czwartek, 5 czerwca 2014

Sun Shine: Od Ethana cd. Sierry

- O, Boże! To było śliczne! - Sierra podbiegła do mnie, kiedy tylko zszedłem ze sceny.
- Przecież to już słyszałaś - wzruszyłem ramionami, zdejmując gitarę.
- Ale tym razem było dla mnie...
- Ta piosenka powstała z myślą o tobie - mruknąłem. Nie bardzo rozumiałem, o co jej chodzi.
- To co mówiłeś na scenie... O mnie... To była prawda?
- Pewnie.
- To miłe - zarumieniła się.
- Tylko się nie zakochaj - rzuciłem ze śmiechem. Robiąc to, co teraz zrobiłem, myślałem o niej jak o przyjaciółce. Zajebistej, ale przyjaciółce.
- Coś ty - popukała się w czoło.
- Idziemy tańczyć - zakomenderowałem i pociągnąłem ją na parkiet. Jeśli słuch mnie nie mylił, właśnie zaczynało się "The time of my life" z "Dirty dancing".
- O, mambo - ucieszyła się.
- Pamiętasz kroki? - zapytałem, gdyż kilka miesięcy temu ćwiczyliśmy ten taniec na lekcji. Do tej samej piosenki w dodatku.
- No raczej, nie inaczej!
Stanęliśmy w samym centrum sali balowej. Jak się bawić, to się bawić. Ona stanęła w bezruchu, jak główna bohaterka musicalu, a ja podszedłem do niej z jej prawej, niczym filmowy partner. Zauważyłem, że choć niektóre pary tańczyły, większość odsunęła się pod ściany, jakby chciała podziwiać to, co za chwilę zrobimy. A dziać się miało. Byłem tego pewny.
Zaczęliśmy powoli. Maksymalnie zbliżeni. Niby akt. Patrzyłem jej głęboko w oczy. Fajne ma oczy. Cały czas jednak skupiałem się na układzie. Trzymałem ją niczym delikatny kwiat różany. Machinalnie poruszałem ustami zgodnie ze słowami piosenki. Ona robiła to samo. Chwyciliśmy się za dłonie i "odwinąłem ją", kiedy miała zacząć się główna część układu. W sali zadudniły oklaski. Rozpoczęliśmy tylko podstawowym krokiem. "Uśmiechnij się" - powiedziałem niewerbalnie, choć nie było to potrzebne - na twarzy Sierry wciąż był banan. "Wyprostuj się, trzymaj ramę" - zrobiła to samo. Przedrzeźniała nauczycielkę tańca.
Publiczność zaczęła klaskać w rytm muzyki, kiedy zaczęliśmy wykonywać różne figury taneczne. Obroty trochę nam nie wychodziły, gdyż przyjaciółka miała za długą suknię.
W pewnym momencie dziewczyna nadepnęła na rąbek stroju i straciła równowagę w tych swoich szpilach. Błyskawicznie podbiegłem i złapałem ją przed upadkiem tak efektownie, że wyglądało to na zamierzony krok. Uśmiechnęła się z wdzięcznością, po czym wróciliśmy do układu. Dobrze mi się tańczyło. Szczerze powiedziawszy, tym razem wyszło mi lepiej niż przez cały czas, kiedy musiałem to ćwiczyć i tańczyć na ocenę.
Przez cały czas zastanawiałem się, czy zrobić finałową scenę, kiedy koleś podnosi laskę wysoko do góry na wyprostowanych rękach. To ja prowadziłem, więc mogłem jej narzucić figurę, zwaną przeze mnie "samolocikiem". Z drugiej strony mogłem zrobić jej krzywdę w tej kierei tym bardziej, że ona bała się, iż ktoś ją zrzuci nawet na lekcji, kiedy była w dresach.
Rozkminiam, rozkminiam, a tu ten moment. Sierra, ukradkiem patrząc na mnie, tańczy krok podstawowy. Nie ma czasu na zastanowienie. Myślę: dobra. Raz kozie śmierć. Daję dziewczynie do zrozumienia, że będzie skakała. Patrzy na mnie jak na wariata. Ma strach w oczach, widzę to.
To był tylko taniec na balu, nie żaden występ. Mogła przestać. Mogła powiedzieć: "nie robimy tego". Nawet przez myśl jej to nie przeszło. Pełen profesjonalizm. Przełknęła ślinę, westchnęła i zaczęła biec. Skupiłem się i... podniosłem ją w górę, kiedy znalazła się przy mnie i podskoczyła. Rozpostarła ramiona. Zaczęła się głośno śmiać, jednak zagłuszyły ją oklaski, krzyki uznania i gwizdy. Po chwili opuściłem ją i zaczęliśmy tańczyć dalej. Widziałem te iskierki radości w jej oczach. Przełamała strach.
Na parkiet stopniowo wchodziły inne pary. Najpierw profil muzyczny, potem inne. Zaczęła się wolna część. Sierra położyła mi rękę poniżej ramienia, ja objąłem ją w pasie. Poruszaliśmy ustami, jakbyśmy mówili do siebie. Nasze twarze były coraz bliżej i bliżej. Nachyliłem się i złożyłem na ustach dziewczyny długi pocałunek. Rozległy się oklaski. Wszyscy myśleli, że to część tańca. Ja też tak myślałem. Z początku. Sierra położyła lewą dłoń na moim policzku. Melodia znów nabrała tępa, ale my nie odrywaliśmy się od siebie. Zrobiliśmy to dopiero wtedy, kiedy wszystko ucichło. Oprzytomniałem. Ukłoniliśmy się. Kolejny raz dostaliśmy brawa.
- Przepraszam za to - szepnąłem do Sierry zmieszany. - Nie powinienem...

Sierra?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz