- To my... jesteśmy... parą? - upewniłem się, kiedy po kilku sekundach odkleiliśmy się od siebie. To było dobre kilka sekund.
- Noo... A chcesz? - spytała cicho.
- Ja chcę.
- Ja też.
- To bądźmy.
- Okej...
Nastała chwila milczenia.
- To... fajnie - uśmiechnąłem się serdecznie.
- Też tak myślę - odpowiedziała i jak na komendę oboje odwróciliśmy wzrok.
- Katniss...
- No?
- Chcesz zatańczyć.
- No.
Po tym jakże ekspresyjnym, rozbudowanym dialogu delikatnie przytuliliśmy się do siebie. Znów leciał wolny kawałek. Było... dziwnie. Tak, dziwnie. W jednej chwili byliśmy znajomymi z klasy, a za chwilę już chłopakiem i dziewczyną. Musieliśmy jakby od nowa uczyć się siebie, jednak zupełnie pod innym kątem. Odmienna perspektywa życia obok siebie. Przerasta to. Naprawdę. Kat delikatnie zarzuciła mi ręce na szyję. Mogłem poprosić ją, by ścisnęła mocniej, jednak w rzeczywistości sam trzymałem ją, jakby była ze szkła. To niesamowite. Niemal przed chwilą byłem gotów nieskrępowanie ją dotykać, teraz jednak bałem się zrobić jej jakąkolwiek krzywdę.
Cholerna piosenka o miłości dolatywała mi do uszu, miksowała mój mózg na papkę i wylatywała. Nienawidzę takich ckliwych numerków. Z drugiej jednak strony całkiem przyjemnie było tak bujać sobą i nią w rytmie powolnych nutek. Jakbyśmy byli nierozerwalną całością dryfującą po niezależnej fali dźwięków, które przepełniały nas całych.
Zlustrowałem wzrokiem salę balową. Obok nas wirowało jeszcze kilka parek, reszta natomiast siedziała zmieszana przy stolikach, gadała albo coś jadła. Przy ścianie stały dwie ruchome blond podpórki - taki bajer. Laleczki wytrzeszczały na nas swe plastikowe oczy i szeptały coś między sobą swymi plastikowymi głosami. Nie mogłem powstrzymać uśmiechu. One chciały ze mną iść. Cieszyłem się, że nie jestem partnerem żadnej z nich. Miałem moją Kat, trzymałem ją w ramionach i od teraz troszczyłem się o nią jak o nikogo innego na świecie. Swoją drogą jakie to dziwne, że jedna osoba może dać swoim istnieniem tyle szczęścia...
Piosenka skończyła się i natychmiast wyskoczyliśmy ze swoich objęć. Czy aby nie za szybko? Znów zapanowała między nami cisza z rodzaju tych niezręcznych. Uratował nas głos pani Joke - nauczycielki muzyki, jednej z koordynatorek balu.
- Dziękuję wszystkim wam za przyjście. Mam nadzieję, że dobrze się bawiliście, jednak pora zakończyć nasz bal.
Posępne, zawiedzione "Nieeee..." potoczyło się po sali balowej.
- Nie martwcie się, kolejny już w przyszłym roku - uśmiechnęła się krzepiąco. - Zapraszam wszystkich do swoich akademików. Nie życzę sobie łażenia po pokojach, opiekunowie też chcą się wyspać. Dobranoc.
Morze ludzkich głów zaczęło wylewać się przez szerokie, dwuskrzydłowe drzwi. Zrobił się hałas będący mieszaniną pomruków niezadowolenia i wesołych rozmów. Poczekaliśmy z Kat do momentu, aż cała hałastra opuści pomieszczenie.
- Odprowadzić cię? - spytałem, prowadząc ją za rękę do wyjścia.
- Nie możesz. Joke kazała wracać do akademików.
- Muszę przypilnować, żeby ci się nic nie stało - nalegałem.
- Chris...
- I tak nie odpuszczę.
- No dobra...
Wyszliśmy z budynku szkoły na zimny dwór. Generalnie nie było już widać uczniów, poza kilkoma pojedynczymi sukienkami czy garniturami przesuwającymi się gdzieniegdzie po chodnikach prowadzących do domów. Nie puszczając dłoni Kat, ruszyłem z nią w stronę Lioneart. Przy wejściu zatrzymaliśmy się i staliśmy nie patrząc na siebie zupełnie. Chwila wydająca się wiecznością.
- To... dobranoc.
- Dobranoc.
- Widzimy się jutro.
- Tak...
- Kat... - zacząłem. Zawahałem się, ale widząc jej pytający wzrok, dodałem: - Będziesz moją Julią?
Na te słowa laska zaczerwieniła się i rzuciła mi się na szyję. Wziąłem delikatną, szczupłą dziewczynę na ręce, po czym okręciłem się i postawiłem z powrotem na ziemi. Ująłem w dłoń jej policzki, przysunąłem jej głowę do pocałunku i, złożywszy go, szybko odwróciłem się i umknąłem do siebie.
THE END
Wszystkich, którzy rzygali tęczą przepraszam za to - efekt przebywania z kumplem miziającym się z twoją przyjaciółką ;__;
Wiesz, jak możesz mnie KATować xdd hahah xd
OdpowiedzUsuń~~Kat