- Skoro tak twierdzisz - ruda wzruszyła ramionami i dalej rozkoszowała się pizzą.
- Ja to wiem - wyszczerzyłem swoje śnieżnobiałe ząbki. - Kocham fast-foody.
- Chyba jak każdy - odpowiedziała. Uśmiech nie schodził jej z twarzy.
- Jej... W zimę nie ma co robić - mruknąłem przeciągając się na krześle. - Czekam na wakacje. Wtedy pójdę sobie na plażę, poleżę, popływam... Uwielbiam pływać nawiasem mówiąc.
- Ważne, żeby robić, co się lubi - odpowiedziała.
- Jesteś dobrą aktorką - skomplementowałem ją, zmieniając temat.
- Dziękuję, już mówiłeś. Ty też.
Siedzieliśmy w pizzerii jeszcze dobrą godzinę, póki za oknami nie zaczęło robić się całkowicie czarno. Odwiedzający zaczęli opuszczać lokal, wobec czego i my leniwie pozbieraliśmy swoje manatki. Jako dżentelmen zapłaciłem za Sarę, po czym ubraliśmy kurtki i zanurzyliśmy się w aksamitnej nocy.
Budzik dostawał szału, tymczasem ja wcale nie miałem zamiaru opuszczać wygodnego łóżka - poza nim było zimno, szaro i ponuro. Jednym zdecydowanym ruchem zrzuciłem irytujący przedmiot na podłogę. Rozległ się huk komórki uderzającej o panele, po czym nastała błoga cisza. Zamruczałem z rozmarzeniem, przewróciłem się na drugi boczek i wtuliłem mocniej w pościel. Czułem już, jak świadomość gdzieś mi umyka, kiedy gwałtownie rozbudziło mnie pukanie do drzwi.
- Proszę - mruknąłem pół sennie pół z irytacją. Klamka poruszyła się, jednak drzwi nie otworzyły się przed pukającym. Palnąłem się w głowę. Zamknięte na klucz. Odszukałem metalowy przedmiot w szufladzie, po czym z ociąganiem wstałem i otworzyłem drzwi. Mym oczom ukazała się Kat. Odkąd byliśmy razem, to jest od balu, codziennie czekała na mnie pod akademikiem, nigdy jednak nie wchodziła do góry.
- Ty jeszcze nieubrany?! - spytała z mieszaniną zdziwienia i wyrzutu. Automatycznie spuściłem głowę na moje nagie ciało zakryte jedynie przez ciasne czerwone bokserki.
- Która godzina? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie, wciągając spodnie.
- Ósma rano.
- Co?! Przed chwilą była siódma pięć!
- Dokładnie pięćdziesiąt pięć minut temu - dziewczyna uśmiechnęła się słodko, po czym podeszła i uraczyła mnie całusem, kładąc rękę na mojej nagiej klacie.
- Musiałem przysnąć - mruknąłem, odwajemniwszy pocałunek. Podniosłem z podłogi czarną sportową koszulkę, powąchałem, po czym, stwierdziwszy, że nadaje się jeszcze do ubrania, wciągnąłem ją na siebie.
- Nie zdążysz zjeść śniadania...
- Luz, nie jestem głodny - pocałowałem w policzek moją nadopiekuńczą dziewczynę, po czym zarzuciłem plecak na jedno ramię i wskazałem jej głową na drzwi, chcąc jej przekazać, by szła przodem. Sam przeczesałem włosy dłonią.
Pierwszą lekcją była historia kina i teatru, straszne nudy. Z niecierpliwością czekałem na aktorstwo, które było dopiero po przerwie obiadowej. Godziny dłużyły się jak rozgotowane spaghetti, w końcu jednak na szczęście nadeszło upragnione 45 minut z panią Moon. Usiadłem na krześle, a Katniss wskazałem miejsce obok siebie.
- Cisza wszyscy - nakazała, nauczycielka kiedy tylko energicznym krokiem weszła do klasy. - Mamy dużo do zrobienia dzisiaj. Na środek... Może jacyś chętni?
Jak zwykle w górę wystrzeliła ręka siedzącej kilka miejsc obok mnie Sary. Ona wydawała się wiecznie ucieszona i wyspana. Psorka westchnęła i zaprosiła rudzielca na środek.
- Ktoś jeszcze? - Na to raczej się nie zanosiło. - No dobrze, w takim razie Christopher... I...
- Ja chcę - usłyszałem głosik z mojej prawej strony. Everdeen podniosła rękę wysoko w górę.
- Dobrze, Chris i Kat. Chodźcie do nas. Dziś dopracujemy improwizację, bo nie wszystkim wam to dobrze wychodzi, tymczasem aktor powinien potrafić takie rzeczy. Wzbogacają one skrypt i niejednokrotnie poprawiają wizję reżyserską. Dobra, dzieciaki - zwróciła się do naszej trójki. - Dziś ja wam coś narzucę. Powiedzmy... Dom. Sara to mama, Chris - tata. Katniss - jesteś kapryśną córeczką, pyskatą i histeryczną - przed oczami stanęła mi Raquel. - Chcesz iść wieczorem na dyskotekę. Akcja, proszę.
- Mam was w de! Jesteście starymi chu! Nienawidzę was! - darła się Katie.
- Wyrażaj się, gówniaro - powiedziałem srogim głosem, choć tak naprawdę chciało mi się z niej śmiać.
- Skarbie, może jej pozwolimy? - Sara spojrzała na mnie maślanymi oczyma.
- Tak, Saruniu... - powiedziałem cicho, omamiony jej wzrokiem, otrząsnąłem się jednak szybko: - Znaczy nie! Katniss Cambell, nie idziesz nigdzie!
- IDĘ!!!
- Dosyć tego! Oddawaj komórkę! - rozkazałem mojej "córci" i wyrwałem jej z dłoni nieistniejący telefon. Tupnęła.
- Oddaj to!
- Nie! Do pokoju jazda!
- Chris... Nie krzycz tak na nią, to dziecko - Sara złapała mnie za przedramię.
- Muszę, kochanie - szepnąłem i pocałowałem ją w usta.
Sara? Kat? Scenki ciąg dalszy proszę ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz