niedziela, 1 czerwca 2014

Wolfind: Od Prady do Gwendolyn

- O, kutwa – takie to moje pierwsze wrażenie na widok kolejnej nudnej szkoły. Co ja na to poradzę, że mam uraz do ceglanych budynków? 
Podjeżdżając pod szkołę trochę głupio się czułam, tata przywiózł mnie swoim mustangiem, którego nie tak dawno temu rozbiłam uciekając przed policją i to tylko kilka kilometrów od tej właśnie przepięknej i nudnej szkoły. Oczywiście tatuś nie pozwolił go zezłomować, więc cały jest jak nowy, a ja jeszcze tylko podkręciłam silnik i teraz będzie chodził szybciej, tak... nie tylko na tańcu się znam. A jak trafiłam do tej szkoły? Dostałam się chyba cudem ze względu na moje papiery. Ze wszystkich innych szkół mnie wywalili. Raz złamałam jednej dziewczynie rękę, czemu? Bo uważała, że wszystko jej wolno. Drugi raz prawie przejechałam nauczyciela od matmy, właśnie dla tego jej nie lubię, no i jeszcze mnóstwo innych przypadków i powodów, taki mój urok. W tym roku mam się przyłożyć do nauki... Może mi się spodoba, jeśli będą mieli gdzieś, że mam fajki w portfelu i w walizce to dam radę przeżyć ten rok nauki, a może i dłużej, choć nie jestem pewna.
Wysiadłam z samochodu i zamachnęłam się by unieść walizkę, torbę i kosmetyczkę. Byłam taka zła że nie zauważyłam ojca, który najwyraźniej chciał mi pomóc. 
- Nie bądź taka wściekła, przecież i tak musisz się uczyć i chodzić do szkoły. - ze zdziwienia, aż upuściłam walizkę która się osunęła i uderzyła z lekkim hukiem o chodnik.
Ojciec nigdy nie odezwał się do mnie z uśmiechem. Może i jednak będzie dobrze? Nie... Raczej nie.
- To nie tylko przez szkołę – mruknęłam – nienawidzę tych dni w miesiącu.
Tak, o sprawach bardziej intymnych mówię otwarcie, a przynajmniej tak mi się wydaje.
- Masz wszystko co potrzebne?
- Nagle zaczęło cię to interesować?! - wybuchnęłam – Jedź już. Narazie. 
Opuścił głowę i poszedł smutno do samochodu.
- Będzie dobrze, kocham cię Prado
Nie... no ja chyba zemdleję, nie odzywał się do mnie od śmierci matki a teraz wyskakuje mi z takimi tekstami.
Pośpiesznie ruszyłam ku drzwiom i przeszłam przez próg. Odszukałam gabinet dyrektorki i zapukałam. 
- Proszę wejść! - odezwał się damski, miły głos.
- Dzień dobry, Prada. Mogę klucze od pokoju?
- Najpierw podpisz dokumenty – i podała mi kartkę z milionami podpunktów napisanych małym druczkiem.
Pośpiesznie podpisałam dokument i wyciągnęłam rękę po kluczyk.
- Nie przeczytasz regulaminu? - zapytała zaciekawiona.
- Nie. - ucięłam.
Podała mi klucze, ach jaki piękny numerek, 169. Kojarzy mi się z japońskim znaczkiem, chyba że mam brać pod uwagę tę bardziej zboczoną część mnie.
- I tak ich nie będę przestrzegać – mruknęłam ledwie słyszalnie gdy wychodziłam.
W pokoju było ciasno, ale nie tak źle. Choć jestem przyzwyczajona do wielkich przestrzeni. 
Usiadłam na krześle, ale po chwili wstałam i poszłam na korytarz.
-O boże! - krzyknęłam gdy prawie uderzyłam dość mroczną dziewczynę drzwiami.

Gwendolyn?

1 komentarz:

  1. Pamiętaj, nigdy nie używaj pełnego imienia Gwen, bo cię zabije xDD
    ~ Mike dobrze radzący nieznajomej w potrzebie :3

    OdpowiedzUsuń