odżywiać. - rzuciła Gwen, udając przy tym głos nauczycielki od biologii.
- I frytki są tu dobrym rozwiązaniem? - prychnąłem, zasłaniając swój talerz, na którym również były frytki.
- Czyż ziemniaki nie są zdrowe? - odpowiedziała pytaniem na pytanie Gwen.
- Ty też masz frytki. - skomentowała Angie.
- A to ważne czy zdrowe? Ważne, że dobre. - wyszczerzyłem się.
- I jak się tu nie zgodzić...? - mruknęła Gwendolyn.
- To co, gdzie się wybieramy? - spojrzałem na wytatuowaną dziewczynę, która siedziała na murku i pochłaniała czekoladę.
- Wiem... Może... NIGDZIE? - warknęła Angie, która siedziała obok.
- A może wszędzie?
Nie czekając na odpowiedź, pociągnąłem ją w stronę parku. Byliśmy jeszcze w stu innych miejscach, wliczając w to mój pokój, gdzie panował uporządkowany bałagan, jak zwykle. Gdy wreszcie się pożegnaliśmy, było grubo po dziewiątej (hehe. Rano oczywiście XD). Padłem na łóżko i od razu zasnąłem.
Nazajutrz czekałem na Gwen pod ustrojoną serpentynami, grilandami, balonami i innym gównem. Miałem nadzieję, że przyjdzie szybko.
Gwen?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz